Pouczenia Ewagriusza z Pontu

1(25) Jest niedorzecznością, żeby ten, kto goni za zaszczytami, zdołał uniknąć trudów, które są przyczyną zaszczytów.

2(26) Chcesz poznać Boga? Najpierw poznaj samego siebie.

3(27) Prawdziwym spośród przyjaciół jest ten, kto daje możliwość wspólnego przeżywania okoliczności życia.

4(28) Straszną jest rzeczą mieć wysokie mniemanie o sobie przy niewielkich dokonaniach.

5(29) Wyrażanie opinii w każdej sprawie jest przeszkodą dla osiągnięcia wiedzy.

6(30) Zły duch jest przewodnikiem życia bezrozumnego.

7(31) Szlachetność duszy ujawnia się dzięki sile charakteru.

8(32) Pobożnym jest ten, kto nie mówi o sobie.

9(33) Świątynią Boga jest człowiek nienaganny.

10(34) Najgorszym nabytkiem jest życie w niesławie.

11(35) Mów, co trzeba i kiedy trzeba, a nie usłyszysz tego, co nie jest konieczne.

12(36) Najcenniejszym nabytkiem jest przyjaciel do­skonały.

13(37) Chorobą duszy jest umysł żądny chwały.

14(38) Gość i ubogi to lecznicza maść na oczy, dana przez Boga.

15(39) Kto ich przyjmuje, szybko odzyska wzrok.

16(40) Jest rzeczą piękną wyświadczać dobrodziejstwa wszystkim, szczególnie zaś tym, którzy nie mogą się odwdzięczyć.

17(41) Mówca [przemawiający] zgodnie ze sprawiedliwością jest niczym kubek chłodnej wody.

18(42) Roztropność i łagodność duszy są niczym cherubiny.

19(43) Zażywanie szacunku na starość jest dowodem na to, że [ów człowiek] zanim osiągnął wiek podeszły, był miłośnikiem trudów.

20 Praktykowanie gorliwości w młodym wieku daje gwarancję szacunku na starość.

21(44) Najwznioślejszą [czynnością] duszy jest prawdziwa kontemplacja.

22(45) Miłując te rzeczy, których miłować się nie powinno, nie będziesz miłował tych rzeczy, które miłować trzeba.

23(46) Lepiej jest posiadać fałszowane złoto niż fałszywego przyjaciela.

24(47) Dusza oczyszczona na podobieństwo Boga jest Bogiem.

25(48) O jakże trzeba strzec się miłości własnej, która żywi nienawiść do wszystkiego!


Ewagriusz z Pontu Pisma ascetyczne, tom 2 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Święcenia kapłańskie wyrazem pychy? Rola sakramentów u mnichów

Szymon Hiżycki OSB: Jaka była w życiu mnichów rola sakramentów?

Prof. Ewa Wipszycka: Sprawa nie jest prosta. Kiedy zajmowałam się Żywotem św. Antoniego, napisanym przez sw. Atanazego, czymś, co mnie bardzo zdumiewało, był brak wzmianek o Mszy. Nie tylko o niej nigdzie się nie mówi, ale logika Żywota nie zostawia dla niej miejsca w dwóch ważnych okresach życia Świętego: w czasie wieloletniego pobytu św. Antoniego w forcie i w eremie na głębokiej pustyni, blisko Morza Czerwonego.

Świadectwo Atanazego musi być przez nas traktowane poważnie, znał on przecież środowisko Antoniego. Gdyby sądził, że udział w Mszy Świętej jest bezwzględnie ważny, dodałby wzmiankę, że ktoś nosił mu na pustynię komunię świętą. Atanazy ani przez chwilę nie wątpi w ortodoksyjność pierwszego pustelnika. Przez pierwsze dziesięciolecia Msza musiała być po prostu trochę w cieniu.

Czy taką powściągliwość w tej materii znajdziemy w innych tekstach  monastycznych?

To nie jest postawa przyjęta powszechnie, ale istnieje i wspomina się o niej. Mnisi nieuczestniczący systematycznie w Mszy, pojawiają się w tekstach opowiadających o wcześniejszych, „bohaterskich” pokoleniach ojców założycieli.

Niektórzy uczeni sądzą, że taki obojętny stosunek niektórych mnichów do Eucharystii jest wynikiem silnego wpływu Orygenesa. W każdym razie w drugiej połowie IV w. rozpowszechnia się przekonanie, że mnich we Mszy powinien brać udział w każdej sytuacji. Jednak w niektórych tekstach literackich, nasyconych elementami fantastycznymi, z akcją umieszczoną gdzieś wśród piasków Sahary, mnisi żyją samotnie i troszczą się nie o brak Mszy, ale o to czy znajdzie się ktoś, kto pochowa ich szczątki. Oczywiście mamy do czynienia z „rzeczywistością literacką”, stwarzaną przez autorów, jednak trzeba ją potraktować na serio. Do pomyślenia była świętość bez Eucharystii.

A jak było ze święceniami?

Mnisi mieli niejednoznaczny stosunek do ordynacji. Była duża grupa takich, którzy stali na stanowisku, że diakonat czy prezbiterat są przeznaczone dla ludzi doskonałych. Znamy opowieści, przypisane różnym ważnym mnichom, którzy odmawiali przyjęcia święceń. Miały one na celu przekonanie mnichów, że nie wolno do święceń dążyć, bo to jest wyraz pychy. Ale z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że środowiska monastyczne potrzebowały kogoś do celebrowania Mszy. Z biegiem czasu chęć posiadania święceń robiła się coraz silniejsza.

Czy możemy powiedzieć, w którym momencie te tendencje zaczęły się pojawiać?

Teksty literackie sugerują wiek V. Wykopaliska zdają się wskazywać na wiek VI i VII. Mianowicie w najstarszych eremach, które zostały odkryte w Celach, widzimy wyłącznie oratoria, to znaczy duże cele, w których znajduje się nisza pokazująca kierunek wschodni. W tej celi mnich się modlił. Potem zaczynają pojawiać się najpierw małe, a potem całkiem spore pomieszczenia, z ołtarzem,  przeznaczone do celebrowania Mszy. Podam przykład. W jednym z eremów, odkrytym w Celach, jest taka właśnie sala, która może pomieścić ponad 100 osób. Tymczasem w eremie mieszkało kilku mnichów. Archeolodzy od razu powiedzieli, że odprawiano tam Msze dla pielgrzymów. Nie jest to wyjaśnienie do przyjęcia.

Dlaczego?

Ponieważ w tym ośrodku istniało jednocześnie kilka eremów z podobnymi. „wewnętrznymi” kościołami.

