Duchowość zakonu określają śluby, które w nim obowiązują, to­też one stanowią pierwszorzędny przedmiot zastanowienia. Św. Be­nedykt w pięćdziesiątym ósmym rozdziale Reguły zarządza przygotowanie nowicjusza i ceremoniał jego przyjęcia. Oczywiście dokonuje się to uroczyście, we wspólnocie. Obrzędowi przewodniczy opat w mi­trze i z pastorałem. Ślubujący odczytuje tekst przysięgi, którą potocznie zwie się profesją, z własnoręcznie napisanej karty, a w pewnym mo­mencie, na znak ofiary, składa ją na ołtarzu. Karty takie Zakonodawca nakazał przechowywać w archiwum. Zachowały się one jako dokumen­ty, pojedynczo, a nieraz nawet całe ich zbiory. W Polsce najstarszą zachowaną kartą tego rodzaju jest pergamin w Ossolineum we Wroc­ławiu. Zawiera on śluby brata Marcina z Tyńca za czasów Kazi­mierza Wielkiego. Inną kartę, z 1440 roku, pokazują cystersi mogilscy. Zbiory kart tynieckich od końca XVI wieku ma Biblioteka Ja­giellońska, bielańskich – Biblioteka Czartoryskich, lubińskich – Wo­jewódzkie Archiwum Państwowe w Poznaniu itd. Ponadto teksty prawne z XVII wieku zawierają formuły ślubów dla benedyktynek toruńskich i staniąteckich. Wszystko to razem wzięte przedstawia niewątpliwe bogactwo.

Śluby zakonne wyrażają bardzo serdeczny, intymny związek z Bo­giem, jednak stanowią one także akt prawny o znacznej doniosłości. Legenda o Kazimierzu Mnichu zachowała realistyczny obraz trudów, które trzeba było pokonać dla zyskania dyspensy. Odwrotną stroną medalu bywały kary, ściganie i przymus.

Profesja oznacza publiczne i uroczyste oświadczenie, którego nie go­dzi się cofnąć, a zarazem najbardziej przekonujący i wymagający prze­jaw czci Bożej, na jaką człowiek może się zdobyć. Teologowie porów­nywali to z sakramentem chrztu, gdy człowieka w posiadanie swoje bierze Bóg.

W bibliotekach zachowały się karty pergaminowe czy papierowe, ale za nimi zawsze stał żywy człowiek, jego decyzja i czyn. O bracie Marcinie z 1335 roku nie wiadomo nic więcej, jak tylko to, że złożył profesję w Tyńcu za czasów opata Michała. Karta zawiera słowa wprost wzięte z Reguły, a jednak nowicjusz zaznaczył swoje emocje błędem ortograficznym.

W owym czasie śluby brzmiały tak samo jak dziś, dotyczyły stałoś­ci miejsca, „nawrócenia” i posłuszeństwa. Reguła św. Benedykta obo­wiązywała w opactwie nazajutrz po pogromie Muskaty, który znisz­czył kościoły tynieckie. To samo ślubowanie powtórzył w sto lat póź­niej akolita Stefan na ręce o. Dominika, opata w Mogile. Dokładnie te same słowa zawierała formuła kartuska z Berezy, zaznaczając wy­raźne pokrewieństwo z innymi zakonami typu mniszego. Trafiały się jednak drobniutkie dodatki w postaci jednego – dwóch słów. Zmia­na zaszła dopiero w tekstach kamedulskich z 1608 roku: „Ja, brat Wojciech z Rusi, obiecuję stałość w tym zgromadzeniu pustelników św. Romualda zakonu kamedułów i obyczajów moich odmienienie, ubóstwo, czystość i posłuszeństwo według Reguły św. Ojca naszego Benedykta i konstytucji rzeczonego Zgromadzenia…”. Analogicznie mó­wiły benedyktynki toruńskie z 1620 roku: „Ślubuję (…) stałość w tym przedsięwzięciu i nawrócenie obyczajów moich, czystość, ubóstwo, posłuszeństwo według Reguły Benedykta św. opata…”. To samo w in­nym nieco porządku ślubowały panny staniąteckie w roku 1646, a zwy­czaj sięga średniowiecza. Inne odmiany występujące w kartach profesji w niczym nie zmieniały ich znaczenia.

