Zaśpiewam i zagram psalm Panu. (Ps 108,2)

Śpiew stanowił od wieków nieodłączny element kultu, będąc tym samym wyrazem pobożności i gorliwości, jaką okazywało się Bogu poprzez intonowanie określonych tekstów. Przedmiotem nieustannej troski był nie tylko dobór odpowiednich pieśni, ale również sposób ich wykonywania. To sprawiło, że bardzo szybko rozpowszechniały się najróżniejsze modele praktyki śpiewu liturgicznego. Na szczególną uwagę zasługuje jednak chorał gregoriański, który jest oficjalnym i obowiązującym śpiewem liturgicznym Kościoła łacińskiego. Przyjął swoją nazwę od imienia jednego z wielkich papieży-reformatorów: Grzegorza I Wielkiego. Jako młody człowiek, po śmierci swego ojca, Grzegorz przekształcił rodzinną willę na wzgórzu Celius na klasztor. Zamiłowanie do ładu i porządku, typowego dla życia mniszego, przeniósł według tradycji – już jako biskup Rzymu – w przestrzeń liturgii, dążąc do ujednolicenia obowiązujących rytów i samego chorału, który w jego czasach był wykonywany na wiele różnych sposobów. Reforma, którą miał podjąć, okazała się opatrznościowa i na stulecia wytyczyła jasny kierunek w praktyce liturgicznej Kościoła. Z tego też względu nosi nazwę reformy gregoriańskiej.

Dawniej nie praktykowano precyzyjnego zapisu nutowego na pięciolinii – jest to XVI-wieczny, a więc dość późny wynalazek. Początkowo oznaczano dźwięki za pomocą neum – swego rodzaju kwadratowego znacznika, którym orientacyjnie zapisywano konkretne dźwięki. Łatwo się więc domyślić, że posługiwanie się takim zapisem nie należało do najłatwiejszych. Zrodziła się wiec naturalna potrzeba opracowania zapisu, który byłby w stanie nie tylko oddawać konkretne dźwięki, ale również relację między nimi. Dokonał tego w XI w. włoski benedyktyn z opactwa Pomposa – Guido z Arezzo. Dzięki wynalazkowi solmizacji możliwe było precyzyjne oddawanie melodii na papierze i ponowne jej wykonywanie. To spowodowało dynamiczny rozwój muzyki chorałowej, którą charakteryzowały jednogłosowość, melizmatyczność, czyli wykonywanie kilku dźwięków na jednej sylabie, wykorzystanie jedynie ludzkiego głosu bez wsparcia instrumentów muzycznych oraz symbioza tekstu i melodii.

Dość wcześnie wspólnoty benedyktyńskie podejmowały pracę nad nauką i udoskonalaniem chorału gregoriańskiego, czego owocem są licznie zachowane do dziś hymny, antyfony i inne pieśni skomponowane w klasztornych skryptoriach przez mnichów. Również dzisiaj przy wielu opactwach istnieją chóry, niekoniecznie zakonne, które specjalizują się w tym właśnie śpiewie.

Chorał gregoriański dał początek muzyce polifonicznej i odegrał kluczową rolę w jej rozwoju. Choć upowszechnienie się śpiewów wykonywanych w językach narodowych wyparło tradycyjny łaciński chorał, to wciąż pozostaje on pierwowzorem i jako taki jest kultywowany przez wiele wspólnot monastycznych na całym świecie. Warto tutaj wspomnieć o opactwie św. Piotra w Solesmes, które założyło specjalną szkołę zajmującą się chorałem gregoriańskim. To tam właśnie powstały najnowsze edycje Graduale Romanum, czyli księgi zawierającej kompilację śpiewów Kościoła rzymskiego, używanych podczas całego roku liturgicznego.

Nie ulega również wątpliwości, że śpiew gregoriański, przesycony Pismem Świętym, stwarza najlepszą okazję i atmosferę do modlitwy i kontemplacji. W zaciszu starych kościołów i katedr, wśród dźwięków psalmów wykonywanych męskim chórem, daje się usłyszeć coś prawdziwie niezwykłego, nieuchwytnego. Tam, gdzie cisza przeplata się z melodią, powstaje chorał, dzięki któremu liturgia zdobywa swój unikalny blask, a wierni, którzy z ochotą i oddaniem gromadzą się w świątyniach benedyktyńskich, doświadczają czegoś pokrewnego poczuciu zatrzymania się czasu. W świecie powszechnego pośpiechu, napięcia, krzyku i hałasu, śpiew chorału gregoriańskiego stanowi znak sprzeciwu i jawi się jako coś, co nieustannie napełnia serca Bożą obecnością i daje uczucie wytchnienia.

Wydaje się, że współcześnie mało uwagi poświęca się próbom zachowania chorału od zapomnienia. Niemniej jednak, mimo iż bez medialnego rozgłosu, wciąż w zaciszu klasztornych kościołów i kaplic daje się słyszeć śpiew sprzed wielu wieków, dając tym samym świadectwo, że tylko to, co prawdziwie cenne, ma szansę stać się ponadczasowe – tak jak chorał gregoriański.