Niech się cieszy niebo
i ziemia raduje
przed obliczem Pana,
bo przyszedł!
(Ps 96[95],11.13).

Kto słowa te, które Kościół w czasie świętej nocy Bożego Wcielenia, narodzin Boga w cielesnej postaci, śpiewa w offertorium, a więc tuż przedtem, nim wejdzie we właściwe misterium, kto je wewnętrznie oglądał i współrecytował, kto ponadto wewnętrznie usłyszał gregoriańską melodię w jej mistycznej głębi, dosłyszał w niej drżenie głębokiej czci, ten wie, co znaczy obchodzić święto Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie nie jest świętem szlachetnego człowieczeństwa, nie jest oddawaniem się wspomnieniom z dzieciństwa i słodkim uczuciom błogiej miłości do ludzi, nie jest nawet świętem „Dzieciątka Jezus”, spoczywającego na łonie pełnej wdzięku Matki, uśmiechającego się do nas i oznajmiającego nam miłość dobrego Boga – jest czymś nieskończenie więcej. Jest żywą i wstrząsającą obecnością Boga wśród ludzi. Wiekuisty majestat nieskończonego Boga, przed którym stworzenie drży i dygocze w swej nicości, którego nigdy żadne oko ludzkie nie widziało ani widzieć nie może, którego dzieli od nas cały bezmiar nieskończoności – i za którym stworzenie tęskni wszystkimi włóknami duchowego pragnienia – jest obecny wśród nas; pozwala oglądać swoje oblicze, a my w tym obliczu Pana i Króla rozpoznajemy rysy Ojca.

W Boże Narodzenie spełnia się to, czego ludzkość z utęsknieniem pragnęła od niepamiętnych czasów, a czego sama z siebie nigdy nie ośmielała się nawet spodziewać. Całe dzieje ludzkości są jednym wielkim pragnieniem oblicza Ojca, wolą odpocznienia w Praprzyczynie i ostatecznym Celu. Mojżesz błagał Pana: Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę (Wj 33,18). Lecz Pan nie pozwolił mu ujrzeć swego oblicza; Mojżesz ujrzał tylko z tyłu zarys postaci Pana, gdy przechodził On obok niego; a już to napełniło go bezgranicznym szczęściem. Psalmy wołają:

Posłuchaj, Pasterzu Izraela. Ty, co jak trzodę wiedziesz ród Józefa. Ty, który zasiadasz na cherubach, zabłyśnij (…)! Wzbudź Twą potęgę i przyjdź nam na pomoc! (…) Rozjaśnij swe oblicze, abyśmy doznali zbawienia (Ps 80[79],1nn).

Prorocy obiecują obecność Pana; wołają do tęskniącej wspólnoty wiernych:

Powstań! Świeć,
bo przyszło twe światło
i chwała Pańska rozbłyska nad tobą.
Bo oto ciemność okrywa ziemię
i gęsty mrok spowija ludy,
a ponad tobą jaśnieje Pan,
i Jego chwała jawi się nad tobą.
(…)

Już słońca mieć nie będziesz w dzień jako światła
ani jasność księżyca nie zaświeci tobie,
lecz Pan ci będzie wieczną światłością
i Bóg twój – twoją ozdobą
(Iz 60,1n.19).

A nie tylko ci oświeceni przez przygotowujące się objawienie Boga, lecz również poganie wołają o obecność swych bogów, a w gruncie rzeczy prawdziwego Boga, którego skrycie wyczekują za chaosem swoich bóstw. Wymarzone spełnienie tej tęsknoty przybiera u nich formy, których surowy Semita ze swym rozdziałem Boga i świata nie znał, i które przed wcieleniem Boga nie mogły być też prawdziwe. Pieśni i tajemne ryty misteriów wołają o epifanię, to znaczy o widzialne i odczuwalne, promienne i zbawcze przyjście boga. „Przyjdź, bohaterze-Dionizosie, do swojego świętego przybytku”. „Czy widzisz, synu Zeusa, Dionizosie, w jakiej biedzie są twoi prorocy? Zejdź, złotolicy, kołysząc tyrsem, z Olimpu. Panie, władco, zstąp teraz do naszej poświęconej trzódki”. A gdy bóg ukazuje się ludziom w potężnym czynie ocalającym, wówczas Jego wierni drżąc, padają na ziemię: „Rzućcie na ziemię, rzućcie drżące członki na ziemię; bo władca, syn Zeusa, wstępuje do pałacu”. Albo też rozlega się głos z eteru, głos boga; rozbłyska potężne światło, od którego niebo i ziemia stają w płomieniach; lecz cała natura milknie, ustają szumy i szmery liści drzew, cichną zwierzęta przed obliczem bóstwa. Były to marzenia o tym, co kiedyś w zupełnie inny sposób miało się stać rzeczywistością.

