Zwiedzającym Subiaco dwie myśli przychodzą do głowy: jak — w zgodzie z tradycją — mnisi wiele podróżują i jak wielki pożytek odnieść można z takiej turystyki. Mnich wiele korzysta zwiedzając obce klasztory. Subiaco jest przecudne. Kto wychyli się przez poręcz nad zboczem, zobaczy opactwo św. Scholastyki jak małą, dziecinną za­bawkę u swoich stóp. Dachy układają się w różową kratkę, wyróżnia się kościół z kampanillą, obok krużganki — najstarsza część zespołu rozbudowanego później. Podobnie wygląda Tyniec z lotu ptaka. Zacho­wało się zdjęcie ruin, które żywo przypominają plan architekta. Pozwalają one wyróżnić krużganek z otoczeniem wśród późniejszych dodatków. Rekonstrukcję romańskiego Tyńca umieścił Andrzej Żaki na obwolucie swojej książki. Niewielki zespół budynków układa się w prostokąt wzdłuż południowej ściany kościoła, który góruje nad ca­łością, dając jej osobliwy akcent i chroniąc zarazem od mroźnych podmuchów. Tego rodzaju klasztory liczyły się na setki, a wszędzie zachowują specjalny urok. Niestety, zniekształcała je późniejsza rozbu­dowa. W Europie XIII wieku zakon przechodził kryzys, który przyszedł wraz z wydatkami na procesy i rozbudowę. W Polsce także architek­tura klasztorna pochłaniała wiele, wystarczy wspomnieć ogrom nie­których opactw cysterskich na Pomorzu i na Śląsku. Zacierała się przy tym prostota i elegancja stanu pierwotnego tak dalece, że nieraz trud­no go odnaleźć.

Piękno klasztorów benedyktyńskich pozostaje w związku z położe­niem na wzgórzu. Prawdziwą ozdobą Tyńca jest to, że przegląda się w wodach Wisły. Dodaje uroku różnica poziomów i wykorzystywano ją celowo. Najwyżej stał ołtarz — alta res — w kościele, z którego schodziło się do krużganku, jeszcze niżej do kapitularza i refektarza, który jednak wyrastał ponad kuchnię i spiżarnię, nie mówiąc już o stajniach i browarku. Zarazem ujawniła się hierarchia wartości wed­ług ewangelicznego „przesiądź się wyżej„ — albo niżej, zależnie od god­ności.

Nie mniej logicznie układa się klasztor w przekroju poziomym. Ko­ściół budowano zawsze ku wschodowi, jak się to mówi: „orientowano„. Klasztor mieścił się z boku — w Tyńcu, Lubiniu, Żarnowcu itd. — wzdłuż południowej ściany, a jeśli teren nie pozwalał na to, jak na przykład na Świętym Krzyżu, w Sierpcu itd., to wzdłuż północnej. Ścisłej reguły w tym względzie nie było. Osobliwością architektury klasztornej jest krużganek, który zresztą miewają katedry, a nawet budowle świeckie. Taki korytarz, zamykający z czterech stron podwór­ko, doskonale organizuje przylegające pomieszczenia. Stanowi praw­dziwe serce, pulsujące życiem, i najbardziej reprezentacyjny zakątek. Proste sklepienia nadają mu urok szczególny, który wzrasta znacznie w krajach o łagodniejszym klimacie, gdzie arkady można pozostawić otworem, kolumny pokryć mozaiką i zasadzić krzewy dokoła szem­rzącej fontanny. W Polsce krużganki także uczestniczą w tym niepo­wtarzalnym nastroju, który wzrasta o zmroku. Zmienia się też on w mia­rę obchodzenia krużganku, każda bowiem ze ścian miała inny charak­ter. W części wschodniej, przy ołtarzowej, umieszczono zakrystię z bi­blioteką, a obok salę na zebrania kapituły, wreszcie tak zwane calefactorium, czyli izbę ogrzewaną w zimie. Po przeciwległej stronie koś­cioła rozciągał się zwykle refektarz, jedna z najbardziej reprezentacyj­nych sal klasztoru. Wreszcie wzdłuż zachodniej ściany czworoboku zwy­czaj kazał urządzić furtę klasztorną, o której osobno pisał św. Be­nedykt. Przy furcie domyślać się można lokali administracyjnych. Sypialnie opata, przeora i zgromadzenia zajmowały piętro i poddasze.

Taki układ zazwyczaj się powtarzał. Ale zgromadzenie odczuwało boleśnie ciasnotę, budowano więc wówczas dalsze skrzydło za skrzyd­łem, aby ponownie zamknąć się w prostokącie, przeciętym na krzyż, tak właśnie, jak to ma miejsce u św. Scholastyki w Subiaco, a także w Tyńcu i gdzie indziej.

