Adwent, jak już sama nazwa wskazuje, jest pierwotnie przygotowaniem do Epifanii. Znajduje to potwierdzenie jeszcze w dzisiejszej rzymskiej liturgii adwentowej, nad którą dominuje monumentalna, a jednak tak bardzo czuła postać świętego Jana Chrzciciela. W niedzielnych Ewangeliach, od drugiej do czwartej niedzieli pojawia się on jako zwiastun i prorok, a nawet „więcej niż prorok” – jako „anioł”, Boży zwiastun, przygotowujący drogę Zbawcy. W czwartą niedzielę albo lepiej: w jej wigilię, z soboty na niedzielę, jego misja zostaje ogłoszona z uroczystym usytuowaniem jej w czasie przez wyliczenie władców rządzących wówczas w Rzymie, Judei, Galilei, Iturei, Trachonitydzie i Abilenie; wymienieni też zostają ówcześni arcykapłani. W tym czasie skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza. Opuścił więc pustynię, wzywał do pokuty i napominał wszystkich, by przygotowali się na przyjście Tego, który przychodzi (Łk 3,1–6). Data w piętnastym roku rządów Tyberiusza cezara świadczy o tym, że znajdujemy się około roku 30. Jan jest w pełnym wieku męskim i wskazuje już nie na Dzieciątko ze stajenki, lecz na męża – Jezusa, który wkrótce potem przychodzi nad Jordan, prosząc Jana o chrzest. Podczas chrztu Bóg Ojciec uroczyście zaświadcza o Nim, że jest On Jego Synem, a Duch Święty – że jest On nosicielem Boskiego Tchnienia. Właśnie chrzest Chrystusa przez Jana Chrzciciela jest więc Epifanią, ku której prowadzi nas Adwent, chrzest jako początek publicznej działalności Jezusa, jako wstęp do Jego działalności nauczycielskiej, jako inauguracja Jego Boskiego orędzia, to znaczy ekonomii, Boskiego planu zbawienia w odniesieniu do ludzkości in Christo. To uroczyste wystąpienie Chrystusa jako Zbawcy i Mesjasza dodatkowo podkreślają czynione przez Niego znaki – na początku cud w Kanie i nakarmienie pięciu tysięcy na pustyni.

Dzisiejszy Adwent łącznie z Epifanią stanowiłby więc jednolitą linię liturgiczną. Tu jednak nagle wkracza między nie wraz z dniami kwartalnymi, środą i piątkiem oraz wigilią Bożego Narodzenia, jak również z samym Bożym Naro­dzeniem, całkowicie inna linia. Tutaj czci się właściwe narodzenie Pana w Betlejem, i dlatego w tej linii obok Dzieciątka Jezus główną postacią jest Maryja, Jego dziewicza Matka. Jednakże Boże Narodzenie nie jest Epifanią, lecz dniem Natalis Domini Narodzeniem Pana.

Naprzeciw siebie stają więc historyczne wydarzenie na­rodzin Chrystusa, obchodzone jako historyczna pamiątka, oraz Epifania, to znaczy objawienie się Jezusa jako Boga – Człowieka, Zbawcy, Króla i Oblubieńca Jego odkupionego Kościoła. Tam historia, tu – misterium.

Historia liturgii potwierdza nam to, co uwidacznia się w liturgicznych formularzach. Boże Narodzenie nie miało pierwotnie ani czasu przygotowania, ani oktawy; był tylko jeden dzień, właśnie domniemany dzień narodzin. Dzisiejszy Adwent pochodzi nie z Rzymu, lecz z Galii oraz Hiszpanii, gdzie na wzór orientalny świętowano Epifanię i szykowano się do niej w kilkutygodniowym czasie przygotowania. Dopiero później przejęto w Rzymie „Adwent”; pozostał on jednak przygotowaniem do Epifanii. Msze z dni kwartalnych pierwotnie nie miały nic wspólnego z Bożym Naro­dzeniem i przypuszczalnie dopiero za Grzegorza Wielkiego przeniknęły je motywy bożonarodzeniowe. W obecnej rzymskiej liturgii adwentowej wciąż jeszcze ujawnia się bardziej liryczny temperament galijski i hiszpański.