Gdy Bóg spełnił tęsknotę ludów i gdy urzeczywistnił obietnice swoich własnych proroków, wyglądało to zupełnie inaczej, niż ludzie sobie wcześniej wyobrażali. Bo przecież zamysły Boga zawsze są zupełnie inne niż myśli ludzkie. Na pierwszy rzut oka zdają się pozostawać w tyle za tymi drugimi, w rzeczywistości jednak przerastają je o całe niebo. Bóg przyszedł jako człowiek i objawił swoją miłość do ludzi w obliczu Człowieka, początkowo Dzieciątka. Nie przyszedł w straszliwym majestacie, w zalewającej cały świat światłości, w widzialnej potędze i władzy. Przyszedł w słabości i bezsile, a nawet we wzgardzie i opuszczeniu. Przyszedł ukryty, nie po to, żeby ukazać swą wszechmoc, ani nie po to, by porazić blaskiem swej mądrości, nie po to, by sądzić złych i zapewnić triumf sprawiedliwości, a przez to zbudować królestwo Boże w świecie. Nie – przyszedł po to, by objawić Boską agape, to znaczy miłość dającą siebie w darze, taką, jaka jest tylko w Bogu. To jest najwyższa misteryjna mądrość chrześcijaństwa: Bóg jest miłością, agape, a ta agape płonie dla nas w obliczu konkretnego człowieka, najlepszego, najbardziej bezinteresownego, przepełnionego największą miłością, najbardziej gotowego do ofiary spośród wszystkich ludzi.

Czyżby więc misterium Bożego Narodzenia było objawieniem najszlachetniejszego człowieczeństwa, miłości do ludzi (Tt 3,4), o której mówi Apostoł? Czyżby człowiek celebrował w nim samego siebie, a w Dzieciątku ze stajenki widział personifikację swoich najszlachetniejszych dóbr?

Otóż nie, byłoby to całkowitym niezrozumieniem sensu Bożego Narodzenia. Oznaczałoby to ściągnięcie tego wzniosłego misterium na ziemię i ubóstwienie człowieka. Jednakże samoubóstwienie się człowieka w naszych dniach skończyło się straszliwą klęską. „Dobry” człowiek, wychowywany i rozpieszczany od czasów renesansu i oświecenia, aż nazbyt wyraźnie odsłonił swe drapieżne oblicze. Jak mielibyśmy być wybawieni od przekleństwa tego świata, gdyby Boże Narodzenie było tylko świętem człowieczeństwa?

Nie, to Dziecię, ten Człowiek, z którego oblicza uśmiecha się do nas dobroć Boga, jest Bogiem. Współistotny Ojcu Syn, Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę (J 1,14). Bóg – Człowiek jest najwyższym objawieniem Boga. Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył (J 1,18). Tylko wiara w Bóstwo tego Człowieka, który w tę świętą noc narodził się z niewiasty, daje nam zbawienie, pozwala nam oglądać upragnione oblicze Ojca.

Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca (J 14,9). Chrystus, Bóg-Człowiek jest prasymbolem, pramisterium. Prawdziwy symbol jest tam, gdzie poprzez obraz dostrzegamy i posiadamy rzeczywistość. Prawdziwe misterium jest tam, gdzie w świętej podobiźnie i słowie ujmujemy prarzeczywistość. Tak właśnie jest z Panem naszym, Jezusem Chrystusem.

Albowiem Bóg, Ten, który (w czasie stworzenia) rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu <Jezusa> Chrystusa (2 Kor 4,6).

