Dziś jest dzień światła, „Święto Świateł”, jak mówili starożytni. Blask nieba staje się widzialnie obecny na biednej, mrocznej ziemi. Oczom naszym zajaśniała światłość z wysoka. „Przyszedł Król, Pan, Kyrios. W Jego ręku jest Pa­nowanie, władza i cesarska siła”. Przyszedł Uzdrowiciel, nio­sący zdrowie; przyszedł Zbawca, dający wolność. Przyszedł Pacificus – Dawca Pokoju. Przyszedł Syn królewski, filius Regis, który wraz ze swym Ojcem oddaje sprawiedliwość ubogim. Przyszedł Oblubieniec, który obmywa swą Oblu­bienicę w wodzie chrztu i poślubia ją. Od Wschodu do Zachodu cały świat spieszy oddać Mu pokłon; mędrcy ze Wschodu przynoszą dary, które wypaliło słońce: złoto, kadzidło i mirrę; z Zachodu przybywają statki z Tarszisz, przywożąc chłodniejsze dary morza, wysp i Bursztynowego Wybrzeża. Cudowny obraz królewskiego święta roztacza się przed naszymi oczyma, a my sami jesteśmy gośćmi, obdarowanymi, ba! – samą Oblubienicą. Powstań! świeć Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą (czytanie, Iz 60,1n).

Jest zupełnie tak, jakbyśmy już teraz obchodzili Chrys­tusowe święto triumfu, jakbyśmy już teraz wołali: „Ty, który siedzisz po prawicy Ojca, zmiłuj się nad nami”. Kyrie eleison! Panie, zmiłuj się nad nami! Advenit Dominus, Kyrios jest obecny!

Czy mamy do tego prawo?

Gdyby rok kościelny był tylko życiem z Jezusem ziemskim, wówczas nie! Wówczas nie moglibyśmy obchodzić dzisiejszego święta. Lecz jak już widzieliśmy, rok kościelny w istocie swej stanowi misterium. A misterium łączy nas z duchowym, wywyższonym Panem, Panem, który siedzi po prawicy Ojca i stamtąd udziela swoich darów. Takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach (Hbr 8,1). Właśnie ten Arcykapłan jest głównym ośrodkiem naszych misteriów. Przez nie udziela swych duchowych darów.

Bo przecież właśnie to jest treścią całego życia chrześcijańskiego: zjednoczyć się z przemienionym, wywyższonym, duchowym Panem, Kyriosem. Pan zaś – to Duch (2 Kor 3,17), mówi św. Paweł – tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób (2 Kor 5,16). Obecnie, odkąd Pan przez swoje cierpienia wszedł do chwały, znamy Go już tylko jako Ducha. Całe ziemskie uniżenie, cała słabość, podatność na cierpienie zostały Mu odjęte, odkąd przybił do krzyża ciało grzeszne, a przez to wyniszczył je (Rz 8,3). Również Jego człowieczeństwo, Jego ciało jest teraz całkowicie przeniknięte i prze­świetlone przez Bóstwo i uczestniczy w Jego godności i działaniu; a nawet dopiero teraz jaśnieją one swym nieskończonym blaskiem. Toteż także i czyny, które Jezus spełnił w ciele, dopiero teraz odsłaniają swe ostateczne i najgłębsze znaczenie: stały się misteriami, głosicielami Bożej mocy.

Z wysoka, z tronu po prawicy Ojca chwalebny, duchowy Pan zsyła nam wszystkie łaski; z wysoka mieszka w nas, a my jesteśmy w Nim. I na tym polega bycie chrześcijaninem.

Ta łaska z wysoka staje się dostępna dla nas przede wszystkim w misteriach świętego Kościoła.

Każde prawdziwe misterium daje nam udział w Boskiej mocy chwalebnego, duchowego Pana. Nie ma misterium, które by nam ukazywało tylko Jego uniżenie. Albowiem łaska pochodzi od Wywyższonego, od Kyriosa.

Widzimy więc, że słusznie świętujemy w Epifanię Boski blask i zwycięską chwałę Tego, który się objawił. Epifania jest pełnym misterium zbawienia, widzianym w świetle wcielenia; w pewnym sensie antycypuje blask Wielkanocy. Bo także chrzest Jezusa w Jordanie jest niczym innym, tylko zapowiedzią chrztu krwi.