Po co więc mnisi wznosili takie duże budynki?

Może trochę ze względu na ambicje. Mnich ma święcenia i jednocześnie stać go na to, żeby sobie zbudować własny kościół, chce odprawiać Mszę w swoim własnym kościele, systematycznie i, co więcej, chce mieć do dyspozycji porządny kościół, a nie jakąś celę – kaplicę, w której jest jedynie dość miejsca dla mieszkańców eremu.

Czy te kościoły były konsekrowane przez biskupa?

Nie sądzę. Przynajmniej nie zawsze. Żyli w nich święci ludzie i święci w nich się modlili. I to wystarczało za ryt konsekracyjny.


Ewa Wipszycka, Szymon Hiżycki OSB Mnisi – nie tylko ci święci Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Kobieta – ascetka?

Szymon Hiżycki OSB: Pani Profesor, a jak to było z kobietami?

Prof. Ewa Wipszycka: Analogicznie jak w przypadku mnichów, z pewną jednak różnicą. Muszę zacząć od przypomnienia, że zanim nastały czasy mniszek, był czas ascezy domowej, gdy kobieta nie opuszczała domu, oddając się modlitwie i  postom. Popularność tej formy życia nie zmniejszyła się także po narodzinach monastycyzmu. Nawet kiedy ruch monastyczny nabiera coraz większego rozpędu, trwa dalej asceza domowa, przynajmniej aż do końca starożytności, a jestem głęboko przekonana, że tak samo była popularna  w średniowieczu. Często zdarzały się przypadki, że kobieta chciałaby pójść do klasztoru, ale były tysiące powodów, dla których nie mogła opuścić domu: byli chorzy członkowie rodziny, dzieci… Bywało i tak, że bliscy naciskali na to, by kobieta, zazwyczaj bardzo młoda,  wyszła za mąż i źle widzieli jej ascetyczne skłonności. W zamożniejszych domach, mających ziemię, kwestie ekonomicznych interesów rodziny stały najwyżej i dziewczyna była najczęściej tylko kartą w rodzinnej strategii. Młoda mężatka, która w skrytości serca marzyła o życiu zakonnym, nie miała innego wyjścia, jak praktykowanie ascezy domowej. Trzeba także pamiętać o wdowach, decydujących się na pozostanie we wdowim stanie z dziećmi i wnukami, obowiązkami domowymi. Taka kobieta musiała zostać w domu…

A co wiemy o pierwszych mniszkach?

Pierwsza grupa mniszek zgromadziła się pod przywództwem siostry św. Pachomiusza w końcu lat 20. IV w. Maria, bo tak miała na imię, przyszła odwiedzić brata, ale on nie chciał z nią rozmawiać. Zaproponował jej jedynie, aby pozostała w pobliżu klasztoru i rozpoczęła życie mniszki. Święty Pachomiusz liczył, że przyjdą inne kobiety i do niej dołączą. I rzeczywiście tak się stało.

Czyli mniszki żyły obok klasztoru męskiego?

Istniały  klasztory podwójne, wspólnota żeńska bytowała w pobliżu klasztoru męskiego. Oczywiście autonomia żeńskiej wspólnoty przyłączonej do wspólnoty męskiej była ściśle ograniczona, ale siostry korzystały z pomocy materialnej i organizacyjnej dostarczanej przez braci. To oni prowadzili katechezę i oni, rzecz prosta, odprawiali Msze. Istniały też klasztory żeńskie w pełni samodzielne.

Co odróżnia monastycyzm żeński od męskiego?

Monastycyzm kobiecy zaczął się od razu od formy klasztoru. Nie znam żadnej laury kobiecej i nie znam anachoretyzmu kobiecego. Informacje o świętych pustelnicach pojawiające się w źródłach należą do świata literackiego, a nie świata rzeczywistego. W źródłach pozaliterackich nie ma najmniejszych śladów o kobietach na pustyni. Biorąc pod uwagę starożytne obyczaje i  pozycję kobiety w społeczeństwie i w Kościele, nie za bardzo jestem skłonna uwierzyć w istnienie eremitek.

To po co w takim razie pisano o nich teksty?

Bo literatura nie tylko opisuje, ale także buduje własny świat i ogromnie lubi tworzyć sytuacje paradoksalne. Kobieta – ascetka na głębokiej pustyni udająca eunucha (nie miała zarostu, to poważny kłopot, jakoś trzeba było wytłumaczyć, że nikt z braci nie zorientował się w płci brata) – temat to niezwykle efektowny i w sam raz dla pełnego fantazji autora.

Mniszki, te rzeczywiste, w klasztorach, były traktowane przez obserwatorów raczej złośliwie. Wyrażał się w tym antyfeminizm, bardzo pospolity w cywilizacji antycznej. Od wieków układano listy wad kobiecych, oskarżano je o głupotę, niestałość, brak silnej woli, kochliwość, nawet w wieku zaawansowanym (rozpustne sześćdziesięciolatki…). Wśród autorów piszących o mnichach w Egipcie znam tylko jednego, Palladiusza, który nakreślił kilka przychylnych kobiecych portretów. Mamy nieco apoftegmatów, których bohaterkami były ascetki, wygłaszające rozmaite nauki. Budzą one we mnie żywą podejrzliwość.

Ależ dlaczego?

Gdyż większość opowieści i nauk, jakie miały wygłaszać „Matki Pustyni” (to współczesny termin, wprowadzony przez benedyktynkę, siostrę Benedyktę Ward, tłumaczkę apoftegmatów) jest niezwykle banalna, pozbawiona w większości związku z kobiecością ich autorek. Jest tylko kilka apoftegmatów (na 47 przypisanych konkretnym mniszkom), które zawierają jakąś ciekawą opinię, indywidualną refleksję. Tych kilka apoftegmatów skłania mnie do odrzucenia pomysłu traktowania całej kobiecej grupy jako literackiego wymysłu. Ponadto gdybyśmy tak postąpili, nie potrafilibyśmy wyjaśnić, dlaczego w ogóle te apoftegmaty zamieszczono w Księdze Starców. Ich autorzy i redaktorzy nie musieli się trzymać zasady „political correctness”, tylko dlatego, że mniszek było dużo i wypadało je uhonorować. Łatwiej przyjąć, że kilka z nich było sławnych z pobożności i inteligencji. Jednak nie za wiele o nich wiedziano, gdy przyszło do zapisania tradycji, za mało było zindywidualizowanych opowiadań, na to miejsca wprowadzono poglądy ogólnie przyjęte.

Dlaczego kobieta była tak postrzegana?

Kobiety były postrzegane jako słabe i głupie. W tekstach monastycznych często powtarza się motyw kłócących się kobiet. Palladiusz, ogólnie mniszkom życzliwy, opowiada nam, że pewien kapłan kierujący życiem duchowym kobiet ze sporego klasztoru, ostatecznie  zdecydował się prowadzić swoją misję  z izdebki na piętrze, całkowicie od wnętrza odciętej, tylko jej okno wychodziło na dziedziniec. Ów mąż przemawiał do sióstr, a mniszki kłóciły się na dole. Znajdziemy jednak dowcipną opowieść w Rozmowach Kasjana, jak to pewnego mnicha, gardzącego kobietami, powaliła taka choroba, że nikt nie chciał się nim opiekować poza mniszkami.

Czy wspólnoty mniszek były stabilne?

Jeśli weźmiemy pod uwagę sprawy ekonomiczne, to zdecydowanie nie. Kiedy przyszli Arabowie, klasztory żeńskie upadły w pierwszej kolejności. Przed najazdem arabskim nie  mogłyby one przetrwać w warunkach miejskich, gdyby nie notable, którzy osłaniali klasztory swoim autorytetem i dostarczali pomocy finansowej. W społeczności muzułmańskiej taki układ już nie funkcjonował i ucisk fiskalny przyczynił się do upadku klasztorów żeńskich.

Pani Profesor, ostatnie pytanie, może trochę przewrotne… Czy mnisi się śmiali?

Czy mnisi się śmiali? Nie widzimy śmiejącego się mnicha. Widzimy ich często, gdy płaczą, bo powinni nieustannie płakać nad swymi grzechami. O łaskę łez mnisi się modlili. Ale jest też taki  przepiękny apoftegmat opowiadający jak św. Antoni żartował z mnichami, a gdy pewien zgorszony myśliwy wyraził dezaprobatę, starzec kazał mu napiąć łuk do takich granic, że mógł łatwo pęknąć. Konkluzja: „Tak jest i z dziełami Boga, jeśli zbyt wiele będziemy wymagać, bracia się załamią”. Pewnie żartując, Antoni się śmiał…

W starożytności płacz odgrywa w życiu indywidualnym bardzo ważną rolę. Natomiast śmiech jest czymś, co nie powinno mieć miejsca, jest traktowany jako dowód głupoty,  a mnisi powinni myśleć o wszystkich rzeczach, które powstrzymują od śmiechu. Płacz był czymś pożądanym. Bohaterowie Homera płaczą w najrozmaitszych sytuacjach. Neron zbierał łzy do szkatułki, a mnich opłakiwał swoje grzechy w oczekiwaniu na śmierć.


Ewa Wipszycka, Szymon Hiżycki OSB Mnisi – nie tylko ci święci Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Elementy życia duchowego w „Żywotach mnichów palestyńskich” Cyryla ze Scytopolis

Poniższe uwagi mają nade wszystko charakter hasłowy; nie chodzi bowiem o wyczerpanie tematu, ale jedynie podanie zasadniczych tematów życia duchowego pojawiających się w Żywotach  przez ich proste wyliczenie, zwrócenie uwagi na nie czytelnika, aby ten podczas lektury mógł przyjrzeć im się bliżej.

Rola Biblii

Choć na pierwszy rzut oka w porównaniu z korespondencją Barsanufiusza i Jana chociażby waga przywiązywana do Pisma Świętego wydaje się być o wiele mniejsza, to jednak jest to mylne wrażenie. Pismo w życiu bohaterów Cyryla odgrywa ważką rolę: pamięciowe opanowanie Psałterza i dużych fragmentów Biblii wydaje się być czymś oczywistym (VS 2; VE 4).  Eutymiusz widzi w Piśmie zbiór przykładów do naśladowania (VE 4), podobnie Cyriak (VC 1–2). Pismo jest fundamentem modlitwy. Podobnie jak w Żywocie Antoniego autorstwa Atanazego Wielkiego czy w tekstach Ewagriusza z Pontu pewne fragmenty Biblii są aplikowane przeciw demonowi w chwili pokusy (VS 12).

Modlitwa i liturgia

O ile modlitwa mnichów opisywanych przez Cyryla, zwłaszcza jej długość, jest dla współczesnego czytelnika nieco zaskakująca, o tyle dla samych mnichów wydaje się czymś naturalnym. Saba spędza na niej całe dnie (VS 8). Obok typowych monastycznych praktyk (postów, milczenia, czuwania itd.) właśnie modlitwa pojawia się jako coś, co cechuje cnotliwego mnicha (VS 10). Modlitwa jest bronią przeciwko atakom demonów (VS 16). Symbolem zwycięstwa nad nimi jest znak krzyża (VS 12). Modlitwa ma swój rytm (kanon), który zapewnia jej owocność (VS 17).

Liturgia celebrowana przez mnichów różni się nieco swą strukturą od tej odprawianej przez mnichów w Egipcie. Na kształt liturgii mnichów Cyryla miała wpływ głównie Jerozolima. O biegłości w psalmodii i pewnym obyciu liturgicznym czytamy w żywocie Teodozjusza (VT 1–2). Gorliwa celebracja oficjum jest wyrazem dojrzałego powołania (VE 4; VS 8; VIH 7).

Eucharystia

Rola sakramentów, zwłaszcza Eucharystii, nie jest obca naszym bohaterom. Eutymiusz uczestniczy w Mszy wraz z braćmi (VE 32), w Żywocie Cyriaka jest mowa o komunii niedzielnej (VC 5), Saba spożywa Ciało Pańskie w soboty i niedziele (VS 24). Eucharystia jest otaczana czcią, mówi się o niej z bojaźnią (VE 29), ale dostrzega się też siłę, która jest owocem pobożnego Jej spożywania: Saba podczas Wielkiego Postu żyje wyłącznie Eucharystią (VS 24).. Podczas celebracji dochodzi do zdarzeń niezwykłych: objawień podczas śpiewu Trishagion (VE 28), w celebracji Mszy oprócz mnichów uczestniczą też aniołowie (VE 29).

Hesychia

Hesychia (gr. wyciszenie, uspokojenie, które jest warunkiem zjednoczenia z Bogiem) jest  jednym z kluczowych pojęć, którymi Cyryl opisuje duchowe życie swych mnichów. Gatunek żywota nie pozwala oczywiście na skomponowanie traktatu na temat cnoty hezychii, jednak uważna lektura tekstu daje pewne wyobrażenie, w jaki sposób Cyryl to słowo rozumiał.

