Pierwsze zdanie rozdziału zawiera syntezę zasad postępowania: wiąże miłość Boga z miłością bliźniego. Pamiętamy, że jest ono odpowiedzią Pana Jezusa na pytanie faryzeusza o najważniejsze przykazanie. W Ewangelii według św. Łukasza po tej odpowiedzi Pana Jezusa uczony w Prawie zapytał: A kto jest moim bliźnim? (Łk 10,29). To pytanie uczonego w Prawie, który tak znakomicie wiedział, co jest najważniejsze w Prawie, świadczy o podstawowym braku czegoś, co nie pozwalało mu wypełniać tych najważniejszych przykazań. Wydaje się, że jego problem bierze się stąd, że przykazania traktuje jako zewnętrzne prawo, tzn. jako wymagania postawione przez Boga, w których sam musi się zmieścić i je wypełnić. Wówczas podobnie jak w przypadku przepisów prawnych w życiu społecznym, każdy stara się znaleźć dla siebie wygodne interpretacje, zwolnienia, usprawiedliwienia. I jak wiemy z doświadczenia, można w ten sposób całe życie nieustannie szukać swoich racji w rozmaitych konfliktach.

Zupełnie inaczej widzi przykazania św. Benedykt, który doskonale wyczuwając intencję Pana Jezusa, uznaje Prawo Boże za narzędzie duchowego wzrostu. To w naszym interesie jest, abyśmy z niego skorzystali, bo ono nas prowadzi do głębi, do pełni życia. Jeżeli będziemy interpretowali prawo zgodnie ze swoimi chęciami, a może nawet je obchodzili, to może nam się to udawać przez długie lata, ale ostatecznie okaże się, że nic nie osiągnęliśmy w życiu duchowym. Nasze życie zostało zaprzepaszczone. Dlatego troska o to, by się jak najmniej natrudzić przy zachowywaniu Prawa Bożego, prowadzi do zaprzepaszczenia najważniejszego: głębi życia. Pan Jezus chyba najczęściej przypomina zasadę:

Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? (Mk 8,35–37).

Bardzo pouczające jest dla nas podejście Pana Jezusa do przykazań, widoczne najlepiej w Kazaniu na Górze. Na początku wskazał na ich nieprzemijalną wartość, a następnie pokazał, jak w istocie są streszczeniem wezwania do przemiany serca. Nie da się ich sprowadzić do samych przepisów, ale trzeba odkrywać ich głębszy sens. Jeżeli podchodzimy do przykazań od strony ograniczeń i zobowiązań, interpretacja Pana Jezusa może nas przerazić. Dla mężczyzn jest przerażający fakt, że kiedy spojrzy na kobietę pożądliwie, to znaczy, że już z nią w sercu cudzołożył. A ponieważ cudzołóstwo to grzech śmiertelny, znaczyłoby to, że już tym samym został potępiony! Oczywiście to absurd. Nie o to chodzi Panu Jezusowi, aby nas przerażać i wpędzać w lęki. Jeżeli natomiast spojrzymy na Jego interpretację jak na mądre wskazania odnoszące się do duchowego wzrostu, wskazania, nad czym należy pracować, aby osiągać pokój i radość, to sprawa wygląda całkiem inaczej. Przykazania są po to, aby zachowując je, coraz głębiej wchodzić w pełnię życia. Dlatego interpretacja przykazań dokonana przez Pana Jezusa przekracza nasze obecne zdolności wypełniania. On wskazuje drogę. Przykazania są narzędziami pracy duchowej. W swoim podstawowym wymiarze obowiązują wszystkich i nie można się od nich zwalniać. Natomiast na tym podstawowym poziomie się nie kończy. Oto jesteśmy w szkole, dokładniej mówiąc w pracowni (zob. RegBen 4,78), w której za pomocą określonych narzędzi mamy czegoś się nauczyć. Wcale nie musimy okazać się już teraz doskonali, ale mamy się rzetelnie uczyć.

Ta zmiana sposobu patrzenia na życie i Ewangelię niesie w sobie bardzo daleko idące konsekwencje. Zauważmy, że Pan Jezus zaleca nam: „słuchanie i wypełnianie słów Bożych”. Wpierw jest słuchanie, a wypełnianie następuje później. Nasze słuchanie się pogłębia, na co wskazuje Kazanie na Górze, i razem z pogłębieniem zrozumienia słowa następuje wypełnianie słowa coraz bardziej zbliżone do Bożego zamysłu.

