Sposoby czytania Pisma Świętego przez mnichów na pustyni egipskiej. Biblia jako fundament modlitwy

Przede wszystkim, Pismo Święte dla Kasjana i dla mnichów, jak to pisze w przedmowie swojego dzieła Kasjan mnich C. Stewart, było źródłem modlitwy i sposobu życia:

Zasadnicza myśl Kasjana dotycząca życia duchowego jest prosta: kształtować swoje życie w oparciu o Słowo Boże. Służy temu praktyka stałego czytania (lectio divina), medytacji i liturgia godzin. Modlitwa jest dla Kasjana zasadniczo odpowiedzią na usłyszane Słowo Boże, a jednocześnie jest świadomie i nieustannie przez to słowo kształtowana, aż do pełni, gdy mnich zapomina już o sobie i o tym, że się modli – jak to wyraził św. Antoni.

O tym, jak Boże Słowo zapisane w Biblii karmi swoją treścią modlitwę mnichów egipskich dowiadujemy się w Rozmowie X z abba Izaakiem:

Podsumowując, możemy powiedzieć, że jedynym celem i ideałem doskonałości mnicha powinno być, aby już teraz, w swoim ciele, nosił obraz przyszłej szczęśliwości i w tym ułomnym naczyniu zakosztował niebieskiego życia i chwały. Innymi słowy, aby jego duch porzucając każdego dnia to, co ziemskie, nabierał lekkości i unosił się ku wyżynom niebieskim, tak aż całe jego życie i każde uderzenie serca przemieni się w jedną, nieustanną modlitwę.

Z tekstu dowiadujemy się, że modlitwa nieustanna jest jakby przebywaniem duchem w niebie, które inaczej moglibyśmy określić jako stałą pamięć o Bogu. Przynajmniej w części klasztorów modlitwa w ciągu dnia miała charakter indywidualny. O zwyczaju modlenia się w dzień pisze Kasjan następująco w III księdze Institutiones:

U nich bowiem służba, jaką my pełnimy dla Pana o różnych, odległych od siebie porach, przynaglani do tego przez mnicha, którego zadaniem jest przypominanie o niej pozostałym, odbywa się nieprzerwanie przez cały dzień, ma charakter dobrowolny i połączona jest z pracą. Otóż nieustannie, w odosobnieniu swoich cel, wykonują pracę fizyczną tak, że absolutnie nigdy nie przerywają rozmyślań nad treścią Psalmów lub innych ksiąg Pisma Świętego, w które co chwilę wplatają błagania i modlitwy, spędzając cały dzień na tej służbie, jaka odbywa się u nas w określonym czasie. Z tego powodu (wyjąwszy zgromadzenia wieczorne i nocne) nie mają oni w zwyczaju uczestniczyć całą wspólnotą w żadnym nabożeństwie, oprócz sobót i niedziel, kiedy o godzinie trzeciej gromadzą się w celu przyjęcia Komunii Świętej.

W dalszej części Rozmowy X dowiadujemy się o dwóch sposobach praktykowania takiej modlitwy. O pierwszym wspomina Germanus i Kasjan, a o drugim mówi abba Izaak.

Ten pierwszy sposób modlitwy, a raczej medytacji opartej na tekstach Biblii pośrednio przedstawia Germanus, gdy omawia przed abba Izaakiem trudności takiego sposobu modlenia się:

Zdarza się nam bowiem, że ledwie skupiliśmy się na pierwszych słowach jakiegoś psalmu, a już niepostrzeżenie, ku własnemu zdumieniu, myśl ucieka nam do innego fragmentu Pisma Świętego, od którego rozpoczynamy nowe rozmyślanie. Zanim jednak zdołamy je dokończyć, oto znowu pamięć przywołuje jakieś inne miejsce i przerywa rozmyślanie nad poprzednim. Nasza medytacja stale więc przechodzi od jednego fragmentu do drugiego: z psalmu do psalmu, z Ewangelii do Listów Apostoła, z Listów do Ksiąg Prorockich, z Ksiąg Prorockich do innych natchnionych Pism.

Z tego fragmentu wynika, że ten sposób modlenia się polegał na przywoływaniu w pamięci różnych fragmentów Pisma Świętego tak, że medytujący mnich nie zatrzymywał się dłużej na jednym fragmencie, tylko dawał się ponieść jakiemuś wewnętrznemu natchnieniu i znajomości różnych ksiąg Biblii i przechodził od jednego fragmentu do drugiego.

Ten sposób modlenia się uznaje za niezbyt owocny abba Izaak. Uważa on bowiem, że modlitwa ma doprowadzić mnicha do stałości serca, która z kolei pomaga trwać w kontemplacji. Aby tę stałość osiągnąć należy zdaniem Izaaka zatrzymać się na jednym wybranym fragmencie Pisma:

Bardzo słusznie porównaliście postęp w sprawach duchowych z nauką dzieci, które tak długo nie będą umiały rozpoznawać poszczególnych liter ani swobodnie ich pisać, dopóki nie otrzymają dokładnego wzoru, wyrytego w wosku, aby przez ciągłe ćwiczenie i codzienne naśladowanie przyzwyczajać do nich wzrok i rękę. Podobnie jest w życiu duchowym – dlatego i dla was trzeba znaleźć taki wzór, taką formę modlitwy, abyście mając ją przed oczyma i stale powtarzając w pamięci, mogli przejść na wyższy poziom kontemplacji. Chciałbym ją teraz podać. Pamiętajcie tylko, że każdy mnich, który pragnie trwać w Bogu, powinien nieustannie rozważać ją w swoim sercu, odrzucając wszelkie inne myśli dotyczące codziennych trosk. Jeśli nie będzie od nich wolny, to nawet na tej jednej, którą podam, nie uda mu się skupić. Ja sam nauczyłem się jej od najstarszych Ojców, którzy dożyli jeszcze do moich czasów; dzisiaj wyjawiam ją tylko nielicznym, szczerze pragnącym doskonałości. A zatem, jeśli chcecie zawsze pamiętać o Bogu, powtarzajcie nieustannie następujące wezwanie: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu! Nie bez znaczenia z całego skarbca Pisma Świętego wybrano właśnie to jedno, albowiem mieszczą się w nim wszystkie uczucia, jakie rodzą się w człowieku i bardzo dobrze można je zastosować w każdym stanie duszy i w każdej pokusie.

Abba więc proponuje nie tylko podczas medytacji skupić się na jednym fragmencie Pisma, ale radzi zawsze powtarzać ten sam werset z psalmu 70. Pozostała część nauki abba Izaaka skupia się na zachęcie praktykowania tego sposobu modlitwy.

Natomiast dla nas bardzo ważny wniosek wynika z analizy wyżej przytoczonych fragmentów Rozmów. Chodzi o to, że modlitwa, której uczyli mnichów Ojcowie Pustyni była biblijna, to znaczy, że treść modlitwy przede wszystkim stanowiły słowa Pisma Świętego.


Leopold Viacheslav Rudzinskyi OSB Źródła autorytetu mnichów egipskich w „Rozmowach z Ojcami” św. Jana Kasjana Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Jaką korzyść przynoszą pokusy?

Życzliwa więc względem nas łaska Pana udzieli nam większej nagrody za walkę z pokusami, niż gdyby oddalił od nas wszelką konieczność walki. Albowiem wznioślejszą i znakomitszą cnotą jest pozostać stale niewzruszonym, gdy jest się otoczonym przez prześladowania i utrapienia, ufać wytrwale i odważnie w Bożą opiekę, podczas ludzkich ataków zatriumfować chwalebnie nad niecierpliwością orężem niezwyciężonej cnoty i uzyskać poniekąd moc ze słabości, albowiem moc w słabości się doskonali.

Pan mówi: Oto bowiem uczyniłem cię dziś słupem żelaznym i murem miedzianym na całej ziemi, dla królów Judy, dla książąt, dla jej kapłanów i dla całego ludu ziemi. I będą walczyć przeciw tobie, a nie zwyciężą cię, bo Ja jestem z tobą i wybawię cię, mówi Pan. A zatem według ścisłej nauki Pańskiej droga królewska jest słodka i lekka, nawet jeśli zmysłom zdaje się być twarda i przykra.

Gdy bowiem słudzy pobożnie i wiernie wezmą na siebie jarzmo Pańskie i nauczą się od Niego, że jest cichy i pokornego serca, to tym samym zrzucą z siebie brzemię ziemskich namiętności i za łaską Pana znajdą nie trudy, lecz ukojenie dla swoich serc, jak sam zaświadczył przez proroka Jeremiasza, mówiąc: Stańcie przy drogach i patrzcie, i pytajcie o starodawne ścieżki, która droga byłaby dobra i chodźcie nią; a znajdziecie ochłodę dla dusz waszych.

Zaraz bowiem dla nich drogi krzywe staną się prostymi, a nierówne gładkimi, skosztują i zobaczą, że słodki jest Pan. A gdy usłyszą Chrystusa, wołającego w Ewangelii: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię, to wtedy odłożywszy ciężar wad, zrozumieją także następujące słowa: Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a brzemię moje lekkie.

Daje więc wytchnienie droga Pańska, jeśli trzymamy się jej według Jego nakazów. Ale jesteśmy [niestety] tymi, którzy sprawiamy sobie boleści i męki przez niesforne roztargnienia, gdy wolimy chodzić krzywymi i przewrotnymi drogami tego świata, nawet jeśli związane jest to z wielkim niebezpieczeństwem i trudem. Gdy zaś w ten sposób uczyniliśmy jarzmo Pańskie ciężkim i twardym, to wtedy bluźnierczo narzekamy na twardość i ostrość albo samego jarzma, albo Chrystusa, który nam je nakłada, zgodnie ze słowami Pisma: Głupota człowieka wywraca jego drogi, a on w swoim sercu obwinia Boga.

A według proroka Aggeusza, gdy mówimy, że droga Pańska nie jest prosta, to Pan słusznie odpowiada nam: Czy moja droga nie jest prosta? Czy raczej wasze drogi są krzywe?. W rzeczy samej, gdy chcesz porównać słodko pachnący kwiat dziewictwa i tak miłą nieskazitelność czystości z plugawymi i cuchnącymi bagnami żądz; spokój i bezpieczeństwo mnichów z niebezpieczeństwami i utrapieniami, w które wikłają się ludzie tego świata; spokój naszego ubóstwa z gryzącymi zmartwieniami i nie znającymi spoczynku troskami bogaczy, które ich trawią we dnie i w nocy, to z łatwością przekonasz się, jak słodkie jest jarzmo Chrystusa i jak lekkie Jego brzemię.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Tajemnice pokuty

Rozmówcą Kasjana i Germanusa jest abba Pinufiusz, którego spotkali już wcześniej w Betlejem. Opowiedziana na początku Rozmowy XX historia ucieczki Pinufiusza przed sławą i pokorna służba w jednym z pachomiańskich klasztorów, stają się zrozumiałe dopiero po lekturze całej Rozmowy: Kasjan chce pokazać czytelnikowi już od razu ikonę pokutnika, który osiąga cel zadośćuczynienia, to znaczy całkowite wyzwolenie z grzechu i pogodną gorliwość w walce o czystość serca, której nie są w stanie zachwiać przykrości, których doznajemy codziennie ze strony ludzi. Choć bowiem opisywane przez Kasjana trudności i upokorzenia, których zaznawał abba Pinufiusz są w istocie przerażające (czy tak wyobrażamy sobie klasztor, w którym mieszkają święci mężowie?), to intencją naszego autora jest pokazanie raczej siły motywacji Pinufiusza i jego niezależność od ludzkiego uznania bądź ludzkiej pogardy – sprawa kluczowa przy przyznaniu się do grzechu i rozpoczęciu pokuty za popełnione zło.

Punktem wyjścia jest szczere wyznanie Germanusa, w którym opisuje rozpacz z powodu dawnych grzechów, jeszcze bardziej wzmacnianą przez obraz upragnionego nieba, które zdaje się być nieskończenie odległe z powodu zła, którego nasz mnich się dopuścił.

Ponieważ nieznana nam nauka bardziej wzniośle i wspanialej otwarła nam stromą ścieżkę do najbardziej zaszczytnego wyrzeczenia się [świata] i – jakby po usunię­ciu ślepoty naszych oczu – pokazała nam swój szczyt znaj­dujący się w niebie, to tym cięższe przygniata nas brzemię rozpaczy. Przymierzając bowiem jego niezmierną wyso­kość do małości naszych sił i przyrównując wielką słabość naszej niewiedzy z nieskończoną wzniosłością ukazanej nam cnoty, czujemy, że nasza małość nie tylko nie zdoła go osiągnąć, lecz może nawet spaść z miejsca, w którym się znajduje. Uciskani bowiem ciężarem nadmiernej rozpaczy spadamy jakby z najniższego stopnia na jeszcze niższy. Dlatego jedno jedyne lekarstwo może pomóc uleczyć na­sze rany: dowiedzmy się, jaki jest kres pokuty, a szcze­gólnie jakie są oznaki zadośćuczynienia, abyśmy pewni odpuszczenia wcześniejszych grzechów mogli się także ośmielić wspinać na szczyt wyżej wspomnianej doskona­łości.

Problem, który formułuje Germanus, jak za chwilę zobaczymy, nie polega na pytaniu, w jaki sposób uwolnić się od zła. Młody mnich jest raczej przekonany, że upadek na dno piekła jest sprawą nieuchronną. Jedyny ratunek widzi w pokucie, choć zapewne jej definicja, podana przez abba Pinifiusza, trochę go zaskoczyła:

Pełna i doskonała definicja pokuty jest taka: nie popełniać już więcej grzechów, za które pokutujemy lub które gryzą nasze sumienie. Oznaką zaś zadośćuczy­nienia i odpuszczenia [grzechów] jest usunięcie z naszych serc także skłonności do nich.

Opinia doświadczonego mnicha może wydawać się nieco zaskakująca: pokutą nie jest czyn, którym człowiek zadośćuczyni za popełnione zło, ale to definitywne odwrócenie się od grzechu. Aby zrozumieć tę definicję, musimy pamiętać, że przez łaciński rzeczownik poenitentia zazwyczaj oddawano grecki metanoia. Trudno odnaleźć polski odpowiednik – przekładać trzeba, w zależności od kontekstu, jako „nawrócenie”, „pokuta”, „zmiana myślenia”, „przemiana serca”. Nie chodzi tutaj o zadawanie sobie cierpienia, o czyny, których dokonuje człowiek, ale raczej o przemienienie wewnętrznie i w konsekwencji zrozumienie tego, co było złe, nazwanie zła złem i zdecydowane zwrócenie się w kierunku dobra. Taka definicja wskazuje więc raczej na kierunek niż mówi o środku za pomocą którego ten cel można osiągnąć. Pokuta jest celem, nie drogą.

Germanus w swej emocjonalnej wypowiedzi popełnia podstawowy błąd wszystkich wybuchających gorliwością pierwotnego nawrócenia – zbytnio koncentruje się na sobie i swej słabości. Przeczytajmy jeszcze raz jego wypowiedź – ona jest najeżona zaimkiem „ja”. Trudno nie pokaleczyć się o taką konstrukcję. Pinufiusz jest jednak zbyt mądry, aby wskazywać ów błąd wprost. Zamiast tego proponuje zwrócenie się ku czemuś, co nazywa „owocami pokuty”. Katalog czynów, oparty w dużej mierze na drugiej homilii Orygenesa do Księgi Kapłańskiej, proponuje na podstawie Pisma Świętego pewne możliwości, dzięki którym możemy otrzymać od Boga przebaczenie. Oprócz męczeństwa zawiera miłość, jałmużnę, łzy, wyznanie grzechów Bogu i ludziom, umartwienie, prośba o wstawiennictwo świętych, miłosierdzie i wiarę, nawracanie grzeszników i przebaczenie winowajcom. Co charakterystyczne – spożywając każdego dnia choćby jeden z tych owoców, mnich odwraca wzrok od siebie i swej biedy, a zaczyna zauważać niedolę ludzką, której on, tak przytłoczony grzechem, może przecież jakoś zaradzić. Pinufiusz nie radzi rozpamiętywania grzechów (czyniącego tak porównuje do człowieka mieszającego w kloace drągiem i duszącego się śmierdzącymi wyziewami, które wzbudził pracą własnych rąk), ale zaleca jedynie pamięć o swej niegodności i wytrwałe praktykowanie dzieł, o których wyżej była mowa. W ten sposób przekonujemy się, że to nadmierne skupienie się na sobie i przylgnięcie pamięcią do swej nędzy, a nie do Boga, stanowi problem, który musi zostać rozwiązany. Cała praca zostaje wykonana dzięki wytrwałej modlitwie i codziennie praktykowanej miłości.

Zło, którego nie chcę…

Tytuł Rozmowy XXIII, O bezgrzeszności, został sformułowany w sposób trochę przewrotny. Z podobnym chwytem retorycznym u Kasjana spotkaliśmy się już w Rozmowie XVI, O przyjaźni, która w istocie poświęcona jest w dużej mierze wadzie gniewu. W naszym tekście Kasjan wykazuje, że słabość, zło, jest czymś nieuniknionym, choć rozumie to w sposób specyficzny. Przechodząc do rozmowy z abba Teonasem momentalnie przenosimy się w inny obszar problemów. Tematem dyskusji są słowa św. Pawła: Nie czynię dobra, którego pragnę, lecz zło, którego nienawidzę, to czynię (Rz 7,19n.).  Teonas występuje z ciekawą propozycją: na pytanie, jakie to zło tak niechciane przez niego, czyni św. Paweł, odpowiada, że jest nim nietrwałość modlitwy, odchodzenie od kontemplacji i zapominanie o Bogu, gdyż jedynym, który na tej ziemi stałą pamięć o Ojcu utrzymał w swym sercu był Jezus Chrystus. Rozproszenie, odwrócenie wzroku od Boga na tym świecie, jest czymś, co przydarza się największym świętym nawet Apostołom, ale, stwierdza Kasjan jest czymś złym, choć nikt nie pragnie utracić wzniosłej kontemplacji. Aby lepiej zrozumieć ten nacisk na konieczność pamiętania o Stwórcy, musimy przeczytać początek Rozmowy IX z abba Izaakiem, gdzie dokładnie zostaje nam wyjaśnione w jaki sposób pamięć taka, poprzez nieustanną modlitwę, oczyszcza ludzkie serce z grzechów i wad. Rozmowa XXIII jest ważnym uzupełnieniem podjętego tam wątku: modlitwa nieustanna, pamięć o Bogu, są w istocie czymś upragnionym, ale na tej ziemi nieosiągalnym.

Podsumowanie

Zestawienie Rozmowy XX i XXIII może wywołać pewną konsternację: pierwsza traktuje o metodach walki ze złem, pozbywania się grzechu i utwierdzania się na drogach miłości. Druga z kolei pokazuje nam cel całego trudu: nie jest nim doskonałość czy bezgrzeszność osiągnięta jako cel własnego samodoskonalenia czy rozwoju, ale to bliskość i zażyłość z Bogiem, o których Kasjan pisze z wyjątkowym liryzmem i głębokim uczuciem. Pokuta, która prowadzi do pragnienia nieustannej modlitwy – oto cel pedagogiki Kasjana. Kierujący się jej wskazaniami coraz bardzo wyzbywa się egoizmu i zaczyna dostrzegać ludzi, których ma kochać i Boga, Któremu chce służyć. To jest droga właściwa także na nasze czasy.


Szymon Hiżycki OSB Wstęp do wyboru pism Jana Kasjana O grzechu i pokucie Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Bajka o zapłacie dla golibrody wymyślona dla ujawnienia diabelskich złudzeń

A skoro ufacie, że będziecie mogli zbawić także innych i z niecierpliwością pragniecie znów zobaczyć swoją ojczyznę w nadziei na większą korzyść, to posłuchajcie teraz pewnej bajki zgrabnie i bardzo trafnie ułożonej przez abba Makarego, którą w formie bardzo przydatnego opowiadania podał jako lekarstwo komuś, kto płonął podobnymi pragnieniami. Mówił, że w pewnym mieście był bardzo zdolny golibroda, który golił wszystkich za trzy grosze [ternis denariis] i który, biorąc tak małą i skromną opłatę, zaopatrywał się codziennie w konieczne pożywienie, a gdy zaspokoił wszystkie potrzeby ciała, każdego dnia odkładał do mieszka po sto groszy.

Lecz gdy tak oszczędzał przez długi czas, usłyszał, że w pewnym odległym mieście każdy mężczyzna płaci po jednym solidzie. Gdy się o tym dowiedział, rzekł: „Jak długo jeszcze będę zadowalał się tą żebraniną i z trudem zarabiał po trzy grosze, skoro mogę pójść tam i zgromadzić majątek, biorąc dużą opłatę w solidach?”. Wziął więc zaraz narzędzia swojego rzemiosła, a po wydaniu na koszt [przeprowadzki] wszystkiego, co tutaj przez długi czas oszczędził, z wielkim trudem dotarł do tego przynoszącego duże zyski miasta.

Tego samego dnia, w którym przybył, wziął się do pracy i brał od każdego taką opłatę, o jakiej słyszał. Wieczorem, widząc, że zarobił tak dużo solidów, z radością poszedł na targ, aby zakupić sobie to, czego potrzebował na pożywienie. Gdy zaczął kupować za wysoką cenę w solidach, wydał na mały posiłek wszystkie zarobione solidy i nie przyniósł do domu ani jednego grosza. A gdy zobaczył, że każdego dnia tak traci zarobione pieniądze, że nie tylko nie może niczego zaoszczędzić, lecz że zdoła zaledwie zaspokoić swoje potrzeby, zaczął się zastanawiać i powiedział: „Wrócę do mojego miasta i na nowo zacznę szukać tego niewielkiego zarobku, który zaspokajał mi wszystkie potrzeby ciała i z którego codziennej obfitości odkładałem tyle, że mogłem zabezpieczyć moją starość.

Chociaż ten zarobek wydawał się marny i niewielki, to stale rosnąc przysporzył znaczną sumę. Rzeczywiście ten zarobek w groszach był dla mnie bardziej korzystny od wymarzonego zysku w solidach. Z niego nie tylko nie można nic zaoszczędzić, lecz zaledwie wystarcza na codzienny konieczny posiłek”.

Dlatego także dla nas lepiej jest starać się ciągle i nieprzerwanie o mały zysk pustynny, którego nie uszczuplają żadne troski doczesne ani świeckie roztargnienia, ani nadęcie próżności i żądzy chwały, ani nie pomniejszają troski o codzienne potrzeby, bo lepsza jest ta drobina, którą posiada sprawiedliwy, od wielkich bogactw grzeszników, od pragnienia większych zysków, które, nawet gdybyśmy [je] nabyli z bardzo zyskownego nawrócenia wielu, zużyją się z powodu konieczności obcowania ze światem i przez uszczerbek codziennych roztargnień.

Zdaniem bowiem Salomona lepsza jest jedna garść ze spokojem, niż dwie garście z trudem i zarozumiałością ducha. W takie złudzenia i szkody muszą w wysokim stopniu wikłać się słabi, którzy, gdy wciąż jeszcze wątpią o swoim zbawieniu i sami nadal potrzebują cudzych nauk i wskazówek, ulegają diabelskiej pokusie nawracania i prowadzenia innych. A nawet gdyby osiągnęli jakąś korzyść z nawrócenia kilku osób, roztrwonią to, co zarobili, przez swą niecierpliwość i niestałe obyczaje. Spotka ich to, co opisuje prorok Aggeusz: A kto gromadzi zyski, wkłada je do dziurawego mieszka.

Naprawdę bowiem w dziurawy mieszek chowa swój zarobek ten, kto wszystko, co wydaje [mu] się, że nabył przez nawrócenie innych, trwoni przez nieumiarkowanie swojego serca i codzienne roztargnienia umysłu. I tak zdarza się, że pouczając innych, sądzą, iż zyskują więcej, a tak naprawdę tracą również możliwość poprawy siebie samego. Bo są tacy, co udają bogatych, choć nic nie mają, a są tacy, co upokarzają się, choć mają wiele bogactw, i lepszy jest mąż, który w niskim stanie pochodzenia służy sobie, od tego, kto zdobywa zaszczyty, a brak mu chleba.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

O pożytku pracy i szkodliwości lenistwa

Chociaż więc także nam nie zabrakłoby pomocy ze strony rodziny, to jednak przedłożyliśmy tę nagość nad wszelkie majętności, woleliśmy codzienne przygotowywać pożywienie dla ciała własnym trudem, niż opierać się na bezpiecznych darach rodziny. Wyżej ceniliśmy bardzo uciążliwy niedostatek od bezowocnej gorliwości w czytaniu i leniwego rozmyślania nad Pismami, które [rozmyślanie] wychwalasz. Niewątpliwie sami oddalibyśmy się czytaniu, gdyby powaga Apostołów przekazała [nam] swoim przykładem, że jest to bardziej pożyteczne, lub gdyby mówiły o tym zbawienne pouczenia starszych.

Musisz jednak wiedzieć, że ponosisz przez to szkodę nie mniejszą od tej, o której mówiliśmy wyżej również dlatego, że chociaż masz zdrowe i silne ciało, to utrzymujesz się z cudzych darów, które według sprawiedliwości należą się tylko słabym. Skoro cały rodzaj ludzki oczekuje od innych jałmużny, z wyjątkiem mnichów, którzy zgodnie z przykazaniem Apostoła żyją z codziennej pracy rąk własnych, to nie ma wątpliwości, że z jałmużny utrzymują się nie tylko ci, którzy chwalą się tym, iż żyją z majątku krewnych, z pracy sług lub z plonów swoich posiadłości, lecz nawet królowie tego świata.

Jednym słowem zasada naszych poprzedników jest taka, że cokolwiek używa się na potrzeby codziennego wyżywienia, a nie jest zrobione i zdobyte pracą naszych rąk, należy przeznaczyć na jałmużnę, zgodnie ze [słowami] Apostoła, który całkowicie zakazał korzystania z pomocy cudzej hojności, mówiąc: Kto nie chce pracować, niech też nie je.

Tych słów błogosławiony Antoni użył przeciw pewnemu [bratu], a przez przykłady bogate we wskazówki pouczył także nas, abyśmy unikali szkodliwych usług krewnych i tych wszystkich, którzy dostarczają nam żywności w formie jałmużny, jak również abyśmy wystrzegali się pięknych i uroczych miejsc do zamieszkania. O wiele bardziej powinniśmy cenić suche piaski wraz z ich naturalną szorstkością, jak również miejsca spalone słonym wylewem i z tego względu nie podlegające żadnemu ludzkiemu prawu ani władaniu, od wszystkich skarbów tego świata. W ten sposób zabezpieczeni przez bezdroża pustyni nie tylko unikniemy częstych odwiedzin, lecz także taka żyzność gleby nie zachęci nas do żadnej rozpraszającej uprawy, która odciąga umysł od tej zasadniczej straży serca i osłabia go w duchowych dążeniach.


Św. Jan Kasjan Rozmowy z Ojcami, tom 3 Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC