Trzecią grupę narzędzi stanowią wskazania odnoszące się do osobistych praktyk i nastawień w życiu.

Wyrzekać się samego siebie, aby iść za Chrystusem (zob. Mt 16,24; Łk 9,23).
Nienawidzić własnej chęci.

Święty Benedykt nawiązuje w tych wskazaniach do pierwszych zdań Reguły:

Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (RegBen Prol 3).

Jeżeli trzymamy się własnych wyobrażeń i pragnień, utrudniamy, a nawet uniemożliwiamy Bogu przyjście do nas z Jego zamysłem. Bóg jest inny niż sobie Go wyobrażamy i inne jest powołanie, jakim nas obdarza. Dlatego wyrzeczenie się siebie według własnego wyobrażenia i pragnień stanowi podstawę rozwoju duchowego. Dzisiaj niestety bardzo modna jest autokreacja. Jest ona swoistym ideałem zaradnego i przedsiębiorczego człowieka. Zupełnie inaczej jest w życiu duchowym, gdzie tego, co dobre, może dokonać w nas jedynie Bóg, a my często temu przeszkadzamy swoimi pomysłami.

Niestety wyrzekanie się siebie jest niezmiernie trudne. Trzeba wielkiego wysiłku, aby tego dokonać. Zazwyczaj życie samo stawia nas wobec sytuacji, gdy sami nic już nie możemy zrobić i wtedy zaczynamy rozumieć, że musimy wyrzec się siebie i pójść za Chrystusem.

Niemniej mnisi przez ćwiczenia ascetyczne starali się wypracować w sobie zdystansowanie do własnych potrzeb i pragnień. Temu służą praktyki ascetyczne podane dalej:

Ciało poskramiać (por. 1 Kor 9,27).
Nie szukać przyjemności.
Kochać post.
Nie spełniać zachcianek ciała (por. Ga 5,16).
Kochać czystość.

Komfort, sytość, wygoda rozleniwiają człowieka. Jednocześnie przyzwyczajony do tego nie potrafi on radykalnie pójść za Chrystusem, który wymaga wyzbycia się wszystkiego. Stąd potrzeba ograniczania swoich pragnień i komfortów. Praktyki ascetyczne, szczególnie post, sprzyjają jednocześnie naszej modlitwie. Same one zresztą nie mają sensu, jeżeli nie łączy się ich z modlitwą.

Jest jednak ważniejszy powód podjęcia ascezy. Okazuje się, że bez niej możemy żyć w błogiej nieświadomości co do rządzących nami namiętnych myśli, o jakich czytamy np. u Ewagriusza z Pontu. Asceza, czyli wyrzeczenie się lub znaczne ograniczenie czegoś, szczególnie czegoś koniecznego do życia, wprowadza nas w sytuację braku. Wówczas ujawniają się w nas siły, których nie widzimy, gdy jesteśmy zabezpieczeni, a którym jednak ciągle ulegamy. Asceza jest sposobnością do kontrolowanego doświadczania swojej słabości i do przezwyciężania jej. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12,9). Bez rozpoznania własnej słabości nie jesteśmy w stanie prawdziwie postąpić do przodu, gdyż będzie nam przeszkadzało nasze fałszywe wyobrażenie na swój temat.

Całość życia monastycznego rozpoczyna się od przemiany serca, a jednocześnie jest na nią nastawiona. Stąd bierze się zdecydowane zerwanie ze światem. Wyrażało się to często fizycznym odejściem na osobność, ale zasadniczy sens polega na zmianie sposobu podchodzenia do życia. Świat należy rozumieć w kategoriach św. Pawła, czyli jako panujące układy, wartości i motywacje życiowe, odległe od tego, co zaleca Pan Jezus w Ewangelii.

Zerwać ze sposobem postępowania tego świata.
Niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa.

Zerwanie ze światem nie ma charakteru negatywnego, lecz pozytywny. Jego celem jest prawdziwe pójście za Chrystusem, a właściwie miłość Chrystusa, która polega na życiu Jego przykazaniem miłości. Jednak warunkiem pójścia jest „zerwanie” ze światem i tym, co na nim. Czegoś takiego Pan Jezus domagał się od „bogatego młodzieńca”: Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w nie­bie. Potem przyjdź i chodź za Mną! (Mk 10,22). Niestety on nie był do tego zdolny. Jednak od dóbr materialnych gorsze jest to, co niosą z sobą światowe namiętności.

Nie działać pod wpływem gniewu.
Nie zachowywać urazy.
Nie kryć w sercu podstępu.
Nie dawać fałszywego znaku pokoju.
Nie schodzić z drogi miłości.

