W sposobie modlitwy opisywanej przez wczesnych pisarzy monastycznych, meditatio musi pozostawać w ścisłym związku z psalmodia, lectio, oratio i contemplatio. Meditatio stanowi część nieprzerwanej całości, w pełni ujednoliconego życia mnicha, conversatio monastica, czyli jego odwracania się od świata ku Bogu. Oddzielając medytację od modlitwy, czytania i kontemplacji, fałszujemy obraz monastycznej drogi modlitwy. W miarę, jak medytacja nabiera coraz bardziej kontemplacyjnego charakteru, widzimy, że nie jest ona jedynie środkiem prowadzącym do celu, lecz ma w sobie coś z natury celu. Monastyczna modlitwa bowiem, zwłaszcza medytacja i modlitwa kontemplacyjna, jest nie tyle drogą do znalezienia Boga, ile drogą do spoczywania w Tym, którego znaleźliśmy, który nas kocha, który jest blisko nas, który przychodzi do nas, aby nas do siebie pociągnąć. Dominus enim prope est. Modlitwa, czytanie, medytacja i kontemplacja zapełniają pozorną „pustkę” monastycznej samotności i milczenia rzeczywistą obecnością Boga. W ten sposób poznajemy prawdziwą wartość milczenia i zaczynamy doświadczać próżności i jałowości wszelkich form rozproszeń i bezużytecznego porozumiewania, które nic nie wnoszą do powagi i prostoty życia modlitwy.

Cokolwiek byśmy nie myśleli o wartości wspól­nej modlitwy z towarzyszącymi jej wszelkiego rodzaju pieśniami i sposobami wyrażania siebie – a z pewnością mają one swoje miejsce – ten rodzaj modlitwy, jaką nazywamy ściśle „monastyczną” (chociaż może ona odpowiadać każdemu czło­wiekowi świeckiemu, jeśli znajdzie w niej upodobanie) to modlitwa ciszy, prostoty, kontemplacyjnej i medytacyjnej jedności, głębokiej osobistej integracji w uważnym i czujnym słuchaniu „serca”. Modlitwa taka prowadzi nas na ogół nie do uniesienia lub wypowiadania świadectwa, lecz do bezsłownego i całkowitego poddania się serca w milczeniu.

Tę niepodzielną jedność milczenia i modlitwy monastycznej dobrze opisuje syryjski mnich, Izaak z Niniwy:

Wielu chciwie poszukuje, lecz znajdują tylko ci, którzy bezustannie trwają w milczeniu. […] Każdy, kto rozkoszuje się wielością słów, nawet jeśli mówi rzeczy godne podziwu, jest wewnętrznie pusty. Jeśli kochasz prawdę, bądź miłośnikiem milczenia. Milczenie, jak światło słońca, oświeci cię w Bogu i uwolni od złudzenia niewiedzy. Milczenie zjednoczy cię z samym Bogiem. […]

Ponad wszystko pokochaj milczenie: przynosi ono owoc, którego język nie jest w stanie opisać. Na początku musimy zmuszać się do milczenia. Później jednak rodzi się coś, co nas ku niemu pociąga. Oby Bóg dał ci doświadczyć tego „czegoś”, co rodzi się w milczeniu. Jeśli tylko zaczniesz praktykować, niewypowiedziane światło zajaśnieje nad tobą […], po chwili jakaś słodycz zrodzi się w sercu tego ćwiczenia i ciało zostanie niemal siłą pociągnięte do trwania w milczeniu.

Należy zauważyć, że określenie „modlitwa myśl­na” jest całkowicie mylące w kontekście monastycznym. Rzadko modlimy się samym tylko umysłem. Medytacja monastyczna, modlitwa, oratio, kontemplacja i czytanie, absorbują całego człowieka, pochodzą z samego „centrum” ludzkie­go jestestwa, z jego „serca” odnowionego w Duchu Świętym i całkowicie poddanego łasce Chrystusa. Modlitwa monastyczna zaczyna się nie tyle od „rozważań”, ile od „powrotu do serca”, od odnalezienia naszego najgłębszego centrum, przebudzenia głębi naszego istnienia w obecności Boga, który jest źródłem naszego istnienia i naszego życia.

Na stronach tej książki będziemy zatem – w mniejszym lub większym stopniu – używać terminu „medytacja” jako odpowiednika tego, co mistycy Kościoła wschodniego nazywali „modlitwą serca”. Przynajmniej w znaczeniu ogólnym jest to modlitwa, która szuka swych korzeni u pod­staw naszego jestestwa, a nie tylko w umyśle lub w uczuciach. Poprzez „modlitwę serca” szukamy Boga samego, obecnego w głębi naszej istoty i przez wzywanie imienia Jezusa w wierze, podziwie i miłości tam Go spotykamy.

Niestety termin „modlitwa myślna” sugeruje istnienie jakiegoś rozłamu w życiu modlitwy, podziału na modlitwę „w umyśle”, wraz z towarzyszącymi jej specyficznymi „aktami” lub bez nich, oraz na zwykłą modlitwę ustną, prywatną lub chóralną. To z kolei zakłada istnienie jeszcze innego podziału – na modlitwę publiczną i prywatną. Z tego domniemanego konfliktu zdają się wynikać różnego rodzaju problemy. I rzeczywiście prawdą jest, że tam, gdzie istnieje przekonanie o konflikcie między tymi „sferami” życia modlitwy, pojawia się swego rodzaju duchowe zamieszanie. Jednak w tradycji wczesnego monastycyzmu nie było ani takiego podziału, ani takiego konfliktu. Całe życie mnicha jest harmonijną jednością, w której różne formy modlitwy mają właściwy czas i miejsce, a dzięki temu mnich, w taki czy inny sposób, „modli się stale”. Święty Bazyli na przykład, gdy mówi o tym, co dzisiejsi autorzy nazywają „modlitwą prywatną”, opisuje modlitwę mnicha podczas pracy. Składa się ona częściowo z psalmów, częściowo z własnych, prostych i spontanicznych słów mnicha, a także z bezsłownych aktów skierowanych ku Bogu.

Jest przeznaczony czas na modlitwę i śpiew psalmów, jak i na inne działanie. Gdy ręce są zajęte przy pracy, można działać językiem, jeśli to możliwe i stosowne dla zbudowania wierzących, albo przynajmniej sercem – wielbić Boga, jak napisano, przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha (Koh 3,16). […] Będziemy utrzymywać umysł w skupieniu, przy każdej pracy błagając Boga o jej powodzenie, dziękując mu za to, że dał nam jakieś zadanie do wykonania, i nie tracąc z oczu – jak już powiedziano – celu, jakim jest podobanie się Jemu.

W tradycji celtyckiej istnieje poemat przypisywany św. Kolumbanowi, który opisuje życie pustelnika na wyspie pośród oceanu i daje jakieś wyobrażenie o różnych drogach modlitwy, które jednoczyły czynności dnia codziennego w organiczną całość. Po przedstawieniu samego siebie jako wygnańca, który „odwrócił się od Eire” i którego do skruchy nakłonił widok fal rozbijających się o brzeg, autor z zachwytem opisuje swe pełne smutku życie i wychwala Boga:

że mogę błogosławić Pana,
który wszystko podtrzymuje w istnieniu –
niebo, z jego niezliczonymi jasnymi sferami,
ziemię, piasek i morze,
że mogę szukać we wszystkich książkach,
tego, co dobre dla każdej duszy;
czasem klękając przed umiłowanym Niebem,
czasem śpiewając psalmy,
czasem kontemplując Króla Niebios,
świętego Pana,
czasem przy pracy bez przymusu,
co byłoby rozkoszne,
czasem zbierając wodorosty ze skał,
czasem łowiąc ryby,
czasem karmiąc biedaków,
czasem siedząc samotnie w celi.

Święty Beda także opisuje nieustanną medytację iroszkockich mnichów, oraz ludzi świeckich to­warzyszących św. Aidanowi w jego misji do Nor­tumbrii w VII wieku. Żarliwość modlitwy tych mnichów przypisuje on zapałowi samego Aidana:

Jego sposób życia był tak odmienny od gnuśności panującej w naszych czasach, że wszyscy, którzy mu towarzyszyli, czy to ogoleni mnisi, czy też ludzie świeccy, zajęci byli medytacją, czyli albo czytaniem Pisma Świętego, albo rozważaniem Psalmów. Takie było jego codzienne zajęcie i wszystkich, którzy mu towarzyszyli, dokądkolwiek się udawał.

Zauważmy, jak szerokie znaczenie Beda nadaje medytacji, utożsamiając ją z psalmodią i lectio. Zwróćmy również uwagę, że nie widzi on różnicy między mnichami a ludźmi świeckimi, którzy wiodą takie samo, proste życie modlitwy opartej na Biblii.

W tych tradycyjnych tekstach znajdujemy nie tylko bardzo proste, szerokie i zdrowe poglądy na życie modlitwy, lecz również jednolite – choć różne – poglądy pozostające w doskonałej harmonii z naturą. Oczywiste jest przede wszystkim to, że każdy modli się tak, jak chce – czy to głośno, czy też „w swym sercu”. „Modlitwa ustna” w rzeczywis­tości oznacza głośne śpiewanie psalmów. Ten rodzaj modlitwy nie jest walką o utrzymanie skupienia podczas pracy, podróży lub w czasie wykonywania innych czynności, lecz wypływa z codziennego życia i pozostaje w zgodzie z pracą oraz innymi obowiązkami. Stanowi pewien aspekt pracy mnicha – klimat, w którym mnich pracuje. Zakłada bowiem świadomość obecności Boga i zależności od Niego. Także tutaj formy, jakie przyjmuje ta „świadomość”, nie są ani określone, ani nakazane. Nie ma żadnej wskazówki, że mnich powinien wyobrażać sobie Boga „gdzieś tam” lub gdziekolwiek indziej. Ma on postępować zgodnie z własną wiarą i zdolnością. Klimat tej modlitwy polega więc na świadomości obecności, na wdzięcz­ności i całkowicie posłusznej miłości, która nie pragnie niczego innego, jak tylko tego, by podobać się Bogu. Tę samą prostotę odnajdujemy w 52 rozdziale Reguły, w którym św. Benedykt opisuje prywatną i osobistą modlitwę: „A jeśli też kiedy indziej ktoś zechce modlić się w samotności, niech wejdzie po prostu i niech się modli, nie na głos, lecz ze łzami i z głębi serca”. Klimat modlitwy, na jaki wskazuje tradycyjne wyrażenie „ze łzami i z głębi serca” to klimat skruchy i miłości.

Można byłoby tu omówić samo pojęcie „serca”. Odnosi się ono do najgłębszej psychicznej podstawy naszej osobowości, do wewnętrznego sanktuarium, gdzie samoświadomość wykracza poza analityczną refleksję oraz otwiera się na metafizyczne i teologiczne spotkanie z Przepaścią, jaką jest Nieznany, a jednak Obecny, „Ten, który jest bliższy nam, niż my sami sobie”.


Thomas Merton OCSO Modlitwa kontemplacyjna Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).