Radujemy się, najdrożsi bracia, z waszej najszlachetniejszej prośby, a wasze płaczliwe i natarczywe skargi poczytujemy sobie za powód do radości. Skoro bowiem w tych dniach, dla lepszego opłakiwania naszych grzechów, nie tylko położyliśmy tamę zaniedbaniu czujności względem ciała, lecz także założyliśmy wędzidło na zuchwały język, wy kołaczecie, prosicie i natarczywie się domagacie, abym nie wzdragał się głosić wam budujących słów, zwłaszcza że właśnie minęła oktawa Pięćdziesiątnicy, a ja milczałem, toteż sądzę, że naraziliście w dużym stopniu na szwank wasze własne zbawienie, gdyż nie mogliście ze mną często rozmawiać – jak to jest w zwyczaju – o zesłaniu Ducha Świętego. Dlatego nie bez racji radujemy się w Panu, gdy widzimy was pożądliwie spragnionych i niecierpliwie złaknionych owych uczt, bo tych, którzy się od nich powstrzymują i na nie wybrzydzają, uważamy za bliskich śmierci, jako bardzo chorych na żołądek duszy. I chociaż prawdziwa miłość nie ścierpiałaby tego, że wśród braci panują niestosowne nastroje, przyznaję, że w tym przypadku wasze zmartwienie rozwesela moje serce i, że tak powiem, gorycz waszego smutku napełnia moje serce słodyczą, bo im bardziej wasz pobożny umysł usycha ze zmartwienia, tym bardziej postępuje ku radości prawdziwego zbawienia, co poświadcza Apostoł, który mówi: Smutek, który jest z Boga, przyczynia się do ostatecznego zbawienia.

Skoro jednak czytacie homilie świętych Ojców, skoro codziennie i nieustannie trwacie w rozważaniu Pisma Świętego, to dlaczego pośród samej pełni i głębi otaczającego was strumienia raczycie pragnąć lichej wody tak wyschłego i ubożuchnego człowieka? Zapewne dlatego, że nie popycha was do tego umiłowanie wiedzy, która wbija w pychę, lecz raczej pociąga miłość, która buduje? Jeśli bowiem, jak się domagacie, będę do was przemawiał za pomocą prędkiego języka, czyż nie powtórzę pospolitymi słowami tego samego, co czytacie? Jednak skoro tak bardzo się tego domagacie, teraz gdy zbieracie się na świętych obrzędach i, wyszedłszy z cel, stajecie przed sobą nawzajem, jakby wydarci z grobowców ku radości zmartwychwstania, skoro nalegacie, chcę coś do was w mojej wieśniaczej prostocie napisać, na miarę jak podyktuje mi Boża łaska, aby się nie wydawało, że jestem nieobecny w waszym świętym zgromadzeniu, a oprócz tego, co czytacie, dodać przynajmniej jakąś odrobinę, jakby dzikie zioła do obfitych dań. Tak więc waszym pragnieniom stanie się zadość, gdy tymczasem, chociaż nie dostaje mi uczonych umiejętności literackich, to, co będę się starał napisać, będzie – zdaje się – nieco różnić od żywej mowy. Od czego jednak możemy to stosowniej zacząć, jeśli nie od Ducha Świętego? Jego uroczystość niedawno obchodziliście i widzimy, że ciężko wzdychacie, że nie usłyszeliście kazania (jako posługi właściwej mej funkcji). A czynimy to nie nieśmiało, lecz z ufnością, bo o Kim chcemy mówić, od Tego zaczynamy, abyśmy zdołali mówić należycie.

Najpierw więc należy zauważyć, bracia moi, i wszelkimi wysiłkami zapamiętać, że jeśli ktoś nie zasłuży na to, by natchnęła go łaska Ducha Świętego, to choćby się wysilał, choćby się wydawało, że do czasu czyni postępy, nigdy jednak nie zdoła w pełni wznieść się ku czynieniu dobra ani wydać owocu dzieła miłego Bogu. Drzewo bowiem wrośnięte korzeniami w ziemię czerpie soki z mokrego gruntu, a gdy one rozejdą się w jego wnętrzu, rośnie w górę i nabiera mocy oraz wydaje owoc. Wszyscy zaś jako wierzący jesteśmy drzewami w świętym gaju Kościoła, zasadzonymi zrządzeniem owego Największego Rolnika. Na to zasadzenie wskazywał Paweł Efezjanom, gdy mówił: aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście [byli] w miłości wkorzenieni i ugruntowani. Naszą ziemią zaś, w której tkwi korzeń naszej nadziei, jest z pewnością ta, o której mówią słowa Psalmisty, że jest udziałem naszym w ziemi żyjących, czy nawet ludzka natura Chrystusa, o której tenże prorok świadczy gdzie indziej, mówiąc: Tak utwierdził krąg ziemi, że się nie poruszy.