Na życie miłością trzeba się jednoznacznie zdecydować, odrzucając wszystko, co z nią jest sprzeczne. Nic nie jest tak sprzeczne z miłością jak nienawiść, złość, gniew, chowanie w sercu urazy, podstępne myślenie. Aby prawdziwie wypełniać przykazanie miłości Chrystusa, trzeba odrzucić od siebie te wszystkie sprzeczne z miłością postawy. Przy czym nie wystarczy zwykła uprzejmość, zewnętrzna układność, która przykrywa jedynie fałszywe gesty. Trzeba walczyć o autentyczną miłość. Przede wszystkim trzeba walczyć ze złem, które chce się zakorzenić w naszym sercu:

Złe myśli przychodzące do serca natychmiast rozbijać o Chrystusa i wyjawiać je ojcu duchownemu.

Ojcowie Pustyni mawiali, że węża należy ugodzić w głowę zaraz w drzwiach, bo inaczej, gdy wejdzie do celi cały, walka będzie o wiele trudniejsza. Ten obraz odnosił się do zła podsuwanego nam przez szatana. W szczególności odnosi się do myśli, które zawsze stoją u początku czynów. Bezwzględną walkę z nimi ilustruje brutalny obraz rozbijania podczas wojny małych dzieci wrogów o skałę lub mur miasta. Złe myśli trzeba niszczyć w zalążku!

Natomiast gdy doznajemy zła od kogoś, nie należy podobnie złem odpłacać.

Złem za zło nie odpłacać (por. 1 Tes 5, 15; 1 P 3,9).
Krzywdy nie wyrządzać, a wyrządzone cierpliwie znosić.

Gdybyśmy reagowali złem na zło, sami uleglibyśmy złu, stając się jego niewolnikami. Święty Paweł świadomy tego wzywał: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12,21). Na doświadczane zło trzeba się uodpornić i mu nie ulegać w imię trzymania się dobra i miłości. Dlatego w odniesieniu do innych ludzi trzeba powstrzymywać swoje ukryte pretensje i żale:

Nie szemrać (por. Flp 2,14).
Nie obmawiać.
Strzec ust swoich od złej i przewrotnej mowy.

Najczęściej grzeszymy naszym językiem. Dzisiaj niestety często zapominamy o tych grzechach, a nie rzadko są to grzechy ciężkie, jeżeli odbierają drugiemu człowiekowi dobre imię. Często wydaje się nam, że jeżeli mówimy prawdę, to wystarczy. Pomijając fakt, że nigdy nie znamy całej prawdy, trzeba powiedzieć, że nawet jeżeli ujawniamy kompromitującą kogoś prawdę wobec osób, którym nie musimy jej ujawniać, grzeszymy, gdyż odbieramy drugiemu dobre imię. Sami przecież także jesteśmy grzeszni i nie chcielibyśmy, aby inni patrzyli na nas przez pryzmat naszych grzechów.

Grzechy językiem dotyczą nie tylko obmowy.

Nie przysięgać, aby przypadkiem nie dopuścić się krzywoprzysięstwa.
Prawdę wyznawać sercem i ustami.
Nie mieć upodobania w wielomówstwie.
Nie wypowiadać słów czczych lub pobudzających do śmiechu.
Nie lubować się w nadmiernym lub głośnym śmiechu.

W prologu do Reguły św. Benedykt nawołuje do słuchania, co wiąże się z umiejętnością milczenia. Wielomówstwo zagłusza delikatny głos Boga rozbrzmiewający w naszym sercu. Nawet jeżeli nie mówimy złych rzeczy, gadanina zagłusza ewentualne słowa Boga. Podobnie ciągłe dowcipkowanie, mowa ironiczna czy wręcz szydercza, zamykają na wewnętrzny głos Boga.

Nie być pysznym.
Ani pijącym zbyt dużo (Tt 1,7; 1 Tm 3,3).
Ani żarłokiem.
Ani ospałym.
Ani leniwym (Rz 12,11).

Pycha jest przyczyną wszystkich grzechów, dlatego walka z nią jest czymś zasadniczym w życiu chrześcijanina, a szczególnie w życiu monastycznym. O ile pojawia się ona już na najbardziej prymitywnym poziomie życia duchowego, to jednak staje się najbardziej niebezpieczna dla ludzi, którzy doszli już do zasadniczego uporządkowania swojego życia i nie popełniają już zwykłych grzechów. Pycha wówczas ukazuje swoje najgroźniejsze oblicze. Potrafi ona największego ascetę doprowadzić do upadku, niszcząc jego dotychczasowe osiągnięcia.

Niestety pycha posiada tak wiele obliczy, że trudno je wszystkie rozpoznać. Czy człowiek jest wolny od pychy, widać po jego pokorze, która jest przeciwieństwem pychy. Mnisi doświadczali innych, próbując ich pokorę. Jeżeli ktoś tej próby nie przechodził pozytywnie, znaczyło to, że ma jeszcze dużo do zrobienia w życiu duchowym. A praca wewnętrzna jest najcięższą pracą i dlatego ani ospali, ani leniwi, ani żarłocy i pijący zbyt dużo nie są w stanie jej podjąć. Aby stać się uczniem Jezusa, potrzeba zdecydowania i dyscypliny.

Słuchać chętnie czytania duchownego.
Często znajdować czas na modlitwę.

