Św. Benedykt domagał się, aby nic nie przedkładać ponad liturgię. Gdy ktoś rozważa jego duchową spuściznę, nawraca do tego tematu, podchodzi z nowych punktów widzenia i wnika coraz głębiej w ta­jemnicę. Historia potwierdza, że zakony mnisze odpowiadały temu zadaniu z wielką skrupulatnością. Przekonuje o tym zarówno budow­nictwo sakralne, którego przeznaczeniem była liturgia, jak nawet piętnowanie błędów w recesach wizytacyjnych. W sumie to wszystko — w ciągu piętnastu wieków — tworzy dzieło prawdziwie Boże — Opus Dei! Przejaw ten miewał zarówno rozmiary wspólnotowe, jak i opano­wywał jednostki. W Polsce XVIII wieku wyróżniało się opactwo sieciechowskie. Przysłowie tamtejszych mnichów zwało śpiewakami. Gdyby przyszło wskazać wzorowego mnicha liturga, to takim był o. Teodor Zielonacki, opat w Starych Trokach. Wystawiono mu pom­nik jako utroąue cultu commendato. Znamionowała go pobożność za­równo wewnętrzna, jak i zewnętrzna. To miał na myśli św. Be­nedykt, gdy mówił o wzajemnym odpowiadaniu słów modlitwy i wnętrza serca. Realizował to zapewne Zielonacki podczas pontyfikalnej celebry albo i w prostych pacierzach. Przysłowie głosi, że me­dal ma dwie strony. Podobnie jest w liturgii, ma ona przejawy ze­wnętrzne i przeżycie modlitewne.

Osobliwą cechą duchowości, którą reprezentuje Reguła, jest syn­teza tych przeciwieństw, pielęgnowanie jednego i drugiego. Nie przy­chodzi to łatwo. Doświadczenie uczy, że wymagało to wiele wysiłku, wytrwałości, czasu, ćwiczeń i dyscypliny serca. Dopomaga w tej dzie­dzinie klasztor, a więc przełożeni, współbracia, lekcje śpiewu i ce­remonii, codzienna wreszcie praktyka.

Jak wiadomo, w XVIII wieku starannością liturgii zasłynęło opac­two w Sieciechowie. Zalety, o których mowa, wyróżniały tamtejszego przeora, o. Hieronima Kowalskiego. Jego działalność doskonale wy­jaśnia, na czym polega dwojaki kult Kościoła i w jaki sposób należy go uprawiać.

Dotyczące Hieronima daty figurują w katalogach Kongregacji: uro­dził się w 1737, śluby złożył w Sieciechowie w 1753, kapłaństwo przy­jął w 1760 roku. Zaczynał jako wykładowca filozofii, ale długie lata pełnił funkcję przeora, zawsze w Sieciechowie. Umarł w roku 1791. Pozostawił dobrą pamięć. Na niego spadł trud odbudowy klasztoru i kościoła. Stoją one do dziś, widoczne z linii kolejowej między Rado­miem a Dęblinem. Budowlę wyróżnia logiczny układ z dominującą myślą o liturgii. Odbywała się ona na dwóch poziomach: w górnym chórze za ołtarzem w dni powszednie i w uroczyste dni — na dole. Z klasztoru do kościoła prowadzi mnóstwo przejść, aby każdy — na znak dzwonka — mógł prędko znaleźć się w chórze. Wpływ przeora na urządzenie wnętrza był niewątpliwy. Ceniono go za zmysł prak­tyczny.

Myśl i usposobienie o. Hieronima wyraziły się w jego pismach. Naj­większą i naprawdę słuszną sławę przyniosła mu praca nad ceremo­niałem monastycznym. Zlecono mu to dzieło w roku 1774, gdy był już przeorem. Odpowiadało to widocznie umiejętnościom, które za­manifestował, i temperamentowi. Kowalski zabrał się do redakcji z pe­danterią, toteż trzeba podziwiać wyniki. Współcześnie inne zakony w Polsce drukowały również podobne publikacje. Nie darmo XVIII wiek zasłynął rubrykami. Na tym tle ceremoniał Kowalskiego wyróżnia się najkorzystniej. Zakon dostał kompletną normę postępowania w za­kresie liturgii. Ceremoniał promulgowano w 1777 roku i natychmiast wszedł on w życie, wypierając partykularyzmy. Kowalski w nagrodę dostał tytuł doktora teologii. Później jego dziełem były rubrycele, któ­re układał z równą pedanterią. Przejęty pasją jednolicenia liturgii, przepisywał też ręcznie książki chórowe, jak na przykład zachowany dotąd antyfonarz z 1786 roku.

Jednocześnie powstawało coś zupełnie innego: Kowalski, jako przeor, głosił konferencje dla zgromadzenia. Wymowa — jak się zdaje — przychodziła mu z trudem, zwłaszcza że świadomy był swej odpowie­dzialności. Tak czy inaczej przygotowywał i spisywał starannie swe wypowiedzi, które utworzyły okazały tomik. Ponieważ zwykłym te­matem tych konferencji była Reguła św. Benedykta, powstał jedyny w swoim rodzaju komentarz, rzecz tym cenniejsza, że polskie klasztory nie zdobyły się na własny komentarz do Reguły.

Działalność literacka o. Hieronima Kowalskiego reprezentuje oba kierunki, mianowicie ceremonie, czyli zewnętrzny kult, oraz wołanie o to, aby go przeżywać pobożnie. Synteza tkwi wyraźnie w jego konfe­rencjach, pomimo ich bezpretensjonalnej formy. Natura szczerze re­ligijna wyczuwała, że religia jest dziełem sprawiedliwości, a więc kult należy się Bogu. Współbraciom przeor przypomniał, że ich naczelnym zadaniem jest chwała Boża. Zgodnie z ogólną praktyką św. Benedykt nazywał to obowiązkiem Boskim (officium divinum). Rubryki regulują liturgię po to, aby była porządnie wykonana. Obowiązek ten ciąży za­równo na społeczności, jak na jednostce. Dobrze, jednolicie wykonana liturgia chwali Boga, natomiast niedbalstwo Go obraża. Liturgia do­konuje się również na oczach ludzkich, co ma im uprzytamniać świę­tość religii. Jeśli będzie wykonana niedbale, ludzi tych zgorszy i znie­chęci. Dlatego w swych konferencjach przeor ścigał zaniedbania i tę­pił je bez miłosierdzia. Bywała więc jego „prawda zakonnym osobom nienawistna”. Przeorowi ciężko przychodziło obserwowanie współbra­ci, więc nieraz ich przepraszał, jakby zaciągnął winę. Niechcący lepiej opisał życie w Sieciechowie niż inni historycy. Jeszcze wyraźniej dał poznać swoją mentalność.

Naturalnie postulaty liturgiczne stanowią jedynie część problemów, które poruszał Kowalski według kolejności Reguły. Jego komentarz ze wszech miar zasługuje na uwagę, bo zawiera wiele cennych refleksji. Skoro jednak omawiało się teraz sprawy kultu zewnętrznego i we­wnętrznego, wypadło pominąć inne. Nawet streszczenie sygnalizuje tylko kwestię, bo trudno powtórzyć słownictwo Kowalskiego i nastrój jego wypowiedzi. Nie był teologiem ani psychologiem, pominął więc argumentację, którą liturgika posługuje się chętnie. Jego pisma mają charakter praktyczny: rubryki są na to, aby je wykonywać. Konfe­rencje wskazały, że za tym wymaganiem kryła się szczera, uczuciowa pobożność.

Ceremoniał Kowalskiego zachował obiektywną wartość. Przypom­niał rolę zewnętrznej formy w liturgii. W klasztorach przywiązuje się do niej należytą wagę. Służy temu studium rubryk i ceremonii, prze­de wszystkim zaś codzienna praktyka. Liturgia rozciąga się dalej, względnie głębiej, bo obejmuje też przeżycia wewnętrzne, duchowe, które decydują o pobożności. W klasztorze wszystko sprzyja pielęgno­waniu tych uczuć. Nikt też nie zaprzecza ich doniosłości, byleby nie zapomnieć o tamtym, byleby nie zaniedbać form.

Duchowość bowiem, którą reprezentuje Reguła św. Benedykta, opiera się zarazem na jednym i na drugim — dlatego też stoi tak mocno.


Paweł Sczaniecki OSB Kamienie do mozaiki Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).