A zatem polska tradycja reprezentuje dwa rodzaje formuł; krótszą, zupełnie wierną Regule, i dłuższą, z wyliczeniem ubóstwa i czystości. Na pierwszym miejscu zawsze figuruje stałość miejsca, osobliwy ślub, który trwale łączy z jednym i tym samym klasztorem. Podobno była to reakcja przeciwko wędrówce ludów przed piętnastu wiekami. Twardy to wymóg dla natury ludzkiej, żądnej wszelakich zmian. Wytłumaczyć go można ideą rodzinną, którą dodatkowo umacnia dożywotnia władza opata i posiadanie własnego domu. Z pomocą przybywa ta odmiana miłości, którą nazywa się pietyzmem: należyte usposobienie dziecka do ojca i do rodzinnego domu. Szła w parze z tym skłonność do urządzania i zdobienia budynku, w którym mnich ma pozostać do śmierci. Za ustaleniem miejsca pobytu szła zwykle pożądana stałość myśli, decyzji, czynów i uczuć. Owocem takiej stateczności byłby pokój.

W nowożytnych gałęziach zakonu przenoszenie się z klasztoru do klasztoru powtarza się dość często. Można to pogodzić z Regułą. Św. Benedykt zażądał stałości w zgromadzeniu. Zmiana miejsca, przełożonych i otoczenia może dokonać się także w duchu posłuszeństwa i okazać się wielką zasługą.

Drugi ślub dotyczy nawrócenia. Br. Marcin wyliczył: „nawrócenia swego i swoich obyczajów”. Oznacza to koniec dla świeckiego stylu życia, aby odtąd formować się według wskazań Reguły. W polskiej tradycji nie występuje słowo conversatio, jednoznaczne z conversio, a czyni ono aluzję do trybu życia. W klasztorze obowiązuje taki a nie inny sposób postępowania, które św. Benedykt skrupulatnie uregulował. Dodatek, o którym była mowa, jest zasadniczo zbędny, bo zarówno czystość, jak i ubóstwo obowiązuje w każdym klasztorze. Zbędnym byłoby także wymienianie prawdomówności albo wzajemnej pomocy, bo to rozumie się samo przez się. W ślubie „nawrócenia” zawiera się również liturgia, praca, życie wspólne – jednym słowem wszystko, co mnicha wiedzie do doskonałości.

Święty Benedykt zażądał wreszcie posłuszeństwa, które wśród wszystkich ślubów jest najbardziej wymagające. Trudno to przychodzi dorosłemu człowiekowi, który by chętnie decydował sam o sobie. Jedyną odpowiedzią w tym wypadku jest przykład Chrystusa, uprzytamniany we Mszy świętej. Stał się On posłuszny aż do śmierci.

Owocnym zwyczajem bywa okresowe odnawianie ślubów, wspólne i uroczyste albo też ciche i osobiste. Praktykowano to z dawien dawna. Świadczy o tym łacińska formuła w brewiarzach monastycznych. Zachowało się to samo w języku polskim. Jakaś benedyktynka wpisała takie odnowienie ślubów w swym modlitewniku, aby je zawsze mieć pod ręką. Ktoś inny znalazł do tego sposobność, ilekroć powtarzał słowa Matki Bożej: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Ten sam sens może pozyskać jedno słowo „Amen” w modlitwie. Jeśli podczas liturgii ze słowami ma harmonizować wnętrze odmawiających, ut mens concordet voci, to w tym momencie byłoby to najbardziej pożądane.


Paweł Sczaniecki OSB Kamienie do mozaiki Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).