Aby na to pytanie odpowiedzieć, należy rozważyć kolejno to, co dotyczy jego życia, a następnie jego Reguły.

Nie mamy żadnych wątpliwości, co do istnienia bardzo wielu postaci żyjących w starożytności, bo albo oni sami mówili o sobie w pismach o sprawdzonej autentyczności, albo inni mówili o nich w wiarygodnych tekstach. W ostatecznym rezultacie te dwa rodzaje świadectw wzajemnie się potwierdzają: św. Augustyn i św. Grzegorz obaj pisali, a zarazem byli tematem pism, które o nich traktowały. A jakimi pismami dysponujemy na temat św. Benedykta? Nie mówił on nic o sobie samym, a jedyny tekst z jego czasów, który mówi o nim, należy do tego gatunku literackiego, w którym pierwszorzędnym celem nie jest bynajmniej przekaz danych historycznych. Jest to pismo o charakterze duchowym, w którym św. Grzegorz Wielki, papież, w formie fikcyjnych Dialogów z niejakim diakonem Piotrem objaśnia duchową naukę posługując się opowiadaniami, w których dużo miejsca zajmują nadzwyczajne zjawiska.

Święty Grzegorz stwierdza na początku, że zdobył wiarygodne informacje od tych, którzy znali Benedykta, i wylicza ich imiona w kilku wierszach, które wystarczająco upewniają nas co do istnienia osoby, o której autor zamierza mówić. Ujawnia się w tych paru linijkach rzeczowość św. Grzegorza, do której, gdy potrzeba, potrafi się odwołać. W dalszych partiach pisma trudno jest jednak odróżnić to, co historyczne, co wydarzyło się naprawdę, od tego, co św. Grzegorz dodał jako niehistoryczne pouczenie – które jednak z jego perspektywy było tak samo prawdziwe, jak historyczne wydarzenia – będące celem Dialogów.

Nie będziemy tu wchodzić w szczegółową dyskusję dotyczącą krytyki literackiej, której przedmiotem było i nadal jest dzieło św. Grzegorza. Jak w przypadku wielu pism należących do tego gatunku, możliwe są skrajne rozwiązania. Z jednej strony, można a priori zanegować jakąkolwiek historyczną wartość faktów podanych przez św. Grzegorza w dziele, które tylko w części stanowi opis wydarzeń. Z drugiej zaś, mogą pojawić się twierdzenia, że wszystko w nim jest autentyczne, tak zdumiewające, że jawi się jako coś cudownego. I rzeczywiście, dlaczego nie mogłoby być w VI wieku takiego cudotwórcy jak Benedykt, podobnie jak w XIX był proboszcz z Ars i św. Jan Bosco? Wydaje się, że prawda jest na  równi oddalona od tych dwóch skrajnych stanowisk. Był więc mąż Boży, który nosił imię Benedykt – imię symboliczne, lecz przecież nie nieprawdopodobne – który żył pod koniec V wieku i w pierwszej połowie VI w Italii, początkowo w Subiaco a następnie na Monte Cassino; był opatem, to znaczy przełożonym wspólnoty monastycznej. Jedno lub dwa pokolenia później, papież św. Grzegorz zechciał ukazać go jako wzór mnicha i opata. Podobnie zresztą, jak pozostałe postaci nakreślone w Dialogach, „mąż Boży” Benedykt znajduje się całkowicie pod działaniem Ducha Bożego, ma udział w Bożej wszechmocy czytając w ludzkich sercach i czyniąc cuda. Mnichów uczy przede wszystko tego, jak w pełni rezygnować z własnej woli, aby pełnić już tylko wolę Bożą, prowadząc życie monastyczne i kontemplacyjne, którego celem jest modlitwa czysta.

Dodajmy, iż historyczność postaci św. Benedykta jest potwierdzona przez fakt, że jego osoba stała się obiektem kultu, o którym wiele napisano i dyskutowano, lecz którego początki z pewnością są bardzo dawne i niezależne od Dialogów. Wszystkie postaci występujące w Dialogach są dzisiaj w martyrologium rzymskim. Otóż, jeśli nawet to świadectwo nie ma wartości dla tych, których wprowadził Baroniusz lub kompilatorzy z IX wieku, nie odnosi się to do świętych, których potwierdzony kult miał miejsce wcześniej, i którzy, jak św. Benedykt, figurują może już w martyrologium, zwanym hieronimowym. A więc św. Benedykt istniał.