To dwie podstawowe praktyki duchowe mnichów. „Słuchać czytania” a nie po prostu czytać, bierze się stąd, że za czasów św. Benedykta czytano zawsze na głos nawet wtedy, gdy ktoś czytał dla siebie samego. Zresztą praktyka czytania na głos pozostaje do dzisiaj radą, która niektórym osobom może bardzo pomóc. Odbiór tekstów przez słuchanie jest inny niż przy cichym czytaniu.

Odnośnie do modlitwy św. Benedykt podaje jedną radę: „modlitwa powinna być krótka i czysta” (RegBen 20,4). Nawiązuje w tym momencie do tradycji odmawiania wielokroć w ciągu dnia krótkich modlitw. Mnisi w Egipcie odmawiali w ciągu dnia czasem 100 lub 150 modlitw (np. Modlitwę Pańską). Jeżeli rozłożyć to na ok. 10 godzin aktywności, czyli poza snem, liturgią, posiłkami, wspólnym czytaniem i innymi wspólnymi ćwiczeniami, to odmawiali po 10 do 15 modlitw na godzinę, czyli ok. co 4-6 minut!

Osobną możliwością jest samotna modlitwa np. po zakończonej liturgii. Jest ona wówczas rodzajem medytacji nad usłyszanym słowem lub nad misterium Eucharystii. Istotne jest to, żeby mieć czas na modlitwę. Zwykle sprawy, jakimi się zajmujemy, wydają się nam tak ważne, że są w stanie nami całkowicie zawładnąć. Modlitwa częsta i krótka jest właściwie dostępna dla każdego. Pozwala nam ona w ciągu dnia oddawać siebie i nasze sprawy Bogu, a jednocześnie pamiętać o tym, co najważniejsze w naszym życiu i nie dać się przygnieść sprawom doczesnym.

Dawne swoje grzechy codziennie ze łzami i wzdychaniem na modlitwie wyznawać Bogu.
A na przyszłość poprawić się z tych grzechów.

U mnichów znajdujemy dwa, pozornie sprzeczne, zalecania odnośnie do dawnych grzechów. Z jednej strony Ojcowie nie pozwalają do nich wracać, gdyż takie powroty podczas spowiedzi byłyby wyrazem braku wiary w Boże przebaczenie. Natomiast praktyka codziennego wyznawania swoich dawnych grzechów „ze łzami i wzdychaniem” stanowi rodzaj modlitwy, modlitwy skruchy i modlitwy łez, które są niezmiernie ważnym rodzajem modlitwy w tradycji monastycznej.

Poleceń opata we wszystkim słuchać, nawet jeśliby on, co nie daj Boże, sam inaczej postępował, mając wówczas w pamięci ten nakaz Pana: Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie (Mt 23,2).

Posłuszeństwo opatowi jest podstawowym narzędziem pracy duchowej. Na temat posłuszeństwa istnieją osobne rozdziały, które omówimy niżej.

Nie pragnąć, by nas nazywano świętymi, zanim nimi zostaniemy; lecz najpierw świętym zostać, by nazwa ta odpowiadała prawdzie.

Nie można prowadzić autentycznego życia wewnętrznego opartego na dążeniu do tego, „by nas nazywano świętymi”. Taka interesowna motywacja nie zawiera w sobie jednoznacznego pragnienia życia w prawdzie, co nie pozwoli ostatecznie spotkać się z Bogiem, bo można się z Nim spotkać jedynie w prawdzie. Jeżeli pragnienie uznania u innych jest obecne w naszej postawie, to musi ono ulec oczyszczeniu. Świętość, czyli pełnia życia, jest sama wartością większą od jakiegokolwiek uznania. Bóg często dopuszcza sytuacje upokorzenia, aby oczyścić nas z pragnienia uznania u innych.

Oto są środki postępu duchowego. Jeżeli zasady te będziemy nieustannie, we dnie i w nocy, wypełniać i jeżeli w dzień sądu zyskają one uznanie, wówczas otrzymamy od Pana nagrodę, którą On sam obiecał: Czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało… jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9).

Święty Benedykt kończy rozdział o narzędziach pracy wewnętrznej przypomnieniem, że nie są one jedynie ideałami, mądrymi sentencjami, ale konkretnymi środkami, narzędziami właśnie, których trzeba używać we wspólnocie, w której żyjemy. W przypadku mnichów jest to klasztor.

Naszą zaś pracownią, w której mamy się posługiwać pilnie tymi wszystkimi [narzędziami dobrych uczynków], jest stałe życie we wspólnocie w ramach klauzury klasztornej.

Narzędzia tak rozumiane mają zastosowanie we wszystkich wspólnotach, np. także w domu i w środowisku pracy. Samo ich stosowanie buduje więzi prawdziwie ludzkie. Najważniejsze pozostaje to, aby je rzeczywiście stosować.


Włodzimierz Zatorski OSB Komentarz do Reguły św. Benedykta Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).