W naszym życiu zdarza się, że żyjemy przyzwyczajeniami, przywiązaniami do pewnego sposobu myślenia czy postępowania. One pozwalają nam funkcjonować w świecie, przeżywać kolejne dni, odnajdywać się w rzeczywistości. Jednak to, z czym się spotykamy, czego doświadczamy, nigdy nie jest takie samo, nigdy nie jest identyczne z tym, co już przeżyliśmy. Każde spotkanie, każde doświadczenie, każde uczucie jest czymś nowym i niepowtarzalnym, czymś cennym, a zarazem w pewien sposób odkrywczym.

Każdy dzień przynosi nam coś nowego, innego, nieznanego, nieoczekiwanego. To nieoczekiwane jest najbardziej tajemnicze. To coś, czego się nie spodziewasz. Coś, o czym nawet nie pomyślałeś, nie sądziłbyś, że to się stanie. Coś, o czym nie mogłeś wiedzieć. To przychodzi. Pojawia się. Staje przed Tobą. Wchodzi w Twoje życie. Co więcej, to może zmienić Twoje życie, to może przewrócić je do góry nogami. Ludzka reakcja na nieprzewidywalne sytuacje jest różna. Nikt do końca nie wie, jak ma się zachować. Tu nie ma wyuczonych zachowań, standardowych postaw. Tu potrzeba okazać gotowość do odpowiedzi, do przyjęcia tego, z czym się spotkało.

Podczas medytacji zachowujemy się zawsze tak samo. Siedzimy lub chodzimy, powtarzając słowa nieustannej modlitwy. Jakbyśmy chcieli w pewien sposób zaprzeczyć rzeczywistości, nie zważać na pojawiające się zmiany. To jednak jest w zasadzie postawą bardzo adekwatną, wyrażającą naszą niemoc wobec tego, co nas spotyka. Medytacja zakłada postawę uznania, że nie pojmę do końca rzeczywistości. To wołanie jest w zasadzie jedynym, co mogę dać. Jest jedyną odpowiedzią na nieoczekiwane. To przeświadczenie, że sam nie jestem w stanie dojść do tego, co jest w moim sercu, do realizacji tego pragnienia życia pełnego i szczęśliwego.

Dlatego też milczę. Cisza medytacji nawiązuje do ciszy żłóbka. Tam stykamy się z czymś nieoczekiwanym, a zarazem tajemniczym. Nie tego spodziewali się Mędrcy, szukający nowonarodzonego Króla. Król musi przecież urodzić się w pałacu, wśród możnych i wielkich tego świata. Nie mogło być inaczej. Rzeczywistość jednak po raz kolejny okazała się inna, niż można było sądzić. Jakże często to, co człowieka spotyka, zmusza go do zrewidowania jego wyobrażenia o wydarzeniu. Jakim zaś wydarzeniem było narodzenie Syna Bożego! Wobec Dzieciątka wypada nam tylko zamilknąć, upaść na twarz i oddać Mu pokłon. Wcielenie jest Tajemnicą, której do końca nie zrozumiemy. W medytacji też jest pewna tajemnica, tajemnica spotkania. Dokonuje się ono, ale jednocześnie jakby jest przede mną zakryte, w którym nie wszystko jest mi dane, w którym nie wszystko mogę zrozumieć.

Tę rzeczywistość, w której tak wiele rzeczy jest nieoczekiwanych, człowiek pragnie sobie jakoś poukładać, uporządkować. Chce niemalże dotknąć tego, z czym się spotyka, z czym ma do czynienia. Chce dotknąć, bo pragnie uchwycić i ułożyć po swojemu, tak, żeby zrozumiał. Dlatego też medytuje… Medytuje, czyli nie porusza się, ale trwa, a zarazem wyczekuje, ma na coś nadzieję. Chociaż trwa w bezruchu, to jednak chce się poruszyć, by dotknąć… Dotknąć… Obecności…! Dotknąć Słowa, które stało się Ciałem…! Dotknąć Tego, którego nikt nie widział! Dotknąć Początku wszystkiego! Dotknąć Tego, przez Którego wszystko się stało i bez którego nic by się nie stało, co się stało! Dotknąć Tego nowonarodzonego Króla, Pana Wszechświata! Dotknąć Życia, aby żyć! Dotknąć Prawdy, aby nie żyć w fałszu, aby już nie udawać. Dotknąć Tego, który zamieszkał między nami. Dotknąć Chwały. Dotknąć Tego, od Którego otrzymaliśmy łaskę po łasce.

To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się.

Tak! Objawiło się Życie! Życie, które mnie przerasta i jest całkowicie poza tym, co zwyczajne, czego doświadczam każdego dnia. Życie, które jest w pełni urzeczywistnione, które jest rzeczywiste w niepojęty dla mnie sposób. Skoro zaś to Życie jest w pełni urzeczywistnione, to jest również w pełni doskonałe.

Czy to zaś, że chcę dotknąć Życia, nie jest zuchwałością, nie jest mrzonką, pobożnym życzeniem? Czy nie pragnę zbyt wiele? Przecież mówimy o Tym, Którego niebiosa i ziemia nie mogą objąć! On jest niewymownie wzniosły ponad wszystko, co poza Nim istnieje i da się pomyśleć. On jest nieskończony, gdyż nie posiada żadnych granic swojej doskonałości. On jest jedynym mającym nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną. On jest niepoznawalny w swojej istocie! To jest Ten, przed Kim aniołowie wołają: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. On jest od nas oddzielony, gdyż jest samą Świętością. Każdy zaś, kto wchodzi w kontakt ze świętością, musi również się oddzielić, odseparować od tego, co nie jest święte. Natomiast ja jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach. Dlatego wołam w medytacji o miłosierdzie nade mną. To wołanie nie pozostaje bez odpowiedzi. Nadchodzi Wcielenie! Nadchodzi ta zmiana, która pozwala spojrzeć inaczej, która pozwala przybliżyć się do Świętości. Nadchodzi zmiana, ponieważ Nieskończony przyjmuje granice ludzkiej natury, przez co śmiertelny człowiek staje się królem nad wiekami i czyni mieszkańców ziemi dziedzicami nieba.

Spotkanie ze świętością Boga, zwłaszcza z Wcielonym Synem Bożym, jest wezwaniem do świętości, zachętą do jej dotknięcia: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!. Dlatego to Życie, pomimo swojej nieogarnionej potęgi i niezmierzonej mocy, przyciąga, wzywa, żeby podejść bliżej. Ono samo pragnie bliskości.

Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.


Brunon Koniecko OSB Medytować to… Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).