Święty Grzegorz zapewnia, że napisał on regułę i to prowadzi nas do drugiego pytania, które pojawia się w związku z imieniem św. Benedykta: czy istnieje Reguła św. Benedykta? Benedykt z Monte Cassino, o którym mówi św. Grzegorz, jakąś napisał. Ale czy ona się zachowała? Która to spośród dawnych reguł monastycznych? Od jakichś 20 lat trwają liczne dyskusje na ten temat, głównie wśród uczonych benedyktyńskich, i bez wątpienia upłynie jeszcze trochę czasu zanim znajdzie się rozwiązanie. Na razie w ten właśnie sposób stawia się problem. Ta jego niewielka część tutaj zaprezentowana, także w odniesieniu do problemu istnienia św. Benedykta, nie ma na celu ani wchodzenia w jakieś fachowe i erudycyjne szczegóły, ani też zasiewania sceptycyzmu. Usprawiedliwieniem naszej krótkiej prezentacji jest najbardziej oczywisty rezultat prowadzonych dyskusji, uwydatniający spontaniczny, anonimowy i powszechny charakter życia monastycznego w Kościele. Co do ostatniego faktu jesteśmy pewni, choć inne sprawy są wciąż dyskutowane.

Jesteśmy w posiadaniu tekstu naprawdę zadziwiającego, który tradycyjnie nazywamy Regułą św. Benedykta. Zaczęto go przypisywać Benedyktowi z Monte Cassino w niecałe sto lat po przypuszczalnej dacie jego śmierci. Jednakże powszechne przyjęcie jego autorstwa miało miejsce później. Toteż niektórzy pytają się, czy czasami Benedykt z Monte Cassino nie był raczej autorem innego tekstu z tej samej epoki, który tradycyjnie nazywamy Regułą Mistrza.

Jest także możliwe, że Benedykt z Monte Cassino, nie jest autorem ani jednego ani drugiego tekstu, a jego reguła zaginęła lub nie jest jeszcze zidentyfikowana, chociaż obecnie prowadzone badania, jak się zdaje, powinny potwierdzić, że Benedykt napisał tę Regułę, którą opatrzono jego imieniem. Jakkolwiek by było, na pewno jego epoki sięgają oba te ważne dokumenty: Regula Magistri, w swoim obecnym kształcie (w literaturze problemu używa się na jej określenie skrótu RM) oraz Regula Benedicti, oznaczona inicjałami RB.

Reguła Mistrza jest dziełem nieznanego autora. Reguła benedyktyńska najprawdopodobniej św. Benedykta z Monte Cassino. W każdym razie oba teksty pochodzą, jak wiele innych, na przykład Dialogi św. Grzegorza, z VI wieku, gdy na Zachodzie rozległa działalność piśmiennicza potwierdza realne znaczenie i żywotność instytucji monastycyzmu. Istnieje on wówczas wszędzie, pełen energii, bez daty narodzin i bez założyciela. Jest fenomenem wewnątrz Kościoła, nieodłącznym od jego życia; jest zróżnicowany mając liczną rzeszę prawodawców. Pośród wszystkich starożytnych reguł, bazujących na doświadczeniach i pismach wschodniego monastycyzmu z poprzednich wieków, ta opatrywana imieniem św. Benedykta stopniowo, w przeciągu od VIII do X wieku, została zaprowadzona nie tylko w nowo powstających klasztorach, ale i w już istniejących. Stała się na Zachodzie regułą monastyczną par excellence; w tym sensie i w takiej mierze możemy powiedzieć, że zachodni monastycyzm jest od tego czasu benedyktyński. Tradycja monastycyzmu benedyktyńskiego istnieje jako bezsprzeczny i ważny fakt. Nadszedł czas, by się zapytać, co ją charakteryzuje, najpierw w świetle jej podstawowego tekstu – Reguły św. Benedykta – a następnie w jej historycznym rozwoju, aż po dzień dzisiejszy.

Jeśli powszechnie przyjęto tę Regułę zamiast innych, to dzięki takim jej walorom, których nie miały inne dokumenty. Jest ona zależna od wcześniejszych tekstów, zwłaszcza, zdaniem niektórych poważnych uczonych, od Regula Magistri, ale jej genialny autor doprowadził do znaczącego postępu w jej prawodawstwie. W tym sensie stanowi ona, by tak powiedzieć, ostatnie wydanie, poprawione i wykończone, zachodniej reguły monastycznej. Niewielkie znaczenie ma to, czy jest dziełem anonimowym, czy kogoś znanego nam z imienia. Jest bowiem rezultatem, owocem, szczytem całej, przez lata gromadzonej, mądrości, wynikiem wielorakiego doświadczenia monastycyzmu chrześcijańskiego od samych jego początków.

Wszystkie części Reguły posiadają zresztą bardzo jednorodny styl i inspirację, zarówno te odwołujące się bezpośrednio do wcześniejszych tekstów, jak i te bardziej oryginalne. Całość została naznaczona osobowością i świętością autora. Jest on więcej niż postacią symboliczną: to osobowość całkowicie rzeczywista; opat, który miał do czynienia z całkowicie konkretnymi mnichami, z ich cnotami i wadami; znawca ludzkich dusz, który napotkał wiele ludzkich słabości i nie cofał się przed nazywaniem ich po imieniu, lecz, ani na chwilę, nie stracił ufności w moc łaski. Krótko mówiąc, opat, który żył w ściśle określonym czasie i miejscu, i napisał Regułę, wypływającą w pełni z doświadczenia, która nie przestanie już odtąd ubogacać kolejnych pokoleń. Będzie działać na zasadzie zaczynu, nie jako tekst prawny narzucony z zewnątrz, lecz za pomocą swej wewnętrznej siły. Dojdą do niej szczegółowe przepisy uzależnione od czasu i miejsca, a także wymogów życia, ale ona sama zawsze zachowa swój istotny kształt. Wiek VI to jeszcze czas swobody i pisania różnych reguł. W wiekach VII i VIII wystarcza zwykle, w odpowiedzi na konkretne potrzeby, odpowiednio je zestawiać i łączyć. Począwszy jednak od wieku IX nasza Reguła staje się tak bardzo szanowana, że nikt już nie śmie jej dotknąć, choćby nawet nie zachowywał wszystkich jej przepisów. Codzienne życie regulują zaś zwyczajniki, zastąpione, poczynając od XVI wieku, przez deklaracje i konstytucje, jak również ceremoniały. Także i cystersi w XII wieku, którzy zamierzali powrócić do ścisłego zachowywania Reguły, dołączyli do niej, już w pierwszych pokoleniach, rozbudowane statuty. Nie świadczy to o tym, że Reguła stała się martwym tekstem i dokumentem z przeszłości – wciąż była żywa i życiodajna. A  różnorodne formy życia monastycznego, które do niej się odwoływały, dowodzą tylko tej jej żywotności i niespożytej młodości.

Otóż tym, co nadaje Regule owo znamię najwyższej jakości, jest w dużej mierze to, co zwykliśmy nazywać jej „roztropnością”. To słowo ma za sobą długą historię i posiada kilka znaczeń. Przynajmniej dwa z nich, łącząc się zresztą ze sobą, występują w Regule benedyktyńskiej. Jedno, związane z pierwotnym znaczeniem słowa, odwołuje się do czasownika, od którego pochodzi: discernere. Znaczy on: rozróżniać, oceniać, znajdować właściwą miarę rzeczy i w sposób wyważony podejmować decyzję, której ta miara się domaga. Autor Reguły czyni więc rzecz następującą: ustala ramy życia, pewną strukturę, której istotne i konstytutywne elementy zostają ściśle określone. Chodzi o życie wspólnotowe pod kierunkiem przełożonego nazwanego opatem, który wyznacza sobie do pomocy przeora, urzędników i radę braci. Najwięcej miejsca w tym sposobie życia zajmuje modlitwa, która przybiera dwie formy. Jedną z nich jest sprawowanie Bożego oficjum, a drugą czytanie, medytacja, modlitwa indywidualna i te formy kontemplacji, którym każdy oddaje się osobiście. Co do takich szczegółów jak porządek dnia, podział czasu pomiędzy modlitwę i pracę, miara napoju i pokarmu czy rodzaj odzieży, prawodawca pozostawia je w dużej mierze „rozeznaniu”, czyli inicjatywie przełożonego klasztoru. Rezygnuje z przewidywania wszystkich sytuacji i normowania z góry tego, co będzie obowiązywać w każdym klimacie, w każdym czasie i we wszystkich okolicznościach, tym samym skutecznie wystrzegając się, by nazbyt szczegółowe przepisy nie zdławiły wolności ducha. Jego celem jest formowanie sumień, i opata i mnichów tak, aby każdy umiał rozpoznać wymogi danej chwili i samorzutnie do nich się dostosował.

Przykładem harmonijnego połączenia wolności i posłuszeństwa jest rozdział zatytułowany O zachowaniu Wielkiego Postu (rozdz. 49):

Dobrze by było wprawdzie, by mnich w każdym czasie żył tak, jak należy żyć w Wielkim Poście, lecz tylko nieliczni mają taki stopień cnoty. Dlatego też radzimy, żeby przynajmniej w dniach Wielkiego Postu bracia zachowali nienaruszoną nieskazitelność swego życia, usiłując naprawić w tych dniach świętych wszelkie zaniedbania innych okresów. Uczynimy to wówczas w sposób godny, jeśli powstrzymamy się od wszelkiego zła, oddamy się modlitwie zmieszanej ze łzami, czytaniu, skrusze serca i wstrzemięźliwości.

Tak więc w tych dniach dorzućmy coś niecoś do zwykłych obowiązków naszej służby: dodatkowe modlitwy, ograniczenia w jedzeniu i piciu. Niechaj każdy ponad wyznaczoną sobie miarę z własnej woli ofiaruje coś Bogu w radości Ducha Świętego (1 Tes 1,6), to znaczy niechaj odmówi swojemu ciału trochę z jedzenia, picia, snu, rozmów czy żartów i niech wygląda świętej Paschy pełen duchowej radości i tęsknoty.

Każdy jednak powinien przedstawić swemu opatowi, co zamierza ofiarować, aby ofiara ta została objęta jego modlitwą i wolą. To bowiem, co dzieje się bez zgody ojca duchownego, zostanie poczytane za zuchwalstwo i zarozumiałość, nie za zasługę. Wszystko zatem należy czynić za zgodą opata.

Słowo „roztropność” występuje w Regule także w znaczeniu umiarkowania – w klasztorze nie może być niczego w nadmiarze i niczego, co przekraczałoby siły przeciętnego mnicha. Tę zasadę wprowadza już Prolog:

Mamy zatem założyć szkołę służby Pańskiej. Ufamy przy tym, że zakładając ją nie ustanowimy nic surowego ani nazbyt trudnego. Jeśli jednak niekiedy dla naprawienia błędów i zachowania miłości, tam gdzie sprawiedliwość i rozsądek tego wymagają, okażemy się nieco bardziej surowi, nie uciekaj od razu, przejęty strachem z drogi zbawienia, bo wejść na nią można tylko ciasną bramą. Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości.

Inny przykład możemy zaczerpnąć z rozdziału: O mierze napoju (rozdz. 40):

Każdy otrzymuje własny dar od Boga, jeden taki, a drugi taki (por. 1 Kor 7,7), dlatego też tylko z pewnymi zastrzeżeniami ustalamy ilość pożywienia stosowną dla innych. Mając jednak wzgląd na słabość chorych sądzimy, że jedna hemina wina na dzień wystarczy dla każdego. Jeśli zaś ktoś z łaski Pana może się bez wina obejść, niech wie, że otrzyma szczególną nagrodę.

Gdyby warunki miejscowe, praca albo skwar letni kazały pić więcej, niechaj decyduje o tym przełożony zwracając wszakże uwagę, by nie dochodziło nigdy do przesytu lub zgoła pijaństwa.

Oba znaczenia słowa „roztropność” znajdujemy w rozdziale 44 o przymiotach opata. Poniższy fragment może nam posłużyć jako konkluzja tej krótkiej prezentacji dotyczącej zasadniczego przymiotu Reguły:

W swych zarządzeniach […] niech zachowuje wnikliwość i umiar, myśląc o roztropności św. Jakuba, gdy mówił: Jeśli zmęczę moje trzody nazbyt uciążliwą drogą, padną wszystkie jednego dnia (Rdz 33,13 Wlg). Niech więc opat przyswoi sobie i ten i inne przykłady roztropności, owej matki wszystkich cnót, i niech wszystkim kieruje z takim umiarem, by i mocni mieli to, czego pragną, i słabi nie uciekali.

Całość Reguły jest więc tak pomyślana, aby stanowić zachętę dla odważnych bez jednoczesnego zniechęcania pozostałych. Tworzy pewien wewnętrzny organizm, w którym wszyscy wzajemnie sobie pomagają i każdy szanuje pragnienia i ograniczenia drugiego. Właśnie ta szerokość spojrzenia i giętkość przepisów wyjaśniają istnienie, dziś i w przeszłości, rozmaitych form i rodzajów życia, które mieszczą się w benedyktyńskiej tradycji.

Widzimy, że autor Reguły zaczynającej się słowem ausculta nie tyle jest założycielem w jurydycznym znaczeniu tego słowa, co raczej wychowawcą lub, jeszcze lepiej, ojcem, w biblijnym znaczeniu tego słowa. Zresztą napisany przez niego tekst tworzą bądź inspirują, w tym co istotne, fragmenty Pisma Świętego, co nadaje mu uniwersalną wartość – podobnie jak Ewangelia jest on dla wszystkich. Stąd doskonale do niego pasują te słowa, którymi św. Grzegorz określił Benedykta z Monte Cassino jako „pełnego ducha wszystkich sprawiedliwych” – tych Starego i Nowego Testamentu. Jako opat swoim przykładem, a jako prawodawca przez swą Regułę, ustalił niezmienny ideał, do którego będą starali się zbliżyć mnisi wszystkich czasów. Zaprezentował im ten ideał w formie takiego programu życia, który jest w ich zasięgu. Przez swe wymagania jest on święty, a przez uwzględnienie ludzkich ograniczeń stale dostępny dla wielu zakonników żyjących we wszystkich czasach i miejscach.


Jean Leclercq OSB U źródeł duchowości Zachodu Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).