Rozdział czwarty otwiera synteza, jaką podał nam sam Pan Jezus, odpo­wiadając na pytanie faryzeusza: Które jest pierwsze ze wszystkich przyka­zań? (Mt 12,28).

Przede wszystkim kochać Boga z całego serca, z całej duszy i z całej mocy, następnie bliźniego, jak siebie samego (4,1n).

Pierwsze i najważniejsze narzędzie postępu duchowego odnosi się do naszej relacji do Boga. Z niego wynikają inne wskazania. Tak jest w po­rządku przykazań jak i całego Prawa. Po tym wskazaniu następują przykazania odnoszące się do naszej więzi z bliźnimi. Dopiero w dalszej części roz­działu znajdujemy inne wskazania, tym razem bardziej praktyczne, odno­szące się do relacji z Bogiem.

Nadzieję swoją w Bogu pokładać.

Powstaje oczywiście pytanie: co znaczy pokładać nadzieję w Bogu? Nie oznacza to, że Bóg ma być realizatorem naszych oczekiwań, że kiedy już wszystko zawodzi, należy się do Niego uciekać. Bóg zawsze daje według swojej woli i miary, co zazwyczaj wygląda inaczej niż byśmy sobie wyobrażali. Sposób, w jaki nas Bóg prowadzi, jest wielkim misterium. Można jednak poznać Jego działanie choćby przez to, że chroni nas od złego, które się nie reali­zuje, chociaż właściwie powinno. Innym znakiem tego prowadzenia jest stopniowy wzrost naszej dojrzałości, którą możemy zauważyć, patrząc wstecz. Nadzieja położona w Bogu owocuje i po owocach poznajemy Jego bliskość.

Pod koniec rozdziału św. Benedykt jeszcze raz powraca do konieczności pokładania nadziei w Bogu, ale w sformułowaniu odnoszącym się do sytu­acji uświadomienia sobie wielkości swojego grzechu:

I nigdy nie tracić ufności w miłosierdzie Boże.

Te wskazania są szczególnie ważne w momentach kryzysu, kiedy poja­wia się zwątpienie. Trzeba wiedzieć, że Bóg przebaczy, jeżeli Go auten­tycznie prosimy. Mędrzec w Starym Testamencie mówi, że Bóg jest miło­sierny, bo nie może być inny, uwłaczałoby to Jego potędze.

Tyś sprawiedliwy i rządzisz wszystkim sprawiedliwie: skazać kogoś, kto nie zasłużył na karę, uważasz za niegodne Twojej potęgi. Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz (Mdr 12,15n).

Do Boga możemy zawsze się zwracać i zawsze możemy liczyć na Jego miłosierdzie. W momencie śmierci tej nadziei musimy się trzymać nie­wzruszenie. W ostatniej pokusie szatan będzie się starał odebrać nam właśnie tę nadzieję, abyśmy pogrążeni w rozpaczy całkowicie wpadli w jego ręce. „Nigdy nie tracić ufności w miłosierdzie Boże” pozostaje naszą ostateczną nadzieją.

Często zwątpienie bierze się z przekonania, że sami powinniśmy być doskonali, że zawsze powinniśmy robić dobrze. Natomiast sprawa wygląda inaczej. Sami nie jesteśmy dobrzy, ale dobro pochodzi od Boga:

Widząc w sobie jakieś dobro, przypisywać je Bogu, nie sobie.

Święty Benedykt po raz drugi nawiązuje do tej prawdy. Nawet dobro, jakie w sobie dostrzegamy, trzeba wi­dzieć jako dar od Boga. Wcześniej pisał o tym w Prologu:

Tacy ludzie, pełni bojaźni Pańskiej, nie wpadają w zarozumiałość, gdy widzą, że dobrze postępują. Uważają bowiem, że nawet to dobro, jakie w nich jest, nie z własnej ich mocy, lecz od Pana pochodzi (RegBen Prol 29).

Dla współczesnego człowieka, u którego liczą się jego osobiste umiejęt­ności, dokonania, wypracowane sukcesy, takie stwierdzenie brzmi co naj­mniej dziwnie, gdyż pozbawia go jego zasług. Czyżby człowiek miał się nieustannie uważać za pozbawionego wszelkich zdolności robienia dobra, za nieudacznika, który niczego nie potrafi? Pomijając uwagę, że w istocie wszystko, co człowiek zrobi, jest niedoskonałe i zawsze posiada wady, wydaje się, że trzeba nieco inaczej spojrzeć na całą sprawę. Jeżeli dobro, jakie robimy, jest całe z nas, to jest ono na naszą miarę i tym samym przemijające. Jeżeli natomiast dobro, jakie czynimy, pochodzi od Boga, to zawiera ono w sobie Jego miarę. Najprawdopodobniej przez nasze ograniczenie nie może się ono w pełni rozwinąć, ale jednak przez ów Boży dar mamy udział w misterium samego Boga i Jego wiecznego królestwa. To jest zatem wielka godność, a nie umniejszenie.

Dalej św. Benedykt przypomina odwrotną zasadę:

Zło zaś uznawać zawsze za własne dzieło i sobie je przypisywać.

