Zobaczyliśmy jak wielkie jest niebezpieczeństwo niewiedzy w życiu duchowym. Ale choć jest ona niebezpieczna, może stać się całkowicie nieszkodliwa przez posłuszną i miłosierną wolę.

Jeśli tylko dusza nie będzie trzymać się swych własnych zdolności umysłowych, swojego własnego zdania, własnego sposobu działania. Jeśli tylko wola może doprowadzić się do zgody na oddanie swojego sądu w ręce przełożonego albo kompetentnego kierownika duchowego i porzucić własną drogę na rzecz pokoju i wspólnego dobra, walka o prostotę i świętość jest już wygrana.

Sąd i rada największych świętych są mistyczną łaską wysokiego rzędu, ale nawet najsłabszy z nas może posiąść cnotę niemal równej mocy i wartości – cnotę prostego posłuszeństwa, które czyni dokładnie to, co zostało mu polecone przez przełożonego: Nihil plus: nie dodaje niczego do jego polecenia przez ulepszanie go albo chęć uczynienia go „doskonalszą” ofiarą (wola własna sprawia tylko, że ofiara staje się mniejszą ofiarą i w takim przypadku nawet dodanie czegoś jest grabieżą w ofierze całopalnej!) Nie dodaje niczego do surowości Reguły bez pozwolenia. Obawia się wybieranych przez siebie pokut. Nihil minus: trudno powiedzieć, co jest gorsze – podążać za wolą własną i robić więcej, niż zostało polecone czy robić mniej. Obie te rzeczy są formami miłości własnej. Proste posłuszeństwo zaś jest zawsze wystarczająco wspaniałomyślne, aby czynić z dobrego serca to, czego się od niego wymaga. Nihil aliter: doskonałość prostoty w posłuszeństwie oznacza robić wszystko dokładnie tak, jak przełożony chce, by było zrobione. Możemy być pewni, że będziemy podobać się Bogu tylko wtedy, kiedy porzucimy wszelkie wewnętrzne argumenty czy próby znalezienia sposobności wprowadzenia naszej własnej woli na grunt in dubiis libertas. Spróbujmy po prostu robić jak najlepiej to, czego wydaje się chcieć nasz przełożony, czego wydaje się wymagać Reguła, to, co inni mnisi, szczególnie starsi, robią i zrobili.

Jeśli mielibyśmy zagłębić się w kwestię posłuszeństwa, tak jak ją widział św. Bernard, szybko przekroczylibyśmy możliwości tej skromnej książki. Dość będzie uczynić dwie ogólne uwagi na temat uproszczenia woli, zanim przejdziemy do tekstu samego św. Bernarda.

  • Niewiedza może być ruiną prostoty i świętości, ale tylko tak dalece, jak dalece wypływa z pychy i jest z nią nierozerwalna. Posłuszeństwo pokonuje niewiedzę i nawet człowiek, który ma najbardziej błędne wyobrażenia na temat życia duchowego, może gwałtownie stać się wielkim świętym, jeśli odda swój sąd w ręce zdolnego kierownika. Z drugiej strony jednakże największym przekleństwem życia monastycznego jest mnich, który nie tylko ma fałszywe wyobrażenia na temat życia duchowego, ale także dodaje do nich wojowniczy upór i nawet próbuje narzucić je innym.
  • Do głównych środków, jakie służą zniszczeniu woli własnej należy nie tylko posłuszeństwo jako takie. Jest to posłuszeństwo postrzegane jako podporządkowanie się miłości i jako dopełnione w życiu wspólnym. Cystersi znani byli między innymi z nacisku, jaki kładli na miłość braterską i jedność w duchu boskiej Miłości. Kiedy św. Bernard omawia zniszczenie woli własnej i zastąpienie jej wolą Boga, mówi on bardzo często nie o voluntas Dei, ale o voluntas communis i ta „wspólna wola” jest faktycznie wolą Boga; jest to istotna uwaga – wola innych, wola wspólnoty co do wspólnego dobra jej samej, Zakonu itd. jest wolą Boga i podporządkowanie się naszym przełożonym i naszym braciom jest podporządkowaniem się Bogu i zjednoczeniem z Nim.

Należy zauważyć, że jest to niezależne od tego, czy nasze pomysły mogą czy nie mogą być lepsze od pomysłów innych. We wszystkich tych sprawach, które niejasno dotyczą winy, nawet gdy wspólnota się myli, a jednostka ma rację, najlepiej jest pozostawać zjednoczonym z Bogiem podążając za voluntas communis, z uwagi na pokój i miłość.

Główną właściwością voluntas propria (woli własnej) jest, jak zobaczyliśmy w tekście 1 duch podziału, samozachwyt w prywatnym niebie, które należy tylko do nas, przez nasze własne prawo, gdzie sami jesteśmy swoimi bogami i gdzie ani Bóg, ani człowiek nie może stanąć na przeszkodzie naszym zadowolonym z siebie pragnieniom. Przykładem takiej pychy jest faryzeusz z przypowieści. Aby nie popaść w jego grzech, musimy skorzystać z wiedzy, jaką zdobyliśmy o sobie (tekst II), aby nauczyć się, że nie jesteśmy lepsi od innych, że cierpimy, tak jak oni, a oni cierpią, tak jak my i że wszyscy potrzebujemy łaski Boga. To zastąpienie współczuciem podejrzenia, nietolerancji czy lekceważenia jest koniecznym stopniem w dochodzeniu duszy do mistycznego zjednoczenia z Bogiem, które, według św. Bernarda, jest nie do pomyślenia, jeżeli dusza nie przygotuje się najpierw i nie oczyści przez prawdziwą, głęboką, uniwersalną i nadprzyrodzoną miłość do innych ludzi.

Te wszystkie prawdy odbijają się albo zawierają w wielkiej trzeciej mowie na okres wielkanocny, w której św. Bernard dokonuje najważniejszego przedstawienia swojej doktryny o aktywnym oczyszczeniu woli. Przedmiotem oczyszczenia jest trędowaty Naaman.


Thomas Merton OCSO O świętym Bernardzie Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).