Jeśli więc nie chcemy uschnąć jak pozbawione owoców drzewa, jeśli boimy się, że zostaniemy ścięci siekierami i rzuceni jako bezużyteczni w płomienie, niech korzeń naszej nadziei tkwi zawsze w owej ojczyźnie niebiańskich obywateli, w ludzkiej naturze naszego Odkupiciela, dzięki klejowi miłości, aby krzepł solidnie ku mocy i męstwu, ku wydaniu owoców dobrych uczynków. Jednak jak drzewo uschnie od razu, jeśli pozbawione będzie wilgoci ożywczego soku, tak też nasza dusza, jeśli nie będzie przeniknięta rosą łaski Ducha Świętego, może zostać do głębi wysuszona i nie zdoła zrodzić żadnego owocu świętych czynów. On bowiem daje umysłom światło, wznieca pragnienie, udziela sił. Oświeca mianowicie, abyśmy widzieli, pobudza, abyśmy chcieli, umacnia, abyśmy zdołali wypełnić to, czego chcemy. Z tej żyzności pochodzą nasze łzy, z niej – skrucha dusz, z niej – wyznanie grzechów. Jak bowiem dusza jest życiem ciała, tak też życiem naszej duszy jest Duch Święty. I jak ciało nasze niszczeje, gdy wyjdzie z niego dusza, tak też i sama dusza, jeśli wyjdzie z niej ożywczy Duch, musi obumrzeć; bez Jego daru nie możemy przecież żadnym rozumem dojść do poznania Boga, ani w jakikolwiek sposób przeniknąć tego, co należy do Boga, jak świadczy Apostoł, który mówi: Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga. A do tej opinii dołącza dalej: Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży.

Może jednak chcecie, najdrożsi bracia, dociekać, na ile możemy wiedzieć, czy mamy Ducha Świętego? Co do tego oczywiście wiadomo, że macie Ducha Bożego, jeśli rzeczywiście znacie Boga. Jeśli bowiem, zgodnie ze słowami Apostoła, tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży, któż mógłby poznać samego Boga, jeśli nie zasłużyłby na to, by mieć Jego Ducha. Lecz może jeszcze budzi w was wątpliwości to, czy znacie Boga. Lecz posłuchajcie apostoła Jana, mówiącego: Kto mówi, że zna Boga, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą. Ten więc prawdziwie zna Boga, kto zachowuje Jego przykazania. Dlatego też ten, który doskonale zachowywał Boże przykazania, mówił: Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga. Kim jest zatem duch świata? Z pewnością to ten, który radzi ludziom lekceważyć Boskie nakazy, z przyjemnością oddawać się ziemskim zajęciom, dążyć do wyżyn ziemskiej władzy, szpetnie ulegać namiętnościom cielesnych ponęt, rozszerzać granice ziemskiego władztwa, w nadętej i zarozumiałej pysze rozciągać na bliźnich prawa swej władzy.

W przeciwieństwie do tego Duch, który jest z Boga, pobudza umysły, które napełnia, do spraw niebieskich i odpędziwszy oziębłość ciała i opieszałości, rozpala ku miłości Bożej, odpiera zuchwałe pragnienia cielesne i powstrzymuje wolne serce od wszelkich ziemskich upodobań. On czyni człowieka twardym, by gardził pomyślnością, i silnym, by przetrwał trudności. On ukazuje dobrze żyjącym pokornie uniżonego, on stawia na przeszkodzie źle czyniącym stającego śmiało w mocy uprawnionego autorytetu; on roztropnie upaja tego, kogo napełnia, i świadomie oddala go od myślenia o życiu doczesnym.

Czyż nie byli rzeczywiście pijani Bożą trzeźwością ci, o których nieszczęśni zacietrzewieńcy mówili: Upili się młodym winem? Czyż nie jest to jakieś boskie upojenie, gardzić wszystkimi rzeczami doczesnymi i tymi, które się ma przed oczyma, a tęsknić całym najgłębszym pragnieniem myśli do tych, których nie widać; lekceważyć wszystkie rzeczy miękkie i miłe, a znosić chętnie dla miłości Bożej twarde i przykre? O takie pijaństwo, bracia moi, musimy prosić w nieustannej i gorliwej modlitwie, jego powinniśmy pragnąć z całej mocy, jakby zaschłym gardłem naszego umysłu.

Niechaj więc dusza nasza ustawicznie szuka tego Ducha, dzięki ożywczej mocy którego żyć może, dzięki światłu którego – widzieć, dzięki którego nauce – mądrze myśleć, dzięki którego przewodnictwu – bez przeszkód biegiem miłości zmierzać ku ojczyźnie. Prośmy więc naszego Boga nie o to, o co jacyś biedacy proszą spośród bogactw tego świata – mianowicie nie o pieniądze, nie o podlegający strawieniu pokarm, nie o okrycie dla nagiego ciała. Ten bowiem, który zabrania się nam o to troszczyć, wie, że tego wszystkiego potrzebujemy. Błagajmy zaś o to, co jest dla nas przede wszystkim konieczne, a On bardziej się raduje dawaniem tym, którzy o to proszą. O to, powiadam, prośmy Go bez ustanku, do proszenia o co On sam nas pobudza i w nadziei na co umacnia obietnicą, która z pewnością zostanie zrealizowana, mówiąc, że jeśli prosimy, jeśli kołaczemy, otworzą nam, a Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą. Skoro jednak prosimy o jałmużnę naszego Bogacza, to aby zyskać zdolność upraszania, powinniśmy nawet przejąć sposób proszenia od biedaków tego świata.

Gdy bowiem biedni starają się coś dostać od wyżej postawionych, zaraz rozwierają otwory swych worków i w ten sposób przygotowani do brania wołają tak głośno, jak tylko potrafią; każdy, kto tak przygotowany da się widzieć przez okno domu, łatwo dostąpi miłosierdzia. Naszym workiem jest zaś nasze serce. Jeśli chcemy przyjąć do niego nowe dary niebiańskiej łaski, musimy opróżnić je z wszelkich ziemskich pożądliwości jak ze starego fermentu. Pojemność tego worka bez wątpienia poszerzamy, jeśli w zapale doskonałej miłości pragniemy darów niebieskich. Paweł dobrze rozwarł otwór tego worka, gdy mówił: Usta nasze otwarły się do was, Koryntianie, rozszerzyło się nasze serce. Napominał ich też ku rozwieraniu go, gdy dodał: Nie brak wam miejsca w moim sercu i nieco dalej: otwórzcie się i wy; jak do swoich dzieci mówię.

Zwróćmy też uwagę, jak przygotował się zawczasu do przyjęcia darów z nieba ów ubogi, który wołał, krzyczał, błagał, aż odbijał się głos echem we wewnętrzu instrumentu, [jaki on sam stanowił] mówiąc: Gotowe jest serce moje, Boże; gotowe serce moje. Jakby otwarcie miał powiedzieć: „Serce moje, Panie, przygotowuję na przyjęcie darów Twej szczodrości, o ile oczyszczam je ze wszystkich brudów niegodziwej myśli i nie zostawiam w nim nic, co mogłoby odrzucić przychodzący z góry dar Twojej łaski. Zatroszczyłem się o to, by usunąć to, co złego pozostawało wewnątrz, Ty zaś napełnij je śpiesznie darem Twej miłości. Wznoszę ku Tobie me serce, opróżnione i gotowe, bo wykopawszy z niego gruzy występków, całym wysiłkiem duszy wzdycham, by posiąść łaskę Twego Ducha”.

Oto, biedaku Boży, masz przygotowane serce, skoro zachowujesz je czyste od złych myśli. Jednak nikt nie przyjdzie z wysokich komnat Wieczernika, by wręczyć biedakowi jałmużnę, jeśli nie usłyszy go wołającego i krzyczącego. Gdy więc powiedział: Gotowe jest serce moje, Boże; gotowe serce moje, zaraz dodał: Zaśpiewam i psalm wypowiem Panu, jakby chciał powiedzieć: „Oto przygotowuję me serce i przemawiam głosem natrętnej prośby, aby usłyszany głos poruszył ku litości, a zarazem przygotowane serce nie odrzuciło tego, co pochodzi ze szczodrości Litującego się”.

Otóż te dwie rzeczy, bracia moi, są dla was w najwyższym stopniu konieczne; dla was, którzy zamieszkujecie oddalone miejsca eremu, szukając samotności, którzy oddajecie się rozważaniom właściwym życiu kontemplacyjnemu. Powinniście, czuwając, trwać na śpiewaniu psalmów i częstej modlitwie oraz walczyć wszelkim wysiłkiem cnót z atakami niestosownych myśli. Usuńmy więc wszelkie brudy z mieszkania naszego serca i rozsypmy w nim, na ile zdołamy, kwiaty różnych cnót. Niech Bogu będzie miło wejść do czystego przybytku naszego serca i spożywać w nim słodkie przysmaki dobrych uczynków. Tak przygotowawszy i utrwaliwszy godny wystrój wewnętrznego domu, śpiewajmy, módlmy się i wzywajmy Go tyloma błaganiami wołającej myśli, iloma potrafimy. I tak wypełni się w nas ów proroczy głos, mówiący: Gotowe jest serce moje, Boże; gotowe serce moje! Zaśpiewam i psalm wypowiem Panu. Upraszajmy więc ustawicznie naszego Odkupiciela i błagajmy Go z głębi duszy, aby raczył łaskawie nawiedzić nasze serce i rozproszywszy wszelki mrok występków, oświecić łaską Ducha Świętego, abyśmy uwierzywszy Weń dzięki odradzającej mocy tegoż Ducha, za Jego natchnieniem zdołali prostą drogą dotrzeć do Tego, który z Bogiem Ojcem i tymże Duchem Świętym żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen.


Św. Piotr Damiani Pisma monastyczne Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).