I tutaj spotykamy się z podobną prawdą, tyle że mówiącą o przeciwnych wartościach. Przez to, że zło jest z nas, jest ono „niedoskonałe”, a to znaczy nie jest złem do końca, nie jest złem absolutnym. Człowiek, póki żyje, zawsze może się nawrócić i otrzymać zbawienie. Ponadto paradoksalnie zło, które przez nasz wstyd najbardziej boimy się ujawnić, jest ostatnią rzeczą, którą potrafimy oddać Bogu. Dlatego wyznanie swoich grzechów jest najprawdziwszym oddaniem się Bogu do końca, bo nie mamy już nic, co mielibyśmy do ukrycia przed Nim.

Uznanie swego grzechu stanowi początek prawdziwego nawrócenia. Kiedy się bronimy przed uznaniem popełnionego zła, staramy się budować fałszywą rzeczywistość. Proste przyjęcie grzechu za swój czyn, bez szukania innych jego źródeł, jest pierwszym krokiem na drodze do powierzenia się prawdzie.

Lękać się dnia sądu.
Drżeć przed piekłem.
Całą duszą pragnąć życia wiecznego.
Śmierć nadchodzącą mieć codziennie przed oczyma.

Chrześcijanin jest człowiekiem eschatologicznym, to znaczy człowiekiem, który patrzy na swoje obecne życie przez pryzmat końca, czyli spotkania z Bogiem. Dosyć wcześnie eschatologię ujęto w prostym zestawieniu czterech pojęć, tak zwanych „rzeczy ostatecznych”: śmierci, sądu, piekła i nieba. Dzisiaj staramy się patrzeć na Boga przez pryzmat Jego miłosierdzia i dlatego nie akcentujemy ani sądu, ani piekła. Dlatego takie odwrotne ujęcie może razić dzisiejszego czytelnika. Niemniej, istotny jest sposób widzenia rzeczywistości niejako od końca, a zagrożenie utraty życia w wymiarze wiecznym jest realne. Bóg nikogo na siłę nie zbawi. On zaprasza nas do życia, ale człowiek może Bogu powiedzieć „Nie!”. To jest fatalna możliwość, ale możliwość realna! Trzeba sobie z niej zdawać sprawę. W Prologu św. Benedykt wypowiada podobną myśl:

Jeśli pragniemy uniknąć kar piekła i osiągnąć życie wieczne, 43 to póki jest jeszcze czas, póki w tym ciele będąc możemy wszystko to wypełniać w świetle ziemskiego życia, 44 śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność (RegBen Prol 42–44).

Ostatnie zdanie przypomni słynne zdanie zmarłego ks. Jana Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

W praktyce zatroskanie o życie wieczne przejawia się nieustanną przytomnością:

W każdej chwili strzec swego postępowania.
Uważać za rzecz pewną, że Bóg patrzy na nas na każdym miejscu.

I znowu takie sformułowanie może nas dzisiaj razić. (Sartre) Można sobie wyobrazić Boga jako policjanta, który kontroluje nas nieustannie. Ale nie o taki lękowy obraz Boga chodziło św. Benedyktowi. Wzywa on do odważnego pójścia drogą Ewangelii. Trzeba zobaczyć w tych zdaniach jedną z najbardziej podstawowych zasad życia duchowego: konieczność nieustannego bycia przytomnym. Musimy zawsze wiedzieć, co i dlaczego robimy. Ponadto należy się co chwilę pytać: Czy powinienem to jeszcze robić, czy nie powinienem już skończyć i robić czegoś innego? Bardzo niszczące dla naszego życia duchowego są momenty bezprzytomności i mechanicznego działania albo ucieczki w marzenia. Jest to trudne zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy dużo pracujemy i szukamy potem „relaksu”, który bardzo często sprowadza się do bezmyślnego oglądania TV lub korzystania z internetu. Pracoholizm lub ucieczka w wiele zaangażowań, które mogą nawet być same w sobie dobre, nie prowadzą nas do Boga, a przez to są dla nas złe.

Swoistą receptą jest milczenie, które nie sprowadza się do zamknięcia ust, lecz jest słuchaniem Boga. Musimy się często zatrzymywać, aby nie pogubić się w pędzie życia i spojrzeć z dystansu, oceniając, co ma sens, a co nie. Do tego potrzeba wyciszenia. Milczenie będące wsłuchaniem się w wewnętrzny głos sumienia, co w sposób szczególny robimy podczas Komplety, pozwala nam bardziej świadomie przeżywać swoje życie. Aby dojść do szczytów doskonałości, trzeba żyć w prawdzie i trzeźwo chodzić po ziemi. Przytomność konkretnie wyraża się ćwiczeniem „pamięci na obecność Boga”. Polega ono nie tylko na świadomości, że „Bóg patrzy na nas w każdym miejscu”, ale także na nieustannej modlitwie. Ćwiczenie tej pamięci powinno być naszym podstawowym wysiłkiem.


Włodzimierz Zatorski OSB Komentarz do Reguły św. Benedykta Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Komentarzy (1)

  • maross

    ej no bez jaj. Czlowiek ma wolna wole ? Ma. Moze byc dobry? może. Może byc zły ? może. To jest wybór człowieka. Jeżeli wybierze dobro to jest ona darem od Boga ? nie sądzę. Jak wybierze zło ? to też jest dar od Boga ??? … brak logicznosci.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).