Czy jednak przez to, że obecnie w misterium świętujemy Boży blask, odkładamy na bok ziemskie narodziny Pana z ich biedą i uniżeniem?

W żadnym wypadku. Właśnie misterium tym wyraźniej ukazuje cudowne połączenie się tego, co niskie i tego, co wysokie, tego, co ludzkie i tego, co Boskie, pokory i wzniosłości. Jest bowiem paradoksem Bożej miłości i Bożych misteriów, że to, co najwyższe, łączy się w nich z tym, co najniższe.

Z wysoka jaśnieje misterium i opromienia to, co małe i zie­mskie, prześwietla je i sprawia, że jaśnieje ono w niebiańskiej chwale. Nie wyrzeka się więc uniżenia, ofiary i krzyża, lecz sprawia, że zaczynają one jaśnieć w blasku wieczności. My jednak z dołu zbliżamy się w pokorze i uniżeniu do Bóstwa, znosimy uniżenie i krzyż w mocy łaski. Jedno i drugie należy do misterium. Boską stroną jest przemienianie ciała przez Bóstwo. Stroną ludzką zaś jest przeżywanie uniżenia Boga w mocy Ducha, tak by stopniowo dojść do przemienienia.

Święta liturgia raz po raz opiewa to niebiańskie przemienienie. Bo tylko ono wszak jest godne pieśni i uwielbienia; ono jest rozkoszą i szczęśliwością; a tylko tam, gdzie jest radość i miłość, jest i pieśń.

Kościół jednakże nigdy nie zapomina o ciemnym przeciwieństwie, na którego tle tym jaśniej widnieje Boski czyn miłości oraz jego niebiańska, świetlana wspaniałość. Zawsze pokazuje on, w jaki sposób obecnie również to, co niskie, ziemskie, cielesne – przez Mękę dochodzi do chwały. Słowo stało się ciałem, a ciało staje się duchem. W tych słowach tkwi cały paradoks Boskiej miłości, która objawiła się we wcieleniu. Symbolem tego paradoksu jest Dziewica Matka, Maryja, prawdziwa kobieta, która jako Matka porodziła i wykarmiła Pana, i prawdziwa Dziewica, która poczęła z Ducha Świętego, i której łono pozostało nienaruszone.

W ten sposób liturgiczne misterium ukazuje nam mistyczne wzajemne przenikanie się, zjednoczenie Boga i stwo­rzenia. Szczególnie bogate przykłady tego znajdujemy w liturgii greckiej. Lecz również w naszej liturgii to, co ziemskie, jednoczy się z tym, co niebieskie, w cudownej jedności.

Rozważmy kilka przykładów:

Dziś narodził się nam z Dziewicy niebieski Król, by człowiek, który był utracony dla królestwa niebieskiego, na powrót został do niego powołany. Radują się zastępy aniołów, gdyż rodzajowi ludzkiemu zajaśniało wieczne zbawienie (pierwsze responsorium na Boże Narodzenie z monastycznego brewiarza).

Coście, pasterze, widzieli? Powiedzcie, ogłoście nam, kto zjawił się na ziemi? Widzieliśmy nowo narodzone Dziecię i chór anielski, który śpiewał na chwałę Panu (3 resp. na Boże Narodzenie).

W piątym psalmie responsoryjnym na wigilię Bożego Narodzenia Kościół śpiewa: „O, wielkie misterium i cudowny sakramencie! Nawet bydlęta oglądają nowo narodzonego Pana złożonego w żłobie. Niech będzie błogosławiona Dziewica, której łono nosiło Chrystusa Pana”.

W siódmym zaś psalmie responsoryjnym czytamy: „Święta i nie­pokalana Dziewico, nie wiem, jak mam Cię wychwalać. Bo Tego, którego nie mogą objąć niebiosa, Ty nosiłaś w swym łonie”.

Aniołowie oznajmiają: Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. – Znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (8 resp. na Boże Narodzenie; Łk 2,11n).

Wypełniło się proroctwo Izajasza (9,6): Dziecię nam się narodziło. Nazwano Go imieniem: Bóg mocny (Iz 9,5) (antyfona z 3 nokt.).

A w Ewangelii z Mszy w ciągu dnia słyszymy cudowne słowa Jana (1,14): A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę.

Wciąż to przedziwne zjednoczenie tego, co Boskie, z tym, co ludzkie: Gloria in excelsis Deo et in terra pax hominibus. „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, alleluja” (antyfona z jutrzni; Łk 2, 14).