Podczas gdy na Wschodzie już od dawna świętowano więc misterium Epifanii i coraz wspanialej je rozbudowywano, podczas gdy to święto przyjęto na terenach północnych Włoch, Galii oraz Hiszpanii i gdy w czasie jego obchodów udzielano uroczystych chrztów, Rzym zawsze odnosił się do niego z pewną rezerwą; obchodził je w zasadzie tylko jako wspomnienie hołdu trzech Magów i odrzucał chrzest w Epifanię. Rzymskiemu duchowi bliższe były obchody historycznych narodzin Pana. Był to dzień pamięci, nie misterium w pełnym sensie tego słowa. Dlatego jeszcze św. Augustyn pisze do Januarego (List 55,2): „Musisz wiedzieć, że nie świętuje się dnia narodzenia Pańskiego w postaci misterium, a tylko wspomina się fakt Jego narodzin. I dlatego też tylko to było konieczne, by ten rokrocznie powracający dzień, w którym to się stało, wyróżnić świąteczną liturgią. Misterium natomiast jest w święcie, gdy pewne wydarzenie upamiętnia się w taki sposób, że to, co przedkłada się ku czci jako święte, jest również uzmysłowione. W ten właśnie sposób obchodzimy Paschę, że nie tylko przywołujemy na pamięć wydarzenie, to znaczy śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, lecz ponadto staramy się także i pozostałe rzeczy, które towarzyszą tamtemu wydarzeniu, zamienić w jedno, święte, zmysłowo uchwytne wyobrażenie. Skoro bowiem On, jak mówi Apostoł, »został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia«, zatem w owej męce Pana dokonane zostało przejście ze śmierci do życia”. Augustyn zatem w odmienny sposób traktuje Boże Narodzenie i Paschę, którą świętowano in sacramento, jako misterium, a nie samo wydarzenie historyczne.

Lecz wkrótce i dzień Natalis Domini stał się czymś więcej niż tylko wydarzeniem. Wpłynął na to prawdopodobnie spór chrystologiczny, który przyczynił się do tego, że coraz głębiej wnikano w misterium wcielenia. Wpłynęło na to jednak również tak bogato uformowane na Wschodzie święto Epifanii, które od początku w pełnym sensie było misterium wcielenia. O tym, że na święto Bożego Narodzenia wywarła wpływ Epifania, świadczy choćby to, iż Adwent, który właściwie należy do Epifanii, teraz umieszczono przed Bożym Narodzeniem.

Rzymski charakter Bożego Narodzenia ujawnia się ponadto w silnym uwypukleniu narodzin Chrystusa jako takich. Jednakże nie ujmuje się już tych narodzin po prostu jako historycznego wydarzenia, lecz widzi się w nich misterium, czyli wejście Boskiego planu zbawienia w ten świat, w powszechne dzieje świata, działanie Boga na rzecz zbawienia Kościoła. W ten sposób Boże Narodzenie staje się częścią Epifanii. Właściwe wcielenie świętuje się raczej w Boże Narodzenie, natomiast święto Epifanii w Rzymie rozumie się jako wejście w objawienie się Boskiego wcielenia przed całym światem. W ten oto sposób oba święta najdoskonalej się uzupełniają.

Posłuchajmy kilku starorzymskich tekstów z liturgii Bożego Narodzenia.

Odkryjemy w nich najpierw, że w pełnej zgodzie ze świętym Pawłem we wcieleniu widzi się misterium objawienia się Boga w Chrystusie. Mówi o tym następująca prefacja z Leonianum:

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe,
słuszne i zbawienne,
abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie,
Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże,
zwłaszcza w dniu dzisiejszym, 
w którym odsłoniłeś misterium naszego zbawienia
na oświecenie ludów
i z ukrycia w łonie Dziewicy Matki
przez niewysłowione narodziny
spełniłeś to, co obiecałeś.
Wzniosłeś nam róg zbawienia
w domu Twego umiłowanego sługi Dawida,
by swemu ludowi dać poznanie zbawienia dla zgładzenia jego grzechów
przez Twoją najgłębszą miłość,
w której jaśnieje nam wschodzące światło z wysoka.
Niech będzie pochwalony Ten, który przychodzi w imię Pańskie,
który wychodzi jak oblubieniec ze swej komnaty,
Bóg, Pan,
który nam jaśnieje,
by nas z ciemności i cieni śmierci
poprowadzić do królestwa wiekuistego światła.

Przepełniona radością wiara za niepozornym wydarzeniem narodzin Dzieciątka Jezus widzi więc promienne i zbawcze objawienie się Boga w ciemnościach świata. Bóg, aż dotąd ukryty w zaciszu nieba, przyszedł do nas widzialny i pełen blasku, przyniósł nam wieczną światłość. Tym właśnie jest owo singulare nativitatis mysterium – niepowtarzalne misterium narodzin. Misterium to stanowi kulminacyjny punkt całej historii świata i historii zbawienia. Zapowiedziane zostało już w raju, a później raz po raz uwy­raźnia się w typach.

Misterium to

zostało objawione rodzicom rodzaju ludzkiego,
jak to poświadcza Apostoł, mówiąc o pierwszych ludziach:
„misterium to wielkie, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (zob. Ef 5,32).