Natomiast najczęściej chcielibyśmy już teraz znać precyzyjnie wymaganie i je doskonale spełnić, aby „mieć pewność”, że jesteśmy w porządku. Stąd bierze się tendencja do rozpisania przykazań na konkretne wskazania i mnożenie coraz to nowych zasad. Natomiast z nauki Pana Jezusa widzimy, że każdy nasz czyn i postępowanie wymagają właściwego ducha.

O tym mówi pierwsze i drugie najważniejsze przykazanie w Prawie i u Proroków. Potrzeba życzliwego nastawienia do drugiego człowieka, kimkolwiek by on nie był. Każdy bowiem jest obrazem Boga i każdego Bóg miłuje i pragnie, byśmy w Nim tworzyli wspólnotę braterską. Wysiłek miłowania drugiego człowieka jest stałym otwieraniem się na misterium Boga obecnego i na Jego zamysł wobec nas. Podjęcie tego jako ćwiczenia, jako nieustannego wysiłku jest drogą, która prowadzi nas realnie do Boga i uczy nas bycia Jego dziećmi.

Miłość do Boga, jak mówi Pismo Święte, polega na wypełnianiu Jego przykazań (zob. 1 J 5,3), co św. Benedykt zaleca wprost pod koniec rozdziału:

Przykazania Boże codziennie w czynach wypełniać.

Dlatego po ogólnym przykazaniu miłowania Boga i bliźniego św. Benedykt przypomina przykazania Boże. Przy czym ogranicza się jedynie do drugiej tablicy dekalogu, pomijając przykazanie miłości ojca i matki. Wynika to z przyjętego sposobu życia. Kiedy ktoś wstępuje do klasztoru, opuszcza swoich rodziców, a opiekę nad nimi musi przejąć ktoś inny. Lista pierwszych wskazań wyraźnie powtarza te przykazania, które Pan Jezus komentuje w Kazaniu na Górze:

Następnie: nie zabijać.
Nie cudzołożyć.
Nie kraść.
Nie pożądać.
Nie świadczyć fałszywie.

Zobaczmy, że św. Benedykt jak gdyby pominął pierwsze przykazania:

nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną;

nie będziesz wzywał imienia Pana Boga twego na daremno;

pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Podobnie postąpił Pan Jezus w scenie z „bogatym młodzieńcem”, który Go zapytał: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? (Mk 10,17). Pan Jezus odpowiedział mu, wskazując na przykazania z drugiej tablicy. Tutaj spotykamy się z bardzo ważną zasadą życia duchowego, którą znakomicie wypowiedział św. Jan w swoim pierwszym liście:

Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

Nasza religia jest religią Słowa wcielonego, co przekłada się na zasadę życia wiarą, polegającą na potrzebie konkretnego wypełniania Bożego słowa we własnym postępowaniu. W odniesieniu do Boga, którego nie widzimy, łatwo można się oszukiwać, wmawiając sobie, że się kocha Boga, że się Go czci, uważa za najważniejszego w życiu itd. Prawda tych słów ukazuje się dopiero w naszym postępowaniu. Nawet najbardziej szlachetne mniemanie, pełne najlepszych pragnień i chęci musi przejść przez próbę w konkretnej sytuacji. Właśnie spotkanie z drugim człowiekiem jest najlepszą do tego okazją. Taką próbę przechodzili kapłan, lewita i Samarytanin z przypowieści „O miłosiernym Samarytanie” (zob. Łk 10,30–37). Nie ci, którzy, wydawało się, są najbliżej Boga przez sprawowanie Jego kultu, są prawdziwie otwarci na Niego, ale heretyk – Samarytanin. Gest wobec drugiego człowieka pokazał, na ile mieszkał w nim Boży duch miłości. Dlatego też i dla nas miłość względem innych ludzi jest najlepszym wskaźnikiem prawdziwości naszego otwarcia się na Boga. Jest to szczególnie ważne w życiu wspólnym, czyli w cenobium, jakie zakłada św. Benedykt. Zazwyczaj większość ludzi żyje we wspólnocie i dlatego te zasady wzajemnych relacji pozostają ważne.