Po pierwsze hesychia ma pewien wymiar normatywny: mnich dobrowolnie oddziela się od świata, aby usunąć w ten sposób przyczyny rozproszenień. I tak już Eutymiusz w czasie Wielkiego Postu usuwa się na samotnię (VE 5). Ta praktyka przebywania na samotności (w różnej formie: dodajmy, że w Jerozolimie w pobliżu kościoła Wniebowstąpienia Eutymiusz zbudował się pustelnię, do której usuwał się na czas Wielkiego Postu, VE 37) jest w jego żywocie wspominana wiele razy (VE 5.6.32.38). Przykład ten inspirował także innych mnichów. Wiernie praktykował ją Saba (VS 22). Szczególnym przykładem tak praktykowanej hesychii jest żywot Jana Hezychasty, gdzie mamy opisane jak to Jan przez sześć lat mieszkał samotnie na pustyni, a dopiero na prośby Saby, zatroskanego o jego bezpieczeństwo, zamieszkał w laurze (VIH 14). Cyryl nie opisuje szczegółowo jakichś norm; podaje jedynie ogólnie, że pustelnicy żyli w samotność w laurach przez pięć dni w tygodniu, natomiast sobota i niedziela były dniami wspólnymi. Jednak nawet tak ogólnie sformułowany przepis należy traktować bardzo ostrożnie i nie rozumieć go jako normy zawsze i wszędzie wśród mnichów z Żywotów obowiązującej. Często zapewne decyzję o kształcie i czasie odosobnienia podejmował igumen, a nie sam mnich. Spotykamy bowiem także rekluzów, czyli mnichów podejmujących się życia w absolutnej samotności. Czytamy o Janie Hezychaście, że przeżył tak cztery lata (VIH 10), a później, po sześcioletniej przerwie, podejął podobny trud, w którym miał wytrwać do śmierci (VIH 16). Trzeba jednak też pamiętać, że rekluzja mogła być też czasem podjęta jako forma pokuty (VS 49).

Drugi aspekt hesychii, czyli wewnętrzne wyciszenie namiętności i zjednoczenie z Bogiem, wymyka się czytelnikowi. Symbolicznie mówią nam o nim wspomniane powyżej wizje, wytrwałość w modlitwie i surowość życia. Opisy, czasem budzące wątpliwość sceptycznego czytelnika, mają w pierwszym rzędzie ten właśnie cel: poprzez pokazanie owoców, delikatne nakierować myśli czytelnika do pytania o przyczynę, którą jest owo upragnione zjednoczenie.


Nota bibliograficzna

Nauce duchowej Cyryla nie poświęcono jak do tej pory obszernych studiów. Po lekturze samych Żywotów warto sięgnąć przede wszystkim po wstęp pióra Lorenzo Perrone: Cirillo di Scitopoli, Storie monastiche del deserto di Gerusalemme, przekł. R. Baldelli, L. Mortari, wstęp L. Perrone, przypisy L. Mortari, Scritti Monastici 15, Abbazia di Praglia, 1990, s. 45–63; bardzo pomocna jest monografia: D. J. Chitty, A pustynia stała się miastem, ŹrMon 45; wkrótce w naszym wydawnictwie też ukaże się obszerna praca: J. Patrich, Saba – przywódca monastycyzmu palestyńskiego, tom 1 // Saba – przywódca monastycyzmu palestyńskiego, tom 2


Szymon Hiżycki OSB Elementy życia duchowego w „Żywotach mnichów palestyńskich” Cyryla ze Scytopolis

Jaką korzyść przynoszą pokusy?

Życzliwa więc względem nas łaska Pana udzieli nam większej nagrody za walkę z pokusami, niż gdyby oddalił od nas wszelką konieczność walki. Albowiem wznioślejszą i znakomitszą cnotą jest pozostać stale niewzruszonym, gdy jest się otoczonym przez prześladowania i utrapienia, ufać wytrwale i odważnie w Bożą opiekę, podczas ludzkich ataków zatriumfować chwalebnie nad niecierpliwością orężem niezwyciężonej cnoty i uzyskać poniekąd moc ze słabości, albowiem moc w słabości się doskonali.

Pan mówi: Oto bowiem uczyniłem cię dziś słupem żelaznym i murem miedzianym na całej ziemi, dla królów Judy, dla książąt, dla jej kapłanów i dla całego ludu ziemi. I będą walczyć przeciw tobie, a nie zwyciężą cię, bo Ja jestem z tobą i wybawię cię, mówi Pan. A zatem według ścisłej nauki Pańskiej droga królewska jest słodka i lekka, nawet jeśli zmysłom zdaje się być twarda i przykra.

Gdy bowiem słudzy pobożnie i wiernie wezmą na siebie jarzmo Pańskie i nauczą się od Niego, że jest cichy i pokornego serca, to tym samym zrzucą z siebie brzemię ziemskich namiętności i za łaską Pana znajdą nie trudy, lecz ukojenie dla swoich serc, jak sam zaświadczył przez proroka Jeremiasza, mówiąc: Stańcie przy drogach i patrzcie, i pytajcie o starodawne ścieżki, która droga byłaby dobra i chodźcie nią; a znajdziecie ochłodę dla dusz waszych.

Zaraz bowiem dla nich drogi krzywe staną się prostymi, a nierówne gładkimi, skosztują i zobaczą, że słodki jest Pan. A gdy usłyszą Chrystusa, wołającego w Ewangelii: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię, to wtedy odłożywszy ciężar wad, zrozumieją także następujące słowa: Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a brzemię moje lekkie.

Daje więc wytchnienie droga Pańska, jeśli trzymamy się jej według Jego nakazów. Ale jesteśmy [niestety] tymi, którzy sprawiamy sobie boleści i męki przez niesforne roztargnienia, gdy wolimy chodzić krzywymi i przewrotnymi drogami tego świata, nawet jeśli związane jest to z wielkim niebezpieczeństwem i trudem. Gdy zaś w ten sposób uczyniliśmy jarzmo Pańskie ciężkim i twardym, to wtedy bluźnierczo narzekamy na twardość i ostrość albo samego jarzma, albo Chrystusa, który nam je nakłada, zgodnie ze słowami Pisma: Głupota człowieka wywraca jego drogi, a on w swoim sercu obwinia Boga.