Pierwszy człowiek, będący jednością, był dzieckiem, synem Boga, stworzonym na Jego obraz, tak że Bóg mógł mu powiedzieć: Tyś synem moim, Ja ciebie dziś zrodziłem (Ps 2,7). W stosunku do świata był on panem i królem, ale jedno i drugie – synostwo Boże i królowanie nad światem – z nadmiarem wypełniają się w drugim Adamie, w Chrystusie. O ile jednak pierwszy człowiek był mężczyzną i niewiastą, a więc o ile mężczyzna miał obok siebie jako swą duchową oblubienicę utworzoną z niego kobietę – przedstawiał Chrystusa w Jego relacji do Kościoła. Gdy Słowo stało się ciałem, wybrał On sobie w swoim ciele i zrodził ze swej krwi Kościół, swoją umiłowaną Oblubienicę. W ten sposób wcielenie jest zrodzeniem nowotestamentalnej Ewy i zarazem zaślubinami z nią; a pierwsza para ludzka była typem tego „wielkiego misterium”. – „Misterium to wielokrotnie zapowiadali patriarchowie swymi czynami i słowami”. Abraham, ojciec Izaaka, który gotów był własnego syna złożyć w ofierze, Izaak – zamyślony (zob. Rdz 24,63) małżonek Rebeki, Jakub – cierpiący i walczący ojciec ludu Izraela – wszyscy oni wskazują na Chrystusa, ojca nowotestamentalnego Ludu Bożego, który oddał się w ofierze za swój Lud i wybrał go sobie na oblubienicę. „Misterium to zapowiadał kult przepisany przez Prawo”. Wszystkie ceremonie składania ofiar w namiocie i w świątyni były prototypem nowotestamentalnej ofiary, jak uczy nas List do Hebrajczyków. „Prze­powiadały to wyrocznie wszystkich proroków”. Wszyscy prorocy w słowach zarazem ukrywających i odsłaniających mówili o Tym, który przychodzi.

W Nim jest pełnia starodawnych ceremonii,
w Nim obecne działanie wszelkich niebiańskich łask,
w Nim obietnica przyszłych dóbr,
a wierzymy,
że w Nim, jak jasno dowiedzione zostało to, co było prze­po­wie­dzia­ne,
również duchowo i w mądrości spełnia się to, co było obiecane jako przyszłe.

Stare typy obecnie są prześcignięte, albowiem są spełnione; ich treść jest teraz obecna. Boski dar łaski dany jest bezpośrednio do naszej dyspozycji, a nawet przyszłość posiadamy już w tej pewnie utwierdzonej teraźniejszości. W ten sposób misterium wcielenia prowadzi nas do paruzji, do ostatecznego panowania Boga.

Bóg jest wśród nas, ziemia stała się niebem. Mówi o tym następująca prefacja:

Oto, jak przepowiedziałeś ustami proroków:
Panna poczęła i porodziła Syna,
i nadaliśmy Mu imię Emmanuel,
to znaczy „Bóg z nami”.
Albowiem Słowo stało się ciałem i zamieszkało w nas.
Oto Dziecię nam się narodziło,
Syn został nam dany,
przywództwo spoczywa na Jego ramionach,
a zwą Go cudownym Doradcą,
Bogiem mocnym,
Ojcem przyszłego żywota, Księciem Pokoju.
Rozszerzy się Jego panowanie,
a Jego pokojowi nie będzie końca.
Będzie zasiadał na tronie Dawida i panował nad jego królestwem,
by utwierdzać je i umacniać teraz i na wieki.
We wszystkim tym rozpoznajemy Boga-Człowieka w widzia­lnej postaci,
który przez to, że raczył
przyjąć to, co jest nasze, dał nam to, co należy do Niego.

W Emmanuelu znajdujemy niebo i ziemię, Boga i stworzenie. Wziął od nas ciało, a dał nam w zamian swoje Bóstwo w cudownej wymianie: „O, cudowna wymiano naszego odkupienia!” Dlatego też jest jedynym prawdziwym i szczerym pośrednikiem między Bogiem i człowiekiem, gdyż do obu rzeczywistości należy fizycznie; w Nim Boska i ludzka natura łączą się w jedności Osoby Boskiego Słowa.

Bóg przyjął ciało, ale dlatego też nie „zstąpił” w ciało. Słowo stało się ciałem, ale nie Jego Duch stał się ciałem, tylko Jego Duch podniósł ciało do wspólnoty z Duchem, uszlachetnił je i przemienił. Duch nie splamił się materią, lecz materia przez Ducha została podniesiona, oczyszczona i uduchowiona. Toteż jest zrozumiałe samo przez się, że Dzieciątko Jezus narodziło się z Dziewicy, to znaczy z niewiasty czystego ducha. Dlatego też Kościół składa dziękczynienie „w dzisiejszym święcie, w którym w misterium wypełnia się to, co wprawdzie jest niewypowiedziane, ale odpowiednie dla obu (wymiarów misterium), że Dziewica Matka może zrodzić tylko Boskiego potomka, a Bóg Człowiek, który zechciał się narodzić, w godny sposób może zostać zrodzony z dziewiczej Matki”.

