Skąd demony wiedzą, jaka namiętność opadła nas w danej chwili?

Po wszystkim, co dotąd usłyszeliśmy, widać wyraźnie, że gniew jest brzydką wadą. „Zezwierzęca” człowieka, ba, czyni go „demonem”. W dodatku ten, kto daje się jej opanować, staje się igraszką demonów, które takiego zuchwalca nocą dręczą okropnymi urojeniami. Ale gdyby Ewagriusz nie miał nic więcej do powiedzenia na ten temat, chyba nie warto byłoby ślęczeć nad jego pismami. Lecz stoimy dopiero na początku drogi.

Ci, którzy gromadzą w sobie troski i pamięć złego, a zdaje się im, że się modlą, są podobni do tych, którzy czerpią wodę i wlewają ją do dziurawego naczynia.

Wielkie znaczenie, jakie Ewagriusz we wszystkich swoich pismach przypisuje gniewowi, wynika z całkowicie negatywnego stosunku tej wady do modlitwy, co wyraźnie było już widać w wielu przytoczonych dotąd tekstach. „Modlitwa” jest tutaj rozumiana jako synonim życia duchowego lub, jak mówimy dzisiaj, „mistyki”.

Wszelka walka między nami a duchami nieczystymi nie toczy się o nic innego, jak tylko o modlitwę duchową. Dla tych bowiem duchów jest ona wielce nieprzyjazna i bardzo uciążliwa, a dla nas – zbawienna i bardzo pokrzepiająca.

Uzasadniając swoje niezbite przekonanie, że gniew i modlitwa wzajemnie się wykluczają, tak jak ogień i woda, Ewagriusz oprócz Pisma Świętego powołuje się także na „symboliczny i stary obyczaj”.

Powiedz mi przeto, z jakiego powodu tak szybko rzucasz się do walki (Prz 25,8, LXX), skoro wzgardziłeś pożywieniem, bogactwem i chwałą? Dlaczego karmisz psa [tzn. popędliwość], gdy tymczasem przyrzekasz nie mieć niczego? Jeśli on jednak szczeka i na ludzi napada, to z pewnością dlatego, że coś w środku posiada i chce tego strzec. Jestem jednak przekonany, że [ktoś] taki pozostaje daleki od czystej modlitwy, skoro wiem, że popędliwość szkodzi tego rodzaju modlitwie.

Ponadto dziwię się, że zapomina się nawet o świętych, gdy Dawid woła: Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość (Ps 36,8), a Kohelet nakazuje: Usuń zapalczywość z twego serca i oddal zło z twego ciała (por. Koh 11,10), natomiast Apostoł zaleca, aby podnosić bez gniewu i sporów w każdym czasie i miejscu czyste ręce do Pana (por. 1 Tm 2,8).

Dlaczego nie uczymy się z symbolicznego i starego zwyczaju wypędzania psów z domu na czas modlitwy? Zwyczaj ten oznacza, że gniew nie powinien towarzyszyć tym, którzy się modlą. I dalej: A gniew smoków jest ich winem (por. Pwt 32,33). Od wina zaś powstrzymywali się nazirejczycy [tj. poświęceni Bogu].

A bogowie nie jedzą żółci i wnętrzności, [jak] stwierdził jeden spośród pogańskich mędrców, nie wiedząc, jak sądzę, co mówił. Moim zdaniem jedno z tych rzeczy jest właśnie symbolem gniewu, drugie natomiast – nierozumnej pożądliwości.

Negatywne wpływy rozpłomienionej popędliwości na tego, który się modli, początkowo także są głównie czysto psychologicznej natury.

Wszystkie demoniczne myśli wnoszą w duszę wyobrażenia zmysłowych rzeczy, przez które umysł ukształtowany nosi w sobie kształty tych rzeczy. I po samym przedmiocie rozpoznaje potem demona, który się zbliżył.

Na przykład, gdyby umysł mój wyobraził sobie twarz człowieka, który mnie skrzywdził czy też znieważył, dowodziłoby to, że zbliżyła się myśl pamiętania złego.