Jednakże to oglądanie jest jeszcze oglądaniem w wierze. Ziemskie oko, nawet to duchowe, widzi jedynie słabość i bez­silność Chrystusa i Jego trzódki, czyli Kościoła. Jeszcze nie ujawniła się chwała Chrystusa i Kościoła. Wędrujemy bowiem jeszcze w świecie grzechu. Świat, który dumnie odwraca się od Boga, nie może i nie jest zdolny oglądać nieskończenie czystego oblicza Boga; umarłby od tego i stopił się jak wosk przy ogniu. Dlatego też Bóg miłosiernie i zarazem sprawiedliwie ukrył swe oblicze. W czasie swego pierwszego przyjścia przyjął ciało grzechu, pod którym ukryło się Bóstwo, czasem tylko tryskając spod niego żarzącymi się iskrami. Uczynił tak, by móc wydać się na śmierć w ofierze za grzechy. Musimy i my wejść za Nim w Jego dobrowolne uniżenie. Wymaga On od nas ofiary wiary, to znaczy tego, byśmy wyrzekli się własnego „ja”, przełamali naszą pychę i otwarli się na Boskie światło, które chce nas obdarzyć łaską. Musi umrzeć natura ze swą pewnością siebie. Jeżeli jednak posłusznie podążymy przez półmrok wiary, wówczas już teraz odsłoni nam się światłość Boga. Wówczas rozpoznamy w tym dotkniętym biedą Człowieku, Dzieciątku z Betlejem, Ukrzyżowanym z Golgoty – Króla Chwały, Boskie światło Mądrości, zwyciężającą świat moc Boga.

Świętując Boże Narodzenie, nie możemy zatrzymać się przy słodkiej scenie ze stajenki, lecz musimy widzieć całe objawienie się Boga. Wtedy dopiero ukaże nam się wydarzenie Świętej Nocy w swym ponadhistorycznym, wiecznym znaczeniu, jako objawienie się Boga w tym świecie, jako odsłonięcie się Jego oblicza, jako Epifania. Tylko człowiek wiary, uczestnik misteriów, widzi tę rzeczywistość; tylko on widzi w Bożym Narodzeniu to, czym ono naprawdę jest: początek i podstawę najwyższego Boskiego czynu, który przemienia świat i prowadzi go do jego wiecznego spełnienia się. Począwszy od tej Świętej Nocy Bóg jest w tym świecie, a świat jest w Bogu. Bóg jest tutaj. Przed światem stoi teraz zadanie. Nie brnie on już coraz dalej w błąd, lecz widzi drogę ku Bogu, na której ma się okazać godnym wzniosłych misteriów Boskiego uświęcenia.

Pan jest w świętym swoim przybytku (Ps 11[10],4). Świątynią Boga, który ukazał się w cielesnej postaci, są wierzące weń dusze, wspólnota poruszonych Jego obecnością: Kościół. W nim mieszka Pan swą obecnością w Duchu, to znaczy wykraczającą ponad ten ziemski sposób bytowania – Boską, i dlatego wznoszącą nas do uczestnictwa w życiu Boga. W nim On działa: uzdrawia, naucza, umacnia, oświeca, uszczęśliwia. Ale swe działanie związał przede wszystkim ze swymi misteriami, które obchodzimy w liturgii.

