Wydaje się, że sama logika wymaga, abyśmy co nieco powiedzieli o zazdrości. Jako jej źródło można wskazać zarówno pychę, jak też diabła. Najpierw pycha zgubiła diabła. Ten, powodowany goryczą zawiści, natychmiast zgubił pierwszego człowieka. Zatem, skoro sam diabeł okazał się najpierw pyszny, a potem zawistny, to wynika z tego, że nie pycha jest owocem zazdrości, ale zazdrość ma swoje korzenie w pysze.

Wskazaliśmy już, jak bardzo zazdrość uciska zawistnych, więc nie wydaje się, by trzeba było mówić o cierpieniu rozszarpującym ich dusze. Z Bożą pomocą musimy natomiast ukazać, w jaki sposób zazdrośni, opanowani przez zawiść, zasługi żyjących w sposób święty czynią własnymi grzechami, oraz jak zazdrość niszczy dobro w tych, którzy słysząc, że cokolwiek dobrego jest dokonywane lub mówione przez świętych, to albo w to nie wierzą, albo opacznie interpretując dobro obracają w zło. Każde oszczerstwo upowszechniane na temat ludzi świętych przyjmują z taką wiarą, jakby sami byli tego świadkami. A jeżeli ktoś chciałby wykazać, że jest to nieprawda, to ze złością występują przeciw niemu.

Wobec sobie podobnych są obłudni. Sukcesy innych wywołują ich źle ukrywaną niechęć. Zazdroszczą osiągającym postępy w dobrym, a sprzyjają grzeszącym. Cieszą się nieszczęściami spadającymi na dobrych; smucą ich postępami w dobrym; żywią bezinteresowną wrogość; boją się, by nie dostrzeżono złości ich serca; zawsze zgorzkniali i nigdy szczerzy. Są przyjaciółmi diabła a nieprzyjaciółmi nawet siebie. U wszystkich są w pogardzie. Powściągliwi, gdy należy się cieszyć, a radośni, gdy należy płakać; w jednym i drugim przypadku przewrotni. Między przyjaciółmi sieją niezgodę. Chwilowo poróżnionych starają się skłócić na zawsze. Kłamstwami psują opinię dobrym. U żyjących w sposób duchowy zauważają walory tylko cielesne, by w ten sposób ukazać ich jako pozbawionych walorów duchowych. Pozorują przyjaźnie, aby tych, którzy im zawierzą, oszukać na wszelkie możliwe sposoby. <Przez wysuwanie> nikczemnych podejrzeń dostarczają argumentów tym, w których wywołują wstręt. Dostarczają radości demonom, naśladując ich czyny. Swą pozorną uprzejmością, podczas gdy w sercu żywią wrogość, w znających ich mężach świętych wywołują smutek. Poprawni w mowie, ale bezwstydni w czynie. Skwapliwi do zdradzania sekretów, zapamiętali w urazach, skłonni do złych podejrzeń, a niezdolni do dostrzegania dobra. Pełni plugastwa, obarczeni oszustwami. Serca ich cechuje wrogość do cnót. Są źli przez swoje obyczaje i podstępni wobec wszystkich prostodusznych w swym otoczeniu.

Przez takie między innymi cechy wszyscy zawistni prezentują się jako wrogowie – pragnieniem albo myślą – dobra. W to zło wchodzą ci, którzy prześladują ludzi godnych naśladowania i miłują to, czym należałoby wzgardzić. Wykluczają się oni w sposób okrutny ze wspólnoty wszystkich dobrych. Pozbawiają się tym samym prawa do dobra, które prześladują w cnotliwych.

Rozważcie, zaklinam was, w jaki sposób zawistni, którzy już cierpią z powodu dobra innych, zostaną ukarani przez własne zło. Czyż mogą stać się dobrymi ci, którzy dobro obracają w zło? Czy kiedykolwiek będą dobrze korzystać z rzeczy złych, skoro nie przestają źle używać rzeczy dobrych?

W sposób dobry rzeczy złe wykorzystują święci męczennicy, prawdziwi świadkowie naszego Zbawiciela i gorliwi bojownicy duchowych zmagań. Dotknięci i doświadczani nieszczęściami, prześladowaniami oraz różnymi cierpieniami, zamienili oni dobra ziemskie na wieczne. Dzięki dobremu wykorzystaniu rzeczy złych doszli do radości wiecznych i trwałych jako doskonali.

Odmiennie postępuje zawistny, który źle korzysta z rzeczy dobrych. Dlatego nieszczęsny, izolując się od wszelkiego dobra, które przeklina, pozostaje sam na sam z cierpieniem własnej duszy. Któż bowiem może przyjść z pomocą temu, który przez zawiść stał się katem samego siebie? Gdzie znajdzie ratunek dla siebie ten, kto źle wykorzystując dobro, ściąga na siebie zgubę nawet z tego, co zwykle stanowi materię zbawienia?

Zawistni, aby spodobać się Bogu – podobnie jak inni grzesznicy – za natchnieniem łaski Bożej powinni wzbudzić w sobie nadzieję odzyskania zbawienia i poczuć odrazę do siebie. Winni przestać naśladować Kaina, który zaślepiony panującą nad nim ślepą zawiścią, dopuścił się zbrodni, pozbawiając życia swojego brata. Swoją duszę – zranioną przez bratobójstwo – wydał na mękę śmierci wiecznej. Utraciwszy nadzieję odzyskania łaski i przygnieciony rozpaczą, rzecze do Pana: Moja wina jest zbyt duża, bym zasłużył na łaskę. To tak, jakby powiedzieć Bogu: „Nie proszę o rozgrzeszenie, bo wielkość moich grzechów przewyższa wielkość twojej łaskawości”. Ostatecznie nigdzie nie jest napisane, aby Kain żałował swej zbrodni ani by zasługiwał na łaskę.

Jeżeli przeto zawistni, obrzydziwszy sobie przykład Kaina, zwrócą się do swego Boga i – choć powodowani rozpaczą w <możliwość> zbawienia – nie pogrążą się w otchłani zła, to nikt nie wątpi – a nawet każdy mocniej uwierzy – że może im zostać udzielona łaska <przebaczenia> wcześniejszego zła. Pod warunkiem jednak, że uzdrowieni z rany zawiści, słodyczą braterskiej miłości wyrugują gorycz ze swych serc i szczerze pokochają tych, których wcześniej nienawidzili. W tym dziele wielką pomoc zyskają w braterskiej wspólnocie <duchownych>. Pomogą im pokój i dobre przykłady wszystkich cnotliwych, których zasługi poprzednio ich obciążały.


Julian Pomeriusz O życiu kontemplacyjnym Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).