Dlatego słusznie Duch Święty wyrzuca nam: Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu, znieważasz syna swojej matki (Ps 49,20) i otwierasz drzwi myślom pamiętania złego, i wzburzasz umysł w czasie modlitwy, ciągle przedstawiając sobie twarz swego wroga, czyniąc ją bogiem. Albowiem z pewnością to, na co spogląda modlący się umysł, należy także uznać za [jego] boga.

Ewagriusz opisuje tutaj doświadczenie, które przeżył kiedyś chyba każdy z nas: wręcz obsesyjne powracanie myślą do rzeczy lub co gorsza konkretnej osoby, która faktycznie lub rzekomo nas zraniła i której nie sposób wyrwać z umysłu akurat na modlitwie. W tych warunkach modlitwa staje się karykaturą.

Skąd właściwie demony wiedzą, jaka namiętność opadła nas w danej chwili? Ewagriusz mówił przecież o czysto myślowych „wyobrażeniach”, jakie podsuwają nam demony. Demony nie znają naszego „serca”, to znaczy umysłu, naszej najbardziej wewnętrznej istoty. Stwierdzenie to ma dla Ewagriusza duże znaczenie. To wewnętrzne sanktuarium jest dla nich niedostępne. Nasze serce zna tylko Bóg, który je stworzył. Jednakże demony są bystrymi i wytrawnymi, gdyż od dawna obecnymi w stworzeniu, obserwatorami naszych zachowań i nie ujdzie im nawet najmniejsze, dla nas samych całkowicie nieświadome poruszenie. Po tych „znakach” poznają one, co kryje się w naszym sercu, z którego pochodzą nasze dobre i złe zamiary. Z tych zdradzających nas oznak czerpią materiał do swych pokus, na przykład pobudzając naszą pamięć na modlitwie i podsuwając nam obraz tego, kto nas zranił. A potem mamy ten obraz stale przed oczyma niczym jakiegoś „bożka” i z nim zamiast z Bogiem obcujemy.

Wszystkie rzeczy materialne „kształtują” bowiem nasz umysł, to znaczy pozostawiają w nim „podobiznę”  lub „odcisk”, z którym obchodzimy się w umyśle tak, jakby to był prawdziwy przedmiot. Jedynie Bóg, który jest całkowicie „niematerialny” i „bezkształtny”, gdyż „bezcielesny”, pozostawia umysł – sam czy też w postaci swojej „myśli” – „nieukształtowanym”. Jest On obecny „bezpośrednio”, osobiście, jak byśmy powiedzieli, i także działa w sposób bezpośredni.

Jeśli więc, obojętnie z czyjej winy, pokłócimy się z którymś z naszych bliźnich i zareagujemy na ten incydent w sposób „namiętny”, wówczas kształtuje się w naszym umyśle – jako demoniczna myśl – naoczny „obraz” człowieka, z którym potem „w skrytości w nieuprawniony sposób coś mówimy lub czynimy”, jakby ta osoba była obecna. Szczególnie destrukcyjnie zaznacza się to „w czasie modlitwy”, kiedy to umysł, rozmawiający z niematerialnym i bezkształtnym Bogiem, powinien być „wolny od obrazów”.

Kto „chce się modlić jak trzeba (Rz 8,26), a kogoś zasmuca, biegnie na próżno. Jego rzekoma modlitwa nie jest niczym innym jak „małpowaniem” rzeczywistości, które wzbudza gniew Boży. Stąd przestroga:

Wszystko, cokolwiek uczynisz, by wziąć odwet na bracie, który wyrządził ci niesprawiedliwość, w czasie modlitwy stanie się dla ciebie zgorszeniem.

To samo należy oczywiście powiedzieć o bracie, którego my skrzywdziliśmy, a potem się z nim nie pojednaliśmy.

Uważaj na siebie, abyś nie wygnał któregoś z braci, rozgniewawszy go. Już nigdy w swym życiu nie uwolnisz się od demona smutku i będzie ci on zawsze przeszkadzał w godzinie modlitwy.

Słusznie można więc powiedzieć, że na modlitwie odbywa się swego rodzaju „sąd” nad naszym wewnętrznym stanem.

Kiedy nadejdzie pokusa lub jakaś przeciwność i albo rozdrażni cię, albo popchnie do gniewnego odwetu, albo wyrwie ci się jakiś okrzyk, wspomnij na modlitwę i na sąd, jaki się wtedy odbywa, a owo nieuporządkowane poruszenie w tobie zaraz się uciszy.

Nie poddawaj się gniewnym myślom, tocząc wewnętrzną walkę z tym, co cię zasmuciło. Ani też nie ulegaj myślom nieczystym, wyobrażając sobie ciągle przyjemność. Pierwsze bowiem myśli pogrążają duszę w mroku, drugie zaś popychają ją w płomienie namiętności, a jedne i drugie bezczeszczą twój umysł. Kiedy wyobrażasz sobie różne rzeczy w czasie modlitwy i nie zanosisz czystych modłów do Boga, wpadasz zaraz pod władzę demona acedii, który rzuca się na człowieka w takim właśnie stanie i rozszarpuje duszę jak pies jelonka.

Ten tekst raz jeszcze bardzo pięknie pokazuje, w jaki sposób różne „(złe) myśli” powstają jedne z drugich. Kto z własnej winy doprowadził do rozłamu z którymś z braci, tego już do końca życia nie opuści demon smutku, bo nie może już odwrócić tego, co się stało. Wyrzuty sumienia, które wcześniej czy później zaczną go dręczyć, pozostaną bezowocne. Smutek z kolei jest bliźniakiem acedii; w czasie modlitwy wtrąca nas on w osobliwy stan typowy dla tej wady, który Ewagriusz tak trafnie opisał.

Celem praktyki (ascetycznej) jest ofiarowanie Bogu „czystej” modlitwy, wolnej od wszelkich namiętnych „myśli” i „obrazów”, a ostatecznie w ogóle od wyobrażeń rzeczy stworzonych. To oznacza między innymi, że nic już nie będzie niepokoić i „rozpraszać” naszego umysłu. Taka „modlitwa bez roztargnienia” jest wielką rzeczą, jest „najważniejszą aktywnością umysłu”. Można więc w duchu Ewagriusza powiedzieć, że człowiek jest w pełni sobą tylko w modlitwie. Gdyż w tym bezpośrednim, osobistym „obcowaniu umysłu z Bogiem” stworzony „obraz” wraca do swojego niestworzonego „Wzoru”, na który został stworzony. Szatan, który już na początku zakłócił tę relację (por. Rdz 3), także teraz nieustannie na wszelkie możliwe sposoby usiłuje nie dopuścić do tego obcowania.

Kiedy umysł zaczyna modlić się bez roztargnienia, wówczas wywiązuje się, dniem i nocą, bezwzględna walka o popędliwą część duszy.

Błędem byłoby sądzić, że ta walka ustępuje w miarę postępów w życiu duchowym. Wręcz przeciwnie! To nie nowicjuszy, lecz „starszych” w poznaniu, to znaczy „duchowych ojców”, którzy już „otrzymali dar Ducha”, najzawzięciej prześladuje demon gniewu. Gdyż u „kontemplatyków”, „widzących”, grzechy płynące z gniewu mają najbardziej niszczycielskie skutki: zaślepiają „oczy” umysłu, którymi widzi on i poznaje Boga i Jego stworzenie.

Nocą demony usiłują bezpośrednio niepokoić duchowego mistrza. W ciągu dnia natomiast za pośrednictwem ludzi osaczają go trudnościami, oszczerstwami i niebezpieczeństwami.

Dlatego Ewagriusz stanowczo ostrzega tych, którzy jeszcze „trwają w grzechach i skłonności do gniewu”, by nie „ośmielali się bezwstydnie sięgać po wiedzę o sprawach doskonalszych albo przystępować do niematerialnej modlitwy”. Ich rzekoma „modlitwa w duchu i w prawdzie” byłaby po prostu groteskową karykaturą „prawdziwej modlitwy”. A Bóg nie puściłby płazem takiego zuchwalstwa.

Jak temu, kto choruje na oczy, nie pomoże uporczywe oglądanie bez zasłony słońca w samo południe i kiedy ono świeci najsilniej, tak i próba naśladowania budzącej grozę i niezwykłej modlitwy spełnianej w duchu i w prawdzie na nic nie przyda się umysłowi wzburzonemu i nieczystemu; wprost przeciwnie – takie postępowanie doprowadzi Boga do gniewu przeciwko niemu.

Już Ewagriuszowi było więc dobrze znane to, co dziś nazywamy „autosugestią”, w której tylko wmawia się sobie pewne stany, a nie przeżywa ich naprawdę. Charakterystyczne jest to, że do takich „imitacji” skłonni są przede wszystkim ci, którzy jeszcze „trwają w grzechach i skłonności do gniewu”. Tym, co ich napędza, jest kryjąca się za tym gniewem pycha; ona to sprawia, że nie czekają, aż zostaną zawołani, jak Mojżesz przez Boga z płonącego krzewu, lecz zuchwale próbują sami „przystępować do modlitwy”. A przecież „prawdziwa modlitwa” jest „charyzmatem”, „darem”, którego Bóg „udziela temu, kto o niego prosi”, i którego trzeba „zostać uznanym godnym”.

Czy zatem człowiek ogarnięty płomieniem gniewu w ogóle nie powinien się modlić? Nic podobnego. Jednakże zamiast porywać się na to, co ze względu na jego namiętny stan jest dla niego nieosiągalne, a nawet szkodliwe, powinien uciekać się do owych „krótkich, ale intensywnych” wezwań Chrystusa, o których mówi cała wczesna literatura monastyczna, do owych „aktów strzelistych” (św. Augustyn), z których powstała słynna „modlitwa Jezusowa”.

Jeśli chcesz zmusić wrogów do ucieczki, nieustannie się módl (1 Tes 5,17).

Te „zwięzłe”, „natężone”, „częste” i „nieustanne” krótkie modlitwy są codziennym chlebem dręczonego także, a nawet szczególnie, przez demona gniewu. Są one zanoszone ze łzami, gdyż nic bardziej niż skrucha nie niszczy „właściwej duszy zatwardziałości” – która jest dziełem demonów. Tu jednak wkraczamy w dziedzinę środków uzdrawiających rozbudzoną popędliwość, o których szczegółowo powiemy później.


Gabriel Bunge Wino demonów. Nauka Ewagriusza z Pontu o gniewie i łagodności Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

„Spotkanie z kobietą wznieca ogień rozkoszy”. O nieczystości u Ewagriusza z Pontu

Demony tzw. cielesne, do których należy również demon pożądliwości seksualnej, wpływają na duszę człowieka, jak wielokrotnie podkreślał Ewagriusz, za pośrednictwem rzeczywistości materialnej i ciała. W przypadku zaś popędu seksualnego rozbudzany on jest u mężczyzny poprzez spotkania z kobietami: „spotkanie z kobietą wznieca ogień rozkoszy”. Anachoreza oznaczała dla mnicha oddalenie się od świata materialnego, w tym również od jakichkolwiek spotkań z kobietami w celu szybszego opanowania właśnie pożądania seksualnego i osiągnięcia cnoty czystości. Choć po odejściu na pustynię zmniejszał się zdecydowanie wpływ bodźców zewnętrznych, to jednak niezależnie od tego samo pożądanie seksualne jako takie nadal pozostawało i dawało o sobie znać w postaci zamaskowanego poszukiwania spotkań z kobietami. Działo się to zwłaszcza wtedy, gdy anachoreta zmuszony był udać się do miasta, by tam sprzedać niektóre swoje produkty i kupić rzeczy niezbędne do życia lub kiedy kobiety przychodziły do niego, poszukując duchowych porad. To działanie demona pożądliwości wpisuje się doskonale w ogólną zasadę działania myśli namiętnych pożądliwej części duszy podaną przez anachoretę z Pontu. Demony bowiem tej części duszy (obżarstwo, nieczystość, chciwość) „czynią z nas ludzi towarzyskich, wypominając nam zbytnią twardość i srogość, abyśmy obcowali z ciałami, gdy nas ogarnie pożądanie ciał”. Łatwo można sobie wyobrazić, że walka z nimi będzie oparta na działaniu przeciwnym, czyli wyborze samotności. Ewagriusz czyni w tej materii swoimi słowa Serapiona z Thmuis:

Miłość leczy to, co płonie wskutek popędliwości, natomiast zalew złej pożądliwości może być powstrzymany przez opanowanie.

Dlatego zachęca, aby odrzucić pokusę demona, który „wygania” mnicha na rynek albo zmusza do „włóczenia się poza rynkiem”.

Jeśli demon nieczystości zauważył jakąkolwiek ambiwalencję w postawie anachorety, który z jednej strony rezygnował z relacji seksualnych z kobietami i jakichkolwiek rozmów z nimi, z drugiej natomiast szukał okazji, by się z nimi przynajmniej spotkać, szybko wykorzystywał to przeciwko niemu. Ewagriusz po mistrzowsku uchwycił tę chwiejność w postawie mnicha wobec kobiet w Liście 16:

A również demon nierządu obserwuje przedmiot trosk mnicha, czy jeśli spotka kobietę, spotyka ją niejako przypadkowo, czy też tak to z góry zaplanował, że ją spotka pod pewnym pretekstem. Bada on także słowa, które mnich wypowiada, czy pobudzają do śmiechu, czy też zachowują wzgląd na skromność. Obserwuje zaś także oczy mnicha, czy może są bezwstydne, i jego chód, czy może jest zmanierowany i czy przez jego zniewieściałą opieszałość nie ujawnia się przypadkiem jakaś namiętność. Bada też jego ubiór, czy jest znoszony, czy też ładny ze względu na jakąś kobietę.

W cytowanym tekście łatwo zauważyć koncentrację na różnych obszarach życia mnicha, który, gdy tylko dopuścił do swej duszy pragnienie spotkania kobiety, szybko stawał się ofiarą demona nieczystości. Ewagriusz odwołuje się tutaj do postawy częstej w życiu bardzo wielu ludzi, tj. jednoczesnego pragnienia dwóch rzeczy wykluczających się wzajemnie, lecz w taki sposób, że jedno z tych pragnień jest sprytnie maskowane. Nie trzeba dodawać, że taka dwoistość intencji rozdziera boleśnie duszę człowieka, powodując ogromne duchowe cierpienie. Oficjalnie anachoreta na pustyni dążył do cnoty czystości, unikając spotkań z kobietami, jednak pod płaszczykiem koniecznych spotkań z ludźmi pragnął spotykać się również z nimi. Chciał więc osiągnąć czystość i jednocześnie spotykać się z kobietami, a te spotkania rozbudzały jego erotyczne pożądania. To rozdwojenie pragnień ujawniało się w jego zewnętrznych postawach, które demon nieczystości pilnie obserwował, gdyż nie jest w stanie poznać bezpośrednio myśli lub pragnień człowieka, i sprytnie wykorzystywał przeciwko niemu. Obserwuje więc, o co tak naprawdę mnich troszczy się w swoim życiu, a prawdziwe jego pragnienia objawiają się przez czyny i słowa. Czy spotyka jakąś kobietę rzeczywiście przypadkowo, czy też chciał się z nią spotkać za wszelką cenę i jedynie szukał pretekstu, by przed samym sobą i innymi nie przyznać się do pragnienia jej spotkania. Bada słowa anachorety: czy prowokują one do śmiechu, by zachęcić kobietę do dłuższego pozostania z nim, czy też są skromne i ograniczają się do wypowiedzenia koniecznych rzeczy. Następnie obserwuje, gdzie i jak spoglądają oczy mnicha, tzn. czy patrzy na kobietę, czy też gdzie indziej, a jeśli na nią, to czy w jego spojrzeniu widać pożądanie. Innymi elementami, które ukazują namiętność mnicha, są jego „zmanierowany chód” lub „zniewieściała opieszałość”. Ewagriusz nie wyjaśnia bliżej, co rozumie pod tymi pojęciami, skazani więc jesteśmy na domysły. Chodzi zapewne o taki sposób chodzenia, który pokazuje zabiegi mnicha o względy kobiety, czyniąc go jednocześnie mniej stanowczym w kończeniu spotkania. Demon ten bada wreszcie, czy mnich jest ubrany w swój stary, znoszony ubiór, czy też na spotkanie z kobietą ubrał się w nowy, ładny strój. W teorii Ewagriusza demon pożądliwości nie jest w stanie działać bezpośrednio na duszę mnicha, lecz w spotkaniu mnicha z kobietą wykorzystuje „narzędzia”, jakie daje mu sam anachoreta w postaci spojrzeń, wypowiadanych słów, sposobu chodzenia i ubierania się. Jeśli objawiają one jakąkolwiek namiętność, wtedy sprytnie rozbudza jeszcze bardziej pożądanie. Mnich zaś zamiast koncentrować się na modlitwie i poznaniu Boga, zmuszony jest zmagać się znowu z własną pożądliwością. Elementem kluczowym, który ten demon wykorzystuje, jest dwoistość pragnień mnicha. Stąd jako remedium w walce w tym wypadku Ewagriusz proponuje spójność pragnień i ich zgodność z postawami zewnętrznymi, tzn. pragnienie cnoty czystości i pokazanie tego w konkretnych postawach. Skoro ktoś zdecydował się na anachorezę, to oznacza, że chce rzeczywiście wyzwolić się od wpływu bodźców zewnętrznych, w tym wypadku również oglądania kobiet, bo „namiętność nie nabiera mocy, kiedy nie ma materii”. Dusza powściągliwego mnicha unika oglądania kobiet:

Spoglądanie na kobietę jest zatrutą strzałą, zraniła duszę [mnicha] i zapuściła truciznę, a im dłużej trwa, tym większe sprawia zatrucie. Kto pragnie ustrzec się przed taką strzałą, niech nie udaje się na publiczne zabawy ludowe i nie włóczy się w święta, gapiąc.

Jak wynika z rady Ewagriusza, niektórzy anachoreci wykorzystywali zapewne różne święta chrześcijańskie albo nawet pogańskie do tego, aby włóczyć się po mieście i gapić na kobiety, co bez wątpienia rozbudzało na nowo uciszone pożądanie seksualne. Nie pogłębiali jednak w ten sposób oczyszczenia swojej duszy, miotając się pomiędzy stanami wyciszenia na pustyni a rozbudzenia w miastach. Mistrz duchowy z Pontu zachęca, by lepiej pozostać w domu i oddać się modlitwie, niż świętować i wystawiać się nieroztropnie na zagrożenia. Zauważmy również, że Ewagriusz unika pogardy wobec kobiet czy obwiniania ich za rozbudzanie pożądania u mnichów, o co niesłusznie był posądzany przez różnych badaczy. Nie pisał przecież, że „kobieta jest zatrutą strzałą”, ale że „spoglądanie na kobietę jest zatrutą strzałą”, a to już było zachowanie zależne od woli mnicha.

O ile z jednej strony zagrożeniem dla czystości anachorety jest brak spójności w jego pragnieniach, tak że jednocześnie pragnie czystości i, na sposób ukryty, spotkań z kobietami, o tyle z drugiej są nimi różne uwodzicielskie sposoby zachowywania się kobiet. W jednym ze swoich tekstów Ewagriusz po mistrzowsku je opisuje, przestrzegając anachoretów:

Uciekaj od spotkań z kobietami, jeśli chcesz być roztropny i nie dawaj im nigdy swobody, by nie okazały wobec ciebie zuchwałości. Na początku bowiem zachowują lub udają obłudny szacunek, potem jednak ośmielają się bezwstydnie na wszystko. Na pierwszym spotkaniu mają wzrok spuszczony, mówią łagodnie i płaczą, wzbudzając współczucie, zachowują się dostojnie i wzdychają gorzko, pytają na temat czystości i słuchają pilnie [odpowiedzi]. Widzisz je po raz drugi – podniosły już głowę nieco wyżej, za trzecim razem zbliżają się bezczelnie. Uśmiechnąłeś się – tamte wybuchły gromkim śmiechem. Następnie ozdabiają się i pokazują się tobie ostentacyjnie, dobierają spojrzenia radośnie, zwiastując namiętność, podnoszą brwi i obracają powiekami, obnażają szyję i ramię i grają pieszczotliwie całym ciałem, mówią słowa, które czynią [cię] miękkim wobec namiętności, a silą się na takie brzmienie [głosu], które urzeka słuch, aż całkiem osaczą [twoją] duszę. To staje się dla ciebie haczykiem wabiącym ku śmierci i siecią zręcznie splecioną, który ciągnie ku zgubie. Niech cię [kobiety] nie zwiodą słowami, gdy przytulają się łagodnie do ciała.

Ewagriusz, jak się okazuje, był nie tylko doskonałym znawcą duszy mnicha-mężczyzny, ale również, co potwierdza powyższy tekst, świetnym znawcą kobiecego zachowania. Gdyby ten tekst był anonimowy, trudno byłoby się domyślić, że został napisany przez mnicha. By właściwie zrozumieć ten fragment i nie oskarżać fałszywie autora o mizoginizm, musimy odczytywać ten fragment w kontekście stylu życia anachoreckiego i jego nauki duchowej na ten właśnie temat. Ewagriusz nie postrzegał kobiet i ich uwodzicielskiego sposobu bycia jako narzędzia w rękach szatana, ale jako zagrożenia dla mnicha żyjącego w czystości. Nie jest to więc żadna próba demonizowania kobiet jako takich, ale trzeźwy realizm życia, który podpowiada, że spotkania mnicha z kobietami stanowią często zagrożenie dla jego czystości. Zachęcał więc anachoretów, by unikali jakichkolwiek spotkań tego typu, gdyż bardzo szybko spotkania „duchowe” mogą stracić taki charakter za sprawą świadomie lub nieświadomie uwodzicielskiego zachowania kobiety. Po mistrzowsku opisuje dalej kolejne etapy coraz większej zuchwałości kobiety wobec mnicha. Na pierwszym spotkaniu ma opuszczony wzrok i wcale nie patrzy na anachoretę, mówi spokojnie i łagodnie, starając się płaczem wzbudzić współczucie i litość, bądź też przyjmuje dostojną postawę i gorzko wzdycha nad swoim losem. Wykazują również zainteresowanie tematem czystości i wiele o to pytają. Według Pontyjczyka to właśnie chęć wzbudzenia litości czy współczucia oraz wykazanie zainteresowania stylem życia mniszego, a konkretnie czystością, rozmiękczają duszę mnicha. Któż nie chciałby pomóc i pocieszyć osoby płaczącej albo jaki mnich nie poczułby wewnętrznej satysfakcji, gdy jakaś kobieta interesuje się trudami jego ascezy, podziwiając zwłaszcza jego wstrzemięźliwość seksualną? Rodzi się wtedy w sercu subtelna próżność: ktoś potrzebuje jego duchowej pomocy i docenia jego życie w czystości. Tak poruszony godzi się na drugie spotkanie, na którym kobieta jest już śmielsza i podnosi głowę nieco wyżej oraz na trzecie, gdy zbliża się do niego. Następnie na delikatny uśmiech mnicha, odpowiada ona wybuchem śmiechu, potem na kolejne spotkania przychodzi ubrana w różne ozdoby, podnosi brwi i przewraca oczami, wreszcie obnaża szyję i ramiona, ruchami ciała, słowami i brzmieniem głosu osacza jego duszę, by ostatecznie przytulić się łagodnie do jego ciała. Opis dynamiki rozwoju poszczególnych spotkań mnicha z kobietą jest na tyle realistyczny, że albo Ewagriusz sam osobiście doświadczył takiej sytuacji, albo też dostrzegł ją w życiu tych anachoretów, którzy zwracali się do niego o pomoc w rozeznaniu natury takich spotkań bądź też już sami padli ich ofiarą. Asceta z Pontu radził więc, aby kierownictwem duchowym kobiet, zwłaszcza młodych, zajmowali się raczej starsi wiekiem i duchowo bardziej doświadczeni anachoreci. Młodych mnichów zachęcał natomiast do unikania spotkań z nimi:

Zbliż się raczej do płonącego ognia niż do młodej kobiety, jeśli sam jesteś młody. Gdy bowiem przystąpisz do ognia, to poczujesz ból i szybko odskoczysz, natomiast obezwładniony słowami kobiety, tak łatwo nie odejdziesz.

Ewagriusz był przekonany, że nie wyzwoli się spod wpływu demona nieczystości mnich, który szuka spotkań z kobietami pod jakimkolwiek pretekstem, ponieważ: „Kwitnie roślina stojąca nad wodą, a namiętność pożądania na spotkaniu z kobietami”. Zasadniczym remedium na walkę z taką taktyką demona nieczystości jest unikanie jakichkolwiek indywidualnych spotkań z kobietami, motywowane jednak nie pogardą do nich, ale roztropnością i świadomością, że sprzyjają one wzrostowi pożądania seksualnego. Jeśli jednak spotkania są konieczne ze względu na kierownictwo duchowe, mnich powinien zachować daleko idącą roztropność i nie przedłużać rozmowy, zwłaszcza z kobietą zamężną, pod pozorem, że często mu się zwierza i potrzebuje porady duchowej.


Ks. Leszek Misiarczyk Osiem duchów zła i sposoby walki z nimi Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Pouczenia Ewagriusza z Pontu

1(25) Jest niedorzecznością, żeby ten, kto goni za zaszczytami, zdołał uniknąć trudów, które są przyczyną zaszczytów.

2(26) Chcesz poznać Boga? Najpierw poznaj samego siebie.

3(27) Prawdziwym spośród przyjaciół jest ten, kto daje możliwość wspólnego przeżywania okoliczności życia.

4(28) Straszną jest rzeczą mieć wysokie mniemanie o sobie przy niewielkich dokonaniach.

5(29) Wyrażanie opinii w każdej sprawie jest przeszkodą dla osiągnięcia wiedzy.

6(30) Zły duch jest przewodnikiem życia bezrozumnego.

7(31) Szlachetność duszy ujawnia się dzięki sile charakteru.

8(32) Pobożnym jest ten, kto nie mówi o sobie.

9(33) Świątynią Boga jest człowiek nienaganny.

10(34) Najgorszym nabytkiem jest życie w niesławie.

11(35) Mów, co trzeba i kiedy trzeba, a nie usłyszysz tego, co nie jest konieczne.

12(36) Najcenniejszym nabytkiem jest przyjaciel do­skonały.

13(37) Chorobą duszy jest umysł żądny chwały.

14(38) Gość i ubogi to lecznicza maść na oczy, dana przez Boga.

15(39) Kto ich przyjmuje, szybko odzyska wzrok.

16(40) Jest rzeczą piękną wyświadczać dobrodziejstwa wszystkim, szczególnie zaś tym, którzy nie mogą się odwdzięczyć.

17(41) Mówca [przemawiający] zgodnie ze sprawiedliwością jest niczym kubek chłodnej wody.

18(42) Roztropność i łagodność duszy są niczym cherubiny.

19(43) Zażywanie szacunku na starość jest dowodem na to, że [ów człowiek] zanim osiągnął wiek podeszły, był miłośnikiem trudów.

20 Praktykowanie gorliwości w młodym wieku daje gwarancję szacunku na starość.

21(44) Najwznioślejszą [czynnością] duszy jest prawdziwa kontemplacja.

22(45) Miłując te rzeczy, których miłować się nie powinno, nie będziesz miłował tych rzeczy, które miłować trzeba.

23(46) Lepiej jest posiadać fałszowane złoto niż fałszywego przyjaciela.

24(47) Dusza oczyszczona na podobieństwo Boga jest Bogiem.

25(48) O jakże trzeba strzec się miłości własnej, która żywi nienawiść do wszystkiego!


Ewagriusz z Pontu Pisma ascetyczne, tom 2 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC