Powinniśmy szukać Boga.

Ale czy Bóg jest w jakimś miejscu, żeby Go trzeba było szukać? Czyż Bóg nie jest wszędzie? – Wiemy oczywiście: Bóg jest w każdym bycie przez swoją obecność, przez swoją moc i swoją istotę. W Bogu działanie nie jest czymś oddzielnym od działającej władzy, toteż Jego moc tożsama jest z Jego istotą. I w każdym bycie działa Bóg, podtrzymując go w istnieniu.

W ten sposób Bóg jest we wszystkich stworzeniach, gdyż wszystkie one zaistniały i trwają tylko na skutek działania Bożego, które zakłada wewnętrzną obecność w nich Boga. Stworzenia jednak rozumne mogą ponadto poznać Go i pokochać, a w ten sposób posiąść Go w nowy sposób, który im jest właściwy.

I ten jeszcze rodzaj immanencji nie wystarczył Bogu w stosunku do nas. Istnieje stopień zjednoczenia o wiele głębszy i wznioślejszy. Bóg nie zadowala się tym, że jest przedmiotem naturalnego poznania i miłości ludzkiej: wzywa nas nadto do podzielenia Jego własnego życia i Jego własnego szczęścia.

Przez swoją nieskończoną miłość do nas Bóg chce stać się dla naszych dusz nie tylko najwyższym Panem wszystkiego, ale nadto przyjacielem, ojcem. Chce, żebyśmy Go poznali tak, jak On sam zna siebie, źródło wszelkiej prawdy i wszelkiego piękna: tu na ziemi w ciemności wiary, w niebie zaś w jasności chwały; – chce, abyśmy posiedli Jego samego, Dobro nieskończone i źródło wszelkiego szczęścia, i tu na ziemi, i w niebie przez miłość.

W tym celu, jak wiecie, wznosi naszą naturę ponad nią samą, zdobiąc ją łaską uświęcającą, cnotami wlanymi i darami Ducha. Bóg chce sam być naszym doskonałym szczęściem przez udzielenie nam swego nieskończonego i wiecznego życia. Nie chce, żebyśmy znajdowali szczęście poza Nim, poza pełnią wszelkiego dobra; nie pozwala żadnemu stworzeniu nasycić nam serca: EGO merces tua magna nimis (por. Rdz 15,1 wg Wulgaty): To Ja, ja sam, będę twoją nieskończenie wielką nagrodą. A nasz Pan potwierdził tę obietnicę w chwili, kiedy szedł, aby spłacić jej cenę swą krwawą ofiarą: „Chcę, Ojcze, aby tam, gdzie ja jestem, moi byli także ze mną, aby byli świadkami mojej chwały, aby dzielili naszą radość i aby ich wypełniała Twoja miłość” (por. J 17,24.26).

Oto jedyny i najwyższy cel, do którego powinniśmy dążyć; powinniśmy szukać Boga; nie Boga przyrody, ale Boga Objawienia. Toteż dla nas, chrześcijan, „szukać Boga” znaczy dążyć do Niego nie tylko tak, jak dążyć mogą stworzenia, zmierzające ku pierwszej zasadzie i ostatecznemu celowi swojego bytu, ale dążyć do Niego w sposób nadprzyrodzony, jako Jego dzieci, które pragną zjednoczyć się z Ojcem przez wolę pełną miłości i przez to tajemnicze uczestnictwo w boskiej naturze, o którym mówi św. Piotr (2 P 1,4); znaczy to osiągnąć i pielęgnować w sobie więź z Osobami Boskimi tak rzeczywistą i głęboką, że św. Jan nazywa ją współuczestnictwem z Ojcem i z Jego Synem Jezusem, w ich wspólnym Duchu (1 J 1,3).

To właśnie ma na myśli Psalmista, kiedy nas zachęca do szukania oblicza Bożego: Quaerite FACIEM eius semper (Ps 105,4): oznacza to szukanie przyjaźni z Bogiem, szukanie Jego miłości, jak wtedy, kiedy żona, patrząc w oczy swego męża, szuka za tymi oczami dna jego duszy, które przemawia do niej z miłością. Bóg jest dla nas Ojcem pełnym dobroci; chce On, żebyśmy już tu na ziemi znaleźli szczęście w Nim, w Jego niewysłowionej doskonałości.

