Dzisiaj mamy na świecie do czynienia z ogromnym kryzysem ojcostwa. Właściwie można powiedzieć, że żyjemy w świecie „bez ojca”. Jest to oczywiście uproszczenie, jednak w tym stwierdzeniu zawiera się dużo prawdy o tym, że w większości rodzin brak prawdziwego ojca, a właściwie trzeba by powiedzieć nieco inaczej: większość dzieci dzisiaj wychowuje się bez ojca we własnym domu. Jest to fakt nie tylko statystyczny, ale też prawda w wymiarze wychowawczo-psychologicznym. Niestety to owocuje powieleniem się sytuacji w następnym pokoleniu i to często z jeszcze większym brakiem czy niedoborem obecności ojca w życiu dziecka.

Jednocześnie powszechny kryzys bywa czasami wykorzystywany jako usprawiedliwienie dla własnej odpowiedzialności: ponieważ jest kryzys, to miejcie mnie za usprawiedliwionego, że nie jestem dobrym ojcem, nie wypełniam swoich obowiązków, bo właściwie tak jest „wszędzie”. Jednak kryzys, dosyć powszechny brak ojca, nie zwalnia nas w żaden sposób z odpowiedzialności ojcowskiej wobec własnych dzieci. Każdy człowiek, każde dziecko ma prawo mieć ojca i kryzys u innych nie daje nam żadnego zwolnienia od tego obowiązku, nawet jeżeli ci inni to większość!

Kryzys ojcostwa pobudza do pytania o sens bycia ojcem. Kim jest ojciec? To pytanie jest związane z drugim, podobnym pytaniem, a właściwie drugą stroną tego pytania: Czyimi jesteśmy dziećmi?

Rola ojca w stosunku do dziecka jest nieco inna i nawet można powiedzieć jest trudniejsza, niż rola matki. Dziecko poczyna się w łonie matki, ona potem je nosi w swoim wnętrzu i rodzi. Następnie karmi piersią, obcuje w ten sposób z nim fizycznie przez najważniejszy okres jego życia. To wszystko co jest związane z poczęciem, urodzeniem i pierwszymi miesiącami opieki nad dzieckiem niezmiernie łączy matkę z dzieckiem więzami, które trudno przecenić. Związek matki z dzieckiem jest w ten sposób o wiele bardziej naturalny, wręcz fizyczny, natomiast więź ojca z dzieckiem jest o wiele bardziej złożona, w porównaniu z więzią z matką: bardziej zdystansowana. Ojciec jest swoistym stróżem czy opiekunem, jakim był św. Józef, który ma zapewnić matce i dziecku warunki do życia i wzrastania dziecka. Jest to konieczne dla tego, by matka mogła spełnić swoje zadanie macierzyńskie. Właściwie można powiedzieć, że kobieta, rodząc dziecko, przynosi je mężczyźnie. Dawniej ojciec w geście wzięcia dziecka w ręce przyjmował je za swoje. Ten gest nie był banalny z tej racji, że o ile macierzyństwo jest czymś oczywistym i bezpośrednio uchwytnym, o tyle ojcostwo jest czymś nie tak łatwo uchwytnym, bo pomiędzy współżyciem a urodzeniem się dziecka, mija bardzo długi czas. Z tej racji trzeba także odróżnić ojcostwo fizyczne od ojcostwa faktycznego, czyli faktu wychowywania dziecka. Do dzisiaj nie jest łatwym problemem rozstrzygnięcie tego, kto jest biologicznym ojcem. Nawet badania DNA nie dają często jednoznacznego rozstrzygnięcia. Bywa także tak, że ojciec fizyczny nie żyje lub jest nieobecny, a dzieci wychowuje ktoś zupełnie inny, kto staje się faktycznym ojcem.

Jednak pomimo tego, że związek ojca z dzieckiem nie jest tak oczywisty i namacalny, jak w przypadku matki, to jednak wpływ ojca na kształtowanie dziecka od strony duchowej jest ogromny. Doświadczenie dziecka w relacji do ojca bardzo mocno rzutuje na późniejszą relację tego dziecka do Boga. Pan Jezus, ucząc nas modlitwy, powiedział: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze. Nie jest to przypadkowe i obojętne. Nazywając Boga Ojcem, tym samym odnosimy się do naszego doświadczenia ojca, jakie znamy z życia. Kiedy dziecko ma ojca przypominającego kaprala w wojsku lub obojętnego na wszelkie prośby o kontakt, kiedy nie może z ojcem nawiązać bliskiej więzi, bo spotyka się z obojętnością lub po prostu ojca nie ma, to mówić na modlitwie: Ojcze!, kojarzy się z rzucaniem słów w pustkę. Sama modlitwa wydaje się swoistą ironią. Nie jest to dzisiaj banalny problem! Jak katecheta może spokojnie uczyć dzieci o Bogu, mówiąc im, że jest On Ojcem miłosiernym, kiedy ostatecznie dowiaduje się, że ok. 70% dzieci albo nie ma w ogóle ojca, albo ma przykre doświadczenie ojca, często nosi w sobie uraz, zranienie związane z relacją do ojca!

To się także przekłada na sytuację skrajną, jaką jest zjawisko satanizmu. Okazuje się, że przynależą do tego ruchu chłopcy, którzy mieli zaburzone relacje z ojcem lub ojciec był wyraźnie niewierzący lub nawet agresywny wobec wiary i to niezależnie od tego, jakie były matki. Wyniki badań przeprowadzone przed laty na grupie ok. 100 satanistów wskazują na to, że żaden z ojców satanistów nie był autentycznie wierzący! Przy czym satanizm nie jest rodzajem ateizmu. Sataniści wierzą, że Bóg istnieje, ale ich problem polega na tym, że Bóg jest obojętny i przez swoją obojętność jest okrutny. Wybierają oni Szatana, gdyż jest bliski człowieka, bo jest człowiekiem zainteresowany.

Sprawa jest o tyle jeszcze poważna, że oświecenie wprowadziło obraz Boga obojętnego: Zegarmistrza świata. Bóg stworzył świat, nadał mu prawa i dynamikę ruchu, i pozostawił sobie. On sam zajął się sobą i innymi sprawami. Świat przestał Go interesować. Taka koncepcja Boga miała nas wyleczyć z wojen religijnych, których Europa doświadczyła szczególnie w XVII wieku. Niech każdy sobie wierzy w Boga takiego, jakiego chce, a w relacjach wzajemnych zajmijmy się tym, co nas bezpośrednio dotyczy tu na ziemi. W tym czasie wszyscy w zasadzie przyjmowali ogólną koncepcję Boga-Stwórcy. Reszta to sprawa osobistych przekonań.

To piętno oświecenia ciąży do dzisiaj. Dokładnie taki obraz Boga obojętnego jest aktualny w satanizmie. Nie jest to jedynie problem wiary, ale przenosi się na wszelkie relacje np. w społeczeństwie: upadek autorytetów, niewydolność władzy, odpowiedzialność społeczna, koncentracja na swoim ego, konsumizm… Jest to zatem także problem ludzi, którzy uważają się za niewierzących, bo niezależnie od deklarowanej wiary każdy człowiek ma w sobie podstawowe doświadczenie ojca, które daje mu zasadnicze nastawienie wobec świata i innych: postawę otwarcia na świat lub jej brak, a przede wszystkim na ludzi, rozumienie i strzeżenie wyższych wartości. Od doświadczenia ojca w dużym stopniu zależy nasza otwartość wobec świata i innych, ufność, zawierzenie lub ich brak: nieufność, podejrzliwość, lęk… wobec wszystkiego, z czym się spotykamy. Niezależnie czy ktoś jest wierzący, czy niewierzący, żyje na tym świecie i ma jakąś postawę wobec innych: będzie w nich widział zasadniczo przyjaciół, ludzi życzliwych, ewentualnych partnerów lub przeciwnie: konkurentów, zamknięte monady czy wręcz wrogów, z którymi trzeba walczyć o przetrwanie. To zależy zasadniczo od otwarcia na świat i powoduje, że jesteśmy w stanie budować przyjaźń i żywe więzi z innymi lub okazywać nieufność czy wrogość.


Włodzimierz Zatorski OSB Być ojcem Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).