Pierwsza część Mszy św. jest podobna do pasma gór, wstępujących coraz wyżej ku Ewangelii. Bogaty zwyczaj otoczył ten moment. Jego potęgę można stwierdzić, gdy w kościele, przy różnych ołtarzach, sprawuje się kilka Mszy św.: obowiązujące powstanie zwycięża nawet niekiedy ważne przejawy czci eucharystycznej. Nie do pomyślenia jest, aby ktoś w czasie Ewangelii przy głównym ołtarzu klęczał lub siedział. Wszyscy w kościele wówczas powstają. Przechodzący zatrzymywali się na swoich miejscach. Z kilku stron przyszły wiadomości, że dzwoniono sygnaturką. Na Podhalu przestrzega się tego dotąd.

W zasięgu pamięci uczestników ankiety zachowały się ostatnie pogłosy zwyczaju wyciągania szabel podczas śpiewu Ewangelii. Przykładem będzie koronacja obrazu w Starej Wsi i wiele innych. Znamienne, że Długosz przypisuje to Mieszkowi I, a temat ten ma bogatą literaturę.

Spośród zwyczajów, które trwają od średniowiecza, istnieje żegnanie się „wielkim krzyżem” na początku i na końcu Ewangelii. Jeden głos z Górnego Śląska świadczy, że nie znają tam „małego krzyża” – pojawił się on dopiero z mszalikiem.

Warto przypomnieć, że do 1965 r. w Polsce praktykowało się śpiew Ewangelii (i Lekcji) w tonie miejscowym, który miał różne nazwy (piotrkowski, uroczysty itd.). Praktykujący go kapłani tłumaczyli to upodobaniem wiernych w kościele. Wiadomo o pewnych pokrewieństwach tego śpiewania ze średniowiecznymi tonacjami diecezji kolońskiej, ale nikt dotąd nie zajął się historyczną stroną tego zagadnienia.

Ze względu na swoją treść Ewangelia zawsze zapadała w pamięć. Szeroko rozpowszechnił się zwyczaj, że po powrocie do domu wypytywano dzieci, o czym było w Ewangelii. W XVIII w. obchodzono domy, aby tym, którzy w niedzielę nie mogli być w kościele, przynajmniej Ewangelię przeczytać. Wiązało się to ze specjalnym rytuałem. Czytanie Ewangelii na daną niedzielę przeznaczonej wchodziło w skład domowych nabożeństw dla tych, którzy z tych czy innych powodów nie szli do kościoła. Niestety, nic o tych wspólnych modłach nie pisano.

W kościołach po Ewangelii śpiewano Credo, na pewnych terenach po łacinie (wiadomo, jakie przyczyny przemówiły za tym); w innych w języku ludowym. Powstawały pieśni, które wyszukać można w śpiewnikach z XIX w. Kazanie bywało przed Mszą św., po niej, a jeśli w czasie Mszy św., to po Credo. Ankieta wykazała wypadki, że zamykano na ten czas kościół: kto się spóźnił, czekać musiał aż do końca kazania, po czym chyłkiem wsuwał się do wnętrza.

Kazanie było zawsze ważnym przeżyciem ze względu na zrozumiały język i na bezpośredni związek z życiem parafii. Urok jego wzrastał, jeśli Bóg obdarzył mówcę talentem. Kazania tkwiły w pamięci nieraz przez wiele lat.

Dzisiejsze kazanie ma formę znacznie prostszą w porównaniu do dawniejszych. Poprzedzała je pieśń specjalna, czytanie i objaśnianie Ewangelii. Po wstępie odmawiano wspólnie Zdrowaś Maryja, kazanie kończyło się przez „Amen”, a słuchacze odpowiadali ,,Panie Boże zapłać”.

Z ankiety dowiedzieć się można różnych rzeczy:

Jakieś siedemdziesiąt lat temu był w naszym kościele taki zwyczaj, że w czasie kazania i w czasie sumy jeden mężczyzna przepasany czerwoną szarfą na krzyż i mający w ręku długą laskę zakończoną złotą gałką, chodził po kościele i budził śpiące niewiasty.

Na ogół jednak słuchano w skupieniu. Dowodzą tego opisy Reymonta (Chłopi), Chmielowskiego (Kuźnia) i innych autorów.

Kazanie nie kończyło się jednak na owym „Amen”. Przeciwnie, dopełniał je cały szereg dodatków. Wymagają one dziś objaśnień, gdyż w większości odpadły. Zachowały się jedynie ogłoszenia i miejscami wypominki, czyli wspólne modlitwy za Kościół, za żywych i umarłych, a także o pokój, zdrowie, pogodę w czasie żniw lub o deszcz według potrzeby. Były one ważnym elementem liturgii kazania i nigdy zupełnie nie zanikły. Ankieta pozwoliła stwierdzić, że wypominki te, choć pod inną nazwą, zachowały się najobficiej w diecezji częstochowskiej. Po kazaniu na sumie obowiązywał również katechizm, który wspólnie recytowano. Bywa tak jeszcze dotąd. Nie przecząc uciążliwości tego zwyczaju trzeba stwierdzić, że nie było lepszego środka memoryzacji, formuły wbijały się w pamięć, wszyscy obecni łączyli swe głosy w jeden chór. Odmawiano również tradycyjnie spowiedź powszechną. Całości dopełniały ogłoszenia, podczas których kościół cichł, zwłaszcza gdy spodziewano się nowych zapowiedzi małżeńskich. Wśród ogłoszeń bywały tzw. publikacje, ślad pradawnych zwyczajów. Publikacje miażdżyły nieraz ludzi, opisywali je różni autorzy. Niepełny jednak byłby obraz bez podkreślenia, że publikowano również pochwały i rehabilitacje.

Z ankiety nie można wyczytać treści kazań, jedna wszakże z odpowiedzi jest znamienna: „Nie umiem wiele powiedzieć o Mszy św., bo nigdy o niej nie słyszałem kazania. Moje wiadomości zawdzięczam pieśniom mszalnym”.


Paweł Sczaniecki OSB Służba Boża w dawnej Polsce. Studia o Mszy Świętej Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).