Święty Benedykt nie stawia swoim uczniom innego celu. Od pierwszych słów prologu przestrzega nas, abyśmy nie zasmucali Boga swoimi złymi czynami, skoro raczył zaliczyć nas do swoich synów; abyśmy nie postępowali tak, żeby ten Ojciec, zagniewany w końcu na nasze winy, musiał nas wydziedziczyć, On, który chciał nas uczynić swoimi dziećmi.

„Dojść do Boga” – oto cel, który św. Benedykt każe nam mieć stale przed oczami. Ta zasada jest jak sok ożywczy, który krąży po wszystkich paragrafach prawa monastycznego.

Nie po to więc przyszliśmy do klasztoru, by się oddać nauce, czy sztuce, czy dziełu wychowania młodzieży. Prawda, że wielki patriarcha chce, żebyśmy zawsze służyli Bogu przy pomocy tych środków, które w nas złożył: Ei (Deo) omni tempore de bonis suis in nobis parendum est (RB Prolog); chce on, aby klasztor był mądrze przez mądrych zarządzany (RB 53), i niewątpliwie to zalecenie dotyczy przede wszystkim organizacji materialnej, ale można je zastosować na równi do moralnego i intelektualnego życia klasztoru. Święty Benedykt nie chce, aby talenty, które Bóg nam dał, pozostawały zakopane; pozwala wykonywać rzemiosła; długa tradycja, którą powinniśmy pokornie uszanować, wystarczająco już także uprawomocniła naukę i prace apostolskie. Opat jako głowa klasztoru będzie się niewątpliwie starał zachować rozmaite rodzaje działalności monastycznej; będzie usiłował rozwijać, dla wspólnego dobra, w służbie Kościoła, dla zbawienia dusz i dla chwały Bożej – rozmaite zdolności, które zauważy u każdego mnicha.

Ale powtórzmy: nie w tym leży cel. Wszystkie te dzieła są tylko środkami do celu; sam cel jest o wiele wyżej; jest w Bogu, jest nim Bóg, którego szukamy dla Niego samego, jako najwyższego szczęścia.

Jak zobaczymy później, nawet kult Boży nie stanowi ani nie może stanowić ostatecznego celu, do którego zmierza instytucja monastyczna, taka, jaką ustanawia Reguła. Święty Benedykt chce, żebyśmy szukali Boga, żebyśmy Go szukali dla Jego własnej chwały, dlatego, że Go kochamy ponad wszystko inne; chce, żebyśmy się starali o zjednoczenie z Nim przez miłość. Nie ma dla nas innego celu ani innej doskonałości. Kult Boży przyporządkowany jest pobożności, niewątpliwie najwyższej spośród cnót moralnych, a przyporządkowanej z kolei cnocie sprawiedliwości; ale nie jest to cnota teologalna. Cnoty teologalne, wlane, jako to wiara, nadzieja i miłość, są cnotami właściwymi dla naszego stanu dzieci Bożych. Na tych trzech cnotach buduje się tu na ziemi życie nadprzyrodzone; dotyczą one Boga wprost, jako Stwórcy porządku nadprzyrodzonego. Wiara jest jakby korzeń, nadzieja jak pień, a miłość jest zarazem kwiatem i owocem życia nadprzyrodzonego. Otóż to właśnie miłość, przez którą osiągamy i utrzymujemy prawdziwe zjednoczenie z Bogiem, stanowi cel wyznaczony nam przez św. Benedykta i samą istotę doskonałości: Si revera DEUM quaerit.

Ten cel jest podstawą prawdziwej wielkości monastycyzmu; jest też właściwą przyczyną jego istnienia. Zdaniem Pseudo-Dionizego Areopagity nazywają nas mnichami od greckiego monoj – samotny, jedyny – „z powodu tego sposobu życia scalonego w jedno i nie dzielonego, dzięki któremu wyrywając ducha z rozproszenia przez mnogość bytów, posyłamy go z mocą ku Bożej jedyności i ku doskonałej, świętej miłości”.


Fragment książki Chrystus jako wzór dla mnicha umieszczony w biografii Chrystus życiem bł. Columby Marmiona OSB

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).