O, królu nieba, któremu takie istoty służą! W stajence został złożony Ten, który dzierży świat. W żłóbku leży Ten, który jest Panem niebios (12 resp. na Circumcisio).

Przedziwne misterium zostaje nam dziś ogłoszone. Coś nowego dzieje się z naturą. Bóg stał się człowiekiem. Pozostał tym, czym był, a przyjął to, czym nie był; nie doznał żadnego zmieszania i żadnego rozdziału (ant. na Benedictus w dniu Circumcisio).

Wciąż brzmi tu ta sama podstawowa melodia: zdumienie Kościoła nad niepojętą Boską miłością i łaskawością. Bóg schodzi do prochu, do grzesznego ciała; a tam, gdzie wchodzi, rozkwita Boska miłość i niebiańska czystość. Zatem Bóg zniża się, by to, co niskie, podnieść ku sobie, dać mu udział w sobie samym. Dopiero w tym ukazuje się cała Boska miłość: nie tylko zstępuje, lecz ponadto tam, gdzie zstępuje, przynosi złoto i światło nieba, przemienia i podnosi to, co niskie.

W ten sposób misterium to objawia nam prawdziwie Boski rodzaj miłości: zstępuje, by podźwignąć.

Chrystus zszedł do kurzu i brudu tej ziemi; ale przyniósł na nią swoje Bóstwo, a Jego czystość pozostała nienaruszona; i właśnie przez to przyniósł odkupienie.

Boże Narodzenie świętuje najpierw Jego zstąpienie, Jego narodziny w biedzie i uniżeniu. Dlatego też koniecznie dopełnione zostaje przez Epifanię jaśniejącego światłem Bóstwa. Tutaj objawia się strona Boska. Dopiero Epifania nadaje pełny sens wcieleniu, pokazuje nam odkupienie w jego pełni, odnosi je do Boskiej czystości i wysokości. „Przyszło twe światło”. W mocy tego światła musimy pielgrzymować drogą niskości. Jesteśmy jeszcze bowiem w grzesznym ciele. Ale również nam jaśnieje misterium odkupienia. Bez tej nadziei i mocy nie znieślibyśmy niedoli tego świata. Za to w tej mocy uniżenie naszego ziemskiego jestestwa stanie się wzlotem na wyżynę. To, co ziemskie, musi obumrzeć dopiero wtedy, gdy ożyć chce to, co Boskie. Święci Ojcowie wspaniale uwypuklili to, że wcielenie Chrystusa nastąpiło po to tylko, by Pan mógł umrzeć na krzyżu.

Święty Leon Wielki mówi: „Właśnie narodziny Pana z Jego Matki służyły właściwie temu misterium (Męki); albowiem Syn Boży nie miał żadnego innego powodu, by się narodzić, jak tylko ten, by umrzeć na krzyżu. Wszak w łonie Dziewicy przyjął ciało, które mogło umrzeć. W tym śmiertelnym ciele wypełnił się zbawczy plan Jego Męki. A niezgłębionym wyrokiem Bożego miłosierdzia wydarzyło się to po to, by stało się dla nas ofiarą odkupienia, zgładzeniem winy i początkiem zmartwychwstania do życia wiecznego”.

Narodziny Chrystusa były aktem uniżenia się. Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego pod Prawem (Ga 4,4). A Jego ziemski żywot zakończył się najgłębszym uniżeniem na krzyżu, i dlatego doprowadził Go do chwały.

My, grzesznicy, musimy wpierw naśladować to uniżenie w mocy misterium. Cała poezja żłóbka i bożonarodzeniowy błogi nastrój nie są nic warte, jeśli nie czynimy tego, co mówi św. Paweł:

To dążenie niech was ożywia: ono też [było] w Chrystusie Jezusie. On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi (Flp 2,5n).

Podobnie jak krzyż prowadzi do Wielkanocy, do zmartwychwstania i wywyższenia, tak też uniżenie żłóbka prowadzi do Epifanii. Nie ma Epifanii ani nie ma też Przemienienia bez uniżenia stajenki. Ona jest najpierw naszą drogą. Jednak gdy dusza się ukorzy, Pan powie do niej: „Surge, illuminare, Jerusalem! Powstań! świeć Jeruzalem!”.


Odo Casel OSB Misterium świąt chrześcijańskich Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).