A według proroka Aggeusza, gdy mówimy, że droga Pańska nie jest prosta, to Pan słusznie odpowiada nam: Czy moja droga nie jest prosta? Czy raczej wasze drogi są krzywe?. W rzeczy samej, gdy chcesz porównać słodko pachnący kwiat dziewictwa i tak miłą nieskazitelność czystości z plugawymi i cuchnącymi bagnami żądz; spokój i bezpieczeństwo mnichów z niebezpieczeństwami i utrapieniami, w które wikłają się ludzie tego świata; spokój naszego ubóstwa z gryzącymi zmartwieniami i nie znającymi spoczynku troskami bogaczy, które ich trawią we dnie i w nocy, to z łatwością przekonasz się, jak słodkie jest jarzmo Chrystusa i jak lekkie Jego brzemię.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Bajka o zapłacie dla golibrody wymyślona dla ujawnienia diabelskich złudzeń

A skoro ufacie, że będziecie mogli zbawić także innych i z niecierpliwością pragniecie znów zobaczyć swoją ojczyznę w nadziei na większą korzyść, to posłuchajcie teraz pewnej bajki zgrabnie i bardzo trafnie ułożonej przez abba Makarego, którą w formie bardzo przydatnego opowiadania podał jako lekarstwo komuś, kto płonął podobnymi pragnieniami. Mówił, że w pewnym mieście był bardzo zdolny golibroda, który golił wszystkich za trzy grosze [ternis denariis] i który, biorąc tak małą i skromną opłatę, zaopatrywał się codziennie w konieczne pożywienie, a gdy zaspokoił wszystkie potrzeby ciała, każdego dnia odkładał do mieszka po sto groszy.

Lecz gdy tak oszczędzał przez długi czas, usłyszał, że w pewnym odległym mieście każdy mężczyzna płaci po jednym solidzie. Gdy się o tym dowiedział, rzekł: „Jak długo jeszcze będę zadowalał się tą żebraniną i z trudem zarabiał po trzy grosze, skoro mogę pójść tam i zgromadzić majątek, biorąc dużą opłatę w solidach?”. Wziął więc zaraz narzędzia swojego rzemiosła, a po wydaniu na koszt [przeprowadzki] wszystkiego, co tutaj przez długi czas oszczędził, z wielkim trudem dotarł do tego przynoszącego duże zyski miasta.

Tego samego dnia, w którym przybył, wziął się do pracy i brał od każdego taką opłatę, o jakiej słyszał. Wieczorem, widząc, że zarobił tak dużo solidów, z radością poszedł na targ, aby zakupić sobie to, czego potrzebował na pożywienie. Gdy zaczął kupować za wysoką cenę w solidach, wydał na mały posiłek wszystkie zarobione solidy i nie przyniósł do domu ani jednego grosza. A gdy zobaczył, że każdego dnia tak traci zarobione pieniądze, że nie tylko nie może niczego zaoszczędzić, lecz że zdoła zaledwie zaspokoić swoje potrzeby, zaczął się zastanawiać i powiedział: „Wrócę do mojego miasta i na nowo zacznę szukać tego niewielkiego zarobku, który zaspokajał mi wszystkie potrzeby ciała i z którego codziennej obfitości odkładałem tyle, że mogłem zabezpieczyć moją starość.

Chociaż ten zarobek wydawał się marny i niewielki, to stale rosnąc przysporzył znaczną sumę. Rzeczywiście ten zarobek w groszach był dla mnie bardziej korzystny od wymarzonego zysku w solidach. Z niego nie tylko nie można nic zaoszczędzić, lecz zaledwie wystarcza na codzienny konieczny posiłek”.

Dlatego także dla nas lepiej jest starać się ciągle i nieprzerwanie o mały zysk pustynny, którego nie uszczuplają żadne troski doczesne ani świeckie roztargnienia, ani nadęcie próżności i żądzy chwały, ani nie pomniejszają troski o codzienne potrzeby, bo lepsza jest ta drobina, którą posiada sprawiedliwy, od wielkich bogactw grzeszników, od pragnienia większych zysków, które, nawet gdybyśmy [je] nabyli z bardzo zyskownego nawrócenia wielu, zużyją się z powodu konieczności obcowania ze światem i przez uszczerbek codziennych roztargnień.

Zdaniem bowiem Salomona lepsza jest jedna garść ze spokojem, niż dwie garście z trudem i zarozumiałością ducha. W takie złudzenia i szkody muszą w wysokim stopniu wikłać się słabi, którzy, gdy wciąż jeszcze wątpią o swoim zbawieniu i sami nadal potrzebują cudzych nauk i wskazówek, ulegają diabelskiej pokusie nawracania i prowadzenia innych. A nawet gdyby osiągnęli jakąś korzyść z nawrócenia kilku osób, roztrwonią to, co zarobili, przez swą niecierpliwość i niestałe obyczaje. Spotka ich to, co opisuje prorok Aggeusz: A kto gromadzi zyski, wkłada je do dziurawego mieszka.

Naprawdę bowiem w dziurawy mieszek chowa swój zarobek ten, kto wszystko, co wydaje [mu] się, że nabył przez nawrócenie innych, trwoni przez nieumiarkowanie swojego serca i codzienne roztargnienia umysłu. I tak zdarza się, że pouczając innych, sądzą, iż zyskują więcej, a tak naprawdę tracą również możliwość poprawy siebie samego. Bo są tacy, co udają bogatych, choć nic nie mają, a są tacy, co upokarzają się, choć mają wiele bogactw, i lepszy jest mąż, który w niskim stanie pochodzenia służy sobie, od tego, kto zdobywa zaszczyty, a brak mu chleba.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

O pożytku pracy i szkodliwości lenistwa

Chociaż więc także nam nie zabrakłoby pomocy ze strony rodziny, to jednak przedłożyliśmy tę nagość nad wszelkie majętności, woleliśmy codzienne przygotowywać pożywienie dla ciała własnym trudem, niż opierać się na bezpiecznych darach rodziny. Wyżej ceniliśmy bardzo uciążliwy niedostatek od bezowocnej gorliwości w czytaniu i leniwego rozmyślania nad Pismami, które [rozmyślanie] wychwalasz. Niewątpliwie sami oddalibyśmy się czytaniu, gdyby powaga Apostołów przekazała [nam] swoim przykładem, że jest to bardziej pożyteczne, lub gdyby mówiły o tym zbawienne pouczenia starszych.

Musisz jednak wiedzieć, że ponosisz przez to szkodę nie mniejszą od tej, o której mówiliśmy wyżej również dlatego, że chociaż masz zdrowe i silne ciało, to utrzymujesz się z cudzych darów, które według sprawiedliwości należą się tylko słabym. Skoro cały rodzaj ludzki oczekuje od innych jałmużny, z wyjątkiem mnichów, którzy zgodnie z przykazaniem Apostoła żyją z codziennej pracy rąk własnych, to nie ma wątpliwości, że z jałmużny utrzymują się nie tylko ci, którzy chwalą się tym, iż żyją z majątku krewnych, z pracy sług lub z plonów swoich posiadłości, lecz nawet królowie tego świata.

Jednym słowem zasada naszych poprzedników jest taka, że cokolwiek używa się na potrzeby codziennego wyżywienia, a nie jest zrobione i zdobyte pracą naszych rąk, należy przeznaczyć na jałmużnę, zgodnie ze [słowami] Apostoła, który całkowicie zakazał korzystania z pomocy cudzej hojności, mówiąc: Kto nie chce pracować, niech też nie je.

Tych słów błogosławiony Antoni użył przeciw pewnemu [bratu], a przez przykłady bogate we wskazówki pouczył także nas, abyśmy unikali szkodliwych usług krewnych i tych wszystkich, którzy dostarczają nam żywności w formie jałmużny, jak również abyśmy wystrzegali się pięknych i uroczych miejsc do zamieszkania. O wiele bardziej powinniśmy cenić suche piaski wraz z ich naturalną szorstkością, jak również miejsca spalone słonym wylewem i z tego względu nie podlegające żadnemu ludzkiemu prawu ani władaniu, od wszystkich skarbów tego świata. W ten sposób zabezpieczeni przez bezdroża pustyni nie tylko unikniemy częstych odwiedzin, lecz także taka żyzność gleby nie zachęci nas do żadnej rozpraszającej uprawy, która odciąga umysł od tej zasadniczej straży serca i osłabia go w duchowych dążeniach.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Narodziny monastycyzmu

Ascetów spotykamy w gminach chrześcijańskich właściwie od początku ich istnienia. Wyrzeczenie się poprzednio prowadzonego trybu życia, rezygnacja z małżeństwa czy z perspektyw jego zawarcia, usunięcie się z miejsca zajmowanego w społeczeństwie, uprawianie ćwiczeń ascetycznych mających poddać surowej dyscyplinie cielesne popędy były zjawiskiem pospolitym w rozmaitych środowiskach chrześcijańskich. Wcześnie też zrodziła się wysoka ocena dziewictwa i wstrzemięźliwości. Ich nazbyt entuzjastyczna pochwała mogła prowadzić poza granice ortodoksji przyjętej w przedkonstantyńskim Kościele. Łączenie się ascetów w niewielkie, kilkuosobowe grupy podejmujące wspólne bytowanie ożywione pragnieniem wspólnego zdobywania doskonałości przez ascezę da się wyśledzić wcześniej, niż rozpoczęło się to, co przywykliśmy określać mianem ruchu monastycznego. Ludzie wybierający taki typ życia zachowywali swój majątek, często dotychczasowe zajęcia, nie tworzyli jakichś stałych form organizacyjnych.

Kiedy jednak Antoni udaje się na pustynię i tam rozpoczyna życie ascetyczne, rodzi się nowe zjawisko. Jego oryginalność polega na radykalnym zerwaniu ze światem, gdyż o ile po­przednicy pozostawali najczęściej w swoich domach, czy przy­naj­mniej w osadach lub na ich brzegu, ograni­czając jedynie swe kontakty z ludźmi, o tyle naśladowcy Anto­­niego będą przenosić się na pustynię. Ruch przybiera ogromne rozmiary; nawet jeśli odrzucimy jako nieautentyczną większość liczb podanych nam przez źródła, zbyt łatwo operujące setkami i tysiącami (zgodnie zresztą z tradycją antycznego piśmiennictwa, w którym pisano „tysiąc”, gdy chciano powiedzieć „wiele”, a „dzie­sięć tysięcy”, gdy chodziło o bardzo wielką liczbę); masowość jego jest niewątpliwa. Nowy jest też społeczny zasięg zjawiska i objęcie nim środowisk chłopskich, których reprezentanci zaludnią klasztory i pustelnie (i to nie tylko w Egipcie, ale i w dwóch innych najstarszych ośrodkach tego ruchu – w Syrii i w Palestynie). Nowość tkwi także w formach, które ten ruch przybiera, a które zdumiewają nas swym bogactwem i spontaniczną różnorodnością, uderzającą w porównaniu ze znaczną jednolitością cechującą późniejsze epoki chrześcijańskiego monastycyzmu.

Najwcześniejsze postacie ascezy, ważne zwłaszcza dla kobiet, pozostały w późniejszych latach nadal żywe. Nie istniały w tych grupach ścisłe reguły ani wyraźne kierownictwo. Bracia zdecydowanie przeciwni byli „formalizacji” ich życia. Nie przyjmowano pisemnych reguł, nie dopuszczano do ukształtowania się silnego kierownictwa. Stąd wielkie między nimi różnice i w zachowaniach, i w stosunku do własności, pracy. W miarę upływu czasu takie postacie życia ascetycznego powoli zanikały, gdyż ludzi, którzy w ten sposób pragnęli szukać doskonałości, przyciągały do siebie coraz silniej ośrodki życia monastycznego w wyższym stopniu sformalizowane. Ich prestiż był nieporównywalnie większy, byt materialny bardziej stabilny, niebezpieczeństwo wyradzania się swoistej anarchizacji życia znacznie mniejsze.

Spotykamy też w pobliżu wielu miejscowości, czy głębiej na pustyni, ascetów żyjących samotnie, z jednym bądź kilkoma towarzyszami. Przywykliśmy nazywać ich anachoretami, czyli takimi, którzy uprawiają anachoresis, odejście na pustynię. Zdarzało się, że wokół niektórych z nich, cieszących się opinią wielkiej świętości, skupiali się współbracia dając początek grupom monastycznym. „Nazwanie” ich nastręcza kłopotów. Mnisi egipscy wszystkie grupy monastyczne (wszystko jedno czy składały się z jednego mnicha czy z sześciuset) określali mianem monasterion lub mone i koptyjskimi odpowiednikami tych wyrazów. Narzucający się nam automatycznie termin „klasztor” jest często nieadekwatny, gdyż wewnętrzne więzi między braćmi mogły być luźne i zmieniały się w zależności od konkretnej sytuacji. Zazwyczaj posługujemy się w stosunku do takich zbiorowości monastycznych terminem laura (z niego wywodzi się ruska ławra) lub „ośrodek semianachoretyczny” (łac. semi – a więc na poły anachoretyczny, gdyż żyjący obok siebie bracia tworzyli jakąś wspólnotę). Klasztory (w naszym sensie) są określane w pracach o monastycyzmie mianem cenobiów (termin powstał w starożytności).