W ten sposób przychodzący Bóg przywrócił światu nienaruszoność i czystość Boskiego Ducha: „Boże, Ty rodzaj ludzki, który począwszy od Adama był śmiertelnie zraniony, przez narodziny Twojego Syna, Jezusa Chrystusa, na powrót uzdrowiłeś…”. My wszyscy przechodzimy duchowe narodziny z Ducha i wody, w łonie nowotestamentalnej Dziewicy Matki, jaką jest święty Kościół. To, co posiada Maryja, Bóg przez Chrystusa dał całemu Kościołowi: dziewicze macierzyństwo z Ducha. W ten sposób nie jesteśmy już dziećmi ciała, lecz przez odrodzenie z chrztu staliśmy się wszyscy dziećmi Bożymi, równymi Synowi Dziewicy i dlatego Jego braćmi. „Boże, Ty przez macierzyństwo świętej Dziewicy, które powstało bez ludzkiego pożądania, sprawiłeś, że ci, którzy stali się członkami Twojego Syna, nie są już dotknięci odziedziczonym po ojcach przesądem (grzechem pierworodnym); daj, byśmy przyjęli nowe życie tego stworzenia i oczyścili się z plamy dawnych nałogów”. To nowe życie jest życiem Boskim, które teraz płynie również w naszych żyłach. „Boże, Ty cudownie stworzyłeś ludzką naturę, ale jeszcze cudowniej ją odnowiłeś. Daj nam, prosimy Cię, byśmy dostąpili udziału w Bóstwie Tego, który zechciał dzielić z nami nasze człowieczeństwo”. Boże Narodzenie jest „Boskim misterium, w którym człowieczeństwo, po tym jak ustąpiło stare i ziemskie Prawo, cudownie zostaje odnowione i ukazane jako nowa i niebiańska natura; a w ten sposób to, czego Bóg przez wielki czyn dokonał, Kościół z wielką radością świętuje”.

Słowo przyjęło ciało, by w ciele zadośćuczynić za grzech świata i stać się Arcykapłanem Kościoła. W ten sposób wcielenie jest przygotowaniem Ofiary: „Boże, wejrzyj łaskawie na te dary Twojego ludu, przy których na Twoich ołtarzach nie rozpala się obcego ognia ani nie przelewa krwi nierozumnych zwierząt, ale gdzie przez działanie Ducha Świętego naszą ofiarą jest teraz Ciało i Krew samego Kapłana”. W sensie przygotowania już dziś składa się ofiarę: „Ustawicznie składamy ofiarę Twojej chwały, której wzór ustanowił sprawiedliwy Abel, którą świętował Abraham, którą zanosił kapłan Melchizedek, a którą wypełnił prawdziwy Baranek i wiekuisty Arcykapłan, Jezus Chrystus, który dziś się narodził”.

Wszystko, co zawiera w sobie misterium Chrystusa, staje się nam dostępne w misterium kultu. Dlatego też misterium Bożego Narodzenia jest godziną narodzin liturgii. Sta­ro­rzymska liturgia wyraziła to w głębokich słowach w jednej z prefacji: „To, co zawsze świętuje się w liturgii chrześcijańskiego kultu, bierze swój początek w tym święcie i za­wiera się w jego misterium”. „Obyśmy mogli dotknąć misterium, które dla świata stało się źródłem zbawienia, obchodząc dzisiaj pamiątkę jego pierwszych obchodów”. A w innym miejscu mówi się następująco: „Niech miła Ci będzie, Panie, ofiara dzisiejszego święta. Z niej wzięło początek nasze doskonałe pojednanie i została nam dana pełnia Boskiego kultu. Ukazała się nam droga prawdy i ży­cie królestwa niebieskiego”.

Kult prowadzi więc do życia wiecznego. Taki jest ostateczny dar święta Bożego Narodzenia: „Dziś zajaśniało światło naszego Zbawiciela; ukazało nam ono jasno wszy­stko przez rozpoznanie i ogląd. Przez to zechciał On nie tylko nasze obecne życie prowadzić swoją ścieżką światła, lecz również doprowadzić nas do oglądania chwały swojego niezmierzonego majestatu”.

Musimy się teraz otoczyć pełnią światła i Boskim blaskiem tego święta, a także z pokorną gotowością pozwolić, by w nas samych stało się rzeczywistością wszystko to, co to święto zawiera, abyśmy zostali odrodzeni z Ducha Chrys­tusowego, zanieśli Bogu nas samych jako ofiarę czystą, a kiedyś oglądali światłość Boga, którego odblask zajaśniał nam w Boże Narodzenie.


Odo Casel OSB Misterium świąt chrześcijańskich Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).