Poza przykazaniami św. Benedykt przypomina szereg innych wskazań odnoszących się do drugiego człowieka, jakie spotykamy na kartach Pisma Świętego zarówno w Pięcioksięgu, jak i w księgach mądrościowych i w Nowym Testamencie. I tak zaraz po przykazaniach otrzymujemy odnośnie do drugiego człowieka zalecenia:

Szanować wszystkich ludzi (por. 1 P 2,17).
Nie czynić nikomu tego, co tobie niemiłe (por. Tb 4,16; Mt 7,12; Łk 6,31).

Te zasady najbardziej ogólne wskazują na właściwego ducha, jaki powinien panować w naszych wzajemnych relacjach. Szacunek jest warunkiem niezbędnym, aby mogło dojść do spotkania w wymiarze osobowym. Drugie wskazanie mówi o konieczności zobaczenia, że drugi człowiek jest podobny do nas, że jest naszym bliźnim. Zazwyczaj inaczej widzimy siebie, a inaczej innych ludzi, posiadamy inną miarę w ocenianiu siebie i innych. Takie podejście jest wielką przeszkodą w duchowym rozwoju, bo stanowi swoiste zaślepienie na własne wady i grzechy. Jeżeli mamy w sobie takie nastawienie, nieustannie staramy się usprawiedliwiać nasze postępowanie, co przeszkadza w poznania prawdy o naszym sercu. Odkrycie, że do mnie odnoszą się te same prawa i w takim samym zakresie jak do innych oraz przyjęcie tej prawdy stanowią podstawowy warunek pracy wewnętrznej (zob. Rz 2,1–8).

Dalej w odniesieniu do drugiego człowieka otrzymujemy następujące wskazania:

Ubogich wspierać.
Nagich przyodziewać.
Chorych nawiedzać.
Zmarłych grzebać.
Cierpiącym pomagać.
Smutnych pocieszać.

Wynikają one z solidarności z drugim człowiekiem, co wymaga odkrycia, że są oni naszymi bliźnimi. Te zalecenia przypominają nam słowa Pana Jezusa odnoszące się do sądu ostatecznego z Mt 25:

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie (Mt 25,35n).

Zalecenia św. Benedykta pokazują, jak podchodzi on do słów Pisma Świętego. Wyciąga z nich dla siebie praktyczne wnioski odnośnie do swojego postępowania. Czytając Pismo, szuka w nim mądrości życiowej, która pozwoli mu właściwie żyć. Niestety u nas bardzo często następuje zupełnie coś innego, w czym przypominamy faryzeuszy: spieramy się o słowa, o zasady, o ich rozumienie, natomiast nie zwracamy uwagi na rozbieżność istniejącą pomiędzy naszymi deklaracjami słownymi, a praktyczną postawą życiową. Jeżeli prawdziwie szukamy Boga i Jego królestwa, to starajmy się przede wszystkim znajdować wszystko, co nas do Niego przybliża. Gest miłosierdzia jest takim momentem, gdzie zgodnie ze słowami Pana bezpośrednio spotykamy się z Chrystusem. Więc zawierzmy tym słowom i róbmy tak. Nie musimy tego odczuwać, bo gdybyśmy taki warunek stawiali, to w istocie nie chodziłoby o pomoc drugiemu, ale o osiągnięcie właśnie tego odczucia. Prawdę o bliskości Chrystusa być może zobaczymy dopiero przy sądzie, ale najistotniejsze dla nas tutaj jest zawierzenie słowu.

Następne zasady odnoszące się do bliźnich zdają się wracać do Kazania na Górze:

Miłować nieprzyjaciół (zob. Mt 5,44).
Złorzeczącym nie złorzeczyć, ale raczej ich błogosławić.
Dla sprawiedliwości znosić prześladowanie (zob. Mt 5,10).

