Po wszystkim, co dotąd usłyszeliśmy, widać wyraźnie, że gniew jest brzydką wadą. „Zezwierzęca” człowieka, ba, czyni go „demonem”. W dodatku ten, kto daje się jej opanować, staje się igraszką demonów, które takiego zuchwalca nocą dręczą okropnymi urojeniami. Ale gdyby Ewagriusz nie miał nic więcej do powiedzenia na ten temat, chyba nie warto byłoby ślęczeć nad jego pismami. Lecz stoimy dopiero na początku drogi.

Ci, którzy gromadzą w sobie troski i pamięć złego, a zdaje się im, że się modlą, są podobni do tych, którzy czerpią wodę i wlewają ją do dziurawego naczynia.

Wielkie znaczenie, jakie Ewagriusz we wszystkich swoich pismach przypisuje gniewowi, wynika z całkowicie negatywnego stosunku tej wady do modlitwy, co wyraźnie było już widać w wielu przytoczonych dotąd tekstach. „Modlitwa” jest tutaj rozumiana jako synonim życia duchowego lub, jak mówimy dzisiaj, „mistyki”.

Wszelka walka między nami a duchami nieczystymi nie toczy się o nic innego, jak tylko o modlitwę duchową. Dla tych bowiem duchów jest ona wielce nieprzyjazna i bardzo uciążliwa, a dla nas – zbawienna i bardzo pokrzepiająca.

Uzasadniając swoje niezbite przekonanie, że gniew i modlitwa wzajemnie się wykluczają, tak jak ogień i woda, Ewagriusz oprócz Pisma Świętego powołuje się także na „symboliczny i stary obyczaj”.

Powiedz mi przeto, z jakiego powodu tak szybko rzucasz się do walki (Prz 25,8, LXX), skoro wzgardziłeś pożywieniem, bogactwem i chwałą? Dlaczego karmisz psa [tzn. popędliwość], gdy tymczasem przyrzekasz nie mieć niczego? Jeśli on jednak szczeka i na ludzi napada, to z pewnością dlatego, że coś w środku posiada i chce tego strzec. Jestem jednak przekonany, że [ktoś] taki pozostaje daleki od czystej modlitwy, skoro wiem, że popędliwość szkodzi tego rodzaju modlitwie.

Ponadto dziwię się, że zapomina się nawet o świętych, gdy Dawid woła: Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość (Ps 36,8), a Kohelet nakazuje: Usuń zapalczywość z twego serca i oddal zło z twego ciała (por. Koh 11,10), natomiast Apostoł zaleca, aby podnosić bez gniewu i sporów w każdym czasie i miejscu czyste ręce do Pana (por. 1 Tm 2,8).

Dlaczego nie uczymy się z symbolicznego i starego zwyczaju wypędzania psów z domu na czas modlitwy? Zwyczaj ten oznacza, że gniew nie powinien towarzyszyć tym, którzy się modlą. I dalej: A gniew smoków jest ich winem (por. Pwt 32,33). Od wina zaś powstrzymywali się nazirejczycy [tj. poświęceni Bogu].

A bogowie nie jedzą żółci i wnętrzności, [jak] stwierdził jeden spośród pogańskich mędrców, nie wiedząc, jak sądzę, co mówił. Moim zdaniem jedno z tych rzeczy jest właśnie symbolem gniewu, drugie natomiast – nierozumnej pożądliwości.

Negatywne wpływy rozpłomienionej popędliwości na tego, który się modli, początkowo także są głównie czysto psychologicznej natury.

Wszystkie demoniczne myśli wnoszą w duszę wyobrażenia zmysłowych rzeczy, przez które umysł ukształtowany nosi w sobie kształty tych rzeczy. I po samym przedmiocie rozpoznaje potem demona, który się zbliżył.

Na przykład, gdyby umysł mój wyobraził sobie twarz człowieka, który mnie skrzywdził czy też znieważył, dowodziłoby to, że zbliżyła się myśl pamiętania złego.

Dlatego słusznie Duch Święty wyrzuca nam: Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu, znieważasz syna swojej matki (Ps 49,20) i otwierasz drzwi myślom pamiętania złego, i wzburzasz umysł w czasie modlitwy, ciągle przedstawiając sobie twarz swego wroga, czyniąc ją bogiem. Albowiem z pewnością to, na co spogląda modlący się umysł, należy także uznać za [jego] boga.

Ewagriusz opisuje tutaj doświadczenie, które przeżył kiedyś chyba każdy z nas: wręcz obsesyjne powracanie myślą do rzeczy lub co gorsza konkretnej osoby, która faktycznie lub rzekomo nas zraniła i której nie sposób wyrwać z umysłu akurat na modlitwie. W tych warunkach modlitwa staje się karykaturą.