Pan bowiem nie chciał tylko raz jeden w ciągu dziejów zamieszkać z nami, a potem znów się od nas oddalić i dalej rządzić nami tylko z wysoka. Nie, powiedział: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20). Toteż nieustannie działa pośród nas przez swego Ducha, to znaczy przez swą całkiem realną Boską moc, jaka do nas płynie od Przemienionego. Tę swą obecność potwierdza On nam jednak i czyni dla nas osiągalną i odczuwalną poprzez zewnętrzne, zmysłowo uchwytne znaki, przez święte symbole, zwłaszcza sakramenty, które nie tylko wychowawczo oznajmiają Jego świętą wolę i nie tylko udzielają nam z oddali Jego mocy, lecz ponadto bezpośrednio niosą w sobie Jego działającą obecność i przenoszą nas w sam środek płynącego z nich zbawienia. Podobnie jak On sam jako Bóg i Człowiek jest prasymbolem, tak że w człowieku-Jezusie widzimy Ojca, tak samo posiadamy w tym symbolu wypełnionym Jego mocą i obecnością Jego samego wraz z Jego mocą i Jego zbawczym czynem, który poprzez ów symbol dalej działa przez stulecia w Kościele, stale wzbudzając i doskonaląc nowe życie. W niczym nie ustępujemy ludziom współczesnym Jezusowi. Nie – wcielenie Boga, Jego ofiara, Jego wywyższenie są nam bezpośrednio dostępne i obecne w wierze i widzeniu wiary poprzez misteria. Gdy wspólnie obchodzimy święte misteria Chrystusa, jako prawdziwie wierzący, jako uczestnicy misteriów, jako współdziałający – a to współdziałanie jest otwarte dla każdego wierzącego, gdyż przez chrzest i bierz­mowanie jest on żywym członkiem duchowego Ciała Chrystusa – wówczas stoimy w samym centrum zbawczego dzieła Pana, i dlatego zostajemy przezeń porwani i przemienieni. Poprzez kościelne misterium wstępujemy w bezpośrednią, najżywszą obecność Pramisterium, to znaczy objawienia się Boga i zbawczego czynu. Nie jawi nam się on teraz w swym przebiegu historycznym; zresztą przecież od początku nie wyczerpywał się w samych faktach historycznych, lecz dokonuje się w rzeczywistości ponadhistorycznej. Wywyższenie Pana, Jego wejście do niebieskiego przybytku, Jego zasiadanie po prawicy Ojca nie są już bowiem rzeczywistościami historycznymi, lecz ponadhistorycznymi. Jednakże w misterium dostrzegamy cały zbawczy czyn Pana, który zaczął się w jasnym świetle historii, a swą pełnię osiągnął w niedostępnym świetle wieczności Boga, właśnie w tym Boskim, wiecznym świetle. Narodziny Dzieciątka z Betlejem oznaczają wyjście Logosu, Syna Bożego, z wieczności Ojca i wiecznego pokoju Trójcy Świętej i wejście w nasze stworzone bytowanie w czasie, by zostało ono na powrót doprowadzone do bycia w Bogu. Śmierć Chrystusa na krzyżu nie jest już konaniem skazańca, lecz Jego całopalną ofiarą dla zbawienia ludzkości, Jego powrotem do Ojca jako doskonałego i doskonalącego Kościół. Jego zmartwychwstanie, wówczas znane tylko nielicznym wybranym, teraz w widzeniu wiary staje się i dla nas wiadome i jawne; obecnie okiem wiary widzimy Zasiadającego po prawicy Ojca. A nawet już posiadamy w wierze to, co jeszcze nie wypełniło się historycznie – Jego powrót w chwale na końcu świata, a tym samym pełne panowanie Boga. W ten sposób przez to misterium zostajemy zanurzeni w całej pełni rzeczywistości Zbawcy, w mocy Jego wcielenia, w zbawczej krwi Jego ofiary, w promiennej chwale Jego zmart­wychwstania. Przez to zostajemy wciągnięci w naj­bardziej wewnętrzne życie Chrystusa, w uczestnictwo w Jego mocy, Jego mądrości, Jego Duchu, przez to stajemy się Jego ciałem, które żyje Jego życiem, przez to zostajemy przebóstwieni i w ten sposób wywyższeni do godności prawdziwych przyjaciół Boga. Otrzymujemy moc, by wytrwać w tym doczesnym życiu z jego biedą i nędzą, z prześladowaniem dobra i triumfem zła, w bólach choroby i śmierci, gdyż przecież wyższą cząstką naszego jestestwa tkwimy w całkowicie innym rodzaju życia, w życiu Chrystusa.

Gdy w ten właśnie sposób wraz z Kościołem, naszą Matką, obchodzimy Świętą Noc, wówczas naprawdę świętujemy Boże Narodzenie, to znaczy poświęconą noc, świętą Noc macierzyńską, w czasie której ziemia przemija, a rodzi nam się Boskie, nieprzemijające życie. Maryja, dziewicza Matka, jest wówczas dla nas symbolem świętej Dziewicy Matki, jaką jest Kościół, który daje nam prawdziwe życie. Jezus zaś jest dla nas Dzieciątkiem, na wzór którego my wszyscy rodzimy się z Boga, i w którym dorastamy do pełni wieku Chrystusa. W świętym słowie misteryjnym, o którym Kościół w czasie tej Nocy mówi wraz z prorokiem, że pozostanie na wieki (Iz 40,8), w świętym działaniu misteryjnym składania ofiary i uczty ofiarnej, staje się naszą uszczęśliwiającą własnością wszystko to, co Boża łaska chce nam dać jako dar Bożego Narodzenia, a wszystko to zawiera się w słowach: „Oto jestem”.


Odo Casel OSB Misterium świąt chrześcijańskich Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).