Zalecenia te wskazują konkretną realizację bardzo ogólnej zasady, jaką podaje św. Paweł: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12,21). Kiedy wpadamy w nienawiść, kiedy złorzeczymy lub sięgamy po odwet, dajemy się pokonać złu, bo podejmujemy jego metody. W wewnętrznej walce pierwszą zasadą jest: nie dać się pokonać złu, to znaczy nie pozwolić się wciągnąć w jego logikę. Niestety spontanicznie chcemy odpowiedzieć złością na złość, agresją na agresję. Aby w tę pułapkę nie wpaść, trzeba przynajmniej na początku bardzo świadomie wybrać zupełnie inne działanie. Przy większym doświadczeniu i refleksji widać jednak, że jest to mądre, bo chroni nas od wewnętrznego rozbicia i niepokoju, od tego co nie pozwala nam być szczęśliwymi. Lepiej nieco stracić, ale mieć wewnętrzny pokój, który daje szczęście. Zasady te nie są okazją do pokazania naszej wyjątkowej szlachetności, ale po prostu zabezpieczają nasze życie przed tym, co je niszczy. Kiedy dokonujemy gestu miłosierdzia, kiedy rezygnujemy ze złości i odwetu, o wiele większe znaczenia dla nas ma to, co zyskujemy sami niż łaska, jaką okazujemy innym.

Pod koniec 4. rozdziału św. Benedykt jeszcze raz wraca do zasad odnoszących się do naszej relacji z bliźnimi. Odnoszą się one przede wszystkim do życia we wspólnocie. Stanowią swoisty kodeks życia wspólnotowego:

Nikogo nie nienawidzić.
Nie zazdrościć.
Nie czynić niczego z zawiści.
Nie lubić kłótni.
Unikać wyniosłości.
Starszych szanować.
Młodszych miłować.
W duchu miłości Chrystusowej modlić się za nieprzyjaciół.

Warunkiem niezbędnym jest świadome odrzucenie wszelkiej nienawiści. Jeżeli ona się pojawia, niszczy całą wspólnotę. Niestety często zapomina się o tej podstawowej prawdzie. Utrzymując w sobie nienawiść do kogoś we wspólnocie, dziwimy się później, że coś jest nie tak. „Nikogo” oznacza, że nie możemy sobie pozwolić na jakiś wyjątek w odniesieniu do kogoś.

Cztery dalsze zasady wskazują, że nie można stosować w życiu wspólnotowym myślenia porównawczego. Z niego biorą się zarówno zazdrość, zawiść, jak i kłótnie i wyniosłość. Myślenie porównawcze jest w życiu duchowym niesamowicie niszczące. Bóg każdego prowadzi do siebie inną drogą i każdemu daje oryginalne, niepowtarzalne powołanie. Trzeba nam odnajdować to powołanie. Inni mogą nam pomóc je odnaleźć, ale kiedy pojawi się zazdrość, zamiast pomocy rodzi się niezdrowa konkurencja. U podstaw myślenia porównawczego leży pycha, która jest źródłem wszystkich grzechów. Kiedy nie poddajemy się negatywnym uczuciom względem innych, uwalniamy się także od pychy. W ten sposób otwiera się w nas przestrzeń na przyjęcie nowości powołania.

Pozostałe zasady są wskazaniami, co należy czynić pozytywnie. Nie chodzi o zwykłą grzeczność, ale za gestami powinno iść serce. Jesteśmy w szkole miłości i trzeba w życiu ją praktykować na co dzień w każdym wymiarze. Szczególnie trudna jest ona w odniesieniu do nieprzyjaciół, dlatego modlitwa za nich jest konkretnym wysiłkiem przełamywania swoich uczuć.

Najlepiej jednak trzeba tak postępować, aby nikt nie stał się naszym wrogiem. Stąd następne zalecenie:

Jeśli zdarzy się jakaś kłótnia, pojednać się przed zachodem słońca.

Życie wspólne niesie z sobą wiele sytuacji konfliktowych. Kiedy nałożą się na nie emocje, może dojść do poważnych napięć. W tym kontekście niezmiernie ważne jest to, aby nie chować w sercu negatywnych uczuć i myśli w odniesieniu do współbrata. Mnisi tę zasadę pojednania mieli mocno wpisaną w tradycję. Dlatego wprowadzili po wieczornych modlitwach (Nieszpory) modlitwę przed spoczynkiem (Kompleta), która rozpoczyna się od wspólnego rachunku sumienia, wyznania win i znaku pojednania. Do dzisiaj w niektórych wspólnotach zachęca się do indywidualnego gestu pojednania przed wspólnym odmówieniem Komplety. Ta zasada jest bardzo przydatna także w życiu rodzinnym i w innych wspólnotach życia.


Włodzimierz Zatorski OSB Komentarz do Reguły św. Benedykta Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).