Ludzie zuchwali ubliżają mi bardzo, a ja nie odstępuję od Twojego Prawa (Psalm 119)

Zanim wypowiemy te słowa, zastanówmy się, czy to w zastosowaniu do nas samych aby prawda. Jak to jest z tymi zuchwałymi, i jak to jest z tą naszą wiernością.

Bo przede wszystkim, ktokolwiek ubliżał psalmiście (pokój jego duszy!) – to nam najprawdopodobniej „ubliżył” po prostu ktoś z naszego najbliższego otoczenia, z naszej wspólnoty. Bardzo rzadko się zdarza, żeby tzw. osobę duchowną obrzucili wyzwiskami przechodnie na ulicy; a jeśli się i zdarzy, to wtedy akurat umiemy zachować spokój i zdać sobie sprawę, że to jest chorobliwa agresja człowieka bądź niepoczytalnego, bądź oplątanego przez jakieś wielkie zło, a z tej racji godnego współczucia. Wyzwiska więc, których nie wypada przytaczać na papierze, umiemy darować, i słusznie. Natomiast drobne oznaki zniecierpliwienia, które wywołujemy nieraz u najbliższych, stają w naszej percepcji nieraz piramidalną zniewagą. I wtedy zdaje nam się, że ten werset o nas pisano, a przez ludzi zuchwałych rozumiemy właśnie tych najbliższych. Więc kiedy odmawia go siostra Marcybella, znaczy on w jej ustach: „Panie, ta okropna Zyta znowu mnie znieważyła, ale ja mimo to chcę nadal być zakonnicą”. (Powinieneś mi być za to wdzięczny.) Ten sam werset w ustach s. Hermenegildy znaczy: „Panie, ta okropna Zyta znowu mnie znieważyła, ale ja jej nie oddałam”. To już może o jeden punkt lepiej, ale jeszcze też nie za dobrze. Siostra Hermenegilda rozumie wprawdzie, że oddać obelgą za obelgę byłoby odstępstwem od prawa Pańskiego…, ale jeszcze nie rozumie, że w intencji s. Zyty zniewaga wcale nie była zniewagą: była po prostu zbawiennym pouczeniem, takim samym, jakie i s. Hermenegilda nieraz stosuje do innych, i wtedy nie widzi w tym ani zuchwałości, ani obelgi. A bywa i tak, że „znieważający” w ogóle nie wie, że kogoś dotknął ani tym bardziej zuchwale mu ubliżył; to tylko „znieważony”, z własnej nieprzymuszonej inicjatywy, doszukuje się w jakimś słowie zniewagi lub obelgi.

Ale dajmy na to, że naprawdę padła jakaś obelga i dokonała się zniewaga. A przed nami w brewiarzu jest ten werset. Czy modlitwa chórowa jest właściwym momentem, żeby się nad doznaną urazą rozwodzić? Czyż nie pouczył nas św. Jan, że to jest funkcja diabła: oskarżać braci naszych przed Bogiem dniem i nocą? Jeżeli zaczynamy wykorzystywać modlitwę do przypominania Panu, kto nas znieważył, to podejmujemy właśnie tę diabelską funkcję. Psalmista mógł o tym jeszcze nie wiedzieć i pokój jego duszy: służył Bogu tak, jak umiał. My, chrześcijanie, musimy już wiedzieć, że byłoby odstępstwem od prawa Jezusowego zanieść na modlitwę pamięć krzywdy nie wybaczonej. Mało jest spraw, które w Nowym Testamencie równie jasno postawiono. Nie wybaczyłam, to nie mam prawa się modlić. A wybaczyłam? – to nie mam po co przypominać: czy będę się tym może chwalić przed Bogiem?

Dlatego recytując ten werset, trzeba się zastanowić, jaki sens pod niego podłożyć. Może taki:

Panie, ktokolwiek mi coś złego zrobił (jeśli zrobił), albo powiedział (jeśli powiedział), nie licz mu tego za zuchwałość; a mnie nie pozwól pysznić się z tego, że się nie odgryzłam. Panie, jeśli z Twojej łaski zdołałam tym razem zachować Twoje prawo, to jest to łaska tak wielka, że dla niej warto by było znieść obelgi, nawet prawdziwe. Panie, gdyby spadło na nas prześladowanie za wierność Tobie (ale nie spadło), to i wtedy nie wiadomo, czy prześladowcy byliby zuchwali i złośliwi, czy tylko biedni i głupi; poza tym także wtedy trzymanie się Twoich praw nie byłoby zasługą, ale łaską, tym większą, im większe byłoby prześladowanie. Panie, daruj nam wszystkim to, co sobie wzajemnie wyrządzamy przykrego i pomóż nam wszystkim lepiej dochowywać wierności Twoim przykazaniom. Amen.


Małgorzata Borkowska OSB Marcybella, czyli uwagi monastyczne o psalmie 119 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).