Klasztory cysterskie rządziły się zasadniczo tym samym zwyczajem. Wyróżniała je zawsze dobra architektura, rozmach i elegancja. Cys­tersi reprezentowali zwykle wyższy poziom gospodarki finansowej i liczniejsze kontakty ze swą macierzą we Francji albo w Niemczech. W rezultacie zespół klasztorów cysterskich na terenie Polski w obec­nych granicach znacznie przewyższa benedyktyńskie. Jeśli jednak po­minąć rozmiary i ozdobę, to zastanawia podobieństwo starej Mogiły ze starym Tyńcem — rozkład pomieszczeń jest identyczny.

Własną koncepcję klasztoru zaproponowali dopiero kartuzi. Łączyli oni życie wspólne z pustelniczym, a to znalazło wyraz w architektu­rze. Wypracowany wzór w La Grande Chartreuse, koło Grenoble we Francji, powtarzał się następnie w całej Europie zachodniej. W dobie nowożytnej funkcjonowały tu trzy ośrodki: w Kartuzach, w Gidlach i w Berezie, które uległy kasacie w dobie porozbiorowej.

Kartuzję można przedstawić w postaci prostokąta otoczonego mu­rem. Środkowa linia biegnąca z zachodu na wschód tworzy oś, na której układa się furta, a opodal wejście do kościoła i ołtarz na tylnej jego ścianie. Inny podział idzie z południa na północ odcinając pod­wórzec zewnętrzny i połowę kościoła, w której modlili się bracia konwersi. Chór właściwy mieścił się za przegrodą, koło ołtarza. Przy ścia­nie kościoła stał kapitularz, a czasem też krużganek, zwany „małym„, bo odgrywał ograniczoną rolę, w przeciwieństwie do „wielkiego kruż­ganka„, który stanowił charakterystyczną dla kartuzji nowość. Była to przestrzeń obejmująca wschodnią połowę kościoła, z którego boków, jako przedłużenie wewnętrznej przegrody, wychodził kryty dachem korytarz czteroramienny, a więc zamknięty. Wzdłuż jego ramion stały kolejno pustelnie ze swoimi ogródkami. Wewnątrz dziedzińca grzebano zmarłych.

Kameduli urządzili się inaczej. Źródłem do poznania ich zwyczajów w tej dziedzinie jest przede wszystkim w całości zachowany erem na Bielanach pod Krakowem oraz malowidła przedstawiające inne eremy, między innymi rytwiański. Obrazy te wiszą w refektarzu na Bie­lanach. Są one cenne jako równoczesne z programem, który kameduli wypracowali dopiero w XVII wieku. Ogólnie rzecz biorąc, erem kamedulski zajmował również przestrzeń prostokątną — z reguły otoczoną drzewami, które reprezentowały puszczę. Podobnie jak u kar­tuzów zaznacza się oś z zachodu na wschód, a więc przecinająca fur­tę, kościół i biegnąca do końca jedną z uliczek. Podobnie też obowiązu­je podział poprzeczny, tyle że przechodzi uliczką za kościołem. Całość zatem składa się z zewnętrznego dziedzińca, pomiędzy furtą a fron­tonem kościoła. Po prawej i lewej stronie mieszczą się budynki gospo­darcze, dom gościnny i refektarz. Właściwy erem tworzą domki, w licz­bie kilkunastu, z ogródkami. Stoją one wzdłuż trzech równoległych uli­czek poza kościołem. W przeciwieństwie więc do kartuzji eremy ka­medulskie nie mają krużganka. Pogrzeby zmarłych odbywają się w specjalnej krypcie. Osobno trzeba by mówić o pięknie architektury Bielan czy Pożajścia, o położeniu i cudnych ogrodach, ale to odwró­ciłoby myśl od spraw zasadniczych. Największą ozdobą tych klaszto­rów jest przecudowna cisza i obserwancja mnichów.

Osobny rozdział stanowią klasztory benedyktynek, cysterek, sakramentek, kamedułek, misjonarek, loretanek, samarytanek i oblatek ze Zbuczyna. Przekonują one, że nawet w niekorzystnych warunkach można prowadzić życie według Reguły św. Benedykta. A przecież trudno zlekceważyć wysiłek, który włożono w obmyślanie klasztorów i ich budowę. Zasługują one na poważną uwagę, gruntowniejsze po­znanie i serdeczny szacunek. Sprzyja temu Reguła św. Benedykta, który zadbał o wszystkie potrzeby swych mnichów i zdjął z nich troski materialne. Co więcej, za pośrednictwem ślubu stabilitas loci do mu­rów klasztoru przywiązał serca ludzkie.


Paweł Sczaniecki OSB Kamienie do mozaiki Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).