Liturgia. Misterium życia [cz.2] Liturgia Słowa

Podstawową sprawą jest zatem uznanie (lub nieuznawanie) swojego misterium. Człowiek spontanicznie chciałby być panem samego siebie, sam rozstrzygać we wszystkim o sobie, zachowuje się tak, jak gdyby wszystko o sobie najlepiej wiedział i sam był dla siebie najlepszym mistrzem. Taka postawa jest dzisiaj aktualna, może nawet bardziej niż kiedykolwiek w historii. Wyraźnie wypowiada ją hasło odrodzenia: „Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce”. Miało ono niewątpliwie swój sens w czasie, kiedy je wypowiedziano. Wyzwalało człowieka spod kurateli ciasnego myślenia dogmatycznego, zwracając ku niezależnemu szukaniu prawdy o sobie. Jednak przyjęte z dumną wyższością tego, który „wie”, powoduje zamknięcie na to, co najistotniejsze w życiu, na spotkanie z tym, co nas całkowicie przerasta. Taką postawę nazywam „herezją dojrzałości”. Człowiek rości sobie w niej pretensje do pełnej dorosłości, pełnej znajomości siebie, znajomości tego, co jest dobre i co złe. Taka postawa odpowiada rajskiej pokusie bycia „jak Bóg” (por. Rdz 3,5). Wydaje się, że właśnie dlatego prawda o misterium jest zamknięta dla wielu umysłów. Wyraża się to między innymi niezrozumieniem sensu wiary, potrzeby łaski, sensu Kościoła i bycia w nim chrześcijaninem, sensu życia sakramentalnego, posłuszeństwa nauce Kościoła, a także życia zakonnego itd. Misterium jest rzeczywistością, która obejmuje całą relację człowieka do Boga, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym (Włodzimierz Zatorski OSB Droga człowieka) (więcej…)

Liturgia. Misterium życia [cz.1] Obrzędy wstępne

Misterium nie jest czymś nieznanym na wzór tajemniczej zagadki, która po rozwiązaniu staje się wiedzą i przestaje być tajemnicą. Pozostając stale tajemnicą, w procesie poznania uka­zuje swoje coraz większe głębie. Im bardziej wchodzimy w misterium, tym większe odsłaniają się przed nami jego nowe poziomy i przestrzenie. Kiedy chcemy misterium zmienić w wiedzę, tracimy to, co w nim najistotniejsze: życiodajną moc. Możemy co pewien czas doznawać olśnienia, że oto odkry­liśmy prawa, że już wiemy. Z czasem jednak okazuje się, że jest to wielkie złudzenie. Misterium znowu objawia swoje nie­poznawalne oblicze. Podobnie jest w nauce, która chce wszystko ująć w formie wiedzy i rzeczywiście w poszczególnych zagadnieniach dochodzi do odkrycia konkretnych praw. Jednak świat jako całość pozostaje dla niej nadal tajemnicą, której nie można do końca poznać (Włodzimierz Zatorski OSB Droga człowieka)

Człowiek zanurzający się w chorale zaczyna inaczej postrzegać otaczający go świat…

Śpiew gregoriański został wyrzucony z kościołów nie dlatego, że jest po łacinie (można było przecież zaadoptować melodie do języków narodowych), lecz dlatego, że nie jest wesoły i nie pobudza jak muzyka popularna. Chorał nie jest dla milusińskich, lecz dla spragnionych Boga mniszych dusz – tego rodzaju „dusz monastycznych”, który jest punktem odniesienia dla każdego chrześcijanina wedle jego własnego sposobu życia. Chorał zakłada fundamentalną powagę duszy i rozwija tę predyspozycję do stopnia, który mistycy nazywają „trzeźwym upojeniem”, sobria inebrietas. Człowiek zanurzający się w chorale zaczyna inaczej postrzegać otaczający go świat – oczami wiary, z kontemplatywną gotowością, bystrością, spokojem. Śpiew jest potężnym czynnikiem duchowej przemiany i dojrzewania: napełnia duszę szczerą duchową tęsknotą za Bogiem, tęsknotą wcieloną i wyrażoną w każdym zwrocie melodii odzwierciedlającej niewypowiadalne niuanse, subtelne nurty ludzkiej duszy. Jak dojrzali musieli być ci anonimowi kompozytorzy, jak wytężone było ich dążenie do Boga, skupione w tych cudownie różnorodnych melodiach! (więcej…)

Piękno Chrystusa [cz.2]

Dusza powinna okazać się gotowa na przyjęcie Bożej dobroci. Wtedy wznosi się ona ponad chmury, wtedy staje się silna jak młody orzeł, wtedy może poruszyć swoimi skrzydłami i wznieść się w górę, daleko ponad swój ziemski dom, już więcej nim nie obciążona. Wtedy zdejmuje starą szatę, stare ozdóbki, wtedy przemywa sobie oczy i widzi zdrój życia wiecznego, który wypływa i tryska dla wszystkich. Zdrój życia jest Najwyższym Dobrem, z niego wszyscy czerpią siłę do życia. Sam w sobie zawiera życie wieczne. Nie potrzebuje innych, lecz oddaje się innym. Czy istnieje coś piękniejszego, czy istnieje większa rozkosz, niż zbliżyć się do niego i z niego pić? Czy ktoś, kto zakosztował tej wody, może jeszcze żądać czegoś innego? Panowania? Władzy? Pieniędzy? Przecież wiadomo, jak żałosny jest los królów, jak niestałe panowanie, jak krótkie życie, jak wiele służalczości w królowaniu; gdyż królowie muszą się kierować nie swoją własną, ale obcą wolą. (więcej…)

Piękno Chrystusa [cz.1]

Gdy chrześcijaństwo pojawiło się na świecie, zastało pokolenie, które było przywiązane do piękna, jak chyba żadne inne. Ludzkość służyła pięknu, składała mu ofiary na jego ołtarzach, w zamian za piękno potrafiła niejedno oddać, wiele prawd i jeszcze więcej dobra. W ten właśnie świat wkroczył ukrzyżowany Zbawiciel, mąż „szczególnego piękna i wdzięku”, jak Go określa prorok (por. Ps 45,3). On złożył w ofierze piękno, ponieważ dawał świadectwo o prawdzie i dobru, a od swoich uczniów żądał, by Go w tym naśladowali. Tak rozpoczęła się walka chrześcijaństwa z pięknem i do dziś dzieci Kościoła uchodzą za jego odwiecznych wrogów, szczególnie zaś mnisi, czyli „czarni”, jak ich już nazywa Eunacy. (więcej…)

Życie i duch kształtowane przez liturgię – tradycja mnisza

W benedyktyńskim klasztorze sporo czasu poświęcamy modlitwie chórowej i liturgicznym obrzędom. Rozpoczynamy i kończymy nimi dzień, przeplatamy nimi czas pracy i studium. Całe nasze życie jednak nie tyle „poświęcone jest liturgii” jako szczególnemu rodzajowi „dodatkowej pracy” dla własnego zbawienia i dobra Kościoła, ile z samej liturgii wypływa i ku niej się kieruje. (więcej…)

Nic nie może być ważniejsze od Służby Bożej [cz.1]

W trakcie trwającego od dawna sporu o pobożność liturgiczną, o ascetyzm i liturgię jeden z jego uczonych uczestników zapytał ironicznie, jakie było na pustyni życie liturgiczne Ojców, skoro niektórzy zapominali nawet – jak św. Benedykt w Subiaco – o świętach wielkanocnych! Gdy autor Reguły deklaruje pod koniec Prologu, że zamierza ustanowić „szkołę służby Pańskiej” (RB Prol,45), ma na myśli cały zbiór obserwancji monastycznych, a nie tylko opus Dei – liturgię. (więcej…)

Niedziela Pięćdziesiątnicy

Dzisiejsza niedziela jest jak dzień, w którym na przemian to pada deszcz, to znów świeci słońce. Najpierw mówi o miłości – agape – a wkrótce potem o cierpieniu, o ślepocie ludzi i ich oświeceniu. Agape, gnosis, cierpienie – oto trzy jej podstawowe motywy. W poważnym czasie po Siedemdziesiątnicy agape i gnosis są jak błysk światła w ciemności; jednakże cierpienie znów zaciemnia obraz i wskazuje, że to, co najcięższe, dopiero jest przed nami. (więcej…)

Epifania

Dziś jest dzień światła, „Święto Świateł”, jak mówili starożytni. Blask nieba staje się widzialnie obecny na biednej, mrocznej ziemi. Oczom naszym zajaśniała światłość z wysoka. „Przyszedł Król, Pan, Kyrios. W Jego ręku jest Pa­nowanie, władza i cesarska siła”. Przyszedł Uzdrowiciel, nio­sący zdrowie; przyszedł Zbawca, dający wolność. Przyszedł Pacificus – Dawca Pokoju. Przyszedł Syn królewski, filius Regis, który wraz ze swym Ojcem oddaje sprawiedliwość ubogim. Przyszedł Oblubieniec, który obmywa swą Oblu­bienicę w wodzie chrztu i poślubia ją. Od Wschodu do Zachodu cały świat spieszy oddać Mu pokłon; mędrcy ze Wschodu przynoszą dary, które wypaliło słońce: złoto, kadzidło i mirrę; z Zachodu przybywają statki z Tarszisz, przywożąc chłodniejsze dary morza, wysp i Bursztynowego Wybrzeża. Cudowny obraz królewskiego święta roztacza się przed naszymi oczyma, a my sami jesteśmy gośćmi, obdarowanymi, ba! – samą Oblubienicą. Powstań! świeć Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą (czytanie, Iz 60,1n). (więcej…)