Skupiska ascetów wyrastające z grupy ucz­niów cieszącego się wielkim autorytetem Ojca odegrały niezmiernie ważną rolę w dziejach ruchu monastycznego w Egipcie. Najstarszy taki ośrodek ukształtował się około 305 roku w Pispir pod kierownictwem Antoniego. Jego uczeń, Am­mun, stał się w kilkanaście lat później założycielem podobnej grupy ascetów w Nitrii na Pustyni Zachodniej, stosunkowo niedaleko pasa uprawnego, a więc w miejscu łatwo dostępnym ze „świata”. Nitria stała się szybko dość pokaźnym skupiskiem. Nadmiar ludzi i łatwość kontaktów z „ziemią zamieszkałą” okazały się, dla części przynajmniej braci, uciążliwe. Ammun zdał sobie sprawę z potrzeby założenia nowego ośrodka położonego w miejscu umożliwiającym braciom komunikowanie się ze sobą, a jednak dostatecznie odległym, aby zapewnić im spokój. Ostateczne położenie nowego centrum wyznaczył Antoni, który odwiedził Nitrię w drodze do Aleksandrii (zapewne w 338 r.). W ten sposób powstały Cele znajdujące się od Nitrii o 18–19 km. Stały się one czymś w rodzaju jej aneksu.

Założycielem trzeciego ważnego skupiska był Makary Egipski. Osiedlił się on w Sketis, w samym sercu Doliny Nitryjskiej, w miejscu zwanym dziś Wadi an-Natrun. Warunki bytowania były tu ciężkie. Odległość 40 mil dzieląca Sketis od Cel nie była łatwa do przebycia, podróżnicy mogli zabłądzić na pustyni. Ci, którzy się tu osiedlali, musieli być gotowi na najsurowszą ascezę. Sławna też była ich wielka pobożność.

Na podstawie ośrodków Doliny Nitryjskiej możemy obserwować, jak w grupach nie mających formalnego charakteru (to jest pozbawionych określonej reguły, ram organizacyjnych, zwierzchników) formowały się spontanicznie pewne zasady, utrwalające się następnie w drodze tradycji i przestrzegane bardzo ściśle (niemniej ściśle niż reguły w klasztorach). Wśród mnichów wyróżniała się grupa starszych i cieszących się większym autorytetem braci. Do nich należała decyzja w sprawach dyscyplinarnych i kontrowersyjnych, zwoływał ich prezbiter miejscowego kościoła odgrywający faktycznie, choć bez prawnego uzasadnienia, rolę przywódcy danego skupiska. Wewnątrz większych ośrodków formowały się często grupy braci wokół szczególnie sławnych Ojców. Choć zasad określających życie ascetów nie spisywano, nie były przez to mniej realne i wiążące. Opornych potrafiono karać (więzieniem!) i usu­wać.

W tym samym czasie, gdy na Pustyni Zachodniej rozpoczynają swe dzieje skupiska anachoretów, w Górnym Egipcie rodzi się inna forma życia ascetycznego: klasztory. Około 323 r. Pachomiusz zakłada swój pierwszy klasztor w Tabennese, a w toku następnych dwóch dziesięcioleci powstaje silnie scentralizowana kongregacja, na którą składa się jedenaście klasztorów. Uderza nas znaczna liczebność grup. Wedle Listu Ammona (Epistula Ammonis) (jednego z dokumentów wchodzących w skład pachomiańskiego korpusu źródeł) w 352 r. miało być w najważniejszym klasztorze mieszczącym się w Pabau ok. sześciuset mnichów (rozdz. 2), a na zgromadzenia całej kongregacji zjeżdżało się ich około dwóch tysięcy (rozdz. 21). Istotną innowacją Pachomiusza było wprowadzenie obowiązującej wszystkich mnichów reguły. Bardzo długo była ona wyłącznie ustna, podlegała ona licznym korektom i uzupełnieniom w miarę rozwoju wspólnoty. Człowiek wstępując do klasztoru musiał się wyrzec posiadanego majątku, oddać go rodzinie lub klasztorowi.

Klasztory powstawały w opuszczonych wsiach, na brzegu pustyni, a także – i w tym tkwi wielka nowość – w ramach pasa ziemi uprawnej, ale poza dużymi osadami.

Pachomiusz był postacią popularną wśród egipskich ascetów, podobnie jego następcy Teodor i Horsiese. Mylą się jednak ci, którzy sądzą, że wszystkie klasztory zakładane w głębi doliny Nilu przyjęły jego regułę i wstępowały do kongregacji. Istniało bardzo wiele klasztorów, o mniejszych rozmiarach, rządzących się własnymi zasadami, nie zawsze zresztą utrwalonymi na piśmie. Wydaje się, że niechęć do tworzenia reguł i ich przestrzegania była silna we wspólnotach małych i średnich, za ważniejszą od reguły uważano zawsze wolę przeora. Mnisi mogli stosować pewne przepisy pachomiańskie sprawdzone przez czas i oczywiste, ale strzegli się przejmowania sztywnego i uciążliwego systemu. To, co mogli oglądać w domach tworzących kongregację, nie zawsze było budujące. Takie mniejsze wspólnoty, choć przeżywały różne trudności i często były niestabilne, wykazywały większą odporność i zdolność do przetrwania niż inne formy życia ascetycznego. Stały się one trwałym elementem chrześcijańskiej społeczności całego Egiptu, odgrywając ważną rolę w jej życiu religijnym.

Druga cenobityczna kongregacja powstała w drugiej połowie IV w. niedaleko ważnego miasta Tebaidy, Panopolis (znajdującego się po drugiej stronie Nilu). Składała się z trzech dużych klasztorów (jeden był kobiecy). Szczególny charakter nadał jej trzeci przeor, Szenute, kierujący nią przez długie lata. W przeciwieństwie do kongregacji pachomiańskiej, nieuchwytnej dla nas po VI w., kongregacja szenutiańska trwa po dzień dzisiejszy, a jej dwa ogromne kościoły są cudem architektury, rzeźby i malarstwa.

Klasztory nie stanowiły dostatecznej przeciwwagi dla rozmaitych form anachorezy. Jeśli nawet skupiały w sumie dużą liczbę ascetów, to w sferze duchowej mniej się liczyły. Już w końcu IV w. utrwaliło się przekonanie, że dla ludzi słabszych i niedoświadczonych klasztory są bardziej odpowiednie niż pustelnie i że stanowić powinny wstęp do późniejszego, doskonalszego żywota, już poza ich murami. Choć reguły pozostawiały zawsze wiele miejsca dla indywidualnych inicjatyw w zakresie ćwiczeń ascetycznych, uważano, że niewielu braci z tej możliwości korzysta, a ogół je za dużo i żyje zbyt wygodnie. Z perspektywy czasu trudno nam ocenić prawdziwość tych sądów.