Skąd właściwie demony wiedzą, jaka namiętność opadła nas w danej chwili? Ewagriusz mówił przecież o czysto myślowych „wyobrażeniach”, jakie podsuwają nam demony. Demony nie znają naszego „serca”, to znaczy umysłu, naszej najbardziej wewnętrznej istoty. Stwierdzenie to ma dla Ewagriusza duże znaczenie. To wewnętrzne sanktuarium jest dla nich niedostępne. Nasze serce zna tylko Bóg, który je stworzył. Jednakże demony są bystrymi i wytrawnymi, gdyż od dawna obecnymi w stworzeniu, obserwatorami naszych zachowań i nie ujdzie im nawet najmniejsze, dla nas samych całkowicie nieświadome poruszenie. Po tych „znakach” poznają one, co kryje się w naszym sercu, z którego pochodzą nasze dobre i złe zamiary. Z tych zdradzających nas oznak czerpią materiał do swych pokus, na przykład pobudzając naszą pamięć na modlitwie i podsuwając nam obraz tego, kto nas zranił. A potem mamy ten obraz stale przed oczyma niczym jakiegoś „bożka” i z nim zamiast z Bogiem obcujemy.

Wszystkie rzeczy materialne „kształtują” bowiem nasz umysł, to znaczy pozostawiają w nim „podobiznę”  lub „odcisk”, z którym obchodzimy się w umyśle tak, jakby to był prawdziwy przedmiot. Jedynie Bóg, który jest całkowicie „niematerialny” i „bezkształtny”, gdyż „bezcielesny”, pozostawia umysł – sam czy też w postaci swojej „myśli” – „nieukształtowanym”. Jest On obecny „bezpośrednio”, osobiście, jak byśmy powiedzieli, i także działa w sposób bezpośredni.

Jeśli więc, obojętnie z czyjej winy, pokłócimy się z którymś z naszych bliźnich i zareagujemy na ten incydent w sposób „namiętny”, wówczas kształtuje się w naszym umyśle – jako demoniczna myśl – naoczny „obraz” człowieka, z którym potem „w skrytości w nieuprawniony sposób coś mówimy lub czynimy”, jakby ta osoba była obecna. Szczególnie destrukcyjnie zaznacza się to „w czasie modlitwy”, kiedy to umysł, rozmawiający z niematerialnym i bezkształtnym Bogiem, powinien być „wolny od obrazów”.

Kto „chce się modlić jak trzeba (Rz 8,26), a kogoś zasmuca, biegnie na próżno. Jego rzekoma modlitwa nie jest niczym innym jak „małpowaniem” rzeczywistości, które wzbudza gniew Boży. Stąd przestroga:

Wszystko, cokolwiek uczynisz, by wziąć odwet na bracie, który wyrządził ci niesprawiedliwość, w czasie modlitwy stanie się dla ciebie zgorszeniem.

To samo należy oczywiście powiedzieć o bracie, którego my skrzywdziliśmy, a potem się z nim nie pojednaliśmy.

Uważaj na siebie, abyś nie wygnał któregoś z braci, rozgniewawszy go. Już nigdy w swym życiu nie uwolnisz się od demona smutku i będzie ci on zawsze przeszkadzał w godzinie modlitwy.

Słusznie można więc powiedzieć, że na modlitwie odbywa się swego rodzaju „sąd” nad naszym wewnętrznym stanem.

Kiedy nadejdzie pokusa lub jakaś przeciwność i albo rozdrażni cię, albo popchnie do gniewnego odwetu, albo wyrwie ci się jakiś okrzyk, wspomnij na modlitwę i na sąd, jaki się wtedy odbywa, a owo nieuporządkowane poruszenie w tobie zaraz się uciszy.

Nie poddawaj się gniewnym myślom, tocząc wewnętrzną walkę z tym, co cię zasmuciło. Ani też nie ulegaj myślom nieczystym, wyobrażając sobie ciągle przyjemność. Pierwsze bowiem myśli pogrążają duszę w mroku, drugie zaś popychają ją w płomienie namiętności, a jedne i drugie bezczeszczą twój umysł. Kiedy wyobrażasz sobie różne rzeczy w czasie modlitwy i nie zanosisz czystych modłów do Boga, wpadasz zaraz pod władzę demona acedii, który rzuca się na człowieka w takim właśnie stanie i rozszarpuje duszę jak pies jelonka.

Ten tekst raz jeszcze bardzo pięknie pokazuje, w jaki sposób różne „(złe) myśli” powstają jedne z drugich. Kto z własnej winy doprowadził do rozłamu z którymś z braci, tego już do końca życia nie opuści demon smutku, bo nie może już odwrócić tego, co się stało. Wyrzuty sumienia, które wcześniej czy później zaczną go dręczyć, pozostaną bezowocne. Smutek z kolei jest bliźniakiem acedii; w czasie modlitwy wtrąca nas on w osobliwy stan typowy dla tej wady, który Ewagriusz tak trafnie opisał.

Celem praktyki (ascetycznej) jest ofiarowanie Bogu „czystej” modlitwy, wolnej od wszelkich namiętnych „myśli” i „obrazów”, a ostatecznie w ogóle od wyobrażeń rzeczy stworzonych. To oznacza między innymi, że nic już nie będzie niepokoić i „rozpraszać” naszego umysłu. Taka „modlitwa bez roztargnienia” jest wielką rzeczą, jest „najważniejszą aktywnością umysłu”. Można więc w duchu Ewagriusza powiedzieć, że człowiek jest w pełni sobą tylko w modlitwie. Gdyż w tym bezpośrednim, osobistym „obcowaniu umysłu z Bogiem” stworzony „obraz” wraca do swojego niestworzonego „Wzoru”, na który został stworzony. Szatan, który już na początku zakłócił tę relację (por. Rdz 3), także teraz nieustannie na wszelkie możliwe sposoby usiłuje nie dopuścić do tego obcowania.

Kiedy umysł zaczyna modlić się bez roztargnienia, wówczas wywiązuje się, dniem i nocą, bezwzględna walka o popędliwą część duszy.

Błędem byłoby sądzić, że ta walka ustępuje w miarę postępów w życiu duchowym. Wręcz przeciwnie! To nie nowicjuszy, lecz „starszych” w poznaniu, to znaczy „duchowych ojców”, którzy już „otrzymali dar Ducha”, najzawzięciej prześladuje demon gniewu. Gdyż u „kontemplatyków”, „widzących”, grzechy płynące z gniewu mają najbardziej niszczycielskie skutki: zaślepiają „oczy” umysłu, którymi widzi on i poznaje Boga i Jego stworzenie.

Nocą demony usiłują bezpośrednio niepokoić duchowego mistrza. W ciągu dnia natomiast za pośrednictwem ludzi osaczają go trudnościami, oszczerstwami i niebezpieczeństwami.

Dlatego Ewagriusz stanowczo ostrzega tych, którzy jeszcze „trwają w grzechach i skłonności do gniewu”, by nie „ośmielali się bezwstydnie sięgać po wiedzę o sprawach doskonalszych albo przystępować do niematerialnej modlitwy”. Ich rzekoma „modlitwa w duchu i w prawdzie” byłaby po prostu groteskową karykaturą „prawdziwej modlitwy”. A Bóg nie puściłby płazem takiego zuchwalstwa.

Jak temu, kto choruje na oczy, nie pomoże uporczywe oglądanie bez zasłony słońca w samo południe i kiedy ono świeci najsilniej, tak i próba naśladowania budzącej grozę i niezwykłej modlitwy spełnianej w duchu i w prawdzie na nic nie przyda się umysłowi wzburzonemu i nieczystemu; wprost przeciwnie – takie postępowanie doprowadzi Boga do gniewu przeciwko niemu.

Już Ewagriuszowi było więc dobrze znane to, co dziś nazywamy „autosugestią”, w której tylko wmawia się sobie pewne stany, a nie przeżywa ich naprawdę. Charakterystyczne jest to, że do takich „imitacji” skłonni są przede wszystkim ci, którzy jeszcze „trwają w grzechach i skłonności do gniewu”. Tym, co ich napędza, jest kryjąca się za tym gniewem pycha; ona to sprawia, że nie czekają, aż zostaną zawołani, jak Mojżesz przez Boga z płonącego krzewu, lecz zuchwale próbują sami „przystępować do modlitwy”. A przecież „prawdziwa modlitwa” jest „charyzmatem”, „darem”, którego Bóg „udziela temu, kto o niego prosi”, i którego trzeba „zostać uznanym godnym”.

Czy zatem człowiek ogarnięty płomieniem gniewu w ogóle nie powinien się modlić? Nic podobnego. Jednakże zamiast porywać się na to, co ze względu na jego namiętny stan jest dla niego nieosiągalne, a nawet szkodliwe, powinien uciekać się do owych „krótkich, ale intensywnych” wezwań Chrystusa, o których mówi cała wczesna literatura monastyczna, do owych „aktów strzelistych” (św. Augustyn), z których powstała słynna „modlitwa Jezusowa”.

Jeśli chcesz zmusić wrogów do ucieczki, nieustannie się módl (1 Tes 5,17).

Te „zwięzłe”, „natężone”, „częste” i „nieustanne” krótkie modlitwy są codziennym chlebem dręczonego także, a nawet szczególnie, przez demona gniewu. Są one zanoszone ze łzami, gdyż nic bardziej niż skrucha nie niszczy „właściwej duszy zatwardziałości” – która jest dziełem demonów. Tu jednak wkraczamy w dziedzinę środków uzdrawiających rozbudzoną popędliwość, o których szczegółowo powiemy później.


Gabriel Bunge Wino demonów. Nauka Ewagriusza z Pontu o gniewie i łagodności Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).