„Negacją żyć się nie da”. Kim byli Ojcowie Pustyni?

Idąc po słowo do Ojców, powinniśmy jednak wiedzieć przynajmniej w ogólnym zarysie, do kogo właściwie idziemy? Kim oni są? Odpowiedź wydaje się prosta: to tacy, co odeszli na pustynię. Ale taki zewnętrzny opis niczego nie wyjaśnia. Jeżeli widzę człowieka, który wbija łopatę w ziemię, ale nie wiem, DLACZEGO to robi, to nie wiem także, czy jest ogrodnikiem, czy może hydraulikiem albo saperem; może być równie dobrze terrorystą albo ministrem, który przyjechał zainaugurować uroczyście jakąś budowę. Jeżeli widzę człowieka, który jak to przywykło się mówić, „porzucił świat”, a nie wiem, co nim kierowało, w jakiej intencji to robił, to mogę się w nim domyślać odludka, malkontenta, ekologa, ukrywającego się przestępcy, obrażonej primadonny – czego dusza zapragnie. Podkreślam tak ten problem, bo wielu (dawniej i dzisiaj) przychodzi do Ojców po „słowo” z zupełnie błędnym pojęciem o tym, do kogo przychodzą. Fascynuje ich radykalizm i mądrość Ojców; domyślają się nawet, snując uczone paralele, że coś z tego radykalizmu mogłoby pomóc także i ludziom świeckim albo zaradzić bolączkom dzisiejszych czasów; a jednak źródło tego radykalizmu i tej mądrości pozostaje dla nich zupełną tajemnicą. Patrząc bowiem z zewnątrz na „porzucenie” świata, na rzeczywiste fizyczne oddalenie się od społeczeństwa świeckich (a łatwo zapomnieć, że i mnisi tworzyli, nawet na pustyni, społeczność mającą swoje prawa i wymagania), patrząc na twarde realia ich życia, na posty, brak snu, pożywienia, odzieży, na cierpliwe (a czasem i dobrowolne) cierpienia – łatwo uznać ich życie za jedną wielką negację. I wtedy rusza machina domysłów: skąd ta negacja? Wtedy mówi się o nie­chęci, nawet nienawiści do społeczeństwa, do cywilizacji, do ciała, do materii… Ale negacją nie da się żyć. Mówię to nie od siebie, ale od piętnastu wieków doświadczenia monastycznego: Negacją żyć się nie da. Kto próbuje oprzeć swój styl życia na jakimś wielkim mówieniu „Nie”, ten albo szybko dojdzie do wniosku, że są ciekawsze rzeczy w życiu do roboty, albo stoczy się, wedle usposobienia i okoliczności, w cy­nizm, w narkomanię, w przestępczość. Zespół ludzki, zjednoczony przez wspólną ideę negacji, skończy jako grupa hippisów albo ana­rchistów. Po prostu takie życie jest sprzeczne z naturą ludzką: i do czegokolwiek by prowadziło, do świętości w każdym razie prowadzić nie może. Świętość jest sztuką afirmacji, bo jest zgodna z naturą ludzką i dla niej zaplanowana. Tylko ktoś, kto nie tylko sam nigdy nie próbował życia monastycznego, ale go sobie nawet wyobrazić nie potrafi, może wyprowadzać je z jakiej­kolwiek wielkiej negacji. Albo zresztą i z małej, na przykład z zawodu miłosnego, w czym celowali nasi XIX-wieczni powieściopisarze.

Skąd jednak w takim razie biorą się wszystkie te wyrzeczenia Ojców, skąd ich rzeczywiste i dostrzegalne dla każdego odejście od zwyczajnej ludzkiej społeczności, od zdobyczy cywilizacji, od majątku? Jeśli to wszystko nie było dla nich godnym pogardy złem, jeśli było czymś dobrym, dlaczego odeszli? Czy można coś porzucać, jeśli się to afirmuje, nawet kocha? Można: jeżeli na drodze stanie jakaś druga miłość, jeszcze większa. Jest to zjawisko doskonale w świecie znane, i zupełnie nie wiadomo dlaczego tylu ludzi nie może tu dostrzec podobieństwa. Młodzi ludzie, zawierając małżeństwo, choćby przy tym musieli wyjechać, nie narażają się przez to na podejrzenie, że nienawidzą rodziców i że to z tej nienawiści odeszli. Człowiek, który emigruje, by móc utrzymać rodzinę, nie naraża się na posądzenie o zdradę ojczyzny. Po prostu zjawił się większy obowiązek; silniejsza miłość postawiła wymaganie odejścia. Jeżeli można w tym kontekście użyć słowa nienawiść, to chyba tylko w takim znaczeniu, w jakim użył go Chrystus mówiąc: że nie może być uczniem Jego ktoś, kto by „nie miał w nie­nawiści” wszystkiego poza Nim, łącznie z sobą samym. Oznacza to po prostu, że miłość Chrystusa musi być silniejsza, niż wszystkie inne miłości.

Konferencje i artykuły siostry Małgorzaty Borkowskiej OSB

I tylko ten, kto świat kocha i kocha ludzi, potrafi ich porzucić tak, żeby im krzywdy nie zrobić, a nawet oddać przysługę. Poza tym ten tylko, kto świat ceni, może porzucając go, okazać Bogu miłość. Wyborem swoim mówi niejako: „Ponad wszystko, co kocham i cenię, kocham i cenię Ciebie”. Natomiast ktoś, kto świata nie ceni, ludzi nienawidzi, kto ma w sercu pogardę i negację, jeżeli nawet wybiera życie monastyczne, to tym wyborem mówi Bogu: „Nic wartościowego nie stworzyłeś, a ja wybieram już ostatecznie raczej Ciebie niż te wszystkie paskudztwa”. Czy tak przemawia miłość?

Więc mimo wszystkich przeciwnych objawów zewnętrznych, mimo znanego frazesu o „po­gardzie świata”, mimo pozorów nienawiści i negacji, jeżeli chcemy zrozumieć Ojców, musimy pamiętać, że to jest tylko fasada, okrywająca istotę rzeczy. To tak, jak z tymi dwoma postępowymi krasnoludkami, co rozmawiały wyłącznie przez telefon. Jeden mieszkał wewnątrz budynku, a drugi na zewnątrz; ten drugi postrzegał dom jako bryłę wypukłą, i do końca życia nie dał się przekonać, że jest to również przestrzeń wklęsła, a nawet więcej: że wypukłość powstała tylko jako ochrona owej wklęsłości. Afirmacja świata przez Ojców zderza się z silniejszą o wiele afirmacją Boga; może z zewnątrz wyglądać czasem w tej sytuacji jak nienawiść, ale nią nie jest. Gdyby była, nikt by do nich ze świata nie pielgrzymował po „słowo”: można by się bowiem słusznie obawiać, że z nienawiści powiedzą nam takie, które nas zmyli albo wpędzi w nerwicę.

Czy jednak musi nastąpić zderzenie dwóch miłości, konflikt między nimi? Czy nie można, albo zapytajmy nawet: Czy nie lepiej kochać Boga i świat, pozostając wśród ludzi? Tu wchodzimy w teoretyczne rozważania o wielości powołań w Kościele, które od czasów Ojców zostały już znacznie posunięte naprzód. Uznajemy dziś już bez problemu, że powołań jest wiele. Jeśli chodzi o powołanie monastyczne, to miało ono epoki, w których nikt nie musiał ani go usprawiedliwiać, ani uzasadniać; dzisiaj trzeba, powiedzmy więc po prostu, że Bóg jest godzien tego, żeby byli ludzie, którzy poświęcą życie wielbieniu i miłowaniu Go, nie oglądając się na żadne inne względy. Reszta Kościoła zresztą nic na tym nie traci, a nawet może zyskać. Nie będę tego tematu rozwijać, gdyż Ojcowie nie znali teoretycznych rozważań i raczej ich nie lubili: wiedzieli, że Bóg ich wzywa, i to im wystarczało. Czy, i w jakim stopniu, i do czego wzywa także innych ludzi, niektórzy z nich nie pytali wcale. Inni pytali i dochodzili do różnych odpowiedzi. Jedni pamiętali, że (jak to powiadają bohaterowie Sienkiewicza) gdyby wszyscy czystość ślubowali, tedy by rodzaj ludzki zginąć musiał; co raczej w planach Bożych nie leży przed końcem świata. Drudzy zdawali się mniemać, że poważne podejście do kwestii zbawienia wymaga prędzej czy później odejścia na pustynię. Jest wśród ich pism kilka opowieści o tym, jak to jakiś bardzo świątobliwy i zasłużony starzec dowiaduje się nagle z objawienia, że jego zasługi po kilkudziesięciu latach życia pustelniczego są równe zasługom jakiegoś człowieka lub grupy ludzi, mieszkających tam a tam. Ów starzec natychmiast wyrusza w drogę, by tych ludzi poznać, i zawsze ku jego zdumieniu okazuje się, że to świeccy: jakiś nawrócony eks-bandyta, który pracuje obecnie jako służący w karczmie, albo jakiś prosty pasterz, albo dwie mężatki, mieszkające w zgodzie w jednym domu. Zofia Kossak wykorzystała w „Szaleńcach Bożych” jedno z takich opowiadań, tylko opuściła zakończenie. A zakończenie jest stałe: pustelnik namawia tam zawsze owych świętych ludzi świeckich, by odeszli na pustynię, a nie ryzykowali, że ich zasługi przepadną. I rzeczywiście ci ludzie odchodzą z nim. Mamy tu głos epoki, która nie dopracowała jeszcze nauki o wielości powołań w Kościele, a życiem monastycznym była szczerze zafascynowana. Niemniej w realnym życiu, a nie w anegdocie, ci wszyscy, którzy pielgrzymowali do Ojców, szli tam po to, żeby umocnić się w wierze i w dobrych postanowieniach, i z tymi postanowieniami wrócić do swego normalnego życia, na swój normalny posterunek.

Co więc przychodzili usłyszeć i czego chcieli zaczerpnąć? Nie negacji świata, ale AFIRMACJI BOGA. Mnich, który by tracił czas na tłumaczenie człowiekowi świeckiemu, jakie są udręki i niepokoje życia świeckiego, naraziłby się tylko na śmieszność: ów człowiek sam wie o tym równie dobrze, jeśli nie lepiej. Natomiast jeśli zagoniony, niespokojny, udręczony przychodzi do pustelnika, to po to, żeby tamten mu raz jeszcze poświadczył, że jest Bóg nad światem; że warto trudzić się w Jego służbie; że Jego miłość rządzi wszystkim i wplata wszystko w swoje plany. Że żadna okruszyna dobra nie zginie, że żaden podjęty trud nie zostanie zapomniany, że Bóg nas stworzył nie po to, żeby nas rzucić w kąt jak zepsutą zabawkę, Chrystus umarł dla nas i zmartwychwstał nie po to, żeby nas zostawić samym sobie, a Duch Święty zamieszkał w nas nie po to, żeby tam sobie zasnąć. Słowem, że JEST BÓG.


Małgorzata Borkowska OSB Abba, powiedz mi słowo Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Praca w życiu i nauce Ojców Pustyni

Ojcowie Pustyni budzili podziw swoją ascezą, stanowili wzór dla późniejszych mnichów, zwłaszcza na Zachodzie. Spośród kilku tomów Apoftegmatów wydanych w serii Źródła Monastyczne odniesiemy się do pierwszego z nich: Gerontikon. Księgi Starców, zawierającego w porządku alfabetycznym zestawione wypowiedzi przypisywane poszczególnym Ojcom. Na podstawie indeksu przytoczymy najbardziej charakterystyczne.

Prof. Ewa Wipszycka we wstępie do interesującego nas tomu punkt 9. poświęca pracy ascetów. Pisze, że w przytłaczającej większości starali się rygorystycznie wypełniać polecenie św. Pawła „Kto nie chce pracować, niechaj też nie je” (2 Tes 3,10), by przez pracę zdobyć środki do życia i wspomagania potrzebujących. Pracę stanowiły na ogół proste czynności rzemieślnicze: plecenie lin, koszy, mat z trzciny i włókien roślinnych. Wyroby sprzedawano w osadach, niekiedy za pośrednictwem pobożnych przyjaciół. Rzadziej zajmowano się tkactwem, przepisywaniem ksiąg i sporządzeniem do nich opraw. Przy celach zakładano także ogródki do uprawy jarzyn a w czasie żniw najmowano się do pracy w polach, otrzymując jako zapłatę określoną ilość zboża.

Święty Antoni w czasie wewnętrznych trudności otrzymał pouczenie w wizji kogoś podobnego do siebie, który siedział i pracował (plótł linę), wstawał do modlitwy, potem znów siadał i plótł linę, po jakimś czasie wstawał do modlitwy. Anioł powiedział mu, by robił podobnie, a zostanie zbawiony [1(1)]. Cierpliwa wytrwałość w zwykłych czynnościach jest normalną drogą duchowego rozwoju.

Abba Aleksander pracował bardzo powoli i dokładnie, przygotowując włókna i przyszedł na posiłek dopiero po skończeniu pracy o zmroku, choć zwykła pora jedzenia wypadała wcześniej [24(62)].

O Abba Arseniuszu opowiadano, że całe życie spędził, siedząc nad rękodziełem [41(79)]. Abba Ammoe opowiadał o odwiedzinach u abba Achillasa:

I wprowadził nas do środka, i zobaczyliśmy, że pomimo nocy plótł długą linę. Poprosiliśmy go, aby nam powiedział słowo. On rzekł: «Od zmroku aż do tej chwili uplotłem dwadzieścia sążni, a wierzcie mi, że mi to nie jest potrzebne: ale nie chciałem, aby Bóg rozgniewał się na mnie i zarzucił mi: «Dlaczego nie pracowałeś, kiedy mogłeś»? Toteż trudzę się i pracuję, ile tyko mogę». I odeszliśmy zbudowani [5(128)].

Abba Abraham opowiadał o pewnym mnichu, który przepisywał książki, ale myślą był pogrążony w kontemplacji i opuszczał wiersze oraz znaki interpunkcyjne. Gdy odbiorca takiej książki zwrócił mu na to uwagę i prosił o uzupełnienie, otrzymał odpowiedź: „Idź i wypełnij najpierw to, co tu napisane, a potem przyjdź, żebym ci dopisał resztę” [3(142)].

Kiedy ktoś przychodził, by zabrać do jakiejś pracy abba Apollosa, on „szedł z radością i mówił: «Dzisiaj będę pracował z Chrystusem dla zbawienia mojej duszy: taka bowiem jest dla niej nagroda»” [1(149)].

Abba Biare na pytanie, co robić, by się zbawić, odpowiedział: „Idź i staraj się powściągnąć swój brzuch oraz ilość pracy ręcznej, jaką wykonujesz, a siedząc w celi unikaj wzburzenia; i tak będziesz zbawiony” (173). Zalecał powściągliwość, równowagę, spokój i opanowanie.

Opowiadano o abba Izajaszu, że poszedł prosić o ziarno gospodarza, u którego nie pracował, a kiedy nie otrzymał, pouczył braci, że przez ten przykład pokazał im, „że jeśli ktoś nie pracuje, nie otrzyma zapłaty od Boga” (por. 2 Tes 3,10) [5(252)].

Abba Teodor z Ferme powiedział: „Kiedyśmy mieszkali w Sketis, praca wewnętrzna była naszą główną pracą, a rękodzieło uważaliśmy za coś ubocznego; teraz zaś praca wewnętrzna stała się uboczną, a uboczna główną” [10(277)]. Na pytanie, na czym polega praca wewnętrzna, odpowiedział: „To wszystko, co robimy przez posłuszeństwo przykazaniom Bożym, jest pracą wewnętrzną, a kiedy działamy albo się spotykamy z pobudek osobistych, to powinniśmy to uważać za coś ubocznego” i jako przykład podaje przerwanie własnej pracy, gdy trzeba zaopiekować się chorym lub pomóc w pracy bratu [11(278)].

O abba Janie Karle opowiadano, że odszedł od swego starszego brata, z którym razem mieszkał na pustelni, by wyzwolić się od wszelkich trosk i być jak aniołowie wolnym, by bezustannie służyć Bogu. Gdy po tygodniu wrócił i powiedział, że to on, brat mu nie otworzył, lecz odpowiedział: „Jan został aniołem i nie ma go już wśród ludzi”. Dopiero rano wpuścił go i pouczył: „Skoro jednak jesteś człowiekiem, to powinieneś znowu pracować na swoje utrzymanie” [2(317)]. Ten abba pouczał jednak innego, że jeśli nie ma sił do pracy z braćmi, niech siedzi w celi i opłakuje swoje grzechy, wtedy nie będą go wyciągali [19(334)].

Jan cenobita nie przerywał pracy, gdy go odwiedzili bracia. Gdy przypomnieli mu, że normalnie zaprasza się gości do wspólnej modlitwy lub przynajmniej, by usiedli, odpowiedział: „Na takie rzeczy grzeszny Jan nie ma czasu” (356). Prawdopodobnie chodzi o pokorę. Goście ze Sketis słyszeli o nim jako o wielkim ascecie, a on uważał się niegodnym, by rozmawiać z nimi i ich pouczać.

Abba Izaak z Cel opowiadał o swym mistrzu abba Kroniosie, że nigdy nie wydawał mu żadnych poleceń, podobnie abba Teodor z Ferme, który uzasadniał to: „Ja mu nie mówię nic; ale jeżeli zechce, będzie tak robił, jak widzi, że ja robię”. Odtąd uczeń widząc, że starzec miał coś robić, spieszył, by pierwszy to wykonać. Starzec robił wszystko w milczeniu i w ten sposób również uczeń nauczył się pracować w milczeniu [2(373)].

Abba Lucjusz pouczał euchitów, którzy nie podejmowali ręcznej pracy, lecz uważali, że zgodnie ze słowami św. Pawła modlą się nieustannie. Spytał ich, czy jedzą i sypiają i kto się wtedy za nich modli. Gdy nie umieli odpowiedzieć, rzekł:

Wybaczcie mi, ale nie tak żyjecie, jak mówicie. A ja pokażę wam, że wykonując pracę ręczną modlę się bezustannie. Bo trwając w obecności Bożej zwilżam sobie włókna palmowe; a siedząc i skręcając linę mówię: Zmiłuj się nade mną, Boże, w miłosierdziu swoim: w ogromie swej litości zgładź nieprawość moją (Ps 51,3) … I kiedy tak spędzę cały dzień na pracy i modlitwie, zarabiam mniej więcej szesnaście groszy: z tych dwa składam w bramie kościoła, a za resztę się utrzymuję. Ten zaś, kto weźmie tamte dwa grosze, modli się za mnie, czy ja jem, czy śpię: a tak za pomocą Bożą wypełniam nakaz modlitwy nieustannej (446).

Dłuższy apoftegmat o dwóch braciach cudzoziemcach, którzy szybko doszli do doskonałości, przekazany przez abba Bitimiosa jako opowieść abba Makarego, zawiera informacje o ciężkiej pracy przy budowie celi, na którą trzeba było łamać kilofem kamień z twardej skały i przynosić drewno z mokradeł, o powroźnictwie – skręcaniu sznurów z włókien liści palmowych i zszywania ich (486).

Abba Marek, gdy przyszła odwiedzić go matka, „miał na sobie połataną odzież i był brudny od pracy w kuchni” [3(528)].

By przezwyciężyć pokusy przeciw czystości, abba Olipmios z Cel ulepił sobie z błota kobietę i powiedział do siebie: „Oto twoja żona, musisz teraz dużo pracować, żeby ją wyżywić”. Pracował bardzo ciężko, a potem jeszcze ulepił córeczkę i powiedział, że musi jeszcze więcej pracować na wyżywienie i ubranie dziecka.

Wyczerpał siły tą pracą i powiedział sobie: «Już dłużej nie dam rady znosić tego trudu». I na to sam sobie odrzekł: «Jeżeli tego trudu znieść nie potrafisz, to i nie szukaj żony». A Bóg, widząc jego trudy, usunął pokusę i dał mu wytchnienie [2(572)].

Tu ciężka praca posłużyła do przezwyciężenia pokusy.

Mnisi uważali, że obsiewanie pola nie jest zajęciem dla mnicha, ale abba Pojmen uznał, że dobrze robi brat, który to wykonuje, bo nie zna się na żadnej innej pracy i z plonów daje jałmużnę [22(596)]. Jako narzędzia pracy duchowej wymienił: „odrzucić siebie w obliczu Boga, nie mierzyć samego siebie i wyrzec się własnej woli” [36(610)]. Uczył:

Wykonuj pracy ręcznej tyle, ile tylko możesz, abyś mógł z zarobku dawać jałmużnę; bo napisano, że jałmużna i wiara gładzi grzechy (Prz 15,27 wg LXX) [69(643)].

Życie we wspólnocie wymaga trzech rzeczy: po pierwsze pokory, dalej posłuszeństwa, a wreszcie energii, dodającej bodźca do wykonywania prac klasztornych [103(677)].

Dopóki kocioł jest na ogniu, muchy ani żadne płazy nie mogą go dotknąć; ale kiedy ostygnie, to gnieżdżą się w środku. Podobnie i mnich: póki trwa w pracy wewnętrznej, wróg go nie może pokonać [111(685)].

Powiedział także, iż abba Teonas mówił, że choćby ktoś i zdobył cnotę, Bóg nie daje mu łaski wytrwania ze względu na niego samego: wie bowiem, że w swojej pracy nie był wierny. Ale jeśli ten człowiek szuka pomocy u swego towarzysza, wtedy Bóg trwa przy nim [151(725)].

Abba Pistamon uczył, że nie ma nic złego, gdy mnich sprzedaje swe wyroby: „Ale kiedy sprzedajesz, raz wymień cenę przedmiotu, a jeżeli potem chcesz z niej trochę opuścić, i to ci wolno: tak osiągniesz spokój”. Na pytanie, czy trzeba pracować, jeśli ma się skądinąd to, czego potrzeba, odpowiedział: „Choćbyś i miał skądinąd, nie porzucaj pracy ręcznej. Wykonuj jej tyle, ile możesz, byleby bez niepokoju” (781).

Brat spytał pewnego starca: «Co mam robić, bo martwię się z powodu pracy: lubię powroźnictwo, a nie mogę go wykonywać». Starze mu odpowiedział, że abba Sisoes mawiał: «Nie należy wykonywać pracy, która daje nam satysfakcję» [39(843)].

Pewien brat przyszedł do abba Sylwana na górę Synaj, a widząc, jak bracia pracują, powiedział do starca: «Nie pracujcie na ten pokarm, który ginie (por. J 6,27), bo Maria wybrała lepszą cząstkę (por. Łk 10,42)». Starzec zwrócił się do swego ucznia: «Zachariaszu, daj temu bratu książkę i umieść go w pustej celi». A kiedy nadeszła godzina jedenasta, ów brat patrzył na drzwi, spodziewając się zaproszenia na posiłek; ale ponieważ nikt po niego nie przyszedł, wstał i poszedł do starca. I zapytał: «Abba, czy dzisiaj bracia nie jedli?» Starzec odpowiedział: «Owszem». On na to: «A dlaczegoście mnie nie wezwali?» Odrzekł starzec: «Bo ty jesteś człowiek duchowy i nie potrzebujesz takiego pokarmu; a my cieleśni chcemy jeść, i dlatego pracujemy. Ty zaś wybrałeś lepszą cząstkę, czytasz przez cały dzień i nie chcesz jeść pokarmu cielesnego». Gdy on to usłyszał, upadł do nóg starca, mówiąc: «Wybacz mi, abba». Starzec mu rzekł: «Na pewno także i Maria potrzebuje Marty: bo z Marty powodu także i Maria słynie» [5(860)].

Abba Sylwan powiedział: „Jestem niewolnikiem, a Pan mój powiedział do mnie: «Pracuj, a ja cię będę żywił. I nie dochodź, skąd to wezmę: czy mam, czy kradnę, czy pożyczam – ty nie dochodź, tylko pracuj, a ja się będę żywił». Ja więc pracuję, jem to, na co zarobiłem; jeśli zaś nie pracuję, jem z jałmużny” [9(864)].

Abba Serapion uczył: „Jeśli chcesz robić postępy, wytrwaj cierpliwie w swojej celi i tam zajmuj się swoją duszą i swoją pracą: bo wychodzenie z celi nie przyniesie ci tyle pożytku, co trwanie na miejscu” [4(878)].

Abba Serinos powiedział: „Spędzałem czas na pracy przy żniwach, na szyciu i koszykarstwie – i przy tym wszystkim, gdyby mnie ręka Boża nie karmiła, nie mógłbym się wyżywić” [2(880)].

„Mówiono o abba Nisteroosie, że przebywał w Raithu i że każdego roku wybierał trzy tygodnie, w których wyrabiał sześć koszyków tygodniowo” [6*(966)].


Tomasz M. Dąbek OSB Praca w życiu mnichów Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Pismo Święte w apoftegmatach

Jak pamiętamy, w czasach Ojców objaśniano Pismo Święte według norm egzegezy alegorycznej, szeroko stosując przy tym typologię. Mówiąc o typologii czy alegorii zapomina się najczęściej, że w antyku nie stanowiła ona jedynie spoiwa, które miało scalić obydwa Testamenty, ale wylewało się szeroko poza Biblię, w życie codzienne. W ten sposób Jakub-Izrael stał się typem mnicha, który dąży do poznania Boga, toczy z Nim walkę nad potokiem Jabbok, aż wreszcie staje się Izraelem „widzącym Tego, który jest Niewidzialny”. W podobnym kluczu, zresztą postępując tutaj za popularnym w tej dziedzinie Orygenesem, objaśniano wyjście Izraelitów z Egiptu jako typ podróży z krainy zła i grzechu (tj. Egiptu) aż do Ziemi Obiecanej i kontemplacji Boga, której typem jest góra Syjon ze swoją świątynią, miejscem tronu Jahwe. Właśnie to pozwalało mnichom czytać z fascynacją i pożytkiem takie księgi biblijne jak Księga Liczb, Kapłańska czy Sędziów. Duchowe objaśnienie Pisma, pewna zażyłość ze słowem Bożym, a także pamięciowe opanowanie jego obszernych fragmentów tworzyły pewien klimat, który nie pozostawał bez wpływu na mentalność mnichów i styl ich duchowego ojcowania.

Pismo Święte w apoftegmatach. Uwagi o życiu duchowym w formie scholiów biblijnych

W istocie często w apoftegmatach spotykamy Ojców, którzy objaśniają Pismo Święte (choć równie często możemy przeczytać, że objaśnianie Pisma jest przejawem pychy i zarozumiałości). Miłość do Słowa Bożego, które mnisi w obszernych fragmentach znali na pamięć, jest jedną z charakterystycznych cech apoftegmatów. Czytamy:

Ktoś pytał abba Antoniego: „Czego powinienem przestrzegać, aby podobać się Bogu?” Starzec mu odpowiedział: „Przestrzegaj tych moich nakazów: dokądkolwiek pójdziesz, zawsze miej Boga przed oczami; cokolwiek robisz czy mówisz, opieraj to na Piśmie Świętym; a gdziekolwiek raz już zamieszkasz, nie odchodź stamtąd łatwo. Tych trzech rzeczy przestrzegaj, a będziesz zbawiony”.

Książka w owym czasie pozostawała ciągle towarem luksusowym i trudno dostępnym. Kultura antyczna z kolei jako coś naturalnego dla siebie miała wpisane w dziedzictwo uczenie się długich tekstów na pamięć. Mnisi Pachomiusza musieli się  wyuczyć psałterza i Nowego Testamentu, co było niezbędne podczas liturgii i modlitwy osobistej. Pismo Święte było recytowane w drodze do pracy i podczas powrotu; czytamy, że mnisi powtarzali je w podróży i plotąc kosze. W ten sposób sami stawali się skarbnicami Bożego słowa: tak przynajmniej pisze o tym Jan Kasjan (do którego jeszcze wrócimy) powtarzając jedynie wielkiego Orygenesa.

Ojcowie pokazują z kolei swoim uczniom sens Pisma Świętego, które staje się ciałem w ich codziennym życiu.

Abba Jan z Cel powiedział: „Rozważ dobrze te pięć krużganków Salomona, gdzie leżeli chorzy, chromi, niewidomi i bezwładni: a jeden z nich chorował od trzydziestu ośmiu lat na swoim łóżku. Jezus zapytał: Czy chcesz być zdrowy? Jezus bowiem pozostawia człowieka jego woli. Bo ci kulawi, niewidomi i bezwładni to są złe myśli, mieszkające w człowieku. Jezus więc pozostawia człowieka jego woli, tak że jeśli człowiek chce, Jezus go wysłuchuje, zbawia go i wyrzuca z niego złe myśli” (Etiop. 14, 41).

Nie znamy okoliczności, w którym te słowa zostały wypowiedziane. Redaktor w taki sposób opracował tekst, że każdy z nas może zobaczyć samego siebie jako bohatera przytoczonych słów. Podobne wnioski można wysnuć po przeczytaniu kolejnego tekstu.

Ten sam abba Jan powiedział także: „Te słowa zapisano w Ewan­gelii: «Kiedy Jezus wywołał Łazarza z grobu, Łazarz miał ręce i nogi związane i twarz zasłoniętą chustą; Jezus rozwiązał go i pozwolił mu chodzić». Otóż my mamy ręce i nogi związane, i twarz zasłoniętą przez nieprzyjaciela. Jeżeli więc słuchamy Jezusa, On nas z tego wszystkiego rozwiąże i wyzwoli nas z niewoli wszelkich złych myśli. Będziemy wtedy synami Pana, otrzymamy obiecane dziedzictwo i będziemy synami Królestwa wiecznego” (Etiop. 14, 42).

Wydaje się, że tym, co najcenniejsze w tego typie nauczania, jest tworzenie wrażliwości i pewnej delikatności wobec skarbu Pisma Świętego. Żaden szczegół ani wiersz nie pozostają Ojcom obojętne.

Powiedział także abba Pojmen: „Napisano: Jak jeleń pragnie wody ze strumieni, tak moja dusza pragnie Ciebie, Boże. Otóż jelenie na pustyni często połykają węże i kiedy pali je ich jad, pragną znaleźć wodę, bo pijąc ochładzają w sobie żar od jadu węży. Podobnie i mnichów, mieszkających na pustyni, pali żar złych demonów: więc pragną oni dnia sobotniego i niedzielnego, aby przyjść do źródeł wody, to znaczy do Ciała i Krwi Pana, aby tam się oczyścić od goryczy Złego”.

Abba Pojmen nie opiera swego nauczania na autorytecie własnym, lecz na autorytecie Pisma Świętego. Jest to tym samym wychowywanie do tego, aby podopieczny wcześniej czy później stał się samodzielny i sam spróbował poprzez tekst nawiązać głębszą relację z Bogiem. W pewnym sensie można powiedzieć, że w ten sposób uczył wierności wobec Kościoła; młodszy współbrat, który wsłuchiwał się w słowa swego abba, odkrywał w nich fundament pochodzący z Pisma. W ten sposób była w nim kształtowana lojalność wobec Kościoła jako takiego, który Pismo daje do czytania i je objaśnia. Starszy, doświadczony mnich w tym kontekście pełnił rolę drugorzędną, ponieważ na pierwszym miejscu bezwzględnie królowali Kościół i Słowo Boże.

Czasami pytanie ucznia o konkretny fragment Pisma staje się okazją do nauki o charakterze moralno-antropologicznym:

Inny brat pytał: „Co to znaczy nie oddawać złem za zło?” Starzec mu odpowiedział: „Ta wada ma cztery stopnie: pierwszy w sercu, drugi spojrzeniem, trzeci językiem, czwarty – uczynkiem nie oddawaj złem za zło. Jeżeli już serce zdołasz oczyścić, nie dojdzie do spojrzenia; jeżeli do spojrzenia doszło, pilnuj się, żebyś nie przemówił; jeśli zaś nawet powiedziałeś, prędko zwalcz to w sobie, żebyś uczynkiem nie odpłacił złym za zło”.

We wstępie do księgi opisującej liturgię sakramentu pokuty jest wymieniona możliwość wspólnego rozważania z penitentem jakiegoś fragmentu Pisma Świętego. Oczywiście należy dostosować  osoby i sytuacje w tym względzie, niemniej zacytowane wyżej teksty pokazują wyraźnie nie tylko jak stara było to praktyka, ale także jak bardzo owocna.


Szymon Hiżycki OSB Kierownictwo duchowe według Ojców Pustyni Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Sentencje Ojców Pustyni

Myśl dobrze o tym, kto jest dobry z natury. I o każdym człowieku miej dobre myśli // Talazjusz z Libii

Nigdy nie rozpaczajmy, lecz przechodźmy przez życie będąc dobrej myśli, pamiętając o weselu i radości, jakie nam ono daje // Jan z Karpatos

Z całych swoich sił strzeż się, by nie upaść. Upadek nie przystoi bowiem temu, kto jest silny i walczy. Jeśli jednak to ci się zdarzy, natychmiast się podnieś i na nowo podejmij dobrą walkę // Jan z Karpatos

Wyciszenie ciała jest stanem uporządkowania zachowań oraz odpowiadających im odczuć. Wyciszenie duszy zaś to opanowanie myśli i niezmienna straż umysłu // św. Jan Klimak

Początkiem wewnętrznego pokoju jest oddalenie wszelkiego zamętu, który wprowadza zamieszanie w głębi duszy. Końcowy jego punkt zaś to wyzbycie się lęku w obliczu wszelkich zamętów i pozostawanie wśród nich niewzruszonym // św. Jan Klimak

Wyciszenie (hezychia), modlitwa, miłość i wstrzemięźliwość to czterokonny zaprzęg, który wprowadza umysł do nieba // Talazjusz z Libii

Zmiękcz ciało postem i czuwaniami, a odpędzisz swego kata – myśl o przyjemności // Talazjusz z Libii

Beznamiętność (apatheia) to brak skłonności do zła. Nie można tego osiągnąć bez miłosierdzia Chrystusa // Talazjusz z Libii

Dobre serce wydaje dobre myśli. Jaki bowiem jest skarbiec, takie i myśli // Talazjusz z Libii

Jeśli chcesz wyzwolić się od wszystkich namiętności naraz, podejmij wstrzemięźliwość, miłość i modlitwę // Talazjusz z Libii

Zamknij swe zmysły w twierdzy wyciszenia (hezychii), żeby nie wciągały duszy do swoich działań // Talazjusz z Libii

Usiłuj kochać każdego człowieka na równi, a oddalisz w ogóle wszelkie namiętności // Talazjusz z Libii

Modlitwa jak promień tryska z duszy i warg modlącego się, rozprasza mocą Bożą intelektualną truciznę wlaną przez wrogie siły do duszy // Orygenes

Szatan pomniejsza drobne uchybienia, bo tylko w ten sposób może poprowadzić do większego zła // Św. Marek Eremita

Nie chciej słuchać o podłościach innych ludzi, bo przez takie pragnienie przenikają do ciebie rysy tych podłości // Św. Marek Eremita

Jest więc rzeczą stwierdzoną, że nieznajomość nauk nikogo nie wyklucza z osiągnięcia doskonałości oraz że brak wykształcenia nie stanowi przeszkody dla uzyskania czystości serca i duszy // Św. Jan Kasjan

Wiara rodzi się z trudu i prostoty serca. Trud buduje wiarę, prostota zaś czyni ją stałą // św. Jan Klimak

Co jest dobrego poza Bogiem? Pozostawmy Mu więc wszystko, co nas dotyczy, a naprawdę będzie nam dobrze. Kto bowiem jest dobry, obdarza dobrem także innych // Ewagriusz z Pontu


Szymon Hiżycki OSB, Jacek Zelek Jak żyć według Ojców Pustyni? Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC