Posłuszeństwo z perspektywy opata

Lata temu rozmawiałem z mężczyzną, który odczuwał mocne pragnienie, by wstąpić do zakonu. Wiele aspektów życia benedyktyńskiego pociągało go, ale ostatecznie powiedział mi, że zdecydował się na inny zakon: obawiał się, iż monastyczne posłuszeństwo byłoby dla niego czymś zbyt trudnym do praktykowania. Otwarcie przyznał, że pragnąłby większej swobody w doborze rodzaju pracy, niż ta, którą zaobserwował w klasztorze mniszym. Przygnębiło mnie to, choć podziwiałem uczciwość tego człowieka w wyrażaniu swych potrzeb.

Pomyślałem o tej konwersacji po raz kolejny, gdy poproszono mnie o napisanie artykułu do tego numeru „Cenobium”, o refleksję na temat posłuszeństwa z punktu widzenia opata klasztoru. Absolutnie kluczowy charakter posłuszeństwa w obrębie wszystkich rodzajów życia konsekrowanego w Kościele katolickim staje się oczywisty w świetle faktu, że spośród trzech ślubów (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa), powszechnie praktykowanych od czasu średniowiecza, tylko posłuszeństwo pojawia się w Regule św. Benedykta, o wiele starszej niż doba wieków średnich. Autor Reguły wymienia ją wraz ze stałością i conversatio morum. Oczywiście, posłuszeństwo kieruje się przede wszystkim ku Panu, lecz w praktyce ta relacja jest zapośredniczona przez opata, którego – zgodnie z literą Reguły – wiara postrzega jako „zastępcę Chrystusa” w klasztorze (zob. RB 2,2). Jak każdy opat, muszę przyznać, że nakłada to na mnie nie lada odpowiedzialność: trudno o większą, skoro ta wymaga ode mnie wrażliwości na każdego członka wspólnoty. Św. Benedykt nalega, by z jednej strony opat rysował przed oczami mocniejszych, bardziej zaawansowanych mnichów wyższy ideał, do którego realizacji mają usilnie dążyć. Z drugiej strony przełożony nie może być tak wymagający, by skłaniać do odejścia słabszych braci, którzy mogą ulec zniechęceniu i opuścić klasztor, jeśli zażąda się od nich zbyt wiele (zob. RB 64,19).

To pouczenie pozostaje w zgodzie z brzmieniem jednego z kolejnych rozdziałów Reguły, gdzie Benedykt pisze, że jeśli opat poprosi jednego ze swych mnichów o coś, co – jak się wydaje – wykracza poza jego możliwości, mnich ten ma prawo (być może nawet obowiązek) wyjaśnić opatowi, dlaczego sądzi, że polecenie to go przerasta. Ale nasz Zakonodawca dodaje, iż w wypadku, gdy opat podtrzymuje nakaz, mnich nim zobowiązany winien złożyć swą ufność w Bogu i zrobić co w jego mocy, by spełnić to, czego się od niego oczekuje (zob. RB 68). W rzeczywistości – i w oparciu o moje doświadczenie – tego typu sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Z pewnością każdy niemal opat będzie unikał nakładania na swoich mnichów zobowiązań nadmiernie trudnych. Mimo to faktem pozostaje, że czasem to, co mnichowi się zleca, nie jest tożsame z tym, co on sam by wybrał, gdyby wybór ten należał w całości do niego. Tego typu wyraźne nakazy przełożonego zazwyczaj wiążą się z przyjęciem lub zmianą danego urzędu klasztornego, takiego jak prefekt gości, zakrystianin czy furtian, a tego typu przesunięcia nie zdarzają się często. Jak każdy mnich wie z własnego życia, opat nie przechadza się po klasztorze, całymi dniami miotając rozkazy. Plan dnia w klasztorze reguluje większość szczegółowych kwestii, wiążących się z tym, czym mnisi mają się zajmować w danych porach.

