Kara w „Regule” św. Benedykta [odcinek 2]

Wobec czyjegoś grzechu wpierw trzeba porozmawiać z tym człowiekiem, tłumacząc błąd takiego postępowania. W klasztorze powinni to zrobić inni starsi mnisi. Powinno się to odbyć dyskretnie, na osobności jeszcze bez naciskania na przełożonego, że on powinien napomnieć brata, a tym bardziej nie powinno się robić tego publicznie. Przy dyskretnym napomnieniu jest najlepsza okazja do tego, by zainteresowany je przyjął. Takie napomnienia powinno się powtarzać, o ile sytuacje się powtarzają. Wydaje się, że bardzo często brak nam odwagi powiedzieć spokojnie na osobności drugiemu o jego słabości czy winie. U nas w Polsce najczęściej rozpoczyna się od obgadywania i gorszenia się złym postępowaniem innych. Potem idzie się ze skargą do przełożonych. Jednak ominięcie tego pierwszego etapu napomnienia braterskiego jest świadectwem braku braterskiej miłości.

O czci należnej Bogu podczas modlitwy

Drugim niezmiernie ważnym tematem codziennego życia mnichów jest modlitwa indywidualna. Jednak św. Benedykt bardzo krótko pisze na jej temat w dwóch rozdziałach Reguły: w rozdziale 20 i 52. Pierwszy z nich znajduje się zaraz po przytoczonym wyżej tekście na temat liturgii:

Jeśli ludziom możnym pragniemy przedstawić jakąś sprawę, ośmielamy się czynić to jedynie z najgłębszą pokorą i szacunkiem. Z o ileż większą pokorą i czystszym oddaniem musimy zanosić nasze prośby przed oblicze Boga, Pana wszechświata! A i to należy wiedzieć, że nie wielomówstwo, lecz tylko czystość serca i łzy skruchy zasługują w oczach Boga na wysłuchanie. Dlatego też modlitwa powinna być krótka i czysta, chyba że natchnienie łaski Bożej skłoni nas do jej przedłużenia. Wspólna jednak modlitwa niech będzie zawsze krótka, a na znak dany przez przełożonego wszyscy razem powstaną (RegBen 20).

Podobnie jak w przypadku liturgii zasadniczo najważniejsza jest „bojaźń Boża”, ogromny szacunek wobec Boga wyrastający ze świadomości tego, przed Kim stajemy. Ta świadomość bycia przed Bogiem jest najważniejsza podczas modlitwy. Często modlitwa indywidualnie sprowadza się do walki, żeby być obecnym przed Nim. Natomiast częstym błędem jest koncentrowanie się na tym, co Bogu chcemy przedstawić, zasypywanie Go prośbami przy równoczesnym zapominaniu, przed Kim stoimy. „Dawca jest cenniejszy niż udzielony dar – On jest „Skarbem”, a jest w Nim serce Jego Syna; dar jest udzielany „jako dodatek”” (KKK 2604). Dar, o który prosimy, jest udzielany jako dodatek, czyli nie jest najważniejszy. Najważniejsze jest spotkanie z Bogiem.

Dla św. Benedykta istotna podczas modlitwy jest postawa wyrażająca się pokorą i czystością serca. Święty Benedykt dwukrotnie wymienia te cechy! Przypomina w ten sposób naukę Pana Jezusa na ten temat szczególnie z szóstego rozdziału Ewangelii według św. Mateusza. Przypomina się jednocześnie przypowieść Pana Jezusa o faryzeuszu i celniku w świątyni (Łk 18,9–14), która bardzo dobitnie ilustruje potrzebę pokory podczas modlitwy, bez której nie będzie ona wysłuchana. To też potwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego:

Podstawą modlitwy jest pokora. „Nie umiemy się modlić tak, jak trzeba” (Rz 8,26). Pokora jest dyspozycją do darmowego przyjęcia daru modlitwy: Człowiek jest żebrakiem wobec Boga (KKK 2559).

Pokora jest fundamentem modlitwy. Dzięki pokorze i czystemu oddaniu jesteśmy autentyczni. Jeżeli jesteśmy skoncentrowani na tym, co chcemy otrzymać, wtedy pojawia się tendencja do wielomówstwa. Chcemy zasypać Boga prośbami, podobnie jak podczas dyskusji, kiedy chcemy przekonać do swojego zdania. Taka postawa oznacza, że chcemy swojego a nie spotkania z Bogiem.

Właściwym źródłem modlitwy jest serce. Pisze o tym także Katechizm Kościoła Katolickiego:

Skąd pochodzi modlitwa człowieka? Niezależnie jakim by był język modlitwy, gesty, słowa zawsze modli się cały człowiek. Aby jednak określić miejsce, z którego wypływa modlitwa, Pismo Święte mówi o duchu czy też duszy, najczęściej jednak o sercu. Modli się serce. Jeśli jest ono z daleka od Boga, modlitwa zostaje pusta (KKK 2562).

„Tylko czystość serca i łzy skruchy zasługują w oczach Boga na wysłuchanie”. To jest centralny element duchowości monastycznej, którą św. Benedykt przejął od Jana Kasjana. Dążenie do czystości serca związane jest z błogosławieństwem: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Zasadnicza praca duchowa mnichów polegała na pracy nad czystością serca, a zgodnie z błogosławieństwem po jego osiągnięciu otrzymamy widzenie Boga, czyli osiągniemy kontemplację, która jest ostatecznym celem całego wysiłku duchowego. Autentyczna modlitwa nie tylko jest owocem czystego serca, ale jest także zasadniczym narzędziem osiągania tej czystości. Szczególnie błogosławiona jest w tym względzie modlitwa łez, czyli łzy skruchy, które płyną z oczu w obliczu niepojętej delikatności Bożej miłości. Te łzy – zgodnie z tradycją monastyczną – obmywają serce.

Niewątpliwie zaskakujące jest dla nas stwierdzenie, że modlitwa powinna być „krótka”. Zawsze wydawało się nam, że powinniśmy się modlić jak najdłużej, a tu św. Benedykt wzywa do krótkiej modlitwy, powtarzając to dwukrotnie i to za drugim razem bardzo zdecydowanie: „Wspólna jednak modlitwa niech będzie zawsze krótka”. Dlaczego tak?!

Aby na to pytanie właściwie odpowiedzieć, trzeba wpierw sobie zdać sprawę z tego, co św. Benedykt nazywa modlitwą. Modlitwa (oratio) oznacza bezpośrednie słowne zwrócenie się do Boga. Przy czym modlitwa ze swojej istoty jest odpowiedzią na doświadczenie Bożej łaskawości. Aby nasza odpowiedź była szczera, potrzeba autentycznego kontaktu niezaburzonego własnym kombinowaniem. Kiedy spojrzymy na swoje doświadczenie, zobaczymy, że autentyczna, szczera reakcja trwa bardzo krótko. Zaraz potem włączają się rozmaite myśli, pragnienia, wyobrażenia, uczucia…, które tę szczerą reakcję zaburzają. Mnisi dobrze poznali te mechanizmy pojawiających się logismoi, czyli myśli zamiennie nazywane demonami. Podczas modlitwy te logismoi tym bardziej się wzmagają, ponieważ modlitwa najbardziej się nie podoba Złemu. Dlatego właśnie podczas niej najbardziej się ujawniają i są natarczywe. Można się o tym bardzo łatwo przekonać, gdy staramy się skupić na prostym trwaniu przed Bogiem. Oderwanie się od zwykłego zaangażowania pozwala zobaczyć to, co się w nas wewnętrznie dzieje: kalejdoskop myśli, uczuć i wyobrażeń. Czasami pojawiają się najlepsze natchnienia dla dobrych dzieł, które powinniśmy podjąć, genialne pomysły, zapomniane obowiązki itd. Przebiegłość demonów, które nam to wszystko podsuwają, jest nieograniczona podobnie jak ich inwencja oraz upór, z jakim to robią. Mnisi szybko zorientowali się, że możliwość ulegania ułudzie, jakimś fałszywym stanom, które możemy przyjmować za modlitwę, jest ogromna. Pierwsze czyste poruszenie serca stopniowo zostaje zanieczyszczone pojawiającymi się logismoi i czysta w swoim początku modlitwa przekształca się w projektowanie własnych myśli i wyobrażeń. Istnieje nawet fałszywa kontemplacja! Przy czym nie mamy prostych sposobów odróżnienia kontemplacji autentycznej od fałszywej. Jak się tego ustrzec?

Dawno zauważono, że najczystsze są pierwsze poruszenia serca, jako odpowiedź czy to na Boże słowo, czy na różne sytuacje, w których dostrzegamy Jego ogromną łaskę. Demon może zacząć działać dopiero w chwilę potem. Dlatego mnisi praktykowali krótkie modlitewne zwroty wysyłane w kierunku Boga jak strzały. Stąd pochodzą nasze „akty strzeliste”. Powstała nawet cała technika modlitwy monologicznej, czyli jednego słowa, a raczej jednej myśli. W Kościele Wschodnim do takich modlitw należy „modlitwa Jezusowa”, która polega na stałym powtarzaniu modlitewnej formuły: „Panie Jezus Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”. Podobny sens miało wezwanie przekazane nam przez Jana Kasjana: „Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunkowi mojemu”, które obecnie używamy jako wezwanie na wstępie w Liturgii Godzin. Wydaje się, że taki sam sens miało wezwanie „Zdrowaś Maryjo…”, z którego potem ułożono różaniec. Te krótkie wezwania mogą tworzyć cały ciąg (jak paciorki różańca). Można w ten sposób modlić się cały dzień, nieustannie wracając do czystości pierwszego poruszenia serca przez stale i na nowo rozpoczynane wezwanie.

Aby się jednak dobrze modlić, trzeba pamiętać, że nasze indywidualne spotkanie z Bogiem na modlitwie wyrasta z dialogu z Nim przez cały dzień i całe życie. Jeżeli ignorujemy Go w zwykłych naszych pracach, trudach, troskach, jeżeli nie słuchamy Jego słowa, które nam przekazał w Piśmie Świętym oraz za pośrednictwem ludzi, jeżeli nie uczymy się modlitwy, czerpiąc z tradycji ludzi, którzy się do Niego przed nami modlili, to raczej stajemy przed naszą ideą Boga, naszym wyobrażeniem o Nim, a nie przed Nim samym. Nasza troska zwraca się wówczas w kierunku metody modlitwy: jak odnaleźć kontakt z Tym, którego na co dzień nie znamy. Jest to próżny wysiłek ściągania Boga z zaświatów na chwilę modlitwy według naszych chęci. Bóg zawsze przychodzi tak, jak tego sam chce, a nie tak, jak tego byśmy sobie życzyli lub oczekiwali. Dlatego postawa „słuchania”, „nakłaniania uszu swojego serca” wobec Niego jako Mistrza najlepiej nas przygotowuje na Jego przyjście do nas. On sam nam wskazuje sposób modlitwy. Niemniej najważniejsze jest otwarcie na Jego obecność tu i teraz i tak, jak tego sam chce.


Włodzimierz Zatorski OSB Komentarz do Reguły św. Benedykta Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Kara w „Regule” św. Benedykta [odcinek 1]

Reguła posiada swój „kodeks karny”. Nie jest to najprzyjemniejsza część Reguły, jednak w życiu wspólnym niezbędna. Nie można tolerować we wspólnocie wszystkiego, bo taka wspólnota wkrótce straci swój charakter. Warto się przyjrzeć, jak św. Benedykt podchodzi do zagrożeń i na co każe zwracać uwagę od tej strony, a także, jak poleca postępować wobec tych, którzy przyjmują niewłaściwą postawę.

Kręgi benedyktyńskiej duchowości [odcinek 7]

Reguła św. Benedykta rozpoczyna się słowami: „Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca” (Prol 1). Jest to pozytywna strona wybranej drogi. Uzupełnia ją odrzucenie własnych chęci, co św. Benedykt poleca zrobić bezwzględnie i jednoznacznie. Odejście od nich jest podstawowym wyborem, jakiego wymaga od mnicha. Swoją Regułę kieruje do ludzi, którzy tego dokonali:

Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (Prol 3).

Ma to swoje głębokie uzasadnienie. Własne chęci zrodzone z wyobrażeń są największą przeszkodą w życiu duchowym. Trzymają się one naszej subiektywności, a nie prawdy. Odejście od prawdy jest największym niebezpieczeństwem drogi kierowanej własnymi chęciami. Mówiliśmy o tym przy omawianiu poprzedniego kręgu.

Dobre jest jedynie to, czego pragnie Bóg, i to, czego w nas dokonuje. Nawet gdybyśmy mieli wspaniałą ideę, to sposób jej realizacji może ją całkowicie pozbawić prawdziwej wartości. Świadomość naszej ułomności uczy nas wpierw pokory w odniesieniu do własnych idei i wyborów, a jednocześnie każe głęboko wsłuchać się w głos Boga i całkowicie Mu się powierzyć. Dlatego w naszym postępowaniu musimy „w każdej chwili strzec swego postępowania” (4,48).

Milczenie w „Regule” św. Benedykta

Postępujmy tak jak mówi Prorok: „Rzekłem: Będę pilnował dróg moich, abym nie zgrzeszył językiem; wędzidło nałożyłem na usta, oniemiałem w pokorze i powstrzymałem się nawet od [słów] dobrych (Ps 38,2–3 Wlg). W ten sposób chce nam Prorok wskazać, że jeśli powinniśmy się niekiedy powstrzymywać od mówienia rzeczy dobrych ze względu na milczenie, tym bardziej musimy unikać mówienia złych rzeczy z obawy przed karą za grzechy (6,1n).

Cnota milczenia omawiana jest na początku Reguły, w rozdziałach stanowiących swego rodzaju fundament życia mniszego, wspólnych na ogół Regule św. Benedykta i anonimowej Regule Mistrza, po których dopiero następują szczegółowe przepisy regulujące sprawy, które składają się na codzienne życie w klasztorach. Już samo umieszczenie tego problemu świadczy o znaczeniu, jakie przypisywali mu dawni mnisi.

Życie mnisze początkowo przebiegało samotnie. Żywoty świętych pustelników Wschody tłumaczone na łacinę od IV w. wywierały wielki wpływ na życie religijne w Rzymie, w Galii i innych ośrodkach Zachodu. Także św. Benedykt według Dialogów św. Grzegorza rozpoczął od pustelnictwa. Kiedy wokół uznanych mistrzów skupiali się uczniowie i powstawały wspólnoty, nadal podkreślano rolę wewnętrznej samotności, wyciszenia, skupienia, milczenia, oderwania od zgiełku tego świata.

Dzisiejsze czasy wypełnione ogromnym ruchem, często bezładnym, szczególnie potrzebują skupienia, ukazania wartości innych od tych, jakie pokazują popularne środki masowego przekazu. Mówi się niekiedy, że mowa została zdegradowana do rzędu gadaniny a praca do załatwiania różnych pozornie tylko ważnych spraw. Trzeba przywrócić im pierwotną godność i znaczenie. Tego uczy Ojciec Święty, tego też w swoich czasach uczył św. Benedykt. Wpływ jego Reguły na cywilizację Europy okazał się możliwy między innymi dzięki temu, że mnisi szanowali mówione i pisane słowo, nie używali go do rzeczy mało ważnych czy szkodliwych oraz ofiarnie i rozumnie wykonywali pracę w różnych dziedzinach potrzebnych dla kultu Bożego i ludzkiego życia.

Początek rozdziału o milczeniu przestrzega przed złym używaniem mowy, przypomina potrzebę panowania nad tą ważną dziedziną i umiejętnością poprzez odwołanie się do tekstu biblijnego. Mówi on o panowaniu nad sobą posługując się porównaniem do wędzidła umożliwiającego panowanie nad zwierzęciem. Dobrze oddaje to uzależnienie niektórych ludzi od potrzeby ciągłej ekspresji, wyrażania tego, co jest w ich wnętrzu. Trzeba nad tym panować, podobnie jak trzeba panować nad zwierzęciem, jeśli ma ono wykonywać pożyteczną pracę, a nie tylko cieszyć oczy swym naturalnym zachowaniem.

Często trzeba umieć powstrzymać się od wypowiedzenia rzeczy dobrych, słusznych, prawdziwych. Szczególnie ważne jest to w odniesieniu do bliźnich przeżywających różnorakie trudności, jak się dziś mówi, może poranionych, o których nie wiemy, czy są zdolni zareagować w normalny sposób. Nasza prawda tak jak ją widzimy i chcemy przekazać zazwyczaj jest tylko częścią bogatej rzeczywistości, z której poznajemy niewielki wycinek. Nie możemy przedstawiać go jako obraz kompletny. Bo w ten sposób możemy nie tylko sprawić bliźniemu chwilową przykrość, ale wmówić mu tylko cząstkowy, może w najważniejszych sprawach fałszywy obraz rzeczywistości. Możemy też narazić się na słuszną krytykę.

W życiu zakonnym przez większą część dnia powinno się zachowywać milczenie korzystając z mowy przede wszystkim podczas wspólnej modlitwy chórowej, odmawiając lub słuchając święte teksty a w czasie pracy przekazując to, co jest konieczne do jej dobrego wykonania. Modlitewne skupienie powinno się rozciągać na wszystkie czynności włączając je w oddawanie chwały Bogu.

Dlatego w czasach nie przeznaczonych na wspólne rozmowy nie powinno się przekazywać nawet rzeczy dobrych i słusznych. Osoby żyjące poza klasztorami oczywiście nie są zobowiązane do przestrzegania reguł mniszych, ale mogą się zastanowić zarówno nad treścią swoich rozmów jak nad czasem, w którym je prowadzą. Czy przyczyniają się one do umocnienia dobra, służą chwale Bożej i pożytkowi bliźnich?

O tym, że współczesny człowiek bardzo potrzebuje wyciszenia, świadczy zainteresowanie osób religijnych duchowością Ojców Pustyni, codzienna praktyka adoracji, wyciszenia nowych wspólnot religijnych, których członkowie podejmują również pracę w środowiskach religijnie obojętnych, liczny udział w różnych formach rekolekcji.

Św. Benedykt zacząwszy od ograniczenia nawet dobrych rozmów przestrzega przed złą mową, przypominając karę za grzechy. Nie mówi wprost, że chodzi o grzechy języka – mogą to także być następstwa złej czy niepotrzebnej mowy albo obniżenie poziomu życia człowieka, który dużo czasu poświęca na rozmowy a mało na konkretne czyny i wypełnianie swych podstawowych obowiązków.

Reguła przypomina, że powinniśmy zachowywać postawę uczniów wobec nauczyciela. Jeśli chce się zdobyć wiedzę, najpierw uważnie słucha się tego, co ma do powiedzenia ktoś od nas straszy, biegły w dyscyplinie, którą chcemy opanować. W normalnej sytuacji kimś takim jest przełożony zakonny, podobnie kierownik czy majster w zakładzie pracy. Zanim będziemy zdolni do poprawienia ich sposobu pracy, powinniśmy go najpierw dobrze poznać. Nie dojdziemy do tego, jeśli ciągle będziemy chcieli przedstawiać własny punkt widzenia, natomiast mogą nam w tym pomóc trafne pytania kierowane z szacunkiem do tego, kto może dobrze na nie odpowiedzieć.

Św. Benedykt nie chce dopuścić, by mnisi oddawali się niestosownym żartom, gadaniu pustemu i pobudzającemu do śmiechu (w. 8). Można to odnieść zarówno do czynnego rozpowszechniania nie zawsze stosownego humoru, jak też do biernego przyjmowania zarówno bezpośrednio wypowiadanych słów innych ludzi jak też tego, co podają nam środki masowego przekazu i popularna lektura. Trzeba umieć uszanować swój czas, swoją godność i nie poddawać się niedobrym wpływom.

Widzimy, że oprócz samego używania mowy, dotyczy to także wszystkiego, co zwraca naszą uwagę, pozwala się wciągać, poświęcać takim sprawom nasz czas i energię. Dobry, mądry wypoczynek jest bardzo cenny, ale nie osiąga się go ulegając powszechnemu pociągowi do tanich rozrywek.

Pamiętamy, że św. Benedykt pisała także o powściągliwym korzystaniu z mowy w związku z pokorą (7,56–61). Podobne sformułowania występują wcześniej w rozdziale o „narzędziach” dobrych uczynków: „Strzec ust swoich od złej i przewrotnej mowy” (w. 51). „Nie mieć upodobania w wielomówstwie” (w. 52). „Nie wypowiadać słów czczych lub pobudzających do śmiechu” (w. 53). „Nie lubować się w nadmiernym lub głośnym śmiechu” (w. 54). Określenia niewłaściwej wesołości wskazują, że Autor Reguły nie potępia w ogóle dobrego humoru, a tylko żarty niewłaściwe i pozostawania na płaszczyźnie powierzchownej, to, co dziś byśmy nazwali „życiem na luzie” bez poczucia odpowiedzialności.

Także w modlitwie nie powinniśmy pozwalać sobie na wielomówstwo (20,3 w nawiązaniu do Mt 6,7). Reguła określa liturgiczną modlitwę mnichów zbierających się kilkakrotnie w ciągu dnia na wspólne wielbienie Boga. Nie lekceważy modlitwy prywatnej, osobistej, choć nie mówi o niej wiele. Przewiduje, że po modlitwach liturgicznych „niech wszyscy, okazując cześć Bogu, wyjdą w najgłębszym milczeniu tak, aby bratu, który właśnie chciałby prywatnie się pomodlić, nie przeszkodziła w tym czyjaś bezwzględność” (52,2n). Na ogół przebiegała ona w ciszy: „A jeśli też kiedy indziej ktoś zechce modlić się w samotności, niech wejdzie po prostu i niech się modli, nie na cały głos, lecz ze łzami i z głębi serca” (w. 4). Nie wyklucza się jednak uzewnętrzniania religijnych uczuć i przeżyć, trzeba jednak zachowywać umiar, nigdy nie pozwalać sobie na traktowanie modlitwy jako okazji do pokazywania siebie.

Dzisiaj w modlitwie liturgicznej i paraliturgicznej jest wiele miejsca na spontaniczność, czynny udział wiernych. Ważne jest, by wszystko odbywało się godnie, by wypowiedzi były odpowiednio formułowane. Często podczas modlitwy powszechnej w grupach kilka osób wypowiada na różne sposoby te same prośby – trzeba umieć powstrzymać się od powtarzania tego, co już zostało wypowiedziane. Zdarza się, że nawet drukowane teksty w wezwaniach za Ojca Świętego i pasterzy Kościoła jakby pouczały ich, jak mają postępować. Trzeba prosić Boga, by wszystkimi kierował, a oni by z Nim współpracowali, konkretne prośby jednak formułować roztropnie i z zachowaniem odpowiedniej skromności tego, kto je wypowiada.

W tekstach o cichym wychodzeniu wspólnoty z miejsca modlitwy – kaplicy czy kościoła – warto zwrócić uwagę na to wezwanie, by zachowywać się dyskretnie, nie przeszkadzać braciom czy później też innym osobom przychodzącym do klasztornej świątyni, spragnionym ciszy i pokoju. Tekst mówi o milczeniu, powstrzymywaniu się od słów, ale można też rozciągnąć tę zachętę na całe zachowanie: powstrzymanie się od hałaśliwego kroczenia, uważanie, by czegoś po drodze nie przewrócić, nawet by cicho, delikatnie zamykać książki służące do modlitwy (które wówczas miały ciężkie oprawy) i składać sprzęty używane podczas liturgii.

Reguła także przestrzega przed opowiadaniem o różnych rzeczach braci wracających z podróży. Nie może to być dla nich okazja do chlubienia się tym, co widzieli i słyszeli a dla innych zaspokojenia próżnej ciekawości (67,5). Jednak św. Benedykt nie każe zamykać się całkowicie na wszelkie zewnętrzne wpływy. W rozdziale o przyjmowaniu obcych mnichów przewiduje, że mogą oni coś rozumnie i z pokorną miłością zganić lub zaproponować (61,4). Opat powinien to starannie rozważyć. Warto korzystać ze wzajemnych kontaktów, dzielić się dobrym, ale pamiętać też o możliwość złego wpływu.

Milczenie, zachowywanie ciszy, ma chronić warunki do skupienia zwłaszcza w nocy (rozdział 42 o milczeniu po komplecie, ostatniej modlitwie liturgicznej w ciągu dnia, zaczyna się słowami: „Mnisi powinni przestrzegać pilnie milczenia o każdej porze, zwłaszcza jednak w godzinach nocnych”) i w południe, by po Sekście i posiłku „odpocząć w całkowitym milczeniu” (48,5). Podobnie podczas wspólnego spożywania posiłku przewiduje się czytanie dla wszystkich – inni powinni wtedy milczeć: „Powinna być zupełna cisza, aby nigdzie nie było słychać żadnego szeptu ani głosu, oprócz głosu samego lektora” (38,5). Posiłek jako zaspokojenie potrzeb organizmu sprzyja rozluźnieniu. Reguła pragnie wykorzystać go jako okazję do skupienia, usłyszenia dobrego tekstu i modlitewnego dziękczynienia za dary Boże.

Mamy wiele okazji do eksponowania siebie i wiele okazji do zachowania dyskretnego, wprowadzającego pokój i pośrednio zwracającego uwagę na Bożą obecność. Starajmy się jak najlepiej je wykorzystywać.


Tomasz M. Dąbek OSB Rekolekcje ze św. Benedyktem Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Kręgi benedyktyńskiej duchowości [odcinek 6]

Czy chcesz żyć prawdziwie, w pełni? W chrześcijańskiej perspektywie oznacza to udział w zmartwychwstaniu Chrystusa, czyli udział w takim życiu, w którym śmierć została pokonana. Odpowiadając na to pytanie: ”Tak, ja chcę”, podejmujemy odpowiedzialność za nasze wybory wobec Boga. W ten sposób naprawdę stajemy się wolni. Możemy teraz odważnie stanąć wobec pojawiających się zadań, stajemy się odpowiedzialnymi podmiotami dialogu z Bożym „Ty”. Kończy się etap anonimowości, tożsamości rozmytej w tłumie, szukającej potwierdzenia swojej wartości w ogólnych zasadach i prawach. „Ja” czuje swoją odpowiedzialność, nie jest już podmiotem zalęknionym o swoje życie, starającym się nieustannie dostosować do otoczenia, podmiotem, którego główną troską jest obrona siebie przed zniszczeniem i odrzuceniem. „Ja” świadomie i odpowiedzialnie podejmuje zasady moralnego postępowania. Odróżnia zło moralne od zła jako nieszczęścia, które na nas spada. Rozumie, że nie tylko samo doświadcza zła, ale również je sprawia przez złe czyny. Dlatego musi się zdecydowanie przed nim bronić przede wszystkim w postępowaniu, które ma swoje źródło w sercu i w wypływającej z niego mowie. Wiedząc, że prawdziwym wrogiem nie jest żaden człowiek, ale zło, w które popadając, można siebie samego zniszczyć, przede wszystkim „nie dajesię zwyciężyć złu, ale zwycięża je dobrem” (por. Rz 12,21). Za wszelką cenę szuka pokoju, w którym jedynie można prawdziwie usłyszeć Boga. Sam pokój staje się widocznym znakiem Jego obecności. Z osiągniętego pokoju wyrasta stopniowo zrozumienie ogromu miłości Bożej, która nas obejmuje.

Kręgi benedyktyńskiej duchowości [odcinek 5]

Abyśmy mogli dokonywać wyborów sensownych, zostaliśmy wyposażeni przez Boga w zdolność poznania, wolną wolę, możliwość komunikacji, przekazu doświadczeń i wymiany myśli z innymi, dzięki którym możemy korzystać z całej tradycji duchowej. Ponadto Bóg umieścił w naszym sercu „swoje oko, abyśmy potrafili rozpoznać wielkość Jego dzieł” (por. Syr 17,8). W Prologu do Ewangelii według św. Jana jest mowa o „światłości prawdziwej, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (por. J 1,9). Dzięki tej światłości możemy rozpoznawać prawdę i iść za tym, co rozpoznajemy jako prawdę. W ten sposób możemy odkrywać siebie, świat i sens naszego życia na świecie.

Prawdziwa współpraca z Bogiem rozpoczyna się od usłyszenia Bożego wezwania i naszej odpowiedzi na nie. Życie wówczas staje się powołaniem. Przestaje być jedynie udziałem w naturalnym procesie rodzenia się, rozwoju i umierania. Pojawiająca się szansa na pełnię życia pobudza nas do szukania i słuchania. W naszym sercu rodzi się pragnienie, którego Bóg potrzebuje, aby w nim działać. On szanuje naszą wolność i dlatego odpowiada na pragnienie serca, niczego nie narzucając. „Dlatego pragnie, abyśmy Go pragnęli” (KKK 2560), aby nas nasycić. Od strony wewnętrznej musimy zatem pielęgnować w sobie to pojawiające się pragnienie życia. Święty Benedykt każe nam „całą duszą pragnąć życia wiecznego” (4,46).

Kręgi benedyktyńskiej duchowości [odcinek 4]

Bóg nas wzywa do współpracy, czyli do relacji partnerskiej, a nie niewolniczej. Bóg pragnie mieć współpracowników, a nie niewolników, czy chłopów pańszczyźnianych. On pragnie byśmy byli rzeczywiście jego dziećmi. On chce nam dać życie w jego pełni, czyli udział w Jego życiu, a nie oczekuje jedynie naszego poprawnego zachowania, formalnego spełniania jego nakazów i zakazów. Mamy być jego dziedzicami.

Z tym odkryciem naszej prawdziwej godności wiąże się na początku świadomość, że w istocie nie wiemy, kim naprawdę jesteśmy. Jeżeli bowiem zastanowimy się nad sobą i spytamy się: skąd jesteśmy?, dlaczego się urodziliśmy?, jaki jest sens naszego życia?, o co w nim chodzi?, jaki jest jego kres i co po nim?…, to musimy stwierdzić, że właściwie nie jesteśmy w stanie na te pytania odpowiedzieć. Oczywiście istnieje wiele odpowiedzi, a właściwie propozycji odpowiedzi na te pytania, jednak są one nam podawane przez innych, a my sami z siebie tych odpowiedzi nie znamy, co najwyżej możemy przyjąć taką, czy inną odpowiedź na zasadzie wiary, ale nie wiedzy.

Kręgi benedyktyńskiej duchowości [odcinek 3]

Tekst Reguły rozpoczyna się od wezwania do słuchania: „Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie” (Prol 1). Jest to wezwanie do odkrycia tego, co najważniejsze w naszym życiu. Jednak niezmiernie ważny jest adresat: w tym miejscu „syn” w relacji do „mistrza”, co stawia nas od razu w sytuacji uczniów Jezusa, którzy chodzą za Nim, aby Go słuchać. Określenie „uczeń” odnosi się zasadniczo do postawy, która powoduje, że traktujemy Chrystusa jak Mistrza i chcemy za Nim pójść. Reguła jest adresowana właśnie do tych, którzy taką postawę konsekwentnie w swoim życiu przyjęli.

Kręgi benedyktyńskiej duchowości [odcinek 2]

Zaproponowałem dziesięć kręgów, a nie np. dziesięć stopni czy kroków, gdyż nie wydaje się, aby układały się one w pewnym ciągu postępującym naprzód lub w górę. Przypominają one raczej swoją strukturą koło, a właściwie układają się w spiralę, wznoszącą się dzięki nieustannemu krążeniu i pogłębianiu owych kręgów. Struktura kołowa nie wymusza także ścisłej hierarchii ważności. Owe dziesięć kół uzyskuje swoją pełnię przez wzajemne współgranie. Natomiast środek, który jest ich wspólną częścią, ma kolor biały wynikający z nałożenia się wszystkich barw tęczy, reprezentuje centrum: Boga, którego uwielbienie jest zasadniczą troską w duchowości św. Benedykta.

Oczywiście duchowość benedyktyńska jako duchowość chrześcijańska jest życiem w Duchu Świętym. Jest to czysta łaska, w którą zostajemy wprowadzeni przez sakrament chrztu. Jeżeli chcemy mówić o duchowości, to nasze zainteresowanie koncentruje się wokół tego, co sami możemy zrobić dla współpracy z otrzymaną łaską. Najważniejsze dla naszego wysiłku zawsze są: jego punkt wyjścia oraz ostateczny cel. Dlatego od ich określenia rozpoczynamy naszą syntezę.