Na krótko przed męczeńską śmiercią św. Paweł pisze do swego umiłowanego syna, Tymoteusza:

Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali adwent Jego (2 Tm 4,6nn).

„Ów dzień” – oznacza dzień Epifanii, czyli pojawienia się w chwale, lub też dzień Paruzji – obecności Pana, dzień sądu nad światem i uwielbienia Kościoła. Pozostaje on jednak w ścisłym związku ze śmiercią pojedynczego chrześcijanina. Albowiem Paweł jest przepełniony myślami o śmierci; cieszy się z wieńca, jaki się spodziewa otrzymać. Dlatego też miłuje pojawienie się Pana czy też Jego paruzję i obiecuje wieniec zwycięstwa wszystkim, którzy umiłowali Jego przyjście.

To, co się miłuje, musi być czymś budzącym radość, pięknym, wspaniałym, czymś dobrym. Toteż przyjście Pana jawi się Pawłowi oraz jego duchowym towarzyszom jako coś ze wszech miar dobrego i wartego trudu, jako wytchnienie i świętowanie zwycięstwa. Nie ma wspanialszego uczucia od tego, jakie przepełnia duszę zwycięzcy, który ma już za sobą trud i niebezpieczeństwo walki, a teraz z całej duszy chciałby krzyczeć z radości w najwyższym poczuciu swej siły i osiągniętego celu. Dlatego też starożytni chrześcijanie wołali z ra­dością: „Christós nika – Chrystus zwycięzcą”.

Prawda, że tu, na ziemi nigdy nie będziemy mieć tego peł­nego poczucia zwycięstwa. Również sam Paweł zachowuje powagę w słowach i ani trochę nie daje się ponieść triumfalizmowi, patosowi czy poetyckiemu natchnieniu. Mówi o walce, którą stoczył – w tym czasie przeszłym da się wyczuć pewien spoczynek. Mówi o biegu, który ukończył – jest w tym jakby oddech ulgi. Lecz cała reszta jest nadzieją i ufnością. Paweł cieszy się w nadziei.

Adwent nie zaczyna się dopiero dzisiaj; już cały listopad był nim przepełniony. W mszach od 18 niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego raz po raz rozbrzmiewają myśli o paruzji; i za każdym razem dotyka nas adwentowa nadzieja Kościoła, w której miesza się powaga i radość.

Jednakże w listopadzie oczekiwanie na epifanię w sposób szczególny karmi się czytaniami z proroków. Adwent właściwie należy do proroka. Nie tylko w tym sensie, że widzi on rzeczy przyszłe, w czym dziś najczęściej upatruje się istotę proroctwa, lecz do proroka w prawdziwym sensie, takim, jaki przedstawia już Balaam:

Wyrocznia męża, który wzrok ma przenikliwy;
wyrocznia tego, który słyszy słowa Boże,
a w wiedzy Najwyższego ma udział,
który ogląda widzenie Wszechmocnego,
który pada, a oczy mu się otwierają.
Widzę go, lecz jeszcze nie teraz,
dostrzegam go, ale nie z bliska (Lb 24,15nn).

Prorok jest „widzącym”, patrzącym, tym, który patrzy oczyma Boga i dlatego widzi rzeczy ukryte dla głupich oczu przeciętnego człowieka. Zanurza oczy w wieczności i dlatego nie jest związany z czasem; przeszłość i przyszłość są dla niego teraźniejszością w Bogu. Sam Bóg jest jego teraźniejszością, przemożną teraźniejszością, którą ma zawsze przed oczyma. Dzięki temu żyje w ustawicznej Epifanii, w zawsze tym samym Adwencie. Pierwsze słowa, jakie w listopadzie docierają do naszych uszu i przykuwają naszą uwagę, brzmią następująco: Ujrzałem Pana zasiadającego na wysokim i wyniosłym tronie (…) Cała ziemia pełna jest Jego chwały (Iz 6,1.3). Tak Kościół modli się w pierwszym responsorium wigilijnym. Psalmowi responsoryjnemu towarzyszy czytanie z Ezechiela, które również zaczyna się od vidi –ujrzałem”, a więc od widzenia Pana. Ezechiel ujrzał Pana. I to ujrzał Go w Jego adwencie, w Jego przyjściu na sąd i na wieczne uwielbienie Jerozolimy. Pierwsza część jego widzenia ukazuje budzący grozę sąd i wyrok spadający na Jerozolimę. Potem jednak widzi, jak zostaje zbudowana nowa Jerozolima, do której wstępuje Bóg; i zamieszka On w niej na wieki, gdyż nazwa miasta brzmi: Pan jest tam (Ez 48,35).

Adwent, który ujrzał prorok Ezechiel, jest więc powtórnym przyjściem Pana, Jego powrotem do Je­rozolimy po straszliwym sądzie nad grzesznym ludem. I prawie dokładnie tak samo jest u innych proroków, których widzenia i wyrocznie czytamy w listopadzie. Niektórzy nawet widzą jeszcze wyraźniej, jak przed ostatecznym przyjściem Boga następuje przyjście Mesjasza. Na przykład Micheasz mówi, co następuje (Mi 5,1–3.6):

A ty, Betlejem Efrata,
najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!
Z ciebie wyjdzie dla mnie
Ten, który będzie władał w Izraelu,
a pochodzenie Jego od początku,
od dni wieczności.
Przeto [Pan] porzuci ich aż do czasu,
kiedy porodzi mająca porodzić.
Wtedy reszta braci Jego powróci
do synów Izraela.
Powstanie On i paść będzie mocą Pańską,
w majestacie imienia Pana, Boga swego.
Osiądą wtedy, bo odtąd rozciągnie swą potęgę
aż po krańce ziemi.
(…)

Wówczas będzie Reszta Jakuba
wśród wielu ludów
jak rosa [zesłana] przez Pana,
jak obfity deszcz na trawę,
która nie pokłada nadziei w człowieku
ani się na synów ludzkich nie ogląda.

Poganie zostaną unicestwieni, lecz o Izraelu jest napisane (tamże, 7,18nn):

Któryż Bóg podobny Tobie,
co oddalasz nieprawość,
odpuszczasz występek
Reszcie dziedzictwa Twego?
Nie żywi On gniewu na zawsze,
bo upodobał sobie miłosierdzie.
Ulituje się znowu nad nami,
zetrze nasze nieprawości.
Wrzucisz w morskie głębiny
wszystkie ich grzechy.
Okażesz wierność Jakubowi,
Abrahamowi łaskawość,
co poprzysiągłeś przodkom naszym
od najdawniejszych czasów.

Na tym więc polega Adwent Pana, że On, który opuścił świat z powodu jego grzechu, powraca doń jako potężny Władca świata, który w gniewie zdruzgocze swych wrogów, zetrze grzech i ugruntuje swoje Królestwo na wieki; dla wierzących natomiast, dla swoich wiernych przybywa jako ich Król i Zbawca, który wyzwoli ich spod władzy złych i wprowadzi do królestwa swej czystości, pokoju i miłości. Taka jest jedna wielka akcja Pana, mimo że historycznie rozkłada się na tysiące lat. Należy do niej Wcielenie i wszystkie zbawcze czyny Chrystusa, Boga-człowieka. Mimo że w czasie swej pierwszej paruzji przyszedł On w uniżeniu i wzgardzie, już wtedy zaczął się sąd, który u kresu dni, podczas drugiej paruzji, będzie już jawny. Wtedy bowiem, właśnie przez uniżenie i Krzyż Pana, postawiony został kamień obrazy (Iz 8,14; Rz 9,32), przy którym ludzie opowiadać się będą za Bogiem lub przeciw Niemu. Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu (Łk 2,34). Dlatego mówi Pan u Jana (J 12,31n) już w czasie pierwszego przyjścia:

Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.

Na Krzyżu Pan ustanowił swoje królestwo, a Krzyż ten u kresu czasu będzie jawnym znakiem królestwa Bożego.

Jan Chrzciciel, Zwiastun Mesjasza, już w czasie pierwszego przyjścia Pana zwraca się do faryzeuszów:

Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: „Abrahama mamy za ojca”, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostanie wycięte i wrzucone w ogień. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym (Mt 3,7–12).

Całkiem słusznie więc postępuje Kościół, przedstawiając nam w pierwszą niedzielę Adwentu raz jeszcze Ewangelię o przyjściu na sąd i o końcu tego świata (Łk 21,25–33). Nie jest to tylko jakieś grzmiące echo gwałtownej burzy z ostatniej niedzieli roku kościelnego; o wiele bardziej myśl o sądzie należy do samej istoty Epifanii Pana, która jest tylko jedna, mimo że historycznie rozegrała się w dwóch aktach. Przyjście Logosu w uniżeniu ciała grzechu było tylko przygotowaniem właściwej Epifanii w chwale, która zaczęła się w poranek wielkanocny, ale tylko dla wierzących; dla świata zaś dokona się u kresu dni, pewnego razu, po raz pierwszy i zarazem ostatni. Natomiast na wieki trwać będzie przyjście Pana w chwale – „adwent, który miłujemy” – dla świętego Kościoła. Dlatego już Jego pierwsze przyjście w ciele uniżenia widzi on w świetle Jego wywyższenia i chwały, gdyż patrzy oczyma miłości. Miłuje też już Jego pierwszy adwent. Ponieważ oko miłości widzi ostrzej, już w Uniżonym widzi on Wywyższonego przez Mękę; pod ciemną szatą ciała i krzyża widzi Uwielbionego. Dlatego też Pan przychodzi do niego nie jako Sędzia, lecz jako Zbawca. Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie (Łk 21,28). Pan jest Zbawcą ciała (Ef 5,23) w czasie swego pierwszego, jak i drugiego przyjścia. A zbawienie to będzie coraz wspanialsze, coraz bardziej godne miłości, coraz głębsze i coraz rozleglejsze. O ile w czasie Jego pierwszego przyjścia również dla Kościoła było ono bolesne ze względu na ukrzyżowanego Pana, o tyle w czasie Jego drugiego przyjścia będzie całkowicie radosne i promienne, bez jakiejkolwiek resztki cierpienia i pokuty, bez łez i smutku, na wzór ukoronowanego z czcią i chwałą Pana. Zaprawdę, taki Adwent można umiłować!

Jan Chrzciciel, poważny, posępny kaznodzieja pokutny, który oznajmił faryzeuszom sąd, ma – podobnie jak i Adwent – również inne oblicze. Gdy zwraca się do prostaczków, wiernych, wierzących, wówczas mówi nie o sądzie, lecz o zbawieniu. Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata (J 1,29.36). Nie jest jedynie Zwiastunem, który kroczy przed powozem Sędziego i przeraża grzeszników, lecz jest również przyjacielem oblubieńca (J 3,29). Jakże czułe słowa miłości wychodzą nagle z surowych, wyblakłych ust pokutnika! Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu (tamże). Zatem Pan przychodzi nie tylko jako Zbawca i Odkupiciel, lecz również jako oblubieniec. A czyjeż przyjście może być milsze dla oblubienicy niż przyjście oblubieńca? Kto się lęka, nie wydoskonalił się w mi­łości. Doskonała miłość usuwa lęk (1 J 4,18).

Zatem spokojnie i pewnie wychodzi oblubienica naprzeciw Panu, mimo że z prawa i lewa czyhają i grożą smoki i węże. Patrzy tylko na Pana i cieszy się z Jego Adwentu. Stacza walkę i oczekuje na wieniec zwycięstwa, który Pan daje – bo sam jest wszak Panem – wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego. A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź!” (Ap 22,17).


Odo Casel OSB Misterium świąt chrześcijańskich Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).