Dzisiejsza niedziela jest jak dzień, w którym na przemian to pada deszcz, to znów świeci słońce. Najpierw mówi o miłości – agape – a wkrótce potem o cierpieniu, o ślepocie ludzi i ich oświeceniu. Agape, gnosis, cierpienie – oto trzy jej podstawowe motywy. W poważnym czasie po Siedemdziesiątnicy agape i gnosis są jak błysk światła w ciemności; jednakże cierpienie znów zaciemnia obraz i wskazuje, że to, co najcięższe, dopiero jest przed nami. Siedemdziesiątnica i Sześć­dziesiątnica pełne są poważnych myśli. W dniu Sie­dem­dziesiątnicy światło Epifanii ustępuje; za to widzimy straszliwy obraz pierwszego grzechu (czytania z 1 nokturnu). Stworzenie Boże jest cudowne i wspaniałe, pełne światła i ciepła; człowiek jednak w swej wolnej woli rozbił i zepsuł dzieło Boga. Dlatego pozostaje mu tylko walka i trud. Także człowiek odkupiony przez Chrystusa nadal znajduje się w tej walce i tym trudzie; grzech bowiem wciąż zagraża także i jemu, a następstwa grzechu musi znosić jako pokutę. Nawet św. Paweł Apostoł staje przed nami w dniu Siedemdziesiątnicy jako zawodnik, który zaprawia się do walki, pragnąc nagrody za zwycięstwo. Tak biegnijcie, abyście ją otrzymali (czytanie 1 Kor 9,24). Poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę (tamże, 27). Święta asceza jest konieczna w tej walce życia: wyrzeczenie, posłuszeństwo, ćwiczenie woli, powaga, pokuta, łzy, posty, powściągliwość. Lecz mimo to zwycięstwo nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który wyświadcza łaskę (Rz 9,16). Wszystko zależy od łaski i miłosierdzia Bożego. Pokazuje nam to Ewangelia z niedzieli Siedemdziesiątnicy (Mt 20,1–16). Gospodarz na pozór postępuje wbrew wszelkiemu rozsądkowi i sprawiedliwości, dając wszystkim jednakową zapłatę, ostatniemu taką samą jak pierwszemu. Jednakże mówi: Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? (Mt 20,15). Bo to jest Pan, który czyni tak z dobroci, a nie ze sprawiedliwości; z łaski, a nie według zasług. Dlatego też w Jego postępowaniu jest sprawiedliwość wyższa od tej ludzkiej; sprawiedliwość Boska, która dla nas często jest niepojęta, a przecież tylko ona trafia w to, co słuszne, gdyż wypływa nie z czystej kalkulacji lub tak zwanego poczucia sprawiedliwości, lecz z agape; nie z litery prawa, lecz z Ducha. Agape nawet u człowieka jest o wiele delikatniejsza od czystej sprawiedliwości.

W ten oto sposób Siedemdziesiątnica przygotowuje nas więc do Paschy – ludzkim wysiłkom musi towarzyszyć ufność w łaskę. Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać (Łk 17,10). Gdy uczynimy wszystko, wówczas Bóg spełni to, co najważniejsze i dopiero wtedy nada wartość naszemu działaniu.

Myśli te znajdują kontynuację w dniu Sześćdziesiątnicy. W czytaniu św. Paweł staje przed nami jako bojownik i pracownik winnicy Pańskiej (2 Kor 11,19 – 12,9). Całe jego życie było walką i trudem, prześladowaniem i biedą. Jakże tego człowieka nienawidzono! Nigdzie nie mógł zaznać spokoju. Gdy jeden wróg nieco ustąpił, zaraz pojawiał się nowy. Najgorsze zaś było to, że często największą nienawiść i wrogość okazywali mu jego bracia; do tego dołączało się jego słabe zdrowie, prześladowania przez państwo i troska o swoje duchowe dzieci. Jednak ten człowiek nie chlubi się swoimi dokonaniami. Mógłby się chlubić, gdyż dopiero dzięki niemu, „nauczycielowi narodów”, chrześcijaństwo stało się religią światową. Jednakże św. Paweł mówi: Tylko moimi słabościami chcę się chlubić (por. 2 Kor 12,5). Gdyż wtedy, gdy on jest słaby, Chrystus jest w nim mocny. A Chrystus jest jego chlubą, jego życiem i jego miłością. Chce być wszystkim tylko dla Chrystusa, który umarł za niego. Przeogromne jest objawienie mocy Chrystusa w Jego wiernym Pawle. Dlatego aby się przypadkiem nie wynosił, Bóg posłał mu wysłannika szatana, który go policzkował. Pan powiedział Pawłowi: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (tamże, 9). Tak więc Paweł chce się chlubić swoimi słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa (tamże, 9), moc agape. Jakże mały jest człowiek, który polega na samym sobie, i jakże wielki jest ten, kto zapomina o sobie!

W ten sposób także i my musimy kroczyć naszą drogą życiową. Cierpliwie znosić słabość, którą Bóg nas obarcza, i w Nim pokładać ufność! Nawet grzechy, które Bóg dopuści, pokornie znosić w pokucie, tak by Chrystus mógł się w nas okazać Odkupicielem i Zbawcą. Gdy tak często zawodzimy, gdy nasze siły są tak nikłe i mizerne, powinniśmy się z tego tylko cieszyć; bo przez to człowiek maleje, a Bóg rośnie. Niekiedy Bóg przez całe życie każe nam dźwigać jakieś ciężary, byśmy dzięki temu spokornieli i zawołali: Panie, do Ciebie się uciekam, niech nigdy nie doznam zawodu (Ps 31[30],1; Te Deum). Co wcale nie znaczy, że mamy przestać walczyć ze swymi słabościami! Kto nie walczy, ten już przegrał. O nie! – tylko w tej walce jest zwycięstwo, początkowo jeszcze ukryte i zamknięte, potem jednak, gdy Bóg zechce – jawne. Jednak Bóg często przez dłuższy czas nie daje nam kosztować zwycięstwa, byśmy go nie utracili. Cóż bowiem przyszłoby nam z zewnętrznego triumfu, gdybyśmy przy tym odcięci zostali od prawdziwego źródła mocy? W końcu zaczęlibyśmy sądzić, że to my sami je osiągnęliśmy, podczas gdy przecież tylko miłosierdzie Boże może nas ocalić. Kto się chlubi, niech się w Panu chlubi (1 Kor 1,31). Tylko cierpliwość przynosi koronę.

W Ewangelii (Łk 8,4–15) niebieski Siewca chodzi i sieje ziarno Słowa – Logosu. Wszystkim daje swoją łaskę. Na pozór beztrosko rozdaje swoje dary, nie zważając, gdzie padną. Tutaj znów widać wielką odpowiedzialność człowieka. Mimo że również on we wszystkim zależy od Boskiego miłosierdzia, Bóg żąda od niego, by był otwartym na Logos. Kto zamyka się w sobie samym, popada w zatwardziałość, zagrzebuje się we własnym „ja”, ten na próżno przyjmuje łaskę; nie wydaje owocu. Nawet moc Boża nic nie zdziała wobec zatwardziałego serca! Bóg jest bezsilny wobec pyszałka! Nie uskarżajmy się więc na Boga, jeśli nie przynosimy owoców, lecz spulchnijmy nasze serce przez wyrzeczenie się siebie, przez łzy pokuty, żal i skruchę. Nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym (Ps 51[50],19). Pozwólmy więc, by nasze serce rozorał pług Bożego miłosierdzia, który przez ciosy, sprzeciwy i napomnienia chce nas spulchnić. Pokora i miłość muszą przygotować naszą wolę, by przyjęła każde ziarenko i dała mu grunt do wzrostu. Człowiek zatwardziały jest jak kamień, który leży w ogniu, a mimo to się nie pali. Tak też i my jesteśmy otoczeni ze wszystkich stron przez łaskę Bożą, a mimo to pozostajemy nieczuli. Takich ludzi usta Boże, z których pada nasienie Logosu, muszą wypluć. Inni przyjmują Logos na jakiś czas, lecz pozwalają, by szatan zniszczył owoc, gdyż bardziej słuchają jego niż Boga. Szukają własnej dumy, własnych pożądań; dlatego łaska Boża nie pozostaje w nich na trwałe. Gdyby Bóg dawał im ziemską chwałę i radość, wówczas by z Nim trzymali. Lecz ponieważ On wymaga krzyża i ofiary, wolą iść do diabła, który kłamliwie obiecuje im same dobra. Inni przez jakiś czas pałają nawet entuzjazmem dla rzeczy Bożych: z radością przyjmują Logos (Łk 8,13). Gdy jednak przychodzi próba, odstępują. Nie chcą służyć Logosowi, lecz by Logos im służył, przysparzał im uciech. Inni traktują Go poważniej, lecz pozwalają się porwać troskom tego świata. Są to aktywiści, którzy mimo całej swej aktywności nigdy w swym wnętrzu nie dochodzą do samych siebie; lub też ci, którzy nade wszystko cenią gospodarkę, ziemskie dobra i rozkosze tego świata. Chrystus jednak żąda: Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość (Mt 6,33).

W tle niedzieli Sześćdziesiątnicy znajduje się wzniosłe i za­­razem posępne opowiadanie o potopie (czytanie z 1 nokt.). Cała ludzkość popadła w grzech i to tak bardzo, że Bóg mówi: żałuję, że ich stworzyłem (Rdz 6,7). Straszliwe misterium wolnej woli! Usposobienie człowieka jest złe już od młodości (Rdz 8,21). Tym cudowniej odcina się na tym tle agape Boga, która nie zaniechała rozsiewania ziarna Logosu, a która jednak ostatecznie w niewielu sercach wydaje owoc. Noe – „Pocieszenie” – pocieszył nas mimo złego uspo­sobienia ludzi. Stał się symbolem ufności Bogu i wiary pośród zepsutego świata, symbolem obecności Boga w czasie największego, śmiertelnego zagrożenia.

Przygotowani przez Siedemdziesiątnicę i Sześćdziesiątnicę, lepiej rozumiemy teraz Pięćdziesiątnicę. Dziś jaśnieje nam święta agape, najwyższa cnota Nowego Przymierza, jedyna wartość chrześcijaństwa; gdyż wszystkie inne cnoty i dary mają wartość tylko o tyle, o ile prowadzą do agape. Bez agape wiara, a nawet dobrowolne pójście na śmierć męczeńską i wszystkie charyzmaty są bezwartościowe. Z agape natomiast są nieskończenie cenne. Agape jest pierwszym owocem Ducha (Ga 5,22), jest samym Świętym Duchem (Rz 5,5), od którego pochodzą wszystkie inne dary. Bez agape gnosis jest niebezpieczna, unosi pychą (1 Kor 8,1); w połączeniuagape natomiast poznanie jest widzeniem Boga i zjednoczeniem z Nim. Agape jest tym, co pierwsze i ostatnie; tym co pierwsze – bo bez niej nie można spełnić nawet najmniejszego dobrego uczynku; tym co ostatnie zaś – bo w niej osiągają szczyt wszystkie cnoty. Największa z nich [jednak] – większa od wiary i nadziei – jest agape (1 Kor 13,13).

Lecz agape może mieszkać tylko w czystym sercu, wolnym od wszelkiego szukania samego siebie, w sercu, które pokonało samo siebie i odrzuciło wszelkie przywiązanie do swojego „ja”. Dlatego najpierw musi przyjść Siedem­dzie­siątnicawalka oraz Sześćdziesiątnicasprawdzenie się we wszystkich biedach życia.

Ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych (Rz 5,4n).

Agape również wobec Boga musi wyrzec się wszystkich motywów związanych z szukaniem samego siebie. W czasie Siedemdziesiątnicy dusza uczyła się nie obstawać przy własnych zasługach, lecz wszystkiego oczekiwać od Bożego miłosierdzia. W czasie Sześćdziesiątnicy otwiera się na Boskie ziarna i całkowicie wyrzeka się siebie, by nie przeszkadzać działaniu Boga; na bok odkłada przy tym wszelki wzgląd na wartości pozaboskie. W ten sposób dusza stopniowo staje się zdolna do tego, by przede wszystkim w ogóle pojąć miłość, by poznać przewyższającą wszystko gnosis-agape Chrys­tusa (Ef 3,19), to znaczy owo przepełnione miłością widzenie Pana, które prowadzi do zjednoczenia z Nim. To jest długa, mozolna droga do prawdziwej agape, a z drugiej strony jest to lekki, szybki wzlot do agape na skrzydłach łaski. Droga jest trudna i powolna, gdyż wszystko, co ludzkie, wymaga czasu; toteż nasza natura bar­dzo wolno ulega uszlachetnieniu. Droga jest łatwa, gdyż Boża łaska wszystko zwycięża i niesie nas jak na skrzydłach orła.

Bez łaski nigdy bowiem nie otrzymamy agape. Sami z siebie jesteśmy ślepi i głupi, jak niewidomy z Ewangelii w niedzielę Pięćdziesiątnicy (Łk 18,31–43) i jak Apostołowie, gdy Pan do nich mówił, oni jednak nic z tego nie zrozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa (tamże, 34). Co Pan powiedział?

Oto idziemy do Jeruzalem i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie (tamże, 31nn).

Twarde to były słowa dla Apostołów. Nie znali oni jeszcze agape; dlatego też byli jeszcze ślepi. Powinni zawołać razem z niewidomym: Synu Dawida, ulituj się nade mną. Panie, żebym przejrzał (tamże, 39–41). Również do nich Pan później powiedział: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła (tamże, 42). Wpierw jednak Syn Człowieczy musiał im na własnym ciele pokazać, co znaczy agape. Krzyż jest jednym wielkim i wzniosłym kazaniem o agape. Na Krzyżu nie pozostaje już nic, co nie jest agape. Tym, co rodzi się z Krzyża, jest czysta agape. Potem Apostołowie już przejrzeli; wtedy poznali słowa Proroków; poznali Zmartwychwstanie.

Dlatego od początku Quadragesimy, świętej Czterdziest­nicy, Wielkiego Postu Kościół święty ukazuje nam agape (czyt. 1 Kor 13,1–13). Ona jest celem Drogi Krzyżowej. Dziś jej ton rozbrzmiewa najpierw po to, byśmy odważniej i radośniej obchodzili Czterdziestnicę. Agape i święte widzenie są teraz przedstawione jako nagroda zwycięstwa, miłujące widzenie, widząca i posiadająca miłość.

Tłem jest dziś Abraham – człowiek wiary, heroicznej ofiary, przyjaźni z Bogiem (czyt. z 1 nokt.).

W ten sposób cała niedziela Quinquagesimy, Pięćdzie­siątnicy, otrzymuje radosny i przepełniony nadzieją charakter.

Również po Wielkanocy jest Quinquagesima – Zesłanie Ducha Świętego. Jej darem jest Duch Święty, z którego wypływa doskonała agape. Świętujmy Quinquagesimę przed Wielkanocą w świetle pojawiającej się dziś po raz pierwszy agape, a wówczas również w błogosławionym dniu Zielonych Świąt otrzymamy dar Boży w pełni. Między nimi zaś znajduje się Krzyż, znajduje się śmierć, trud doczesnego życia. Jednakże pełni odwagi kroczymy drogą wyrzeczenia, gdyż agape idzie przed nami i w swojej doskonałości ukazuje się jako nagroda zwycięstwa.


Odo Casel OSB Misterium świąt chrześcijańskich Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).