Jednakże opat spełnia funkcję tego, któremu okazuje się posłuszeństwo, w ramach jednego, szczególnie ważnego wymiaru. Najlepszym sposobem ujęcia tego zagadnienia będzie podjęcie refleksji nad korzeniem łacińskiego słowa oznaczającego „posłuszeństwo”: obœdientia. Źródłosłów stanowi tu zestawienie przyimka ob („dla”, „w kierunku”, „ze względu”, „w”) i czasownika audire („słuchać”); kompletny wyraz można rozumieć jako „wsłuchać się”, „wsłuchiwać się”. Tą istotną okolicznością, gdy wszyscy mnisi mają swemu opatowi okazać obœdientia, jest czas konferencji opackiej, wygłaszanej do wspólnoty zgromadzonej w klasztornym kapitularzu, którą i ja wygłaszam regularnie. Dla opata jest to okazja, by zwrócić uwagę wszystkich zebranych na sprawy, o których być może już wiedzą, o których słyszeli nieraz. Niemniej jednak kwestie te wymagają, by do nich od czasu do czasu powracać. Chodzi na przykład o wagę zachowywania milczenia w klasztorze w określonych godzinach i miejscach, o wierność codziennej praktyce modlitwy osobistej i lectio divina (które mogłyby ulec zaniedbaniu w oparciu o pogląd, że każdy dzień dostarcza „ważniejszych” problemów), o wykonywanie wyznaczonych obowiązków z taką sumiennością i zaangażowaniem, jak to tylko możliwe, bez względu na to, czy dotyczą one utrzymania budynków, uczenia w szkole, świadczenia kierownictwa duchowego czy czegokolwiek innego. Cieszy mnie, gdy czasem słyszę od jednego z moich mnichów, że moja konferencja była dla niego bardzo pomocna: każdy z nas sporadycznie odczuwa potrzebę zachęty do podejmowania naszych zadań.

Gdy proszono mnie o ten tekst, otrzymałem sugestię, by napisać nieco o „ideale wzajemnego posłuszeństwa”. W mojej opinii jest to jedna z najważniejszych praktyk życia monastycznego, a do najbardziej przejmujących refleksji ostatniej doby poświęconych tej tematyce należy artykuł opata Jerome’a Kodella OSB z opactwa Subiaco w stanie Arkansas (USA). Opublikowany pod tytułem „Wzajemne posłuszeństwo: potrzeba mego brata głosem Boga”, tekst śledzi przedbenedyktyńskie korzenie nauczania św. Benedykta, sięgając analizą po Reguły krótsze św. Bazylego, Reguły Makarego z V wieku i szesnastą z Rozmów Jana Kasjana. Opat Jerome pokazuje, że wpisany do Reguły nakaz, by mnisi „prześcigali się nawzajem w posłuszeństwie” (zob. RB 72,6), oznacza, iż powinni oni „odpowiadać na potrzeby innych, bez względu na to, czy są one artykułowane. Innymi słowy, wzajemne posłuszeństwo opiera się na wrażliwości i dyspozycyjności względem mego współbrata czy współsiostry, niezależnie od ich potrzeb i mimo ich niedoskonałości”. Z pewnością dla opata najlepszą drogą, by samemu dostarczyć przykładu w tej sferze, jest okazywanie tego typu wrażliwości w trosce o mnichów powierzonych jego pieczy. Jeżeli ideał ten będzie realizowany nie tylko przez opata, lecz przez wszystkich członków wspólnoty mniszej, zyskają oni pewność, że – zgodnie ze słowami wieńczącymi 72. rozdział Reguły św. Benedykta – sam Chrystus będzie mógł ich „doprowadzić do życia wiecznego”.


James A. Wiseman OSB mieszka w opactwie św. Anzelma w Waszyngtonie. Wykłada teologię duchowości w Catholic University of America i jest autorem książek z tej dziedziny. Artykuł pochodzi z najnowszego numeru Cenobium