List czcigodnego Wilhelma do Braci z Mont-Dieu

Wybiegnij, duszo moja, w radości Ducha Świętego i śmiechu serca naprzeciw Braciom z Góry Boga, którzy w ciemności Zachodu i do galijskiej oziębłości wnoszą światło Wschodu i ów dawny zapał egipskich mnichów, mianowicie przykład życia pustelniczego i wzór niebiańskich obyczajów, i złącz się z nimi w życzliwym przywiązaniu i z całą uległością pokornej woli.

Dlaczego nie? Bo trzeba też ucztować w Panu i weselić się, ponieważ najwspanialsza część religii chrześcijańskiej, która, jak się zdaje, dotyka niebios z najbliższej odległości, była martwa, a ożyła, przepadła, a została odnaleziona.

O dawnej chwale życia pustelniczego i o wielkiej w niej łasce Bożej słyszeliśmy na własne uszy i nie uwierzyliśmy, czytaliśmy w księgach i dziwiliśmy się, gdy nagle znaleźliśmy ją na leśnych równinach, na Górze Boga, na górze urodzajnej, gdzie miłe zakątki pustkowia stają się żyzne a pagórki zostają przepasane radością.

Tam bowiem właśnie poprzez was ukazuje się ona wszystkim i w was się objawia, i do tej pory nieznana, daje się poznać – w kilku zwykłych ludziach, podczas gdy przynosi ją nam ten, który w tych kilku prostych ludziach podporządkował sobie cały świat ku zdziwieniu tego świata.

Chociaż bowiem cuda, które Pan uczynił na ziemi, były wielkie i z całą pewnością Boskie, jednak jedno było świetniejsze od wszystkiego innego i rozświetliło wszystko pozostałe, to że, jak zostało powiedziane, w kilku prostych ludziach poddał sobie cały świat i wszelką głębokość jego mądrości. I właśnie to zaczyna teraz działać w was.

Tak, tak Ojcze, ponieważ tak spodobało się tobie. Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi tego świata, a objawiłeś je maluczkim. Nie bój się więc, trzódko mała, mówi Pan, lecz miej całkowite zaufanie, bo spodobało się Bogu Ojcu dać wam królestwo.

Przypatrzcie się bowiem, bracia, waszemu powołaniu. Gdzież mądry? Gdzież uczony? Gdzież badacz tego świata? Albowiem jeśli nawet są między wami jacyś mądrzy, jednak poprzez prostych zgromadził mądrych ten, który niegdyś królów i filozofów tego świata podporządkował sobie przy pomocy rybaków.

Pozwólcie więc, pozwólcie mędrcom naszych czasów, którzy pysznią się duchem tego świata, którzy znają się na tym, co wysokie, a liżą ziemię pod stopami, zejść w sposób godny mędrca do piekła. Podczas gdy dla grzesznika kopie się dół, wy tak jak zaczęliście, stawszy się głupi ze względu na Boga, przez głupstwo u Boga, które jest mądrzejsze od wszystkich ludzi, mając Chrystusa za przewodnika, zgłębiajcie pospolitą wiedzę o wstępowaniu do nieba.

Albowiem wasza prostota już pobudza wielu do gorliwości. Wasz umiar i jakże wielkie ubóstwo już u wielu osłabiło pragnienie posiadania; wasze odosobnienie już wywołuje u bardzo wielu strach przed tymi rzeczami, które jak się wydaje, są przyczyną niepokoju. Jeśli więc jest jaka pociecha w Chrystusie, jeśli jaka radość miłości, jeśli jaka społeczność ducha, jeśli jaka czułość miłosierdzia, dopełnijcie wesela, nie tylko mojego, lecz wszystkich ludzi miłujących imię Pana, aby w różnorodności szaty królowej stojącej po prawicy Małżonka, szaty ozłoconej złotem mądrości Pana, dzięki waszemu staraniu, waszej wytrwałości, została odnowiona szata tej świętej nowości, na chwałę Boga, dla waszej wielkiej korony i ku radości wszystkich dobrych ludzi.

Słowa „nowość” użyłem ze względu na złośliwe języki bezbożnych ludzi – przed sprzeciwem których niech was Bóg osłoni zasłoną swojego oblicza – którzy nie mogąc zaciemnić silnego światła prawdy, drwią z samego słowa „nowość”. Starzy są i niezdolni starym umysłem ogarnąć rzeczy nowych – stare bukłaki nie nadające się na nowe wino; jeśli je w nie wlać, pękają.

Jednak ta nowość nie jest żadną nowomodną próżnością. Rzecz sama dotyczy bowiem pierwotnej gorliwości, to dawne dziedzictwo Kościoła Bożego, doskonałość pobożności zbudowanej na Chrystusie, zapowiadana od czasów Proroków, i już po wzejściu słońca nowej łaski ustanowiona i odnowiona w Janie Chrzcicielu, przez samego Pana praktykowana wobec grona najbardziej zaufanych uczniów, przez nich w jego obecności upragniona.

Kiedy ci, którzy byli z Panem na świętej górze, zobaczyli chwałę jego przemienienia, Piotr natychmiast gorąco zapragnął życia wspólnego z Panem i z mieszkańscami niebios, których wraz z nim zobaczył. Wprawdzie nie był wtedy sobą i nie wiedział, co mówi, ponieważ, jak się wydaje, ujrzawszy majestat Pana chciał ograniczyć dobro ogółu do własnego dobra. Z drugiej strony, był wtedy jak najbardziej sobą i doskonale wiedział, co mówi, ponieważ zasmakowawszy Jego słodyczy, zdecydował, że najlepsze dla niego jest zawsze tam być, mówiąc: Panie! dobrze jest nam tu być; jeśli chcesz, uczyńmy tu trzy namioty: Tobie jeden, Mojżeszowi jeden i Eliaszowi jeden. Potem, gdyby został wysłuchany, bez wątpienia postawiłby na tym miejscu kolejne trzy, jeden dla siebie, jeden dla Jakuba i jeden dla Jana.

Po męce Pana, kiedy jeszcze w sercach wiernych nie wygasła świeża pamięć Jego przelanej krwi, miejsca odludne zapełnili zwolennicy takiego samotnego życia, szukający ubóstwa ducha, pragnący jeden przez drugiego osiągnąć ową płodną bezczynność zarówno za pomocą ćwiczeń duchowych, jak i kontemplowania Boga. Spośród tych wymieńmy Pawłów, Makarych, Antoniego, Arseniusza i wielu innych, mężów będących niczym konsulowie w republice tego świętego sposobu życia; te znakomite imiona, mające w państwie Bożym prześwietne i triumfalne tytuły z racji zwycięstwa nad światem i Księciem tego świata, a także nad własnym ciałem, z racji troski o duszę, i czci oddawanej Panu, Bogu swemu.

Niechaj więc milczą ci, którzy wydając w ciemności sąd o świetle i dając upust złej woli, zarzucają wam nowość. Sami raczej zasługują na zarzut starości i próżności. Otóż zawsze będą przy was i chwalcy, i oszczercy, tak jak przy Panu. Chwalców omijajcie, a co dobrego w was kochają, to i wy w nich kochajcie. Oszczerców lekceważcie i módlcie się za nich. Zapomnijcie o tym, co jest za wami, i przeszedłszy obok kamieni obrazy, które tuż przy waszej drodze, po prawej i po lewej stronie zostały ustawione, dążcie usilnie ku temu, co przed wami. Jeśli bowiem chcielibyście za każdym razem albo chwalcy odpowiadać, albo spierać się z oszczercą, zmarnujecie czas, którego strata nie jest w świętym postanowieniu drobną sprawą. Co prawda nie zatrzymuje w miejscu tego, kto zwleka, spiesząc się od ziemi do nieba, wyrządza jednak dużą szkodę.

II

Niczego nie zaniedbujcie ani nie zwlekajcie, gdyż macie przed sobą jeszcze długą drogę. Jakże wzniosłe jest wasze postanowienie. Przechodzi granice nieba, jest równe aniołom, podobne anielskiej czystości. Nie ślubowaliście przecież jedynie świętości we wszystkim, lecz doskonałość świętości we wszystkim i zaprzestanie gromadzenia czegokolwiek. Nie należy do was bycie opieszałymi w przestrzeganiu wspólnych przykazań, ani zwracanie uwagi tylko na to, co przykazuje Bóg, lecz na to, czego chce, rozpoznając, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne, i doskonałe.

Otóż służyć Bogu mają inni – waszym zadaniem jest do niego przylegać. Rzeczą innych jest wierzyć w Boga, wiedzieć, kochać i bać się Go. Waszą zaś – smakować Go, rozumieć, poznawać, rozkoszować się Nim. To wielkie zadanie, to trudne zadanie. Lecz wszechmocny i dobry jest Ten, który w was jest, który pełen miłości obiecuje, wierny wynagradza, niestrudzony wspomaga; który tym, którzy dla Jego wielkiej miłości zobowiązują się do wielkich rzeczy, którzy w wierze i nadziei na jego łaskę porywają się na coś, co przekracza ich możliwości, daje tak wolę tego, jak i pragnienie. Ten, który dał najpierw łaskę woli, dał także zdolność osiągnięcia celu. Kiedy człowiek zrobi dla niego z ufnością to, co człowiek może zrobić, on osądzi ubogiego sługę miłosiernie i usprawiedliwi, ponieważ człowiek zrobił to, co mógł.

Niechaj jednak, Bracia, ocena waszego sumienia, wasza małość i pokora, wasze usta będą wolne od jakiejkolwiek wyniosłości, ponieważ mierzyć wysoko to śmierć, łatwo zaś, widząc siebie w górze, popaść w zamroczenie i narazić życie na niebezpieczeństwo. Dajcie inne imię waszemu postanowieniu, inaczej zatytułujcie wasze dzieło.

Myślcie o sobie raczej jako o dzikich zwierzętach (i tak siebie nazywajcie), nieoswojonych i zamkniętych w klatce, jako o bestiach, których nie można było poskromić inaczej w sposób powszechnie przez ludzi przyjęty – patrząc na męstwo daleko ponad wami i podziwiając chwałę tych, którzy mając wielką siłę w prawej i w lewej ręce, podobnie jak Aod (Ehud), ów sławny sędzia Izraela, który posługiwał się obydwiema rękami tak jak prawą, lubią wewnątrz oddawać się z wielką gorliwością, jak długo jest to możliwe, miłości prawdy godnej rozważania, a kiedy do tego zmusza konieczność albo wzywa obowiązek, z ogromną łatwością udzielają się na zewnątrz w imię prawdy miłości godnej spełnienia.

Strzeż się także, sługo Boga, aby nie wydawało się, że gardzisz tymi, których nie chcesz naśladować. Chcę, żebyś, ciągle jeszcze chory, uczynił to, co uczynił ten, który będąc jak najbardziej zdrowy, powiedział: Chrystus Jezus przyszedł na ten świat zbawić grzesznych, z których pierwszym jestem ja. Przecież Paweł nie powiedział tego, zniżając się do kłamstwa, lecz zdobywszy się na ocenę własnej osoby. On bowiem, badając w sposób doskonały, poznaje samego siebie; uważa, że niczyj grzech nie jest równy jego grzechowi, ponieważ żadnego nie zna tak dobrze, jak własnego.

Nie chcę więc, żebyś sądził, że wspólne słońce nie świeci nigdzie indziej, tylko w twojej celi, że nigdzie nie jest pogodnie, tylko u ciebie, że łaska Boża nie działa nigdzie z wyjątkiem twojego sumienia. Czy Bóg jest Bogiem wyłącznie tych, którzy żyją w samotności? Owszem, wszystkich ludzi. Albowiem Bóg lituje się nad wszystkimi, i nie ma w nienawiści niczego spośród tego, co uczynił. Wolę, żebyś myślał, że pogodnie jest wszędzie, tylko nie u ciebie, i żebyś siebie oceniał gorzej niż kogoś innego.

III

Pracujcie raczej z drżeniem i bojaźnią nad waszym zbawieniem. Myślcie nie o tym, jacy są inni, lecz jakimi, na ile to od was zależy, dzięki wam się stają: nie tylko ci, którzy żyją właśnie teraz, lecz także ci, którzy będą po was, w których będziecie mieli naśladowców w świętym postanowieniu. Od was bowiem, od waszego przykładu, od waszego autorytetu ma zależeć cała przyszłość waszego świętego zakonu na tych ziemiach.

To was wasi spadkobiercy, okazując należny szacunek w naśladowaniu, nazwą w tej mierze ojcami, was nazwą założycielami. Cokolwiek postanowicie, wszystko, czego będziecie przestrzegać i co będziecie zachowywać, stanie się zwyczajem i powinno być bez jakiegokolwiek wahania przestrzegane i zachowywane przez tych, którzy przyjdą po was, i nikomu nie będzie wolno tego zmieniać. Takie bowiem tych o was będzie mniemanie, jakie my mamy o niezmiennych prawach najwyższej i wiecznej prawdy, których badanie i znajomość jest dla wszystkich rzeczą dobrą, natomiast nikomu nie wolno ich oceniać.

Bogu zaś niech będą dzięki, ponieważ ani was niegodne nie będzie, ani nieużyteczne dla tych, którzy przyjdą po was, jeśli pobożnie, jeśli dzielnie, tak jak wy tego przestrzegaliście, oni sami z ufnością naśladowaliby w was to, czego wy w tej chwili przestrzegacie. A jeśli należałoby mieć co do czegoś jeszcze inne zdanie, to także Bóg wam wyjawi. Przecież mimo zachowania we wszystkim miary świętości Kartuzji oraz godnego najwyższej pochwały szacunku dla nich, pozostaje wiele rzeczy koniecznych w tym strasznym alpejskim, nieustannym zimnie, które poszukującym, przynajmniej w tej tu okolicy, powściągliwego umiaru oraz dobrowolnego ubóstwa, wydają się nie dość konieczne.

Rozumiecie, co chcę powiedzieć. Bo Pan pozwoli wam zrozumieć. Cieszę się więc z waszego powodu, i chociaż nieobecny ciałem, jestem jednak obecny duchem, i widząc wasz ład, ale owszem wrzenie ducha, ale owszem obfitość pokoju, ale owszem łaskę prostoty, w postanowieniu niezłomność, samą tylko słodycz Ducha Świętego we wzajemnym umiłowaniu, krótko mówiąc, pełnię pobożności w waszym wspólnym życiu, cały się raduję na wspomnienie Góry Boga i z pokorą oddaję hołd pierwszym owocom Ducha Świętego i znakowi łaski religijności wzrastającej w nim ku nadziei.

Albowiem i sama nazwa „Góra Boga” jest jakby zapowiedzią dobrej nadziei. Mianowicie dlatego że, jak mówi psalm o górze Pana, zamieszka na niej ród szukających go, szukających oblicza Boga Jakubowego, niewinnych rąk i czystego serca, który nie skłonił duszy swojej do próżności. To jest właśnie wasze postanowienie: szukać Boga Jakubowego – nie tak, jak to mają w zwyczaju wszyscy, lecz szukać tej samej twarzy Boga, którą ujrzał Jakub, który powiedział: Widziałem Boga twarzą w twarz, a ocalała dusza moja.

Wszak szukać oblicza Boga, to znaczy szukać poznania Go, twarzą w twarz; to znaczy szukać twarzy, którą zobaczył Jakub, i o której mówi Apostoł: Wówczas będę poznawał, tak jak i zostałem poznany, i dalej: Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś twarzą w twarz i ujrzymy Go takim, jaki jest. Szukać Jego oblicza w tym życiu zawsze, poprzez niewinność rąk i czystość serca, oto jest pobożność, która, jak mówi Hiob, jest uwielbieniem Boga. Jeśli kto jej nie ma, używa duszy swojej do próżności, to jest żyje na próżno albo zgoła wcale nie żyje, skoro nie żyje tym życiem, ze względu na które, aby w nim żyć, otrzymał swoją duszę.


Wilhelm z Saint-Thierry Złoty list Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Symptomy zazdrości

Wydaje się, że sama logika wymaga, abyśmy co nieco powiedzieli o zazdrości. Jako jej źródło można wskazać zarówno pychę, jak też diabła. Najpierw pycha zgubiła diabła. Ten, powodowany goryczą zawiści, natychmiast zgubił pierwszego człowieka. Zatem, skoro sam diabeł okazał się najpierw pyszny, a potem zawistny, to wynika z tego, że nie pycha jest owocem zazdrości, ale zazdrość ma swoje korzenie w pysze.

Wskazaliśmy już, jak bardzo zazdrość uciska zawistnych, więc nie wydaje się, by trzeba było mówić o cierpieniu rozszarpującym ich dusze. Z Bożą pomocą musimy natomiast ukazać, w jaki sposób zazdrośni, opanowani przez zawiść, zasługi żyjących w sposób święty czynią własnymi grzechami, oraz jak zazdrość niszczy dobro w tych, którzy słysząc, że cokolwiek dobrego jest dokonywane lub mówione przez świętych, to albo w to nie wierzą, albo opacznie interpretując dobro obracają w zło. Każde oszczerstwo upowszechniane na temat ludzi świętych przyjmują z taką wiarą, jakby sami byli tego świadkami. A jeżeli ktoś chciałby wykazać, że jest to nieprawda, to ze złością występują przeciw niemu.

Wobec sobie podobnych są obłudni. Sukcesy innych wywołują ich źle ukrywaną niechęć. Zazdroszczą osiągającym postępy w dobrym, a sprzyjają grzeszącym. Cieszą się nieszczęściami spadającymi na dobrych; smucą ich postępami w dobrym; żywią bezinteresowną wrogość; boją się, by nie dostrzeżono złości ich serca; zawsze zgorzkniali i nigdy szczerzy. Są przyjaciółmi diabła a nieprzyjaciółmi nawet siebie. U wszystkich są w pogardzie. Powściągliwi, gdy należy się cieszyć, a radośni, gdy należy płakać; w jednym i drugim przypadku przewrotni. Między przyjaciółmi sieją niezgodę. Chwilowo poróżnionych starają się skłócić na zawsze. Kłamstwami psują opinię dobrym. U żyjących w sposób duchowy zauważają walory tylko cielesne, by w ten sposób ukazać ich jako pozbawionych walorów duchowych. Pozorują przyjaźnie, aby tych, którzy im zawierzą, oszukać na wszelkie możliwe sposoby. <Przez wysuwanie> nikczemnych podejrzeń dostarczają argumentów tym, w których wywołują wstręt. Dostarczają radości demonom, naśladując ich czyny. Swą pozorną uprzejmością, podczas gdy w sercu żywią wrogość, w znających ich mężach świętych wywołują smutek. Poprawni w mowie, ale bezwstydni w czynie. Skwapliwi do zdradzania sekretów, zapamiętali w urazach, skłonni do złych podejrzeń, a niezdolni do dostrzegania dobra. Pełni plugastwa, obarczeni oszustwami. Serca ich cechuje wrogość do cnót. Są źli przez swoje obyczaje i podstępni wobec wszystkich prostodusznych w swym otoczeniu.

Przez takie między innymi cechy wszyscy zawistni prezentują się jako wrogowie – pragnieniem albo myślą – dobra. W to zło wchodzą ci, którzy prześladują ludzi godnych naśladowania i miłują to, czym należałoby wzgardzić. Wykluczają się oni w sposób okrutny ze wspólnoty wszystkich dobrych. Pozbawiają się tym samym prawa do dobra, które prześladują w cnotliwych.

Rozważcie, zaklinam was, w jaki sposób zawistni, którzy już cierpią z powodu dobra innych, zostaną ukarani przez własne zło. Czyż mogą stać się dobrymi ci, którzy dobro obracają w zło? Czy kiedykolwiek będą dobrze korzystać z rzeczy złych, skoro nie przestają źle używać rzeczy dobrych?

W sposób dobry rzeczy złe wykorzystują święci męczennicy, prawdziwi świadkowie naszego Zbawiciela i gorliwi bojownicy duchowych zmagań. Dotknięci i doświadczani nieszczęściami, prześladowaniami oraz różnymi cierpieniami, zamienili oni dobra ziemskie na wieczne. Dzięki dobremu wykorzystaniu rzeczy złych doszli do radości wiecznych i trwałych jako doskonali.

Odmiennie postępuje zawistny, który źle korzysta z rzeczy dobrych. Dlatego nieszczęsny, izolując się od wszelkiego dobra, które przeklina, pozostaje sam na sam z cierpieniem własnej duszy. Któż bowiem może przyjść z pomocą temu, który przez zawiść stał się katem samego siebie? Gdzie znajdzie ratunek dla siebie ten, kto źle wykorzystując dobro, ściąga na siebie zgubę nawet z tego, co zwykle stanowi materię zbawienia?

Zawistni, aby spodobać się Bogu – podobnie jak inni grzesznicy – za natchnieniem łaski Bożej powinni wzbudzić w sobie nadzieję odzyskania zbawienia i poczuć odrazę do siebie. Winni przestać naśladować Kaina, który zaślepiony panującą nad nim ślepą zawiścią, dopuścił się zbrodni, pozbawiając życia swojego brata. Swoją duszę – zranioną przez bratobójstwo – wydał na mękę śmierci wiecznej. Utraciwszy nadzieję odzyskania łaski i przygnieciony rozpaczą, rzecze do Pana: Moja wina jest zbyt duża, bym zasłużył na łaskę. To tak, jakby powiedzieć Bogu: „Nie proszę o rozgrzeszenie, bo wielkość moich grzechów przewyższa wielkość twojej łaskawości”. Ostatecznie nigdzie nie jest napisane, aby Kain żałował swej zbrodni ani by zasługiwał na łaskę.

Jeżeli przeto zawistni, obrzydziwszy sobie przykład Kaina, zwrócą się do swego Boga i – choć powodowani rozpaczą w <możliwość> zbawienia – nie pogrążą się w otchłani zła, to nikt nie wątpi – a nawet każdy mocniej uwierzy – że może im zostać udzielona łaska <przebaczenia> wcześniejszego zła. Pod warunkiem jednak, że uzdrowieni z rany zawiści, słodyczą braterskiej miłości wyrugują gorycz ze swych serc i szczerze pokochają tych, których wcześniej nienawidzili. W tym dziele wielką pomoc zyskają w braterskiej wspólnocie <duchownych>. Pomogą im pokój i dobre przykłady wszystkich cnotliwych, których zasługi poprzednio ich obciążały.


Julian Pomeriusz O życiu kontemplacyjnym Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Stopień doskonałości życia kontemplacyjnego w życiu obecnym

Dążący do życia kontemplacyjnego niech się zbliża do swego Stwórcy sercem, które ma być oświecone. Niech gorliwie służy Temu, którego ma kontemplować i którym ma się niezmordowanie cieszyć przez całą wieczność. Niech stale Boga pragnie i ze względu na miłość ku Niemu ucieka od tego wszystkiego, co mogłoby go od tej miłości odwieść. Delektowanie się tą miłością winno ożywiać jego nadzieję. Winien on oddawać się medytowaniu Boskich Ksiąg, a oświecany łaską Bożą w nich znajdować radość i tam, niczym w wypolerowanym lustrze, przypatrywać się sobie. Jeżeli odkryje w sobie jakąś nieprawość, to niech się z niej poprawia, dostrzeżone dobro niech chroni, to co zdeformowane niech przywraca do normy, piękno niech pomnaża, co zdrowe niech wzmacnia, a jeżeli słabe, niech krzepi wytrwałą lekturą <Pisma Świętego>. Niech czyta niezmordowanie wskazania swojego Pana, niech je w sposób nienasycony miłuje i rzeczywiście je wypełnia, a dostatecznie przez nie wykształcony niech poznaje, czego winien się strzec albo za czym winien podążać.

<Dążący do życia kontemplacyjnego> niech stara się zgłębiać tajemnice Boskich Pism. Niech tam poznaje Chrystusa zapowiadanego i rozpoznaje obecnego. Niech stara się zrozumieć zapowiedź zguby opornego ludu i opłakuje jej spełnienie, a cieszy się ocaleniem narodów. Niech ma w pamięci wydarzenia zapowiadane i już zrealizowane, a wierzy w realizację zapowiedzi mających się dopiero spełnić.

Daleki od zgiełku zajęć światowych, niech żarliwie rozpamiętuje to, co rozpala jego ducha pragnieniem przyszłej nagrody. Niech troszczy się o ćwiczenia duchowe, dzięki którym z dnia na dzień staje się lepszym. Niech kocha święty spokój, podczas którego może oddawać się zajęciom duchowym. Świat niech uznaje za umarły dla siebie i okazuje, że sam został ukrzyżowany dla jego powabnych podniet. Oglądanie swego Stwórcy niech przedkłada, i to w sposób zdecydowany, nad miłość do widowisk światowych, a czyniąc postępy niech wznosi się ku szczytom boskiej kontemplacji. Na ziemskie sprawy niech spogląda bez odwracania się ani na moment od rozważania obiecanych rzeczywistości. Swoją uwagę niech koncentruje na tym, do czego pragnie dojść. Oczom własnej duszy niech podsuwa wizję szczęścia przyszłego życia. Rzeczy przemijające niech nie wywołują w nim ani pożądania, ani też lęku. Obawa ich utraty lub pragnienie ich nabycia nie powinny osłabiać dążeń ducha.

<Takiego człowieka> nie psują pochlebstwa i nie wyprowadzają z równowagi niepowodzenia. Pochlebne opinie go nie nadymają, tak jak krytyki nie deprymują. Na wzrost czy też zmniejszenie jego radości nie ma wpływu tak pochwała, jak też fałszywe oskarżenie. To, co dotyczy doczesności, w ogóle go ani nie cieszy, ani nie smuci. Jego duch pozostaje nieporuszony tak radosnymi, jak też smutnymi wydarzeniami. Niewzruszonej stałości serca nie potrafią zachwiać jakiekolwiek groźby czy też obiecanki światowe. Pozostając nieporuszonym wobec tego wszystkiego, nie jest wrażliwy ani na straty, ani na zyski tego świata.

Powodowany pragnieniem życia kontemplacyjnego z całym przekonaniem wierzy, że mimo zadośćuczynienia tym i podobnym <warunkom> i tak nie jest jeszcze w pełni doskonały. Ufa, że do doskonałości dojdzie w owym szczęśliwym życiu, które dopiero nadejdzie. Dąży usilnie do tego życia, w którym, po objawieniu się Boga, będzie mógł oglądać Jego naturę.


Julian Pomeriusz O życiu kontemplacyjnym Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Pouczenia Ewagriusza z Pontu

1(25) Jest niedorzecznością, żeby ten, kto goni za zaszczytami, zdołał uniknąć trudów, które są przyczyną zaszczytów.

2(26) Chcesz poznać Boga? Najpierw poznaj samego siebie.

3(27) Prawdziwym spośród przyjaciół jest ten, kto daje możliwość wspólnego przeżywania okoliczności życia.

4(28) Straszną jest rzeczą mieć wysokie mniemanie o sobie przy niewielkich dokonaniach.

5(29) Wyrażanie opinii w każdej sprawie jest przeszkodą dla osiągnięcia wiedzy.

6(30) Zły duch jest przewodnikiem życia bezrozumnego.

7(31) Szlachetność duszy ujawnia się dzięki sile charakteru.

8(32) Pobożnym jest ten, kto nie mówi o sobie.

9(33) Świątynią Boga jest człowiek nienaganny.

10(34) Najgorszym nabytkiem jest życie w niesławie.

11(35) Mów, co trzeba i kiedy trzeba, a nie usłyszysz tego, co nie jest konieczne.

12(36) Najcenniejszym nabytkiem jest przyjaciel do­skonały.

13(37) Chorobą duszy jest umysł żądny chwały.

14(38) Gość i ubogi to lecznicza maść na oczy, dana przez Boga.

15(39) Kto ich przyjmuje, szybko odzyska wzrok.

16(40) Jest rzeczą piękną wyświadczać dobrodziejstwa wszystkim, szczególnie zaś tym, którzy nie mogą się odwdzięczyć.

17(41) Mówca [przemawiający] zgodnie ze sprawiedliwością jest niczym kubek chłodnej wody.

18(42) Roztropność i łagodność duszy są niczym cherubiny.

19(43) Zażywanie szacunku na starość jest dowodem na to, że [ów człowiek] zanim osiągnął wiek podeszły, był miłośnikiem trudów.

20 Praktykowanie gorliwości w młodym wieku daje gwarancję szacunku na starość.

21(44) Najwznioślejszą [czynnością] duszy jest prawdziwa kontemplacja.

22(45) Miłując te rzeczy, których miłować się nie powinno, nie będziesz miłował tych rzeczy, które miłować trzeba.

23(46) Lepiej jest posiadać fałszowane złoto niż fałszywego przyjaciela.

24(47) Dusza oczyszczona na podobieństwo Boga jest Bogiem.

25(48) O jakże trzeba strzec się miłości własnej, która żywi nienawiść do wszystkiego!


Ewagriusz z Pontu Pisma ascetyczne, tom 2 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Święcenia kapłańskie wyrazem pychy? Rola sakramentów u mnichów

Szymon Hiżycki OSB: Jaka była w życiu mnichów rola sakramentów?

Prof. Ewa Wipszycka: Sprawa nie jest prosta. Kiedy zajmowałam się Żywotem św. Antoniego, napisanym przez sw. Atanazego, czymś, co mnie bardzo zdumiewało, był brak wzmianek o Mszy. Nie tylko o niej nigdzie się nie mówi, ale logika Żywota nie zostawia dla niej miejsca w dwóch ważnych okresach życia Świętego: w czasie wieloletniego pobytu św. Antoniego w forcie i w eremie na głębokiej pustyni, blisko Morza Czerwonego.

Świadectwo Atanazego musi być przez nas traktowane poważnie, znał on przecież środowisko Antoniego. Gdyby sądził, że udział w Mszy Świętej jest bezwzględnie ważny, dodałby wzmiankę, że ktoś nosił mu na pustynię komunię świętą. Atanazy ani przez chwilę nie wątpi w ortodoksyjność pierwszego pustelnika. Przez pierwsze dziesięciolecia Msza musiała być po prostu trochę w cieniu.

Czy taką powściągliwość w tej materii znajdziemy w innych tekstach  monastycznych?

To nie jest postawa przyjęta powszechnie, ale istnieje i wspomina się o niej. Mnisi nieuczestniczący systematycznie w Mszy, pojawiają się w tekstach opowiadających o wcześniejszych, „bohaterskich” pokoleniach ojców założycieli.

Niektórzy uczeni sądzą, że taki obojętny stosunek niektórych mnichów do Eucharystii jest wynikiem silnego wpływu Orygenesa. W każdym razie w drugiej połowie IV w. rozpowszechnia się przekonanie, że mnich we Mszy powinien brać udział w każdej sytuacji. Jednak w niektórych tekstach literackich, nasyconych elementami fantastycznymi, z akcją umieszczoną gdzieś wśród piasków Sahary, mnisi żyją samotnie i troszczą się nie o brak Mszy, ale o to czy znajdzie się ktoś, kto pochowa ich szczątki. Oczywiście mamy do czynienia z „rzeczywistością literacką”, stwarzaną przez autorów, jednak trzeba ją potraktować na serio. Do pomyślenia była świętość bez Eucharystii.

A jak było ze święceniami?

Mnisi mieli niejednoznaczny stosunek do ordynacji. Była duża grupa takich, którzy stali na stanowisku, że diakonat czy prezbiterat są przeznaczone dla ludzi doskonałych. Znamy opowieści, przypisane różnym ważnym mnichom, którzy odmawiali przyjęcia święceń. Miały one na celu przekonanie mnichów, że nie wolno do święceń dążyć, bo to jest wyraz pychy. Ale z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że środowiska monastyczne potrzebowały kogoś do celebrowania Mszy. Z biegiem czasu chęć posiadania święceń robiła się coraz silniejsza.

Czy możemy powiedzieć, w którym momencie te tendencje zaczęły się pojawiać?

Teksty literackie sugerują wiek V. Wykopaliska zdają się wskazywać na wiek VI i VII. Mianowicie w najstarszych eremach, które zostały odkryte w Celach, widzimy wyłącznie oratoria, to znaczy duże cele, w których znajduje się nisza pokazująca kierunek wschodni. W tej celi mnich się modlił. Potem zaczynają pojawiać się najpierw małe, a potem całkiem spore pomieszczenia, z ołtarzem,  przeznaczone do celebrowania Mszy. Podam przykład. W jednym z eremów, odkrytym w Celach, jest taka właśnie sala, która może pomieścić ponad 100 osób. Tymczasem w eremie mieszkało kilku mnichów. Archeolodzy od razu powiedzieli, że odprawiano tam Msze dla pielgrzymów. Nie jest to wyjaśnienie do przyjęcia.

Dlaczego?

Ponieważ w tym ośrodku istniało jednocześnie kilka eremów z podobnymi. „wewnętrznymi” kościołami.

Po co więc mnisi wznosili takie duże budynki?

Może trochę ze względu na ambicje. Mnich ma święcenia i jednocześnie stać go na to, żeby sobie zbudować własny kościół, chce odprawiać Mszę w swoim własnym kościele, systematycznie i, co więcej, chce mieć do dyspozycji porządny kościół, a nie jakąś celę – kaplicę, w której jest jedynie dość miejsca dla mieszkańców eremu.

Czy te kościoły były konsekrowane przez biskupa?

Nie sądzę. Przynajmniej nie zawsze. Żyli w nich święci ludzie i święci w nich się modlili. I to wystarczało za ryt konsekracyjny.


Ewa Wipszycka, Szymon Hiżycki OSB Mnisi – nie tylko ci święci Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Kobieta – ascetka?

Szymon Hiżycki OSB: Pani Profesor, a jak to było z kobietami?

Prof. Ewa Wipszycka: Analogicznie jak w przypadku mnichów, z pewną jednak różnicą. Muszę zacząć od przypomnienia, że zanim nastały czasy mniszek, był czas ascezy domowej, gdy kobieta nie opuszczała domu, oddając się modlitwie i  postom. Popularność tej formy życia nie zmniejszyła się także po narodzinach monastycyzmu. Nawet kiedy ruch monastyczny nabiera coraz większego rozpędu, trwa dalej asceza domowa, przynajmniej aż do końca starożytności, a jestem głęboko przekonana, że tak samo była popularna  w średniowieczu. Często zdarzały się przypadki, że kobieta chciałaby pójść do klasztoru, ale były tysiące powodów, dla których nie mogła opuścić domu: byli chorzy członkowie rodziny, dzieci… Bywało i tak, że bliscy naciskali na to, by kobieta, zazwyczaj bardzo młoda,  wyszła za mąż i źle widzieli jej ascetyczne skłonności. W zamożniejszych domach, mających ziemię, kwestie ekonomicznych interesów rodziny stały najwyżej i dziewczyna była najczęściej tylko kartą w rodzinnej strategii. Młoda mężatka, która w skrytości serca marzyła o życiu zakonnym, nie miała innego wyjścia, jak praktykowanie ascezy domowej. Trzeba także pamiętać o wdowach, decydujących się na pozostanie we wdowim stanie z dziećmi i wnukami, obowiązkami domowymi. Taka kobieta musiała zostać w domu…

A co wiemy o pierwszych mniszkach?

Pierwsza grupa mniszek zgromadziła się pod przywództwem siostry św. Pachomiusza w końcu lat 20. IV w. Maria, bo tak miała na imię, przyszła odwiedzić brata, ale on nie chciał z nią rozmawiać. Zaproponował jej jedynie, aby pozostała w pobliżu klasztoru i rozpoczęła życie mniszki. Święty Pachomiusz liczył, że przyjdą inne kobiety i do niej dołączą. I rzeczywiście tak się stało.

Czyli mniszki żyły obok klasztoru męskiego?

Istniały  klasztory podwójne, wspólnota żeńska bytowała w pobliżu klasztoru męskiego. Oczywiście autonomia żeńskiej wspólnoty przyłączonej do wspólnoty męskiej była ściśle ograniczona, ale siostry korzystały z pomocy materialnej i organizacyjnej dostarczanej przez braci. To oni prowadzili katechezę i oni, rzecz prosta, odprawiali Msze. Istniały też klasztory żeńskie w pełni samodzielne.

Co odróżnia monastycyzm żeński od męskiego?

Monastycyzm kobiecy zaczął się od razu od formy klasztoru. Nie znam żadnej laury kobiecej i nie znam anachoretyzmu kobiecego. Informacje o świętych pustelnicach pojawiające się w źródłach należą do świata literackiego, a nie świata rzeczywistego. W źródłach pozaliterackich nie ma najmniejszych śladów o kobietach na pustyni. Biorąc pod uwagę starożytne obyczaje i  pozycję kobiety w społeczeństwie i w Kościele, nie za bardzo jestem skłonna uwierzyć w istnienie eremitek.

To po co w takim razie pisano o nich teksty?

Bo literatura nie tylko opisuje, ale także buduje własny świat i ogromnie lubi tworzyć sytuacje paradoksalne. Kobieta – ascetka na głębokiej pustyni udająca eunucha (nie miała zarostu, to poważny kłopot, jakoś trzeba było wytłumaczyć, że nikt z braci nie zorientował się w płci brata) – temat to niezwykle efektowny i w sam raz dla pełnego fantazji autora.

Mniszki, te rzeczywiste, w klasztorach, były traktowane przez obserwatorów raczej złośliwie. Wyrażał się w tym antyfeminizm, bardzo pospolity w cywilizacji antycznej. Od wieków układano listy wad kobiecych, oskarżano je o głupotę, niestałość, brak silnej woli, kochliwość, nawet w wieku zaawansowanym (rozpustne sześćdziesięciolatki…). Wśród autorów piszących o mnichach w Egipcie znam tylko jednego, Palladiusza, który nakreślił kilka przychylnych kobiecych portretów. Mamy nieco apoftegmatów, których bohaterkami były ascetki, wygłaszające rozmaite nauki. Budzą one we mnie żywą podejrzliwość.

Ależ dlaczego?

Gdyż większość opowieści i nauk, jakie miały wygłaszać „Matki Pustyni” (to współczesny termin, wprowadzony przez benedyktynkę, siostrę Benedyktę Ward, tłumaczkę apoftegmatów) jest niezwykle banalna, pozbawiona w większości związku z kobiecością ich autorek. Jest tylko kilka apoftegmatów (na 47 przypisanych konkretnym mniszkom), które zawierają jakąś ciekawą opinię, indywidualną refleksję. Tych kilka apoftegmatów skłania mnie do odrzucenia pomysłu traktowania całej kobiecej grupy jako literackiego wymysłu. Ponadto gdybyśmy tak postąpili, nie potrafilibyśmy wyjaśnić, dlaczego w ogóle te apoftegmaty zamieszczono w Księdze Starców. Ich autorzy i redaktorzy nie musieli się trzymać zasady „political correctness”, tylko dlatego, że mniszek było dużo i wypadało je uhonorować. Łatwiej przyjąć, że kilka z nich było sławnych z pobożności i inteligencji. Jednak nie za wiele o nich wiedziano, gdy przyszło do zapisania tradycji, za mało było zindywidualizowanych opowiadań, na to miejsca wprowadzono poglądy ogólnie przyjęte.

Dlaczego kobieta była tak postrzegana?

Kobiety były postrzegane jako słabe i głupie. W tekstach monastycznych często powtarza się motyw kłócących się kobiet. Palladiusz, ogólnie mniszkom życzliwy, opowiada nam, że pewien kapłan kierujący życiem duchowym kobiet ze sporego klasztoru, ostatecznie  zdecydował się prowadzić swoją misję  z izdebki na piętrze, całkowicie od wnętrza odciętej, tylko jej okno wychodziło na dziedziniec. Ów mąż przemawiał do sióstr, a mniszki kłóciły się na dole. Znajdziemy jednak dowcipną opowieść w Rozmowach Kasjana, jak to pewnego mnicha, gardzącego kobietami, powaliła taka choroba, że nikt nie chciał się nim opiekować poza mniszkami.

Czy wspólnoty mniszek były stabilne?

Jeśli weźmiemy pod uwagę sprawy ekonomiczne, to zdecydowanie nie. Kiedy przyszli Arabowie, klasztory żeńskie upadły w pierwszej kolejności. Przed najazdem arabskim nie  mogłyby one przetrwać w warunkach miejskich, gdyby nie notable, którzy osłaniali klasztory swoim autorytetem i dostarczali pomocy finansowej. W społeczności muzułmańskiej taki układ już nie funkcjonował i ucisk fiskalny przyczynił się do upadku klasztorów żeńskich.

Pani Profesor, ostatnie pytanie, może trochę przewrotne… Czy mnisi się śmiali?

Czy mnisi się śmiali? Nie widzimy śmiejącego się mnicha. Widzimy ich często, gdy płaczą, bo powinni nieustannie płakać nad swymi grzechami. O łaskę łez mnisi się modlili. Ale jest też taki  przepiękny apoftegmat opowiadający jak św. Antoni żartował z mnichami, a gdy pewien zgorszony myśliwy wyraził dezaprobatę, starzec kazał mu napiąć łuk do takich granic, że mógł łatwo pęknąć. Konkluzja: „Tak jest i z dziełami Boga, jeśli zbyt wiele będziemy wymagać, bracia się załamią”. Pewnie żartując, Antoni się śmiał…

W starożytności płacz odgrywa w życiu indywidualnym bardzo ważną rolę. Natomiast śmiech jest czymś, co nie powinno mieć miejsca, jest traktowany jako dowód głupoty,  a mnisi powinni myśleć o wszystkich rzeczach, które powstrzymują od śmiechu. Płacz był czymś pożądanym. Bohaterowie Homera płaczą w najrozmaitszych sytuacjach. Neron zbierał łzy do szkatułki, a mnich opłakiwał swoje grzechy w oczekiwaniu na śmierć.


Ewa Wipszycka, Szymon Hiżycki OSB Mnisi – nie tylko ci święci Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Elementy życia duchowego w „Żywotach mnichów palestyńskich” Cyryla ze Scytopolis

Poniższe uwagi mają nade wszystko charakter hasłowy; nie chodzi bowiem o wyczerpanie tematu, ale jedynie podanie zasadniczych tematów życia duchowego pojawiających się w Żywotach  przez ich proste wyliczenie, zwrócenie uwagi na nie czytelnika, aby ten podczas lektury mógł przyjrzeć im się bliżej.

Rola Biblii

Choć na pierwszy rzut oka w porównaniu z korespondencją Barsanufiusza i Jana chociażby waga przywiązywana do Pisma Świętego wydaje się być o wiele mniejsza, to jednak jest to mylne wrażenie. Pismo w życiu bohaterów Cyryla odgrywa ważką rolę: pamięciowe opanowanie Psałterza i dużych fragmentów Biblii wydaje się być czymś oczywistym (VS 2; VE 4).  Eutymiusz widzi w Piśmie zbiór przykładów do naśladowania (VE 4), podobnie Cyriak (VC 1–2). Pismo jest fundamentem modlitwy. Podobnie jak w Żywocie Antoniego autorstwa Atanazego Wielkiego czy w tekstach Ewagriusza z Pontu pewne fragmenty Biblii są aplikowane przeciw demonowi w chwili pokusy (VS 12).

Modlitwa i liturgia

O ile modlitwa mnichów opisywanych przez Cyryla, zwłaszcza jej długość, jest dla współczesnego czytelnika nieco zaskakująca, o tyle dla samych mnichów wydaje się czymś naturalnym. Saba spędza na niej całe dnie (VS 8). Obok typowych monastycznych praktyk (postów, milczenia, czuwania itd.) właśnie modlitwa pojawia się jako coś, co cechuje cnotliwego mnicha (VS 10). Modlitwa jest bronią przeciwko atakom demonów (VS 16). Symbolem zwycięstwa nad nimi jest znak krzyża (VS 12). Modlitwa ma swój rytm (kanon), który zapewnia jej owocność (VS 17).

Liturgia celebrowana przez mnichów różni się nieco swą strukturą od tej odprawianej przez mnichów w Egipcie. Na kształt liturgii mnichów Cyryla miała wpływ głównie Jerozolima. O biegłości w psalmodii i pewnym obyciu liturgicznym czytamy w żywocie Teodozjusza (VT 1–2). Gorliwa celebracja oficjum jest wyrazem dojrzałego powołania (VE 4; VS 8; VIH 7).

Eucharystia

Rola sakramentów, zwłaszcza Eucharystii, nie jest obca naszym bohaterom. Eutymiusz uczestniczy w Mszy wraz z braćmi (VE 32), w Żywocie Cyriaka jest mowa o komunii niedzielnej (VC 5), Saba spożywa Ciało Pańskie w soboty i niedziele (VS 24). Eucharystia jest otaczana czcią, mówi się o niej z bojaźnią (VE 29), ale dostrzega się też siłę, która jest owocem pobożnego Jej spożywania: Saba podczas Wielkiego Postu żyje wyłącznie Eucharystią (VS 24).. Podczas celebracji dochodzi do zdarzeń niezwykłych: objawień podczas śpiewu Trishagion (VE 28), w celebracji Mszy oprócz mnichów uczestniczą też aniołowie (VE 29).

Hesychia

Hesychia (gr. wyciszenie, uspokojenie, które jest warunkiem zjednoczenia z Bogiem) jest  jednym z kluczowych pojęć, którymi Cyryl opisuje duchowe życie swych mnichów. Gatunek żywota nie pozwala oczywiście na skomponowanie traktatu na temat cnoty hezychii, jednak uważna lektura tekstu daje pewne wyobrażenie, w jaki sposób Cyryl to słowo rozumiał.

Po pierwsze hesychia ma pewien wymiar normatywny: mnich dobrowolnie oddziela się od świata, aby usunąć w ten sposób przyczyny rozproszenień. I tak już Eutymiusz w czasie Wielkiego Postu usuwa się na samotnię (VE 5). Ta praktyka przebywania na samotności (w różnej formie: dodajmy, że w Jerozolimie w pobliżu kościoła Wniebowstąpienia Eutymiusz zbudował się pustelnię, do której usuwał się na czas Wielkiego Postu, VE 37) jest w jego żywocie wspominana wiele razy (VE 5.6.32.38). Przykład ten inspirował także innych mnichów. Wiernie praktykował ją Saba (VS 22). Szczególnym przykładem tak praktykowanej hesychii jest żywot Jana Hezychasty, gdzie mamy opisane jak to Jan przez sześć lat mieszkał samotnie na pustyni, a dopiero na prośby Saby, zatroskanego o jego bezpieczeństwo, zamieszkał w laurze (VIH 14). Cyryl nie opisuje szczegółowo jakichś norm; podaje jedynie ogólnie, że pustelnicy żyli w samotność w laurach przez pięć dni w tygodniu, natomiast sobota i niedziela były dniami wspólnymi. Jednak nawet tak ogólnie sformułowany przepis należy traktować bardzo ostrożnie i nie rozumieć go jako normy zawsze i wszędzie wśród mnichów z Żywotów obowiązującej. Często zapewne decyzję o kształcie i czasie odosobnienia podejmował igumen, a nie sam mnich. Spotykamy bowiem także rekluzów, czyli mnichów podejmujących się życia w absolutnej samotności. Czytamy o Janie Hezychaście, że przeżył tak cztery lata (VIH 10), a później, po sześcioletniej przerwie, podejął podobny trud, w którym miał wytrwać do śmierci (VIH 16). Trzeba jednak też pamiętać, że rekluzja mogła być też czasem podjęta jako forma pokuty (VS 49).

Drugi aspekt hesychii, czyli wewnętrzne wyciszenie namiętności i zjednoczenie z Bogiem, wymyka się czytelnikowi. Symbolicznie mówią nam o nim wspomniane powyżej wizje, wytrwałość w modlitwie i surowość życia. Opisy, czasem budzące wątpliwość sceptycznego czytelnika, mają w pierwszym rzędzie ten właśnie cel: poprzez pokazanie owoców, delikatne nakierować myśli czytelnika do pytania o przyczynę, którą jest owo upragnione zjednoczenie.


Nota bibliograficzna

Nauce duchowej Cyryla nie poświęcono jak do tej pory obszernych studiów. Po lekturze samych Żywotów warto sięgnąć przede wszystkim po wstęp pióra Lorenzo Perrone: Cirillo di Scitopoli, Storie monastiche del deserto di Gerusalemme, przekł. R. Baldelli, L. Mortari, wstęp L. Perrone, przypisy L. Mortari, Scritti Monastici 15, Abbazia di Praglia, 1990, s. 45–63; bardzo pomocna jest monografia: D. J. Chitty, A pustynia stała się miastem, ŹrMon 45; wkrótce w naszym wydawnictwie też ukaże się obszerna praca: J. Patrich, Saba – przywódca monastycyzmu palestyńskiego, tom 1 // Saba – przywódca monastycyzmu palestyńskiego, tom 2


Szymon Hiżycki OSB Elementy życia duchowego w „Żywotach mnichów palestyńskich” Cyryla ze Scytopolis

Jaką korzyść przynoszą pokusy?

Życzliwa więc względem nas łaska Pana udzieli nam większej nagrody za walkę z pokusami, niż gdyby oddalił od nas wszelką konieczność walki. Albowiem wznioślejszą i znakomitszą cnotą jest pozostać stale niewzruszonym, gdy jest się otoczonym przez prześladowania i utrapienia, ufać wytrwale i odważnie w Bożą opiekę, podczas ludzkich ataków zatriumfować chwalebnie nad niecierpliwością orężem niezwyciężonej cnoty i uzyskać poniekąd moc ze słabości, albowiem moc w słabości się doskonali.

Pan mówi: Oto bowiem uczyniłem cię dziś słupem żelaznym i murem miedzianym na całej ziemi, dla królów Judy, dla książąt, dla jej kapłanów i dla całego ludu ziemi. I będą walczyć przeciw tobie, a nie zwyciężą cię, bo Ja jestem z tobą i wybawię cię, mówi Pan. A zatem według ścisłej nauki Pańskiej droga królewska jest słodka i lekka, nawet jeśli zmysłom zdaje się być twarda i przykra.

Gdy bowiem słudzy pobożnie i wiernie wezmą na siebie jarzmo Pańskie i nauczą się od Niego, że jest cichy i pokornego serca, to tym samym zrzucą z siebie brzemię ziemskich namiętności i za łaską Pana znajdą nie trudy, lecz ukojenie dla swoich serc, jak sam zaświadczył przez proroka Jeremiasza, mówiąc: Stańcie przy drogach i patrzcie, i pytajcie o starodawne ścieżki, która droga byłaby dobra i chodźcie nią; a znajdziecie ochłodę dla dusz waszych.

Zaraz bowiem dla nich drogi krzywe staną się prostymi, a nierówne gładkimi, skosztują i zobaczą, że słodki jest Pan. A gdy usłyszą Chrystusa, wołającego w Ewangelii: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię, to wtedy odłożywszy ciężar wad, zrozumieją także następujące słowa: Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a brzemię moje lekkie.

Daje więc wytchnienie droga Pańska, jeśli trzymamy się jej według Jego nakazów. Ale jesteśmy [niestety] tymi, którzy sprawiamy sobie boleści i męki przez niesforne roztargnienia, gdy wolimy chodzić krzywymi i przewrotnymi drogami tego świata, nawet jeśli związane jest to z wielkim niebezpieczeństwem i trudem. Gdy zaś w ten sposób uczyniliśmy jarzmo Pańskie ciężkim i twardym, to wtedy bluźnierczo narzekamy na twardość i ostrość albo samego jarzma, albo Chrystusa, który nam je nakłada, zgodnie ze słowami Pisma: Głupota człowieka wywraca jego drogi, a on w swoim sercu obwinia Boga.

A według proroka Aggeusza, gdy mówimy, że droga Pańska nie jest prosta, to Pan słusznie odpowiada nam: Czy moja droga nie jest prosta? Czy raczej wasze drogi są krzywe?. W rzeczy samej, gdy chcesz porównać słodko pachnący kwiat dziewictwa i tak miłą nieskazitelność czystości z plugawymi i cuchnącymi bagnami żądz; spokój i bezpieczeństwo mnichów z niebezpieczeństwami i utrapieniami, w które wikłają się ludzie tego świata; spokój naszego ubóstwa z gryzącymi zmartwieniami i nie znającymi spoczynku troskami bogaczy, które ich trawią we dnie i w nocy, to z łatwością przekonasz się, jak słodkie jest jarzmo Chrystusa i jak lekkie Jego brzemię.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Bajka o zapłacie dla golibrody wymyślona dla ujawnienia diabelskich złudzeń

A skoro ufacie, że będziecie mogli zbawić także innych i z niecierpliwością pragniecie znów zobaczyć swoją ojczyznę w nadziei na większą korzyść, to posłuchajcie teraz pewnej bajki zgrabnie i bardzo trafnie ułożonej przez abba Makarego, którą w formie bardzo przydatnego opowiadania podał jako lekarstwo komuś, kto płonął podobnymi pragnieniami. Mówił, że w pewnym mieście był bardzo zdolny golibroda, który golił wszystkich za trzy grosze [ternis denariis] i który, biorąc tak małą i skromną opłatę, zaopatrywał się codziennie w konieczne pożywienie, a gdy zaspokoił wszystkie potrzeby ciała, każdego dnia odkładał do mieszka po sto groszy.

Lecz gdy tak oszczędzał przez długi czas, usłyszał, że w pewnym odległym mieście każdy mężczyzna płaci po jednym solidzie. Gdy się o tym dowiedział, rzekł: „Jak długo jeszcze będę zadowalał się tą żebraniną i z trudem zarabiał po trzy grosze, skoro mogę pójść tam i zgromadzić majątek, biorąc dużą opłatę w solidach?”. Wziął więc zaraz narzędzia swojego rzemiosła, a po wydaniu na koszt [przeprowadzki] wszystkiego, co tutaj przez długi czas oszczędził, z wielkim trudem dotarł do tego przynoszącego duże zyski miasta.

Tego samego dnia, w którym przybył, wziął się do pracy i brał od każdego taką opłatę, o jakiej słyszał. Wieczorem, widząc, że zarobił tak dużo solidów, z radością poszedł na targ, aby zakupić sobie to, czego potrzebował na pożywienie. Gdy zaczął kupować za wysoką cenę w solidach, wydał na mały posiłek wszystkie zarobione solidy i nie przyniósł do domu ani jednego grosza. A gdy zobaczył, że każdego dnia tak traci zarobione pieniądze, że nie tylko nie może niczego zaoszczędzić, lecz że zdoła zaledwie zaspokoić swoje potrzeby, zaczął się zastanawiać i powiedział: „Wrócę do mojego miasta i na nowo zacznę szukać tego niewielkiego zarobku, który zaspokajał mi wszystkie potrzeby ciała i z którego codziennej obfitości odkładałem tyle, że mogłem zabezpieczyć moją starość.

Chociaż ten zarobek wydawał się marny i niewielki, to stale rosnąc przysporzył znaczną sumę. Rzeczywiście ten zarobek w groszach był dla mnie bardziej korzystny od wymarzonego zysku w solidach. Z niego nie tylko nie można nic zaoszczędzić, lecz zaledwie wystarcza na codzienny konieczny posiłek”.

Dlatego także dla nas lepiej jest starać się ciągle i nieprzerwanie o mały zysk pustynny, którego nie uszczuplają żadne troski doczesne ani świeckie roztargnienia, ani nadęcie próżności i żądzy chwały, ani nie pomniejszają troski o codzienne potrzeby, bo lepsza jest ta drobina, którą posiada sprawiedliwy, od wielkich bogactw grzeszników, od pragnienia większych zysków, które, nawet gdybyśmy [je] nabyli z bardzo zyskownego nawrócenia wielu, zużyją się z powodu konieczności obcowania ze światem i przez uszczerbek codziennych roztargnień.

Zdaniem bowiem Salomona lepsza jest jedna garść ze spokojem, niż dwie garście z trudem i zarozumiałością ducha. W takie złudzenia i szkody muszą w wysokim stopniu wikłać się słabi, którzy, gdy wciąż jeszcze wątpią o swoim zbawieniu i sami nadal potrzebują cudzych nauk i wskazówek, ulegają diabelskiej pokusie nawracania i prowadzenia innych. A nawet gdyby osiągnęli jakąś korzyść z nawrócenia kilku osób, roztrwonią to, co zarobili, przez swą niecierpliwość i niestałe obyczaje. Spotka ich to, co opisuje prorok Aggeusz: A kto gromadzi zyski, wkłada je do dziurawego mieszka.

Naprawdę bowiem w dziurawy mieszek chowa swój zarobek ten, kto wszystko, co wydaje [mu] się, że nabył przez nawrócenie innych, trwoni przez nieumiarkowanie swojego serca i codzienne roztargnienia umysłu. I tak zdarza się, że pouczając innych, sądzą, iż zyskują więcej, a tak naprawdę tracą również możliwość poprawy siebie samego. Bo są tacy, co udają bogatych, choć nic nie mają, a są tacy, co upokarzają się, choć mają wiele bogactw, i lepszy jest mąż, który w niskim stanie pochodzenia służy sobie, od tego, kto zdobywa zaszczyty, a brak mu chleba.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

O pożytku pracy i szkodliwości lenistwa

Chociaż więc także nam nie zabrakłoby pomocy ze strony rodziny, to jednak przedłożyliśmy tę nagość nad wszelkie majętności, woleliśmy codzienne przygotowywać pożywienie dla ciała własnym trudem, niż opierać się na bezpiecznych darach rodziny. Wyżej ceniliśmy bardzo uciążliwy niedostatek od bezowocnej gorliwości w czytaniu i leniwego rozmyślania nad Pismami, które [rozmyślanie] wychwalasz. Niewątpliwie sami oddalibyśmy się czytaniu, gdyby powaga Apostołów przekazała [nam] swoim przykładem, że jest to bardziej pożyteczne, lub gdyby mówiły o tym zbawienne pouczenia starszych.

Musisz jednak wiedzieć, że ponosisz przez to szkodę nie mniejszą od tej, o której mówiliśmy wyżej również dlatego, że chociaż masz zdrowe i silne ciało, to utrzymujesz się z cudzych darów, które według sprawiedliwości należą się tylko słabym. Skoro cały rodzaj ludzki oczekuje od innych jałmużny, z wyjątkiem mnichów, którzy zgodnie z przykazaniem Apostoła żyją z codziennej pracy rąk własnych, to nie ma wątpliwości, że z jałmużny utrzymują się nie tylko ci, którzy chwalą się tym, iż żyją z majątku krewnych, z pracy sług lub z plonów swoich posiadłości, lecz nawet królowie tego świata.

Jednym słowem zasada naszych poprzedników jest taka, że cokolwiek używa się na potrzeby codziennego wyżywienia, a nie jest zrobione i zdobyte pracą naszych rąk, należy przeznaczyć na jałmużnę, zgodnie ze [słowami] Apostoła, który całkowicie zakazał korzystania z pomocy cudzej hojności, mówiąc: Kto nie chce pracować, niech też nie je.

Tych słów błogosławiony Antoni użył przeciw pewnemu [bratu], a przez przykłady bogate we wskazówki pouczył także nas, abyśmy unikali szkodliwych usług krewnych i tych wszystkich, którzy dostarczają nam żywności w formie jałmużny, jak również abyśmy wystrzegali się pięknych i uroczych miejsc do zamieszkania. O wiele bardziej powinniśmy cenić suche piaski wraz z ich naturalną szorstkością, jak również miejsca spalone słonym wylewem i z tego względu nie podlegające żadnemu ludzkiemu prawu ani władaniu, od wszystkich skarbów tego świata. W ten sposób zabezpieczeni przez bezdroża pustyni nie tylko unikniemy częstych odwiedzin, lecz także taka żyzność gleby nie zachęci nas do żadnej rozpraszającej uprawy, która odciąga umysł od tej zasadniczej straży serca i osłabia go w duchowych dążeniach.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC