Odrobina zakwasu zakwasza całe ciasto czytamy w Ewangelii. Takim właśnie zakwasem, który wywołał istną rewolucję dziejowo-kulturową, był św. Benedykt — człowiek urodzony w prowincjonalnym miasteczku Nursja w środkowych Włoszech, który rozpoczynając swoją duchową drogę, pragnął jedynie spotkania z Bogiem. Co jednak sprawiło, że ten spokojny i, zdawałoby się, pragnący raczej odosobnienia niż roli duchowego przywódcy święty pozostawił po sobie tak wielkie dziedzictwo? W czym tkwi sekret nauki Patriarchy Mnichów i równocześnie inicjatora jednego z najstarszych zakonów w Kościele katolickim?

O św. Benedykcie na przestrzeni dziejów pisano wiele, tworząc znakomite dzieła hagiograficzne i ascetyczne, które inspirowały i pobudzały do jeszcze większej gorliwości niezliczone pokolenia mnichów i mniszek. Niemniej faktem jest, że o samym życiu Benedykta z Nursji wiemy stosunkowo niewiele. Najwięcej informacji dostarczy nam druga księga Dialogów św. Grzegorza Wielkiego, który sam osobiście nie spotkał się z mężem Błogosławiony z łaski Bożej i z imienia, jak go nazywa. Mimo wszystko coś sprawiło, że historia nie tylko nie zapomniała o nim, ale utrwaliła w sposób niezatarty pamięć o tym niezwykłym świętym. Na czym polega owa niezwykłość? Może zabrzmi to trochę banalnie, ale właśnie na tym, że św. Benedykt nigdy nie pragnął dla siebie rozgłosu, nadzwyczajności czy powszechnej czci. Jego sekret tkwi w prostocie, w ewangelicznym posłuszeństwie nauce Zbawiciela i w pokoju, który z tego czerpał. Podczas gdy w jego czasach wielu starało się zakładać wspólnoty i tworzyć dla nich reguły, on postanowił „uciec ze świata” i wieść życie pustelnika, do którego miał zdecydowany sentyment. To właśnie w zaciszu własnej pustelni dojrzewało serce młodego wówczas Benedykta, który porzucił studia w Rzymie, karierę i wpływy, jakie dawała mu jego dobrze sytuowana rodzina, aby niepodzielnym sercem służyć Bogu. Niewielka grota skalna w Subiaco, znajdująca się blisko 65 kilometrów od Rzymu, stała się istną kuźnią, z której wyszedł człowiek obdarzony „duchem wszystkich sprawiedliwych”, sprawca licznych znaków i cudów, które odnotowuje święty Grzegorz Wielki. Im bardziej Benedykt w swojej prostocie i pokorze starał się oddalić od zgiełku świata, tym mocniej jaśniała jego świętość i tym usilniej ludzie mu współcześni pragnęli się z nim spotkać, a niektórzy z nich również go naśladować. To właśnie w taki sposób narodziła się pierwsza grupa uczniów, z którymi zakładał klasztor w Subiaco, a następnie na Monte Casino. Przejęty iście ojcowską troską nie ustępował w staraniach o zbawienie powierzonych sobie owiec. Dla nich to napisał Regułę, która w gruncie rzeczy była zebraniem doświadczenia bądź to poprzedzających Benedykta mistrzów duchowych, bądź to jemu współczesnych.

Jego postawa życiowa, która stanowiła owoc dojrzałej modlitwy i kontemplacji, nie tylko wywierała olbrzymi wpływ na jego uczniów, ale oddziaływała daleko poza murami klasztoru i sprawiła, że model wypracowany przez św. Benedykta stał się powszechnie szanowany i postrzegany jako swoista gwarancja zbawienia dla tych, którzy będą wiernie przestrzegać wskazówek i zaleceń zawartych w Regule, żyjąc w „szkole służby Pańskiej” pod wodzą opata.

W czasach niepokoju, nieustannych walk i kryzysu wartości, uznawanych przez stulecia za niezmienne, w świecie owładniętym chaosem upadającego Cesarstwa Rzymskiego wyrósł mąż, który nie tylko mądrze wykorzystał i zachował dobre wzorce dawnych obyczajów rzymskich, ale również dostarczał niepodważalnych dowodów na to, że prawda Ewangelii jest wciąż aktualna, nie starzeje się i niezmiennie stanowi wzór życia prawdziwie chrześcijańskiego. Doświadczenie to pozwoliło rozpalić większy jeszcze zapał w sercach niezliczonych rzesz ludzi pragnących służyć Bogu.

Św. Benedykt z Nursji dożył swoich dni za murami Monte Cassino, w klasztorze, który budował własnymi rękoma, wśród uczniów, których sam wybrał, nauczał, oblekał w szaty zakonne, z którymi pracował i modlił się. Jego życie było proste, zwyczajne, przepełnione miłością i ofiarnością; zakorzenione w Bogu dzięki głębokiej i żarliwej modlitwie. Tak też stało się wzorem dla ludzi szukających prawdy, pokoju i nadziei mogącej przezwyciężyć wszelkie przeciwności. Dary te otrzymują ci, pragną poświęcić się całkowicie dla Królestwa Niebieskiego. Duchowi synowie, żyjący w klasztorach pod wodzą Reguły św. Benedykta, przechowali naukę swojego Ojca, stając się następnie ziarnem, które, wydając coraz obfitszy plon, dawało impuls do zmian, kształtujących jeden z najbardziej fascynujących okresów w historii Kościoła. Oni to prawdziwie krzyżem, piórem i pługiem, kierując się zaleceniami Reguły, żyjąc, pracując i modląc się wspólnie, wydali owoce, z których do dziś korzystamy. Tym samym benedyktyni zapisali się niezatarcie w historii średniowiecznego Kościoła, kładąc podwaliny pod nową, tym razem jednak chrześcijańską, Europę.

I choć od śmierci św. Benedykta z Nursji minęło już ponad 1500 lat, to jednak pamięć o nim jest wciąż żywa i trwa we wspólnotach mniszych, które niezmiennie starają się wcielić w życie ideał rozpalający tego wielkiego Patriarchę Mnichów Zachodu. Dziś trudno wyobrazić sobie Kościół bez benedyktyńskiego ora et labora (módl się i pracuj) czy pax (pokój) i bez dziedzictwa tysięcy odzianych w czarne szaty mnichów i mniszek, którzy codziennie, gromadząc się w swoich kościołach i oratoriach, zanoszą modlitwy za żywych i umarłych, wraz z aniołami uczestnicząc w jednej i tej samej liturgii, łączącej niebo i ziemię.