Narastająca w IV w. fala ruchu monastycznego objęła również kobiety, które zawsze wykazywały wielką wrażliwość na wezwanie do ascezy .

Nie wiemy, co skłaniało ludzi do wyboru danej formy życia monastycznego. Nie wydaje się, aby istniały jakieś społeczne (a jeszcze mniej narodowościowe) powody dla preferencji. Decydowały względy indywidualne, fascynacja osobą czy osobami Ojców, bliskość ascetycznych ośrodków (ważna dla chłopskich adeptów nigdy nie wędrujących zbyt daleko), wreszcie osobisty temperament skłaniający do ukrycia się w pustelni czy poddania się uciążliwym, ale i bezpieczniejszym rygorom wspólnego życia.

Wielkie teksty monastyczne (będzie o nich mowa dalej) informują nas przede wszystkim o duchowym doświadczeniu anachoretów, zwłaszcza wielkich anachoretów, których pamięć była długo żywa, przechodząc z mistrza na ucznia w prawdziwych „genealogicznych” liniach wywodzących swój początek od sławnego poprzednika. Niewątpliwie najsilniej ważyło zbiorowe doświadczenie Nitrii, Cel i Sketis, gdzie najłatwiej mogło dojść do powstania tradycji zawierającej pewną sumę zasad, zaleceń, przestróg. Dominacja tego środowiska wynikała także z obecności w nim ludzi wykształconych, wpro­wadza­jących do ascetycznego świata znajomość teologii, aspiracje literackie, odczuwających mocniej od mniej wykształconych braci, potrzebę notowania przeżyć i przemyśleń.


Ewa Wipszycka Drugi dar Nilu Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Kościół w Egipcie

Gdy na przełomie III i IV w. w. rodzi się ruch monastyczny, chrześcijaństwo w Egipcie było już silnie ugruntowane. Liczna i żywotna była nie tylko gmina w Aleksandrii, od której rozpoczęli swą akcję wyznawcy Nowej Wiary, w wielu miejscowościach chora istniały także Kościoły. W toku IV w. dokonuje się chrystianizacja kraju, sięgająca głębiej, niż analogiczne procesy w innych częściach rzymskiego świata. Rzecz niezmiernie istotna – nowa religia dociera na wieś szybciej niż gdzie indziej. Procesy te nie są nam dobrze znane. Bardzo mało wiemy zwłaszcza o reakcji pogaństwa egipskiego u jego kresu. Mamy wrażenie (niestety nie jest to wiedza, brak nam bowiem źródeł), że nie potrafiło ono skutecznie się bronić i nie stanowiło groźnego wroga. Nie oznacza to jednak, że nasi asceci żyli w kraju całkowicie chrześcijańskim.

W końcu IV w. istnieją jeszcze liczne i zwarte pogańskie środowiska wśród elity miejskiej. Walki w Aleksandrii o Serapeion będą miały dramatyczny przebieg, a w miastach Górnego Egiptu spotkamy pogańskie stowarzyszenia. Mnisi jeszcze w pierwszej połowie V w. znajdą wsie pogańskie i nietknięte świątynie, choć raczej już nie funkcjonujące. Jednak pogaństwo jest już wtedy zjawiskiem marginesowym, nie skupia na sobie specjalnej uwagi, nie wywołuje napięć i dramatycznych „pęknięć” w społeczeństwie. Rzecz godna zapamiętania: podział na chrześcijan i pogan nie pokrywał się nigdy z podziałem na Greków i Egipcjan.

Niezmiernie charakterystycznym a ważnym dla dziejów egipskiego chrześcijaństwa jest szybki rozwój i okrzepnięcie struktur kościelnych, które przybrały dojrzalsze formy niż w po­zo­stałych krainach rzymskiego Wschodu. Na wsiach istnieje już w połowie IV w. sieć kościołów, przypominających nam kościoły parafialne, które w wielu innych krainach śródziemnomorskich nigdy nie powstały.

Kler, zwłaszcza wyższy, rekrutował się długo spośród greckojęzycznej ludności Egiptu; duchowni na wsiach byli Koptami, w miastach w chora na niższych szczeblach znajdziemy reprezentantów obu grup. W miarę upływu czasu spotykamy coraz częściej Koptów wśród biskupów. Różnice narodowościowe nie powodowały jednak napięć w Kościele.


Ewa Wipszycka Drugi dar Nilu Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Mieszkańcy Egiptu

Nie potrafimy ustalić jaką część ludności Egiptu stanowili Grecy, nie jesteśmy nawet w stanie zaproponować rzędu wielkości. Na pewno było ich bardzo wielu i na pewno żyli we wszystkich częściach tego kraju, aż po jego południową granicę. Byli jego elitą (co nie oznacza, że wszyscy Grecy należeli do elity, istniała także grecka biedota). Na wyższym i średnim szczeblu administracji pełnili urzędy, obejmowali ważniejsze funkcje w armii i flocie. Większość ich skupiona była w miastach lub dużych wsiach.

Obok ludzi myślących po grecku i żyjących na grecki sposób w Egipcie liczna była grupa ludzi dwujęzycznych lub takich, którzy posiedli przynajmniej taką znajomość języka greckiego, która umożliwiała im porozumiewanie się z władzami, prowadzenie księgowości i korespondencji. Dopiero konsekwencje podboju arabskiego (i też nie od razu) spowodują, że Grecy w toku VIII w. porzucą swój język, przejmując koptyjski, gdyż znajomość greki przestała być warunkiem społecznego sukcesu.

Egipcjanie, rdzenni mieszkańcy kraju, nie byli bynajmniej wyłącznie biednymi mieszkańcami wsi. Obecni w miastach i dużych osadach, w III i IV w. dali początek własnej elicie. Owa grupa, zamożna i świadoma swej odrębności, odgrywała w historii chrześcijaństwa egipskiego istotną rolę zyskawszy w Kościele możliwość robienia społecznej i kulturowej kariery bez konieczności hellenizowania się.

Tradycyjnie Egipcjan (zwłaszcza od przełomu III/IV w.) nazywamy Koptami. Termin „Kopt” powstał jako arabska adaptacja słowa greckiego Aigytpios w formie Qubt, Qibt, (podróżnicy europejscy czasów nowożytnych przyjęli dla łaciny wariant Cophti, Cophtitae, później Copti). Początkowo Koptami nazywano wszystkich mieszkańców Egiptu, w odróżnieniu od Arabów, niezależnie od wyznawanej religii. W średniowieczu pojęcie uległo zacieśnieniu do grupy tych, którzy nie ulegli islamizacji.


Ewa Wipszycka Drugi dar Nilu Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC