Sentencje Ojców Pustyni

Myśl dobrze o tym, kto jest dobry z natury. I o każdym człowieku miej dobre myśli // Talazjusz z Libii

Nigdy nie rozpaczajmy, lecz przechodźmy przez życie będąc dobrej myśli, pamiętając o weselu i radości, jakie nam ono daje // Jan z Karpatos

Z całych swoich sił strzeż się, by nie upaść. Upadek nie przystoi bowiem temu, kto jest silny i walczy. Jeśli jednak to ci się zdarzy, natychmiast się podnieś i na nowo podejmij dobrą walkę // Jan z Karpatos

Wyciszenie ciała jest stanem uporządkowania zachowań oraz odpowiadających im odczuć. Wyciszenie duszy zaś to opanowanie myśli i niezmienna straż umysłu // św. Jan Klimak

Początkiem wewnętrznego pokoju jest oddalenie wszelkiego zamętu, który wprowadza zamieszanie w głębi duszy. Końcowy jego punkt zaś to wyzbycie się lęku w obliczu wszelkich zamętów i pozostawanie wśród nich niewzruszonym // św. Jan Klimak

Wyciszenie (hezychia), modlitwa, miłość i wstrzemięźliwość to czterokonny zaprzęg, który wprowadza umysł do nieba // Talazjusz z Libii

Zmiękcz ciało postem i czuwaniami, a odpędzisz swego kata – myśl o przyjemności // Talazjusz z Libii

Beznamiętność (apatheia) to brak skłonności do zła. Nie można tego osiągnąć bez miłosierdzia Chrystusa // Talazjusz z Libii

Dobre serce wydaje dobre myśli. Jaki bowiem jest skarbiec, takie i myśli // Talazjusz z Libii

Jeśli chcesz wyzwolić się od wszystkich namiętności naraz, podejmij wstrzemięźliwość, miłość i modlitwę // Talazjusz z Libii

Zamknij swe zmysły w twierdzy wyciszenia (hezychii), żeby nie wciągały duszy do swoich działań // Talazjusz z Libii

Usiłuj kochać każdego człowieka na równi, a oddalisz w ogóle wszelkie namiętności // Talazjusz z Libii

Modlitwa jak promień tryska z duszy i warg modlącego się, rozprasza mocą Bożą intelektualną truciznę wlaną przez wrogie siły do duszy // Orygenes

Szatan pomniejsza drobne uchybienia, bo tylko w ten sposób może poprowadzić do większego zła // Św. Marek Eremita

Nie chciej słuchać o podłościach innych ludzi, bo przez takie pragnienie przenikają do ciebie rysy tych podłości // Św. Marek Eremita

Jest więc rzeczą stwierdzoną, że nieznajomość nauk nikogo nie wyklucza z osiągnięcia doskonałości oraz że brak wykształcenia nie stanowi przeszkody dla uzyskania czystości serca i duszy // Św. Jan Kasjan

Wiara rodzi się z trudu i prostoty serca. Trud buduje wiarę, prostota zaś czyni ją stałą // św. Jan Klimak

Co jest dobrego poza Bogiem? Pozostawmy Mu więc wszystko, co nas dotyczy, a naprawdę będzie nam dobrze. Kto bowiem jest dobry, obdarza dobrem także innych // Ewagriusz z Pontu


Szymon Hiżycki OSB, Jacek Zelek Jak żyć według Ojców Pustyni? Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

„Przebaczyć Bogu”, „przebaczyć sobie”. Odwaga wypowiedzenia swoich żalów

Brak przebaczenia ma swoje źródło w głębokiej wewnętrznej pretensji, żalu, że nie dzieje się tak, jak „powinno”, jak tego oczekuję, że nie otrzymuję tego, co „powinienem” otrzymać, że cierpię, a życie przecież powinno być radością. Pretensja do konkretnych osób, jaka się rodzi w sercu, w istocie jest przejawem fundamentalnego żalu do samego życia, a właściwie do Boga, który to życie nam dał. Zazwyczaj nie dochodzimy świadomie do tej zasadniczej pretensji, zamykając się w konkretnym zranieniu przez kogoś. Odsłonięcie fundamentalnej pretensji budzi bowiem przerażenie, wstrząsa samymi podstawami naszej egzystencji. Zamknięcie się w konkretnej urazie jest łatwiejsze, a nawet jest dla nas wygodne, bo stwarza nam wewnętrzne usprawiedliwienie: oto jesteśmy pokrzywdzeni, jesteśmy „cier­pią­cymi sprawiedliwymi”, jest to zatem ro­dzaj ucieczki od prawdy.

Problem przebaczenia paradoksalnie wiąże się z koniecznością odkrycia w sobie i wypowiedzenia wszystkich złych myśli i uczuć, jakie w sobie nosimy. Zwykle spychamy je w nie­świadomość, staramy się je stłumić, zaprzeczyć im, bo odsłaniają w nas mroki naszego serca. Walka z rodzącymi się pretensjami na zasadzie spychania ich w nieświadomość, pociąga za sobą jednocześnie wybór siebie jako tego, który „jest porządny, nieskalany takim brudem”. Tym samym jednak jest to wybór „ja” idealnego – wyobrażenia o sobie i próba utrzymywania życia na tej iluzyjnej płaszczyźnie. W tym punkcie dotykamy chyba jednego z naj­trudniejszych wewnętrznych problemów, przed jakim każdy z nas stoi: swojej autentyczności. Żeby przebaczyć prawdziwie i osta­tecznie, przebaczyć z serca (por. Mt 18,35), trzeba, co stanowi przedziwny paradoks, dopuścić do swojej świadomości osobiste pretensje i żal, czyli cały egzystencjalny ból zranienia w jego pełnym wymiarze i stanąć w nim wobec prawdy. To stanowi zasadniczą treść Księgi Hioba, wspaniałego poematu o spo­rze człowieka z Bogiem.

Po epoce prorockiej, kiedy powstawał ten poemat, dla Żydów Bóg był jednoznacznie dobry, a nawet był źródłem wszelkiego dobra. Takiego Boga głoszą psalmy. Powtarza się w nich jak refren werset: Wysławiajcie Pana, bo dobry, bo łaska Jego na wieki (Ps 118,29). Jego dobroć głoszą prorocy nawet w najtrudniejszych dla narodu chwilach, jak np. Jeremiasz: Wychwalajmy Pana Zastępów, bo dobry jest Pan, bo łaska Jego na wieki (Jr 33,11). O Jego dobroci mówią nawet Lamentacje napisane po upadku Jerozolimy: Dobry jest Pan dla ufnych, dla duszy, która Go szuka (Lm 3,25). Jego dobroć dla wyznawców jest niezawodna: Dobry jest Pan, On obroną w dniu niedoli; zna tych, którzy Mu ufają (Na 1,7). Ten obraz niepodważalnej dobroci Boga zostaje w poemacie o cierpiącym słudze Bożym Hiobie skonfrontowany z jego prawdziwym nieszczęściem i cierpieniem.

Dopiero cierpienie i głębokie przeżycie za­wodu z powodu braku realizacji naszego pragnienia, załamanie się oczekiwań w wymia­rze ostatecznym, pozwala poruszyć najgłębsze pokłady naszej duszy. W sporze ze swymi przyjaciółmi Hiob przemawia z zupełnie innej płaszczyzny egzystencjalnej. Przyjaciele, obrońcy Boga, uznając za całą tradycją religijną niepodważalność dobroci Boga, wnioskują, że nie czyni On człowiekowi niczego złego bez przyczyny, zatem Hiob musi poszukać w sobie winy, wyznać ją Bogu i prosić o darowanie jej, a wówczas otrzyma od Niego ponownie błogosławieństwo. To rozumowanie jest logiczne, ale nie wychodzi z e­gzy­stencjalnego doświadczenia, lecz z przy­ję­tych założeń i będąc nawet formalnie słuszne, nie dotyka żywej prawdy. Bowiem takie poznanie wynikające z rozumowania pozostaje zewnę­trzne, nie przenika serca.

Pretensje i żale każdy z nas w sobie nosi. Jedni obnoszą się z nimi, budując na nich swoją „sprawiedliwość”, inni, często ci „szla­chet­niejsi”, tłumią je w sobie, starając się za wszelką cenę być dobrymi dla wszystkich, wszystko pozytywnie przyjmować, a o Bogu niewzruszenie myśleć pozytywnie. W zakresie samej doktryny czy moralności jest to słuszne postępowanie, ale jeżeli naprawdę chodzi o o­so­bowe spotkanie, wtedy to nie wystarczy.

Podobnie w małżeństwie (w Biblii często jest ono obrazem więzi Boga z człowiekiem) nie wystarczy uparte założenie, że współmałżonek jest dobry i pragnie dla nas dobra. Niewątpliwie takie założenie pomaga w utrzy­mywaniu właściwej relacji, ale nie wystarczy. Trzeba niejako „dotknąć serca”, poznać i roz­wiązać wszelkie problemy i konflikty nie tylko moralne, ale także emocjonalne i duchowe. Tylko wtedy może nastąpić autentyczna, żywa więź. W relacji do Boga też nie chodzi jedynie o moralną uczciwość, ale o pełne zjed­noczenie w sercu. Dlatego tłumione w ser­cu żale i pretensje powinny zostać z Nim skonfrontowane.

W relacji: pan – sługa czy bardziej dzisiaj zrozumiałej: szef – podwładny, wystarczy uczciwość moralna, rzetelność w wykonywaniu swoich obowiązków ze strony pracownika, a ze strony szefa sprawiedliwe potraktowanie. W takiej tonacji opisuje relację do Boga przyjaciel Hioba, Bildad:

Jeśli do Boga się zwrócisz,
i błagać będziesz Wszechmocnego,
jeśliś jest czysty, niewinny,
to On zaraz czuwać będzie nad tobą,
uczciwy twój dom odbuduje.
I choć był skromny u ciebie początek,
to koniec będzie wspaniały (8,5–7).

Jeżeli rzeczywiście taki jest model relacji Boga do człowieka, to ze względu na fakt, że Bóg jest Stwórcą i absolutnym władcą, nie mo­że być mowy o jakiejkolwiek pretensji ze strony człowieka, nigdy nie będzie on miał racji.

Spotkanie z Bogiem wyłącznie na płaszczyźnie: Bóg (Stwórca, Pan, Władca) – człowiek (stwo­rze­nie, sługa, niewolnik) skłania, a właściwe zmusza człowieka do postawy uległości i czci bez jednoczesnego dotknięcia całej prawdy swego serca. Wówczas człowiek może przeżywać swoją relację jedynie w kategoriach spełniania stawianych mu wymagań, z jednoczesnym poczuciem swojej naturalnej słabości i bra­ku jakichkolwiek szans wygrania w konfrontacji z Bogiem-Stwórcą. Taka konfrontacja z góry jest przegrana:

Ja wiem, że tak jest.
Jak człowiek może być przed Bogiem prawy?
Gdyby się ktoś z Nim prawował,
nie odpowie raz jeden na tysiąc.
Umysłem mądry, a potężny mocą.
Któż Mu się sprzeciwi, a ocaleje?
Przesunie On góry, choć one nie wiedzą,
kto je wywraca w swym gniewie.
On ziemię porusza w posadach,
tai iż się trzęsą jej filary.
Słońcu daj rozkaz, a ono nie wschodzi,
na gwiazdy pieczęć nakłada.
On sam rozciąga niebiosa,
kroczy po morskich głębinach;
On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona,
Plejady i Strefy Południa.
On czyni cuda niezbadane,
nikt nie zliczy Jego dziwów.
Oto przechodzi, ale Go nie widzę,
mija, ale Go nie dostrzegam.
Porywa – któż Mu zabroni?
Kto Mu powie: Co czynisz?
Bóg gniewu swego nie cofa,
ugięli się przed Nim pomocnicy Rahaba.
Jakże ja zdołam z Nim mówić?
Jakich dobiorę słów wobec Niego?
Choć słuszność mam,
nie odpowiem,
a przecież błagać będę o litość
.

Jeśli zawołam, czy mi odpowie?
Nie mam pewności, że czy głos mój słyszy.
On, który w burzy na mnie naciera,
bez przyczyny mnoży moje rany.
Nawet odetchnąć mi nie da,
tak mnie napełni goryczą.
O siłę chodzi? To mocarz.
O sąd? To kto mnie pozwie?
Choć jestem prawy, usta mnie potępią,
chociaż bez skazy, winnym mnie uznają.
Czy jestem bez skazy? Nie znam sam siebie,
odrzucam swe życie
(Hi 9,2–21).

Jeżeli relację do Boga odczuwa się w kategoriach siły i sądu, wówczas zrozumiałe stają się dalsze słowa Hioba:

Na jedno wychodzi, więc rzekłem:
Prawego z występnym On zniszczy.
Gdy nagła plaga zabija,
z klęski niewinnych On szydzi.
Ziemia wydana w ręce grzesznika,
jej sędziom zakrywa On oblicza.
Jeśli nie On – to kto właściwie? (Hi 9,22–24).

Ten tekst przypomina w swojej tonacji Księ­gę Koheleta, smutnego mędrca Starego Testamentu, który właściwie nie widzi jakiejś istotnej nadziei: marność nad marnościami – wszystko jest marnością (Koh 1,2). Wszelki wysiłek człowieka wydaje się daremny, gdyż i tak wszystko rozpada się i nic trwałego nie pozostaje. Człowiek w istocie pozostaje samotny, stojąc przed Bogiem, który nie odpowiada na ludzkie wołanie i jawi mu się jako całkowicie obojętny. Łatwo wówczas uciec w samousprawiedliwienie, w dramat swojej bezsilności:

Jeśli jestem grzesznikiem,
po cóż na próżno się trudzę?
Choćbym się w śniegu wykąpał,
a ługiem umył swe ręce;
umieścisz mnie tam, na dole.
Brzydzić się będą mną szaty (Hi 9,29–31).

Usprawiedliwianie siebie przez słabość jest bardzo charakterystyczną i często spotykaną ucieczką w relacjach między ludźmi. W odniesieniu do Boga jest to łatwiejsze

bo On nie człowiek, by Mu odpowiedzieć:
Razem się udajmy do sądu!
Czy jest między nami rozjemca,
co rękę położy na obu?
Niech zdejmie ze mnie swą rózgę
i strachem mnie nie napełnia,
bym mówić zdołał bez lęku.
Skoro tak nie jest, zostaję sam z sobą
(Hi 9,32–35).

Wydaje się, że w jakimś subiektywnym po­czuciu „sprawiedliwości” człowiek ulega brutalnej sile, w konfrontacji z Absolutem zawsze musi przegrać, choć słuszność ma (zob. Hi 9,15). Otóż to poczucie „słuszności” wobec potęgi Boga stanowi podstawę fundamentalnego zamknięcia się na spotkanie z Nim i głęboko skrytej w nas „słusznej pretensji do Niego” (por. Jon 4,9). Bez skonfrontowania się z tą pretensją i jej podstawą, zawsze, nawet przy największej uległości, nasza relacja do Pana Boga będzie zewnętrzna, nie zajdzie prawdziwe spotkanie osobowe, które może doprowadzić do komunii osób.


Włodzimierz Zatorski OSB Przebaczenie Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Przyjrzyjmy się naszej wierze…

Spotykamy się dzisiaj z dziwnym zestawieniem. Z jednej strony – Miłosierdzie Boże, które najbardziej się okazuje w odpuszczeniu grzechów, a z drugiej – niewiara apostoła Tomasza, który akurat nie był obecny, gdy Jezus  stanął wśród apostołów i powiedział im: Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Czy można się dziwić Tomaszowi? Wiedział, co się stało z Jezusem w Wielki Piątek i chociaż był świadkiem wskrzeszenia Łazarza, nie mógł sobie wyobrazić, by Człowiek tak zmaltretowany i zabity, jak Jezus, mógł znów być żyjący. No ale zobaczył. Dotknął. I wtedy uwierzył. Może nie myślimy w tej chwili o tym, ale Jezus zaraz potem właśnie do nas się zwrócił ze słowami; Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli!

Przyjrzyjmy się naszej wierze… Czy widzieliśmy coś takiego, co sprawiło, że wierzymy? Może przykład wierzących Rodziców? Może jakaś uroczystość kościelna, czy jeszcze coś innego? A może Pan Bóg wpłynął na nas bezpośrednio.

Po prostu jakby nie wiadomo skąd staliśmy się ludźmi wierzącymi? Każdy z nas ma swoją własną drogę do wiary. A każda z tych dróg ma ten sam początek: łaskę sakramentu chrztu świętego otrzymanego najczęściej w dzieciństwie. A i dzisiaj wspiera nas miłosierny Jezus cudami: cuda eucharystyczne w Sokółce i w Legnicy….  A cały Światowy Dzień Młodzieży? Pozostaje nam jeszcze temat: nasze życie z wiary. Ale to już temat osobistego zastanowienia się  i – zaufania Bożemu Miłosierdziu…


Więcej felietonów ojca Leona Knabita OSB znajdziecie w książce Przestań narzekać, zacznij żyć (część 1 i 2) Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Sięgaj do źródeł [cz.5]

Wróciliśmy z Targów Wydawców Katolickich z Warszawy, gdzie dużym zainteresowaniem cieszyła się premiera najnowszego i ostatniego tomu „Rozmów z Ojcami” św. Jana Kasjana. Dzisiaj przesyłamy kolejną porcję „Źródeł monastycznych”:

 

Moralia, tom 1

Moralia powstały w okresie pobytu Grzegorza w Konstantynopolu. W dedykacyjnym liście do Lean­dra, biskupa Sewilli, którego poznał w Konstantynopo­lu, nasz autor wyjaśnia okoliczności powstania dzie­ła. Po wyświęceniu na diakona przez Benedykta I lub Pelagiusza II zostaje wysłany na Wschód. God­ność kościelna ma usprawnić przebywanie w ziemskich pałacach. Udało się za nim wielu jego konfra­trów z rzymskiego klasztoru, którzy tworząc nową wspól­notę staną się zapleczem duchowym i oparciem dla Grzegorza w latach pobytu na obczyźnie. Do wspól­nych ćwiczeń klasztornych należała lektura du­cho­wa. W ramach tej praktyki, na prośbę współbraci oraz biskupa Leandra, Grzegorz podjął się wykładu Księ­gi Hioba. Pierwsze wersety wyłożył w formie otwar­­tych nauk dla wszystkich, kolejne – podyktował na sposób wykładu. Całość przejrzał, poprawił i ujął w strukturę trzydziestu pięciu ksiąg, które podzielił na sześć części. Grzegorz, rozważając doświadczenia Hio­ba w monastycznej wspólnocie, nie traktuje ich je­dynie teoretycznie. Dyktując kolejne księgi, coraz lepiej uświadamia sobie na podstawie własnych dole­gli­wości, co to jest próba cierpienia. Skarży się na dotkli­wy ból żołądka i chroniczną gorączkę, uznając te przy­padłości za zamierzone przez Boga – jak pisze: abym jako człowiek cierpiący tłumaczył cierpiącego Hioba i dzięki tym ciosom lepiej rozumiał myśl człowieka dręczonego ciosami.


Reguła Mistrza. Reguła św. Benedykta

Anonimowe dzieło, które co najmniej od IX w. Na­zywane było Regułą Mistrza (Regula Magistri), to sta­rożytny zbiór praw monastycznych, z wielu względów niezwykły.

Po pierwsze, z powodu zupełnie wyjątkowej dłu­gości. Wydanie in-folio, pod red. M. Brockie’ego, zaj­muje 66 stron, czyli trzy razy więcej niż Reguła św. Benedykta, która sama jest już dwa razy dłuższa niż większość starożytnych reguł zgromadzonych w Co­dex Regularum Benedykta z Aniane.

Inną charakterystyczną cechą tego dzieła, która nadała mu nazwę, jest układ rozdziałów w formie pytań i odpowiedzi: po sformułowaniu „Pytanie uczniów” (Interrogatio discipulorum), które stanowi tytuł każ­dego rozdziału, następuje część „Pan odpowiedział po­przez Mistrza” (Respondit Dominus per magistrum), stanowiąca treść rozdziału.

Układ w formie dialogu nie jest zupełnym wy­jąt­kiem w zbiorze dawnych reguł: już Reguła św. Bazylego, przełożona na łacinę przez Rufina, wpro­wa­dza­ła podział na 203 części tego typu (Interrogationes et Responsiones). Jednak Mistrz łamie tę konwencję, stosując ją w sposób niekonsekwentny: w wielu miejs­cach, zwłaszcza pod koniec tekstu, starożytne rękopisy zawierają zwykłe tytuły rozdziałów, bez okre­ślenia „Pytanie”, czy też „Odpowiedź”.

Kolejną cechą, która przybliża dzieło Mistrza do Reguły Bazylego, jest rozmiar obu tekstów. Dzieło Bazylego zawiera 42 strony in-folio i pod względem długości ustępuje jedynie Regule Mistrza, której liczba stron wynosi 66. Koncepcja Mistrza, by jeszcze bardziej rozwinąć własną legislację, jak również nadać jej formę dialogu, powstała prawdopodobnie w trakcie lektury tekstu Bazylego.


Moralia, tom 2

Nasz autor napisał komentarz do Księgi Hioba w opar­­ciu o znaną koncepcję potrójnego znaczenia tekstu biblijnego, to jest historycznego (historia), typo­lo­gicznego (significatio typica) i moralnego (morali­tas). W pierwszym znaczeniu ujmuje się rzeczy w sen­sie dosłownym – tak, jak nam przekazuje sam tekst. W drugim znaczeniu traktuje się je jako figurę, sym­bol innej rzeczywistości. W trzecim znaczeniu, któ­re podobnie jak drugie można nazwać alegorycz­nym, dokonuje się zastosowania danego tekstu do prak­­tyki ascetycznej czy moralnej życia. W pierwszych księ­gach Grzegorz trzymał się tej trójaspektowej interpretacji, rozpatrując rozdziały natchnionej księgi kolejno w każdym z tych trzech aspektów.

Uszanowawszy prawdę historii, postanowiłem rozważyć słowa błogosławionego Hioba i jego przyjaciół w senesie mistycznym. Dla wszystkich, którzy mają właściwą znajomość rzeczy, jest jasne, że Pismo Święte stara się we wszystkich swoich przekazach zapowiedzieć Zbawiciela świata, jak też starało się pokazać Jego obraz poprzez wszystkich wybranych, będących jakby członkami Jego ciała.


Historia mnichów w Egipcie

Historia mnichów w Egipcie, jeden z najważniejszych utworów opowiadających o egipskich mnichach, powstała u schyłku IV w., a więc w czasach, gdy monastycyzm egipski fascynował religijne elity całego chrześcijańskiego świata. Ich przedstawiciele odwiedzali wspólnoty ascetyczne Egiptu szukając wzorów, które dałyby się wprowadzić w ich własnych krajach. Także ci, którzy dalecy byli od myśli o podjęciu monastycznego życia krążyli między klasztorami i eremami z ciekawości, a nie była to wyłącznie ciekawość pusta: chcieli się zbliżyć fizycznie do ludzi świętych, uzyskać od nich błogosławieństwo, przeżyć dreszcz świętej zgrozy w kontakcie z ich religijną mocą.

Asceci obojga płci obecni byli w życiu Kościoła od początku jego istnienia, traktowani z wielkim respektem, odgrywali ważną rolę we wszystkich gminach, do których należeli. Swoją ascezę wyrażali w gorliwej modlitwie i recytacji wersetów Pisma Świętego. Niekiedy (jeśli mieli czas i odpowiednie przygotowanie) sięgali po dzieła chrześcijańskich myślicieli. Narzucali sobie surowy tryb życia: pościli, niewiele spali, rezygnowali z kąpieli, delikatnych szat. Pozostawali w stanie bezżennym bądź przestawali utrzymywać stosunki seksualne ze współmałżonkami. Mieszkali dalej w do­mu rodzinnym, kontynuowali swe zajęcia gospodarcze (rzemiosło, pracę na roli, kierowanie gospodarstwem itd.), uczęszczali do miejscowego kościoła na nabożeństwa, spotykali się z bliskimi i znajomymi. Niekiedy asceci tacy, zwłaszcza ascetki, łączyli się w niewielkie grupy, zazwyczaj jednak żyli w otaczającej ich gromadzie zwykłych zjadaczy chleba. Nurt ascetyczny miał liczący się dorobek dogmatyczny i literacki, stanowi on część skarbnicy pism starożytnego chrześcijaństwa.

Pod koniec III w. jednak wewnątrz ascetycznego świata narodził się nurt o charakterze odmiennym; przywykliśmy go nazywać monastycyzmem (w starożytności nie istniał ani ten, ani żaden inny termin dla określenia zjawiska, dla nas jest ważne tylko to, że ono istniało). Obok ascetów pojawili się mnisi.


Moralia, tom 3

Nasz autor napisał komentarz do Księgi Hioba w opar­­ciu o znaną koncepcję potrójnego znaczenia tekstu biblijnego, to jest historycznego (historia), typo­lo­gicznego (significatio typica) i moralnego (morali­tas). W pierwszym znaczeniu ujmuje się rzeczy w sen­sie dosłownym – tak, jak nam przekazuje sam tekst. W drugim znaczeniu traktuje się je jako figurę, sym­bol innej rzeczywistości. W trzecim znaczeniu, któ­re podobnie jak drugie można nazwać alegorycz­nym, dokonuje się zastosowania danego tekstu do prak­­tyki ascetycznej czy moralnej życia. W pierwszych księ­gach Grzegorz trzymał się tej trójaspektowej interpretacji, rozpatrując rozdziały natchnionej księgi kolejno w każdym z tych trzech aspektów.

Łatwo gardzić bogactwami, gdy się je posiada; trudno zaś uważać je za marność, gdy się ich nie ma. Jasno stąd widać, jak wielka była w świadomości Hioba pogarda dla dóbr doczesnych, skoro wtedy, gdy wszystko stracił, powiedział, że to, w co opływają niegodziwi, jest niczym. Powiedział więc: Pełne są przybytki zbójców i zuchwale prowokują Boga, gdyż często niegodziwi tym bardziej przeciw Bogu pychą się unoszą, im szczodrzej Jego hojność ubogaca ich wbrew temu, na co zasługują. Tak więc ci, których bogactwa powinny były zachęcać do dobrego, z powodu darów stają się gorsi.


W najbliższym czasie pojawią się kolejne odcinki. Jeżeli chcesz być na bieżąco, dołącz do naszych fanów na Facebooku lub zapisz się do newslettera nowości wydawniczych.

Sięgaj do źródeł [cz.4]

W najbliższych dniach odbędzie się premiera ostatniego, 3. tomu „Rozmów z Ojcami” św. Jana Kasjana. W naszej księgarni ukaże się też wyciąg z najnowszego woluminu „Źródeł monastycznych” pod tytułem „O grzechu i pokucie”, czyli rozmowy XX i XXIII.

A teraz, tradycyjnie zestawienie kolejnych pięciu tomów z serii „Źródła monastyczne”.

 

Księga reguły pasterskiej

Księga reguły pasterskiej, dzieło, które chcemy przypomnieć Czytelnikom polskim, szczególnie zaś ka­płanom i klerykom, stanowi jeden z najważniejszych utworów dotyczących kapłaństwa powstałych w okresie patrystycznym. Wraz z dialogiem O kapłaństwie Jana Chryzostoma oraz Mową II Grzegorza z Nazjanzu, wpłynęła ona na utworzenie się modelu zarówno kapłana, jak i biskupa w chrześcijaństwie, szczególnie na Zachodzie. Te trzy utwory stanowią klasyczny kanon dzieł o kapłaństwie pochodzących z epoki patrystycznej. Księgę Reguły Pasterskiej pisze Grzegorz – podobnie jak i dwaj inni Ojcowie – do biskupów, ale formułuje program praktyczno-ascetyczny nie ograniczający się bynajmniej tylko do bi­skupa. Ten zaś – dodajmy – zarówno w świecie staro­żytnym, jak i na początku średniowiecza, czyli w cza­sach Grzegorza, spełniał w swojej niewielkiej diecezji – zbliżonej wielkością do dzisiejszej większej parafii – rolę mniej więcej taką, jaką dziś spełnia w pa­­­rafii proboszcz.
 


 

Strumień światła Boskości, tom 1

Mistyczne przeżycia Mechtyldy z Magdeburga (ok. 1207 – ok. 1294), prawie zapomnianej wielkiej mistyczki niemieckiej z XIII wieku, spisane na polecenie spowiednika. Jej mistyka wyrasta z głębokiego przekonania o naturalnej przynależności do Boga, który jako Trójca Osób jest Miłością i Oblubieńcem.

Centralnym tematem dzieła Mechtyldy jest głębokie przekonanie, oparte na doświadczeniach mistycznych, o swej naturalnej przynależności do Boga. W ten sposób wnosi ona swój wkład w rozwój doktryny o człowieku jako obrazie Bożym.

„Bóg dał wszystkim stworzeniom to, aby żyły według swojej natury. Jak mogłabym zatem opierać się mojej naturze? Muszę z dala od wszystkich rzeczy iść do Boga, który z natury jest moim Ojcem, moim Bratem według swego człowieczeństwa, moim Oblubieńcem w miłości, a ja Jego oblubienicą” (I,44).

 


 

Strumień światła Boskości, tom 2

„Jego Bóstwo nie będzie mi nigdy tak obce, abym nie mogła go zawsze i swobodnie objąć wszystkimi moimi członkami, i dlatego nigdy nie ostygła (w miłości)” (II,12).

Poprzez symbole płomienia, światła, ciepła i rosy Mechtylda ukazuje w jaki sposób spotykają się pragnienia duszy i Boga. Dusza wyszła z Serca Bożego i powinna tam ponownie wrócić (V,22). Ona nie zadowoli się blaskiem aniołów, gdyż jej istotą jest szlachetne pragnienie i nienasycone pożądanie, które może zaspokoić tylko sam Bóg (por. I,44).

Dzieło Mechtyldy stanowi też jakby pierwsze zręby kultu Serca Bożego, który rozwinął się następnie w całym Kościele, zwłaszcza pod wpływem objawień udzielonych św. Małgorzacie Marii Alacoque. Jest tam też wiele elementów z innych form pobożności: zachęty do rozważania Męki Pańskiej, teksty o nieskończonym miłosierdziu Bożym, formy modlitwy za dusze czyśćcowe, kult Maryi i świętych.

Żywimy przeto nadzieję, że przetłumaczenie i wydanie tego dzieła przyniesie duchowy pożytek także wielu osobom wierzącym w naszym kraju, zwłaszcza osobom poświęconym Bogu i tym, które systematycznie rozwijają i pielęgnują swoją więź z Bogiem.
 


 

Żywot. Pisma ascetyczne

W wydawanym przez nas tomie zgromadziliśmy teksty dotyczące świętego Antoniego Pustelnika. Zebraliśmy je tutaj z trzech przy­najmniej powodów. Chcieliśmy, aby czytelnik mógł poznać tę fascynującą postać, która odegrała tak ważną rolę w dziejach ruchu monastycznego, zobaczyć ją na tle kraju i epoki, pojąć sens przełomu, który zapoczątkowała. Utwory te umożliwią także spojrzenie na Antoniego oczyma ludzi następ­nych pokoleń i wieków, przekształcających obraz Świętego wedle własnych potrzeb i poglądów. Pokazują również, jak rozwijało się dzieło Antoniego i jakie wydało owoce. Wreszcie lektura zgromadzonych tu utworów otwiera przed polskim czytelnikiem możliwość poznania dzieł specyficznej literatury, tworzonej w środowiskach ascetycznych u schyłku starożytności. Ich swoiste piękno, refleksja nad ludzką natu­rą i drogą, która prowadzi do Boga, nie są bynajmniej obo­jętne człowiekowi współczesnemu.

Najważniejszym i najbogatszym świadectwem o An­to­­nim jest jego Żywot, dlatego umieściliśmy go na początku. Wyszedł on spod pióra jednego z najwybitniejszych lu­dzi Kościoła IV wieku. Atanazy, urodzony ok. 296 roku, bi­skup Aleksandrii w latach 326–373, był czołowym protagonistą kontrowersji ariańskiej, w której bronił w sposób konsekwentny stanowiska sfor­mułowanego na Soborze Nicejskim. Jego dorobek literacki w postaci pism polemicznych i doktry­nalnych miał wielkie znaczenie w procesie formowania się nauki Ko­ścioła.
 


 

Pisma ascetyczne, tom 2

Mnich z Pontu, tworząc pewien system, doktrynę ascezy, był teologiem ex professo. Schematyzm jego nauki niekiedy działa zniechęcająco na tych, których fascynuje niepowtarzalność drogi każdego człowieka do świętości. Znajdujemy tu z pewnością ślady greckiego, intelektualnego spojrzenia na świat i ludzką naturę. Fascynacja doktryną Ewagriusza jeszcze dzisiaj może być wyrazem pewnego snobizmu. Jednak był on bodajże pierwszym, który ujął w spójny system całą dziedzinę życia duchowego i ascezy. Chociaż jego program ukształtowały konkretne potrzeby środowiska pustelniczego, to jednak w jego nauce, choćby w temacie ascezy myśli, wszyscy możemy znaleźć wiele dla siebie.

Po sześciu latach od wydania pierwszego tomu Pism ascetycznych udało się, przede wszystkim dzięki pracom tłumaczy, przygotować kolejny tom dzieł Ewagriusza. W ten sposób dysponujemy obecnie przekładem całego zbioru pism ascetycznych pontyjskiego mnicha. Do przetłumaczenia pozostały jeszcze tylko pisma o charakterze spekulatywnym (Kephalaia gnostica), dogmatycznym oraz egzegetycznym, aczkolwiek w żadnym z nich autor nie stroni od zagadnień ascetycznych. Mamy więc do dyspozycji podstawowy corpus asceticus. Kolejność pism w tomie określa ich treść. Całość poprzedza najnowsza bibliografia dzieł związanych z naszym autorem. Przekład rozpoczyna pismo najbardziej spekulatywne, z szerszą perspektywą teologiczną, Epistula ad Melaniam, potem następuje grupa pism ściśle monastycznych – Ad Eulogium, Protrepticus i Paraeneticus, Antirrheticus, a na końcu zamieszczone zostały kolekcje sentencji, o tematyce ascetycznej, posiadające również akcenty monastyczne.
 


 
W najbliższym czasie pojawią się kolejne odcinki. Jeżeli chcesz być na bieżąco, dołącz do naszych fanów na Facebooku lub zapisz się do newslettera nowości wydawniczych.

Sięgaj do źródeł [cz.3]

Dzisiejszy odcinek zbiegł się z ważną premierą kolejnego tomu „Źródeł monastycznych”. Po wielu latach od publikacji I tomu „Moraliów” udostępniamy ostatni, siódmy wolumin komentarza św. Grzegorza Wielkiego do Księgi Hioba. A poniżej tradycyjnie przesyłamy zestawienie kolejnych 5 tomów naszej monastycznej serii.

 

Początki monastycyzmu, tom 1

Książka ta obejmuje materiał kursu wykładów z historii starożytnego monastycyzmu wschodniego, wygłaszanych od roku 1975 dla nowicjatu w klasztorze benedyktyńskim w Ligugé (Francja), i niekiedy poza klasztorem. Były one publikowane w „Lettres de Ligugé”, po jednym rozdziale rocznie, poczynając od roku 1980. Artykuły te postanowiono wydać w jednym tomie. Rozdział o Qumran (należało go napisać od nowa) oraz rozdziały o św. Antonim i św. Pachomiuszu poprawiono z uwzględnieniem najnowszych źródeł; rozdział o Ewagriuszu został uzupełniony; o Makarym-Symeonie (potwierdza się poświadczenie imienia Symeon) – przerobiony. Dodano wstęp do rozdziału o św. Marcinie, opublikowany z okazji XVI stulecia jego śmierci. Dołączono także rozdział o ludowych ruchach ascetycznych w Syrii i w Azji Mniejszej oraz o doktrynie monastycznej świętych: Grzegorza z Nazjanzu, Grzegorza z Nyssy i Jana Chryzostoma, co pozwoliło lepiej usytuować w czasie Bazylego z Cezarei i Makarego-Symeona. Bibliografia została doprowadzona do stanu na 20 sierpnia 1998.
 


 

Początki monastycyzmu, tom 2

Pozostawiono trochę zawiłą strukturę niektórych rozdziałów, które, jako że dotyczą tematów jeszcze dyskutowanych w momencie ich pisania, stanowią próbę ukazania problemów w całej ich rozciągłości (roz­działy o Antonim i Pachomiuszu). Inne rozdziały, dotyczące osób i dzieł dobrze znanych oraz opracowanych, streszczają po prostu prace jakiegoś krytyka (o Augustynie) lub najlepszych znawców przedmiotu (o Bazylim, Ewagriuszu, Apoftegmatach, Efremie). Jeszcze inne rozdziały zbierają rozproszone dane (Stary i Nowy Testament, II i III wiek, ruchy ludowe oraz biskupi w Syrii i w Azji Mniejszej) lub dają może nazbyt wiele miejsca wybranym tekstom (Bazyli, Ewagriusz, Makary-Symeon, ascetyzm mezopotamski). Tematykę rozdziału XIII udało się poszerzyć, korzystając z monumentalnej Histoire littéraire du mou­vement monastique dans l’Antiquité Ojca de Vogüé i z jego pracy Le Monachisme en Occident avant saint Benoît.

Znajomość początków monastycyzmu jest możliwa nade wszystko dzięki edycjom i przekładom źródeł. W ostatnich dziesięcioleciach dokonał się wielki postęp w tej dziedzinie: większość najważniejszych dokumentów jest obecnie dobrze opracowana, przełożona i dostępna. Brak nadal krytycznego wydania Wielkiego Asketikonu św. Bazylego; praca jest w toku, jeśli chodzi o serię alfabetyczną i systematyczną Apoftegmatów oraz o dzieła Ewagriusza. Postęp w sporządzaniu katalogów pozwoli odkryć nowe rękopisy; badanie zbiorów ascetów greckich ujawniło ważne frag­menty dzieł Ewagriusza, zaginione w tym języku, oraz pożyteczne uzupełnienia zbioru Makarego-Sy­me­ona, a po­nadto udało się znaleźć kilka dokumentów o mnichach egipskich, które są wcześniejsze od zbiorów Apoftegmatów.
 


 

Pisma monastyczne

Augustyn z Hippony (dzisiejsza Annaba w Algierii) jest doskonale znany jako grzesznik i święty, jako uzdol­niony teolog, pokutnik, polemista, filozof, i jako duszpasterz. Znacznie mniej uwagi poświęca się jednak Augustynowi jako monastycznemu prawodawcy i autorowi. Stanowi zatem dla mnie prawdziwą przyjemność powitanie pierwszego polskiego tłumaczenia jego pism monastycznych i zarazem napisanie wprowadzenia do nich. Pięć rodzajów literackich jest reprezentowanych w tym wyjątkowym zestawie tekstów: libellus, libri, sermones ad populum, i enarrationes (ten ostatni łaciński termin został ukuty w XVI wieku przez Erazma jako tytuł dla Augustynowych objaśnień Księgi Psalmów).

Autor w ostatnim paragrafie sam określa ten tekst jako libellus (książeczka). Wydaje się, że nigdy nie myślał o nim jako o regule (regula). Użycie tego słowa dla określenia monastycznego rodzaju literackiego było, co należy odnotować, późnym nabytkiem w słowniku zachodniej łaciny. W przypadku tego dokumentu, pierwszym, który nadał mu nazwę Reguły, na trwa­łe łącząc ją z imieniem Augustyna, był Eugipiusz z Lukullanum (dzisiaj Pizzofalcone niedaleko Neapolu). Problem autorstwa jest jednak nieco bardziej złożony. Dla naszych potrzeb wystarczy zwrócić uwagę na następujące fakty:

1) Wiele rękopisów identyfikujących Augustyna jako autora Reguły pochodzi sprzed XII wieku.

2) Dosłowne cytaty, podobieństwa treściowe, sposób korzystania z Pisma Świętego, nawiązania i aluzje obecne w Regule, która nosi jego imię, w nieodparty sposób łączą ją z wieloma dziełami Augustyna, których autorstwo jest niekwestionowane.

3) Neologizm emendatorius pojawiający się po raz pierwszy w dziele Augustyna, którego autentyczność nie budzi wątpliwości, występuje również w tradycji rękopiśmiennej przypisywanej mu Reguły.
 


 

Rozmowy z Ojcami, tom 1

Pierwszy tom przekładu dzieła Jana Kasjana „Collationes Patrum” obejmujący rozmowy 1 do 10, opatrzony wstępem i bogatą bibliografią. Dzieło to odegrało znaczący wpływ na kształtowanie się monastycyzmu zachodniego.

Jedną z cech odróżniających monastycyzm zachodni od wschodniego jest między innymi geneza jego rozwoju. Jeżeli monastycyzm wschodni powstawał samorzutnie, jako masowy ruch oddolny, to monastycyzm zachodni rozwijał się stopniowo, zaszczepiany odgórnie, słowem i przykładem, przez wybitne osobistości. Z tego właśnie powodu pierwszy okres monastycyzmu zachodniego (ok. 339–435) nazywany jest okresem „ini­cjatorów i myślicieli”, a drugi, następujący po nim, okresem „instytucjonalizacji życia monastycznego” (435–600). Jedną z najważniejszych postaci, które zaszczepiały monastycyzm na Zachodzie, był niewątpliwie wybitny mistrz życia duchowego i pisarz ascetyczny – Jan Kasjan (365–435). W głównym swoim dziele, zatytułowanym Rozmowy z Ojcami, zawarł on syntezę duchowości wschodniej i zachodniej pierwotnego monastycyzmu.
 


 

Pisma i najstarsze żywoty

„Nie pięknymi wierszami lub klasyczną prozą, lecz barbarzyńskimi tekstami Patryka przekroczyła literatura łacińska granice nakreślone jej przez potęgę i wojsko. Pośród najgłębszego upadku państwa rzymskiego powstaje dokument historycznej przemiany narodu, który zawsze pozostawał wolny od panowania rzymskiego – dzieło w języku Rzymian. Język łaciński sam wyruszył na «peregrinatio» i w pielgrzymiej szacie «sermo humilis» rozpoczął nowe życie”.

Tymi słowy zakończył Walter Berschin prezentację postaci i dzieła św. Patryka. Postać to niezwykła, zarówno z lokalnego, dziejów Irlandii, punktu widzenia, jak również w wymiarze ogólnoeuropejskim, powszechnym. Postać zarazem znana i nieznana. „Histo­ryczny św. Patryk jest osobą, którą znamy bardzo dobrze i o której wiemy bardzo mało” – bardzo trafnie zauważył wybitny znawca problemu. Paradoks ten jest rezultatem swoistego charakteru podstawy źródłowej, będącej do dyspozycji historyka, próbującego rozjaśnić ciemności spowijające Patryka i jego czasy.

Literatura naukowa o św. Patryku, wielo- choć, oczywiście, przede wszystkim anglojęzyczna (także w języku iryjskim), jest nieprzebrana. Wybór ważniejszych i nowszych prac znajdzie Czytelnik w wykazie bibliograficznym towarzyszącym niniejszej książce, oraz – w miarę potrzeby – w przypisach do wstępu i do tłumaczonych tekstów. Wśród tej literatury jasnym blaskiem świeci nie nowa, bo opublikowana w 1919 roku w języku francuskim, a dopiero w 1956 udostępniona po polsku książka Stefana Czarnowskiego Kult bohaterów i jego społeczne podłoże. Święty Patryk bohater narodowy Irlandii. Późniejsze piśmien­nictwo polskie (i obce, w Polsce ogłoszone) o św. Patryku przedstawia się raczej skromnie.

 


W najbliższym czasie pojawią się kolejne odcinki. Jeżeli chcesz być na bieżąco, dołącz do naszych fanów na Facebooku lub zapisz się do newslettera nowości wydawniczych.

Sięgaj do źródeł [cz.2]

Pora na kolejną porcję literatury monastycznej, czyli na pięć kolejnych publikacji z serii „Źródła monastyczne”. Tak przy okazji mamy prośbę do czytelników – jeżeli posiadacie jakieś ciekawe zdjęcia lub materiały z tradycji i historii benedyktynów w Polsce, to z chęcią je opublikujemy na naszej stronie czy też w mediach społecznościowych. Pliki można przesyłać na adres e-mailowy: jacek@tyniec.com.pl.

Korzystając z możliwości, przesyłamy też kilka zapowiedzi z podwórka wydawniczego: w najbliższym czasie planujemy udostępnić audiobook „Abba, powiedz mi słowo”, w którym znajdziecie 116 apoftegmatów czytanych przez Edwarda Linde-Lubaszenkę. Z innych nowości monastycznych: startujemy z dwiema nowymi seriami filmów – pierwsza to komentarze liturgiczne o. Hieronima St. Kreisa OSB pt. „Dar i modlitwa”; drugą poprowadzi o. opat Szymon Hiżycki OSB, a dotyczyć będzie ona apoftegmatów – krótkie komentarze wyjaśniające naukę Ojców Pustyni, pt. „Cisza jest pełnią słowa. Jak rozumieć apoftegmaty Ojców Pustyni?”.

 

Apoftegmaty Ojców Pustyni. T. 2

W pierwszym tomie Apoftegmatów Ojców Pustyni podano ogólne wiadomości o apoftegmatach i o ich zbio­rach. Szczegółowe omówienie tego skomplikowanego problemu znajdziemy w podstawowej pracy J.C. Guy. Tutaj skupimy się tylko na samej kolekcji systematycznej, której polski przekład podajemy.

Zbiór alfabetyczny (Alphabetikon – Kolekcja alfabetyczna, Gerontikon – Księga Starców) powstał w dru­giej połowie V wieku i był prawdopodobnie pierwszym wielkim zbiorem apoftegmatów. Żywa była jeszcze tradycja wielkich Ojców Pustyni, stąd też usystematyzowano apoftegmaty wedle ich imion, które wówczas jeszcze wiele ludziom mówiły. W miarę jednak upływu czasu, zmniejszała się fascynacja osobowością Ojców, pozostawało natomiast zainteresowanie ich nauką. Stąd też wiele apoftegmatów „utraciło” imię tego, który je wypowiedział, i funkcjonowało jako anonimowe; nie mogło więc znaleźć miejsca w zbiorze alfabetycznym. Tak wynikła konieczność znalezienia innego klucza do usystematyzowania apoftegmatów niż imiona sławnych mnichów. Tym nowym kryterium stały się główne tematy życia ascetycznego i według nich zaczęto apoftegmaty systematyzować: i te posiadające autora, i te anonimowe. Taka jest geneza zbiorów systematycznych.

Zbiór systematyczny powstał również w języku greckim, w drugiej połowie V wieku, ale prawdopodobnie po kolekcji alfabetycznej: jest to tzw. wersja „a”. Tego jednak pierwotnego zbioru nie posiadamy w oryginale greckim, mamy go natomiast w przekładzie łacińskim diakona Pelagiusza i subdiakona Jana, o których za chwilę, oraz częściowo w kolekcji koptyjskiej wydanej przez M. Chaîne (por. bibliografia na końcu tomu). Spotykamy w nim apoftegmaty znane z Alphabetikonu, oraz inne, nieumieszczone w nim, a ponadto fragmenty dzieł ascetycznych (Jana Kasjana czy Hyperechiosa) oraz kilka fragmentów nieznanego pochodzenia.

Ten zbiór ulegał stopniowo dalszej ewolucji: rozbudowywano go i powiększano o nowe apoftegmaty. Tak powstały wersja „b”, w kilku wariantach, z dodaniem 75 nowych utworów, oraz wersja „c” wzbogacona o 85 nowych apoftegmatów. Wersję „b” przygotował do druku J.C. Guy SJ, ale przedwczesna śmierć (29. 01. 1986) nie pozwoliła mu na wydanie tekstu; podjął się tego B. Flussin. Pierwszy tom ukazał się w 1993 i obejmuje pierwsze dziewięć rozdziałów (ksiąg) kolekcji systematycznej.

 


 

Pisma ascetyczne, tom 1

Wiele Ewagriuszowych pism nie zostało jeszcze krytycznie wydanych, więc jesteśmy zdani na edycje tekstowe takie, jakie są. Korzyść z lektury po polsku pism tego teologa jest niewspółmiernie większa od strat związanych z pewnymi nieścisłościami, na które narażamy się posługując się tekstem jeszcze nie wydanym krytycznie.

Zamieszczony w tym tomie przekład obejmuje trzynaście pism naszego teologa oraz jego żywot, którego autorem jest uczeń Ewagriusza, Palladiusz. Tekst O życiu Ewagriusza tłumaczymy, jak zaznaczamy w uwagach, z francuskiego przekładu koptyjskiej wersji Historii dla Lausosa. Apoftegmaty związane z imieniem Ewagriusza zostały przedrukowane z tomu czwartego Źródeł Monastycznych. Przekład Listów opiera się – w tych miejscach, które zachowały się w oryginale – na fragmentach greckich. Pozostałą część, zachowaną w wersji syryjskiej, tłumaczymy w oparciu o przekład niemiecki. Miejscami za pomoc służy też retranslacja grecka W. Frankenberga. Przekład pisma O praktyce ascetycznej został dokonany na podstawie edycji Sources Chrétiennes, podobnie – Gnostyk. Fragmenty zaginione w oryginale tłumaczymy z francuskiego tekstu, zamieszczonego w tej edycji i rekonstruującego całość. Przekład pisma O modlitwie opiera się na Filokaliach, a pisma Trzech rozdziałów o modlitwie – na łacińskim tłumaczeniu syryjskiej wersji, wydanej przez I. Hausherra. Pismo Do mnichów i Napomnienie dla dziewicy tłumaczymy w oparciu o edycję H. Greßmanna, natomiast pismo Podstawy życia monastycznego – o edycję J. Migne’a. Przekład pisma O ośmiu duchach zła opiera się na edycji J. Migne’a (= recenzja A), z uwzględnieniem wariantów dłuższej recenzji (B). Prolog tłumaczymy w oparciu o niemiecki przekład G. Bungego nie wydanej wersji syryjskiej. Przekład O różnych rodzajach złych myśli opieramy na niedawno wydanej edycji krytycznej w Sources Chrétiennes. Tłumaczenia pisma O wadach, które przeciwne są cnotom w całości dokonujemy na podstawie edycji J. Migne’a. Z kolei pismo O mistrzach i uczniach tłumaczymy na podstawie edycji P. van den Vena. W aparacie krytycznym w dużym stopniu korzystamy z uwag zamieszczonych przez autorów edycji źródłowych.

 


 

Ewagriusz z Pontu – mistrz życia duchowego

Odkrycie Ewagriusza jest jednym z największych osiągnięć patrystyki pierwszej połowy dwudziestego wieku, jak stwierdził francuski dominikanin F. Re­foulé przed trzydziestu laty. Ten grecki mnich urodził się ok. 345 roku w mieście Ibora położonym w małoazjatyckim Poncie. Jego ojca wyświęcił Bazyli Wielki, biskup Kapadocji, na chor­episkopa, a jego samego uczynił lektorem.

Duży wpływ na duchowo-intelektualną formację Ewagriusza wywarł Grzegorz z Nazjanzu, który też wyświęcił go na diakona. Ewagriusz stał dzielnie u bo­ku Grzegorza w Konstantynopolu, w najtrudniejszym okresie jego bisku­pich rządów. Zasłynął wówczas jako kaznodzieja w obronie nicejskiej ortodoksji przeciw arianom. W Konstantynopolu przeżył wewnętrzny kry­zys związany z osobą żony pre­fek­ta miasta. Po śnie, w którym anioł obiecał mu uwolnienie z perypetii, jeżeli opuści miasto, udał się w 382 roku do Jerozolimy do znanego wówczas klasztoru na Górze Oliwnej, kierowanego przez Melanię Starszą i Rufina z Akwilei. Za radą swoich przyjaciół wyruszył w następnym roku do Egiptu. Po krótkim okresie swoistego „no­wi­cja­­tu” w Nitrii zamieszkał w półpustelniczej osadzie Cele (Kellia), położonej na południowy wschód od Aleksan­drii. Spędził tam szesnaście lat aż do śmierci w 399 roku.

Ewagriusz pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką. W pismach ascetycznych był z jednej strony wyrazicielem istniejącej już myśli monastycyzmu egipskiego, a z drugiej strony jej pionierem, wywierając ogromny wpływ na późniejszych pisarzy. W szóstym wieku, w kli­ma­cie walki z orygenizmem, potępiono niektóre spe­ku­la­tyw­ne nauki Ewagriusza, zwłaszcza z zakresu jego antro­po­lo­gii i kosmologii.

W tym tomie oddajemy do rąk czytelnika trzy zebrane publikacje G. Bungego: „Modlitwa duchowa”, „Acedia” i „Ojcostwo duchowe”. Omawiają one zasadnicze, a jednocześnie bardzo aktualne dzisiaj wątki myśli Ewagriusza z Pontu. Są one aktualizacją nauczania jednego z najważniejszych starożytnych mistrzów duchowych do potrzeb religijnych współczesnych chrześcijan. Dla wielu będzie odkryciem, że bardzo wiele elementów naszej psychiki i charakteru zależy tak bardzo od życia duchowego.

 


 

Ćwiczenia

Ćwiczenia św. Gertrudy Wielkiej z Helfty, jednej z największych mistyczek chrześcijańskich, otwierają – mamy nadzieję – serię tłumaczeń pism mistyczek niemieckich. W przyszłości chcielibyśmy wydać jej główne dzieło, Legatus divinae pietatis czyli Herold Bożej łaskawości, a także tak zwane Modlitwy (Preces Gertrudianae).

Myślimy również o przekładzie na język polski tekstów Mechtyldy z Magdeburga, Mechtyldy von Hackeborn i innych średniowiecznym mistyczek z niemieckiego kręgu językowego. Pragniemy ten sposób odnowić dawną, bogatą tradycję wydawniczą, sięgającą XVI wieku. Od tego czasu istnieje wiele wydań dzieł Gertrudy i innych mistyczek (p. Wstęp oraz Bibliografia).

Wpływ Gertrudy przetrwał we wciąż żywym kulcie Serca Jezusa (miłosierdzia Bożego), ale sama postać świętej poszła już w zapomnienie. Sądzimy, że jej duchowość, oparta na liturgii i czytaniu Słowa Bożego w kontekście liturgicznym (lectio divina), może być inspirująca również dla człowieka współczesnego, wyrosłego w duchowej atmosferze Drugiego Soboru Watykańskiego.

Gertruda jest znakomitym teologiem, ale uprawia teologię nie jako intelektualne rozważania, lecz jako metodę modlitwy i sposób nawiązywania żywego kontaktu z Bogiem. W swoich dziełach dzieli się z czytelnikami osobistym doświadczeniem religijnym i jednocześnie, za pomocą ćwiczeń, stara się go samego do takich doświadczeń doprowadzić. Miejscem mistycznego przeżycia jest dla niej właśnie liturgia.

Mamy nadzieję, że nowe wydanie jej Ćwiczeń przybliży polskiemu czytelnikowi bogaty nurt teologii mistycznej zrodzonej w ciszy monastycznego życia. Za podstawę do tłumaczenia oraz opracowania teks­tu posłużyło nam wydanie Gertrude d’Helfta, Oeuvres spirituelles. Tome I. Les Exercices, ed. J. Hour­lier et A. Schmitt OSB, Paris 1967, SCh 127.

 


 

Dialogi

W jednym ze swoich listów, napisanym w lipcu 593 ro­ku, papież Grzegorz sam mówi o tym, jak przy­stą­pił do tworzenia swego obszernego zbioru ha­gio­gra­ficz­ne­­go, jakim są Dialogi. Ów list adresowany jest do bisku­pa Maksymina z Syrakuz, dawnego przeora kla­sz­to­ru w Caelius, założonego dwadzieścia lat wcze­ś­niej przez samego Grzegorza, który żył w nim przez dłu­gie lata. Znajdujemy w nim następującą prośbę:

Bracia moi, żyjący w przyjaźni ze mną, wszelkimi spo­­sobami mnie nakłaniają, bym pokrótce opisał pewne cuda Ojców, które, jak słyszeliśmy wydarzyły się w Italii. Do tego bardzo potrzebuję pomocy Waszej Mi­­­łości, byście mi krótko podali, co wam się przypomina, co się udało wam samym poznać. Pa­mię­tam, żeś opowiadał coś o dostojnym opacie Nonno­su­sie, który według dostojnego Anastazego pochodził z Pen­­tum, lecz zapomniałem, o co chodziło. Donieś mi pro­­­szę o tym pisemnie i napisz, jeśli wiesz coś innego. Prze­­­­ślij te wiadomości szybko, jeśli sam nie możesz mi ich przywieźć.

To prawda, że wspomnienia papieża dotyczące Non­­nosusa nie były zbyt ścisłe: ten wielki mnich z gó­ry So­rak­te nie był opatem, lecz tylko przeorem, co księ­­­ga pierwsza Dialogów ujmie już poprawnie, wspo­mi­­nając obok niego jego sąsiada, opata Anastazego z Sub­pen­toma. Podając te dokładniejsze dane, Grze­gorz nie omiesz­ka przytoczyć nazwiska swego infor­ma­tora, Ma­ksy­­miana z Syrakuz, z którym kon­sul­to­wał się w powyższym liście.

Dostrzegamy w nim na gorąco powstawanie i po­cho­­­dzenie Dialogów. Powstały one w odpowiedzi na nie­­­ustanne prośby kapłanów i mnichów z naj­bliż­sze­go kręgu papieża i zostały zredagowane z głęboką tro­ską o rzetelność, gdyż autor zadał sobie trud czer­pa­nia wia­domości od kompetentnych świadków.

Dzieło powstawało około roku – niektóre roz­dzia­­ły pochodzą z 594 roku. Jeżeli mamy wierzyć Prologowi, to mówiąc dokładniej pewien diakon, Piotr, miał poprosić papieża, żeby przerwał pracę nad komentarzami do Pisma Świętego, aby opowiedzieć o cudach świętych Italii. Jednakże fikcja literacka jest dość wyraźna w tym wstępie, podobnie jak w pozostałej części rozmowy między Grzegorzem i jego partnerem. Rozmówca ów, praw­dziwy czy też domniemany, jest postacią, którą do­brze znamy dzięki korespondencji papieża. W Przed­mo­wie (2) papież mówi o tym, że od najwcześniejszej mło­dości jest on jego przyjacielem i towarzyszem stu­diów nad Świętym Słowem, a Listy pokazują nam sub­­­­diakona Piotra także w jego pracy na służbie Koś­cio­ła Rzymskiego, na kluczowych placówkach Sy­cy­lii i Kampanii, gdzie przebywał aż do owego lipca 593 roku, kiedy przybył do Rzymu i otrzy­mał świę­ce­nia diakonatu.

 


W najbliższym czasie pojawią się kolejne odcinki. Jeżeli chcesz być na bieżąco, dołącz do naszych fanów na Facebooku lub zapisz się do newslettera nowości wydawniczych.

Sięgaj do źródeł [cz.1]

Startując z nową wersją naszej strony benedyktyni.pl, chcemy rozpocząć od samego początku, czyli od źródeł. Aby mówić o monastycyzmie, trzeba sięgnąć do historii pierwszych wieków, kiedy ruch monastyczny „nabierał kształtów”. Stąd pomysł, aby przedstawić nasz dorobek na tym polu. Jak dobrze wiecie, już od wielu lat, w zasadzie od samego początku działania Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC, wydajemy jako jedyni w Polsce serię „Źródła monastyczne”, która na chwilę obecną liczy ponad 70 tomów.

Ideą tej serii artykułów jest prezentacja poszczególnych, dostępnych publikacji, dzięki którym możecie poznać historię i tradycję monastyczną. Poniżej znajdziecie pierwszych pięć tomów:

 

Apoftegmaty Ojców Pustyni T. 1

Pierwszy tom apoftegmatów opublikowany w serii „Źródła monastyczne” obejmuje Gerontikon czyli Kolekcję Alfabetyczną wraz z gruntownie przepracowanym komentarzem i wstępami z wydania w PSP. Z przyczyn technicznych pominięto bi­blio­grafię, którą zamieszczono w drugim tomie apoftegmatów, czyli w przekładzie Kolekcji Systematycznej. W drugim wydaniu pierwszego tomu ograniczyliśmy się jedynie do nielicznych korekt samego prze­kładu oraz poprawienia indeksów. W przygotowaniu mamy kolejne tomy, które będą zawierały kolekcję anonimową, kolekcje mniejsze, przekłady orientalne, a także poszczególne apoftegmaty poza kolekcjami.

Od czasu pierwszego wydania Kolekcji Alfabetycznej, ukazały się drukiem inne, ważne dla historii monastycyzmu starożytnego dzieła: Pisma ascetyczne św. Bazylego, Dzieje miłości Bożej. Historia mnichów syryjskich Teodoreta z Cyru, Opowiadania dla Lausosa Palladiusza z Helenopolis, Żywoty mnichów Pawła, Malchusa i Hilariona św. Hieronima, Pacho­mia­na latina, dwa tomy Pism ascetycznych Ewagriu­sza z Pontu oraz pierwszy tom Rozmów z Ojcami Jana Kasjana. Wydaje się więc, że dzieło podjęte przez ks. Seba­stiana Piskorskiego ponad trzysta lat temu jest konty­nuowane. Chociaż ciągle jeszcze nie możemy się pochwalić, że przełożyliśmy wszystkie utwory, które ów wielki krakowski tłumacz prze­tłumaczył samodzielnie. Usilnie pracujemy nad tym, by jak najszybciej mu dorównać.

Abba Makary Wielki; kiedy w Sketis odprawiał braci po zgromadzeniu, mawiał: „Bracia, uciekajcie”. Jeden ze starców go zapytał: „Dokąd jeszcze mielibyśmy uciekać z tej pustyni?” A on położył palec na usta, mówiąc: „Od tego uciekajcie”. I poszedł do swojej celi, zamknął drzwi i tak pozostał.

Powiedział abba Makary: „Jeżeli karcąc kogoś wpadasz w złość, idziesz po prostu za własną namiętnością. Nie gub własnej duszy dla zbawienia cudzej”.

Kiedyś abba Makary szedł z braćmi drogą w Egipcie i usłyszał chłopca, który mówił do swojej matki: „Matko, pewien bogacz kocha mnie, ale ja go nie cierpię; a pewien biedak nie znosi mnie, a ja go kocham”. Na te słowa zdumiał się abba Makary, a bracia go pytali: „Cóż jest w tych słowach takiego, ojcze, że się zdumiewasz?” Starzec im odpowiedział: „Zaprawdę, bracia, Pan nasz jest bogaty i miłuje nas, a my nie chcemy Go słuchać; a wróg nasz diabeł jest nędzarzem i nienawidzi nas, my zaś kochamy jego nieczystość”.

 


 

Pisma ascetyczne, tom 1

Pisma ascetyczne św. Bazylego Wielkiego należały w starożytności i należą do dzisiaj, zwłaszcza na chrześcijańskim Wschodzie, do ścisłego kanonu lektur duchowych. Stanowią podstawę teologiczną całego monastycyzmu wywodzącego się z tradycji greckiej, a nadto, przez przekład łaciński, wywarły znaczny wpływ na prawodawstwo zakonne Zachodu.

Najważniejsze z nich tworzą zbiór, który ułożył sam Bazyli, nazywając go Zarysem ascezy. Włączył do niego sześć pism: poza Wstępem, dwa krótkie utwory: O sądzie Bożym i O wierze, oraz trzy najbardziej znane jego dzieła, określane mianem „reguł”: Reguły moralne, Reguły dłuższe i Reguły krótsze.

Niniejszy tom zawiera przekład czterech pierwszych pism zbioru. Odnajdujemy w nich dążenie Bazylego, aby szybko rodzący się w IV wieku ruch ascetyczno-pustelniczy w Azji Mniejszej zorganizować według zasad Ewangelii i Kościoła. Chociaż pisma te zostały włączone do zbioru przeznaczonego dla środowisk monastycznych, niemniej zawierają wezwania skierowane do wszystkich chrześcijan.

 


 

Pisma ascetyczne, tom 2

Pisma ascetyczne św. Bazylego Wielkiego (ok. 329–379) należały w starożytności i należą do dzisiaj, zwłaszcza na chrześcijańskim Wschodzie, do ścisłego kanonu lektur duchowych. Stanowią podstawę teologiczną całego monastycyzmu wywodzącego się z tradycji greckiej, a nadto, przez przekład łaciński, wywarły znaczny wpływ na prawodawstwo zakonne Zachodu.

Tom obejmuje najbardziej znane pisma ascetyczne św. Bazylego Wielkiego (+379): Reguły dłuższe i Reguły krótsze, zwane także Wielkim Asketikonem lub Regułami monastycznymi.

Zawierają one odpowiedzi na pytania stawiane przez ówczesnych chrześcijan podejmujących życie ascetyczne według wskazań Ewangelii. Odpowiedzi są proste, a zarazem wymagające, naznaczone ludzką i nadprzyrodzoną mądrością duchownego ojca, którego proszono o poradę czy wyjaśnienia. Obie Reguły, wraz z utworami przedstawionymi w I tomie Pism ascetycznych św. Bazylego tworzą zbiór, nazwany przez autora Zarysem ascezy.

 


 

Dzieje miłości Bożej

Dzieje miłości Bożej Teodoreta należą do najcenniejszych i najciekawszych relacji o początkach ruchu monastycznego w Syrii. Pozwalają nam poznać jego formy, właściwą mu specyficzną mentalność, uzmysłowić sobie jego funkcje w Kościele i społeczeństwie tych czasów. Jest to prawdziwie fascynująca lektura, o czym mieli okazję przekonać się jej liczni czytelnicy. Jednak zrozumienie opisywanego przez Teodoreta świata nie jest proste, nie wystarczy zwykła uważna lektura, potrzebna jest nam pomoc właśnie dlatego, że ten świat jest tak odmienny.

Obszar, o którym pisze Teodoret, obejmuje tereny wokół miast: Cyr, Antiochia, Chalkis, Apameja. Tradycyjnie nazywamy tę krainę Syrią. Ludność tych terenów dzieliła się na dwie podstawowe grupy językowe: grecką i syryjską. Mieszkańcy wsi w większości mówili po syryjsku – wprawdzie zdarzały się niewielkie osady z greckojęzycznymi mieszkańcami, ale stanowiły one rzadkość. O wiele bardziej skomplikowanie przedstawiała się sprawa etnicznego charakteru bardzo licznych miast. Duże centra, takie jak Antiochia, jej port Seleukeja Pieria, Beroja, Apameja, Laodikeja były zdecydowanie greckie (jednak i w tych miastach wśród warstw najuboższych znajdowali się Syryjczycy). W mniejszych ośrodkach, a także w miastach położonych bliżej wschodniej granicy cesarstwa, wśród biedoty i w warstwach średnich przeważali Syryjczycy. Elita miast częściej była greckojęzyczna, ale i w jej gronie spotkać można było rodziny co najmniej dwujęzyczne, jeśli nie wręcz syryjskojęzyczne.

 


 

Pisma o św. Marcinie z Tours

Trudno nam dziś zrozumieć, kim był dla średniowiecza, szczególnie zaś dla Francji, św. Marcin z Tours. Niewielu chyba świętych wywarło tak różnoraki i tak wielki wpływ po swojej śmierci, jak to miało miejsce w wypadku św. Marcina. Tours stało się, po Rzymie i Komposteli, jednym z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych Europy. Dzieła Sulpicjusza Sewera dotyczące Marcina, a więc Żywot, Listy i Dialogi, należały, obok Żywota św. Antoniego, do wielkich bestsellerów średniowiecza, zczytywanych przez żądnych cudów czytelników, i były wielokrotnie przerabiane w różnych zbiorach legend. Nie ma chyba w Europie muzeum, w którego kolekcji malarstwa średniowiecznego nie znajduje się przynajmniej jeden obraz pokazujący Marcina oddającego swój płaszcz ubogiemu. Ta zaś scena stała się niejako hasłem wywoławczym dla wielkich poczynań charytatywnych Kościoła: Marcin dzielący się swym płaszczem i Chrystus ukazujący się św. Marcinowi przypominały wszystkim chrześcijanom o obowiązku niesienia pomocy potrzebującemu, i o tym, że cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

Kim był św. Marcin? Jego biografia, w której rozczytywało się średniowiecze, jest dziś znana tylko nielicznym erudytom. Sytuacja ta jest szczególnie anormalna w Polsce, gdzie wedle mego rozeznania istnieją wprawdzie trzy przekłady dzieł o św. Marcinie (ks. W. Szołdrskiego, K.F. Abgarowicza i niniejszy), ale pozostawały dotąd w maszynopisie. Dzieło, które zachwycało średniowiecze, popadło w zapomnienie, co więcej, na początku tego stulecia zostało zaatakowane frontalnie: poddano krytycznej ocenie autentyczność osoby Marcina i prawdomówność jego kronikarza – Sulpicjusza Sewera. Praca krytyka postaci św. Marcina, Babuta należy już dziś do historii, natomiast dzieło Sulpicjusza Sewera wyszło z tej frontalnej krytyki obronną ręką i znowu zaczyna zyskiwać czytelników. Warto więc je przypomnieć również w Polsce.

 


W najbliższym czasie pojawią się kolejne odcinki. Jeżeli chcesz być na bieżąco, dołącz do naszych fanów na Facebooku lub zapisz się do newslettera nowości wydawniczych.

Podczas tego dzieła wszystkie stworzenia, które minęły, obecne i przyszłe wraz z wszystkimi ich czynnościami mają być ukryte w chmurze zapomnienia

Jeżeli masz dotrzeć kiedykolwiek aż do tej chmury, jeżeli masz w niej pozostać i pracować tak jak ci to opisuję, będziesz musiał pod sobą rozciągnąć chmurę zapomnienia, która będzie między tobą a wszystkimi stworzeniami, tak jak chmura niewiedzy jest ponad tobą, między tobą a twoim Bogiem.

Może ci się zdaje, że jesteś bardzo daleko od Boga z powodu chmury niewiedzy, która cię od Niego oddziela; ale – mówiąc praw­dę – jesteś jeszcze o wiele dalej od Niego, jeżeli między tobą a stworzeniami nie ma chmury zapomnienia. Dotyczy to wszystkich stworzeń, jakie by one nie były. Za każdym razem, kiedy mówię o stworzeniach, mam na myśli nie tyl­ko same stworzenia, ale także wszystkie ich dzieła i wszystko, co ich dotyczy. Nie czynię wyjątku dla żadnego stworzenia ani cielesnego ani duchowego, ani żadnego z ich dzieł czy przymiotów, dobrych czy złych: wszystko to, bez żadnego wyjątku, musi być dla sprawy, którą się teraz zaj­mujemy, ukryte pod chmurą zapomnienia.

Czasem może być rzeczą bardzo pożyteczną myśleć o niektórych przy­miotach lub niektórych czynach pewnych szczególnych stworzeń; ale w tym dziele korzyść z tego będzie znikoma albo żadna. Dlaczego? Wspomnienie albo myśl o stworzeniach i o tym, co one uczyniły, jest pewnym rodzajem duchowego widzenia. Bo oko duszy otwiera się, aby je widzieć i zatrzymuje się na nich, jak oko strzelca na celu, do którego mierzy. Otóż wszystko to, o czym myślisz, jest ponad tobą i w tym momencie staje między tobą a Bogiem, tak że jesteś o tyle dalej od Boga, o ile jest coś w twoim umyśle, co nie jest Bogiem.

Tak, i jeżeli można to powiedzieć z całym szacunkiem, trzeba po­wie­dzieć, że w tym dziele nie jest pożyteczne myślenie o do­sko­nałości Boga, ani o Matce Bożej ani o Aniołach czy o Świętych, a nawet o radościach Nie­ba. Mówię, że nie będzie pożyteczne o tym wszystkim myśleć myśle­niem szczególnym, tak jakbyś przez to chciał karmić i wzmóc siłę twojego dążenia. Jestem przekonany, że byłoby to dla ciebie absolutnie niepoży­tecz­ne w tym wypadku i w stosunku do tego dzieła.

Zapewne, jest rzeczą znakomitą myśleć o dobroci Bożej, miłować Bo­ga i chwalić Go z powodu niej, ale jest jeszcze znacznie lepiej utkwić twą myśl w Jego Bycie prostym i nagim, miłując Go i chwaląc dla Niego samego.


Autor anonimowy Chmura niewiedzy Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

O krótkości tego dzieła; jak się to dzieje, że nie dochodzi się do niego ani drogą ciekawych poszukiwań umysłu, ani przez wyobraźnię

Abyś uniknął wszelkiego błędu odnośnie do dzieła, o którym ci mówię i abyś sobie nie wyobraził, że ono jest czym innym niż jest w rzeczywistości, powiem ci coś więcej tak jak to rozumiem. Nie potrzebuje ono długiego czasu, by się dokonać, wbrew temu, co o tym myślą niektórzy. Nie jest ono ani dłuższe ani krótsze od atomu – a ten jest najmniejszą cząsteczką czasu zgodnie z definicją, którą mu dają filozofowie doświadczeni w nauce astronomii. Atom jest tak krótki, że z tej racji jest niepodzielny i prawie niedostrzegalny. To jednak o nim jest zapisane: „Z całego czasu, który ci został dany, zażądamy od ciebie rachunku, jak go użyłeś” (por. Syr 29,2–6).

I jest rzeczą słuszną, byś zdał sprawę z każdego atomu czasu, bo nie jest on ani dłuższy ani krótszy, ale trwa tyle, co każde poruszenie twojej woli, to znaczy głównej twojej władzy sprawczej. W ciągu godziny tyle jest aktów i pragnień w twojej woli, ile jest atomów w tej godzinie.

Gdybyś był przez łaskę przekształcony i doprowadzony do stanu, w którym znajdował się pierwszy człowiek przed grzechem, byłbyś dzięki pomocy Bożej zawsze panem tych aktów twojej woli. Żaden z nich by się nie zabłąkał, ale zawsze miałby jako swój cel Tego, który sam jeden jest najwyższym przedmiotem pragnienia i chcenia: Boga. W istocie On zniża się do poziomu naszej duszy i udostępnia jej swoje Bóstwo, a dusza może wznieść się aż do Niego dzięki godności, w której zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. On sam wystarcza i On sam może wypełnić ponad wszelką miarę naszą wolę i nasze pragnienie. Albowiem łaska jakby otworzyła na nowo naszą duszę i uczyniła ją zdolną do uchwycenia w pełni przez miłość Tego, który jest nieuchwytny dla każdej władzy umysłowej czy to anielskiej czy to ludzkiej, nieuchwytny – powtarzam – dla intelektu, ale nie dla miłości i dlatego mówię tu o władzy poznawczej.

Każde stworzenie rozumne, anioł lub człowiek, ma w sobie dwie władze główne: jedna z nich jest nazwana władzą poznawczą, druga władzą miłowania. Obydwu Stwórcą jest Bóg. Ale ten Bóg pozostaje zawsze niezrozumiały dla pierwszej, natomiast dla drugiej, choć dla każdego inaczej, jest w pełni poznawalny, do tego stopnia, że kochająca dusza sama w sobie, dzięki łasce miłości, powinna móc pojąć Tego, który jest zdolny całkowicie wypełnić wszystkie dusze i anioły, które kiedykolwiek zostały stworzone. Taki jest prawdziwy i niepojęty cud miłości. Akt miłowania nie skończy się nigdy, gdyż Bóg będzie go odradzał nieustannie i bez końca. Niech rozumie to ten, komu łaska tego udziela, bo przez to samo kosztuje szczęśliwości nieskończonej. Przeciwnie, jest to ból nieskończony dla tego, kto jest pozbawiony udziału w tym akcie.

I tak jak w porządku przyrodzonym wola nie może być pozbawiona aktów, tak i ci, którzy udoskonaleni przez łaskę, pilnie oddają się tym aktom miłości, nie będą nigdy w tym życiu bez doświadczenia czegoś, co jest już przedsmakiem słodyczy nieskończonej, a w szczęściu niebiańskim zostaną nasyceni w pełni.

Nie dziw się więc, że cię zachęcam do tego dzieła, bo jest to właśnie to dzieło – jak to zobaczysz dalej – w którym człowiek został stworzony i wszystko zostało stworzone dla człowieka, aby mu dopomóc w realizowaniu tego dzieła. To także przez nie człowiek będzie doprowadzony do doskonałości. Odejście od dzieła sprawia, że człowiek upada coraz głębiej w grzech i oddala się od Boga. Przeciwnie, przez samo stałe praktykowanie dzieła, człowiek wznosi się coraz bardziej ponad grzech i zbliża się stopniowo do Boga.

Uważaj więc na używanie czasu. Nie ma nic cenniejszego nad czas. W jednej najkrótszej nawet chwili można Niebo zyskać ale i także je stracić. Jest coś, co nam ukazuje wartość każdej chwili: oto Bóg, który je daje, nie daje nigdy dwóch na raz, ale daje nam je, jedną po drugiej.

Powiesz mi ze smutkiem: „Co więc mam czynić? Jak dostosować się do twoich wskazówek i zdać sprawę z każdej pojedynczej chwili? Oto do tej pory – a mam obecnie dwadzieścia cztery lata – nigdy nie zwracałem uwa­gi na czas. Gdybym chciał coś naprawić, to twoje własne słowa udowadniają mi, że nie mógłbym tego uczynić, według zwykłego biegu rzeczy i według zwyczajnego porządku łaski nie mógłbym zrobić dobrego użytku z czasu i zadośćuczynić, chyba że chodzi o chwile, które przyjdą. Ale nawet w odniesieniu do przyszłych momentów, wiem zbyt dobrze z doświadczenia, że nadmiar mojej słabości i nieporadność mego umysłu pozwolą mi najwyżej zachować jeden na tysiąc. Nie widzę wyjścia z tej trudności. Pomóż mi więc teraz dla miłości Jezusa”.

Prawdziwie masz rację mówiąc: „dla miłości Jezusa” – bo to w miłości Jezusa będzie twój ratunek. Miłość ma tę wielką siłę, że wszystko czyni wspólnym. Miłuj więc Jezusa, a wszystko, co On ma, będzie twoje. Przez swoje Bóstwo On jest tym, który stwarza i który daje czas; przez swoje Człowieczeństwo jest On tym, który go zachowuje. Przez swoje Bóstwo i swoje Człowieczeństwo zarazem jest On prawdziwym Sędzią i Tym, który żą­da rachunku z użycia czasu. Przywiąż się więc do Niego przez miłość i przez wiarę, a będziesz miał uczestni­ctwo w Jego dobrach wspólnie ze wszyst­kimi, którzy są z Nim złączeni przez miłość.

Przez to będziesz miał uczestnictwo z naszą Panią, świętą Maryją, która otrzymała wszelkie łaski, aby dobrze użyć czasu, z aniołami niebieskimi, którzy nigdy nie mogli stracić nawet jednego momentu – i ze wszyst­kimi świętymi w niebie i na ziemi, którym łaska Boża daje, aby mogli zachować czas mocą miłości.

To cię najlepiej pocieszy. Zastanów się nad tym pilnie i staraj się z tego skorzystać. Ale muszę na ten temat dać ci specjalne upomnienie. Nie widzę, by ktokolwiek mógł pretendować do wspól­noty z Jezusem, z Jego Świętą Matką, z Jego Aniołami i Świętymi, jeżeli ze swej strony z pomocą łaski nie czyni wszystkiego, aby dobrze użyć dany mu czas. Tym sposobem przysłuży się wspólnocie według swojej cząstki, choćby najmniejszej, jak to czynią wszyscy inni członkowie.

Zwracaj więc baczną uwagę na to dzieło i na zdumiewający sposób, w jaki ono dokonuje się w twojej duszy. Dobrze zrozumiane, nie jest ono niczym innym, jak nagłym i jakby spontanicznym porywem, który wytryska z siłą ku Bogu, jak iskra z węgla. Zdumiewające, gdy się pomyśli, ile tego rodzaju poruszeń może spełnić w jed­ną godzinę dusza dobrze przygotowana do tego dzieła. W każdym z tych porywów dusza może nagle i całkowicie zapomnieć o wszystkich rzeczach stworzonych. To prawda, skażenie, któremu podlega nasze ciało sprawia, że wnet opadamy z tej wysokości i powracamy do jakiejś myśli obcej lub do jakiejś czynności przeszłej albo przyszłej. Ale cóż to znaczy? Zaraz potem dusza może znowu się wznieść tak jak to uczyniła poprzednio. Stosownie do tego, co zostało powiedziane, można mieć ogólne pojęcie tego dzieła i ocenić jak bardzo odległe jest ono od wszystkiego, co jest wyobrażeniem, dziwaczną opinią czy błędną imaginacją. Pokorne i pobożne dążenie do Boga nie może spowodować wszystkich tych rzeczy, ale trzeba je przypisać umysłowi pysznemu, niespokojnemu, gdzie wyobraźnia ma zbyt wiele udziału. Tego rodzaju umysł trzeba rzucić na ziemię i podeptać bez miłosierdzia, jeżeli się chce, aby dzieło mogło się dokonać w czystości serca.

Byłoby zaiste bardzo niebezpieczną iluzją – jeśli się słyszało czytania albo rozmowy na temat dzieła – wyobrazić sobie, że można albo nawet trzeba uciekać się do pracy władz [duchowych i wyobraźni], aby je móc osiągnąć. Kto by tak myślał, usiadłby sobie zastanawiając się, co robić, zmęczyłby swą wyobraźnię używając jej wbrew naturze i stworzyłby sobie jakieś ćwiczenie, które nie byłoby ani cielesne ani duchowe.

Prawdziwie, jeśli Bóg w swej wielkiej dobroci nie uczyni cudu swego miłosierdzia i nie skłoni go do zaniechania tego ćwiczenia i nie uczyni go pokornym i skłonnym do poddania się kierownictwu osób doświadczonych w tym dziele, dojdzie on do szaleństwa albo wpadnie w wielkie nieszczęście, jakim są grzechy duchowe pod wpływem złudzeń szatańskich. To wszystko może go łatwo doprowadzić do zguby duszy i ciała. Na miłość Boską bądź więc bardzo roztropny w tym dziele i za nic w świecie nie usiłuj dokonać go pracą twych władz duchowych i twojej wyobraźni. Powtarzam raz jeszcze: to nie dzięki ich działaniu dokona się to dzieło, pozostaw je więc na boku i nie używaj ich.

Nie wyobrażaj sobie również, gdy mówię o ciemności i chmurze, że chodzi o chmurę utworzoną z pary unoszącej się w powietrzu, albo o ciemność taką, jaka powstaje w nocy w twym mieszkaniu, kiedy gasisz świecę. Gdyby chodziło o ciemność i o chmurę tego rodzaju, mógłbyś je sobie wyobrazić i przedstawić w swoim umyśle. W najjaśniejsze letnie południe jak i w najciemniejszej nocy zimowej mógłbyś sobie wyobrazić światło jasne i świecące. Pozostaw te błędy; to nie o tym chcę ci mówić. Gdy mówię o ciemności, mam na myśli brak poznania. W tym znaczeniu wszystko, czego nie znasz lub o czym zapomniałeś jest dla ciebie pogrążone w ciemności, bo nie dojrzysz tych rzeczy okiem twojego ducha. Dlatego nie mówię o chmurze atmosfery, ale o chmurze niewiedzy, która się znajduje między tobą a twoim Bogiem.


Autor anonimowy Chmura niewiedzy Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC