Wtedy Maryja rzekła: «Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię – a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje – jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki» (Łk 1,46–55).

Jest w Nowym Testamencie wiele skrótów historii narodu wybranego, każdy dokonywany dla jakiegoś konkretnego celu: jak rodowód Chrystusa u św. Mateusza czy mowa św. Szczepana przed sanhedrynem. Wszystkie one podają te dzieje w chronologicznym porządku, wyliczają historyczne wydarzenia: malują zewnętrzną szatę historii.

Ale jest także ujęcie inne. Pokazuje ono nie zewnętrzny ciąg faktów, ale ich wewnętrzną treść, myśl Bożą w nich widoczną, plan Boży przez nie realizowany. Tu już nie ma chronologii ani zatrzymywania się na poszczególnych faktach: tu odsłania się istotę rzeczy, wewnętrzny mechanizm historii. Tak właśnie patrzyła na dotychczasowe dzieje Maryja, układając „Magnificat». I tak samo później św. Jan ujmie dzieje przyszłe, pisząc Apokalipsę. Zrobi to może bardziej rozwlekle, ale podejdzie do tematu tak samo.

Co jest najgłębszą treścią tak pojętej historii? Prawda, że Bóg zbawia. Rozradował się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. I druga prawda: kontrast między potęgą i wielkością Boga a nicością człowieka, odbiorcy zbawienia. Potężny jest i święte imię Jego: potężnie działa ramieniem swoim. Ale natychmiast zjawia się prawda trzecia: ta ludzka nicość nabiera ogromnej wartości, skoro jest przedmiotem aż takiego umiłowania. Bo wejrzał na nią i nie dla jej zasług, ale pamiętając o swojej miłosiernej obietnicy, uczynił dla niej rzeczy wielkie. To niewyczerpane miłosierdzie dosięgnie najdalszych nawet pokoleń. I tak, jak dla Jego mocy nie ma przeszkód, jak niczym jest dla Niego zmienić gruntownie porządek świata, uniżyć wielkich, wywyższyć wzgardzonych – tak i miłosierdziu Jego nic nie postawi granic, skoro obietnica dana Abrahamowi wypełnia się dla jego potomków w sposób, o jakim Abraham nawet by marzyć nie śmiał.

Od obietnicy tej zaczynając, treścią całych dziejów jest zwycięski pochód Bożego zbawienia. Widzimy to samo niezależnie od tego, czy patrzymy na nie wstecz jak Maryja i jak my dzisiaj przyglądamy się dwu tysiącom już lat zmagań tego Miłosierdzia z naszą słabością w Kościele – czy w przód, jak patrzył św. Jan i jak nam także wolno spojrzeć w przyszłość. Dlatego istotą takiego wewnętrznego ujęcia historii jest radość: tutaj nawet stwierdzenie naszej nicości jest szczęściem, bo właśnie na tę nicość i upokorzenie z upodobaniem patrzy Ten, który Sam jest wielki i który fałszywą wielkość rozbija samą swoją obecnością. „Magnificat” jest jakby pierwszą wersją Ośmiu Błogosławieństw: Maryja musiała być najlepszym odbiorcą prawd podanych w Kazaniu na Górze. Szczęśliwe to upokorzenie, na które Pan spogląda; szczęśliwy ten głód, który On nasyci; szczęśliwa ta niskość, do której On zstąpi. Bo ten jest sens naszej słabości, że ona przyzywa i sprowadza miłosierdzie Boże.


Małgorzata Borkowska OSB Jednego potrzeba. Refleksje biblijne Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).