Jednym z najpiękniejszych, najbardziej fascynujących i kryjących w sobie całe pokłady znaczeń terminów, jakich używają chrześcijanie w swych obrzędach i rozmyślaniu o wierze, jest słowo tajemnica. Jest więc bardzo istotne, aby zrozumieć, jak używano i wciąż używa się tego terminu w obrębie wiary. Nie możemy pozwolić, by nasze pojmowanie tego słowa zawężały i ograniczały współczesne jego znaczenia. Używa się go obecnie, mając na myśli coś, co trudno lub czego niemal nie da się zrozumieć. Może również wiązać się z gatunkiem opowiadania, którego części nie pasują do siebie i które musi mieć jakieś rozwiązanie. Wspomniane znaczenia mają bardzo luźny związek z chrześcijańskim użyciem słowa „tajemnica”, lepiej więc postarać się zrozumieć ten termin, śledząc historię jego zastosowania.

Od czasów Apostołów społeczność chrześcijan odprawiała obrzędy chrztu i Eucharystii w posłuszeństwie nakazom Pana (por. Mt 28, 19; Łk 22,19). Już od II wieku naszej ery określano te obrzędy jako „tajemnice”. Ale dlaczego? W zastosowaniu tego słowa w stosunku do owych obrzędów kryła się głęboka wnikliwość i intuicja. U jej podstaw leży teologia świętego Pawła, który użył słowa „tajemnica” jako terminu kluczowego dla całego swego rozumienia tego, co wydarzyło się w Chrystusie. Dla świętego Pawła centralną tajemnicą jest krzyż Chrystusa. Dlaczego jednak nazywa on krzyż tajemnicą? Czyni tak, aby stwierdzić, że w krzyżu ukryte zostało coś, czego nie możemy pojąć, jeśli to coś nie zostanie nam odsłonięte. Jak wyjaśnia święty w drugim rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, kiedy „władcy tego świata” ukrzyżowali Chrystusa, nie rozumieli, kim jest, gdyż jego prawdziwa tożsamość była ukryta. Tak naprawdę jednak władcy tego świata ukrzyżowali „Pana chwały”. Stało się tak dlatego, że, jak napisał Apostoł, tajemnicy mądrości Bożej (…) nie pojął żaden z władców tego świata; gdyby ją bowiem pojęli, nie ukrzyżowaliby Pana chwały (1 Kor 1,7–8).

Dla świętego Pawła jednak w krzyżu Chrystusa ukryty jest nie tylko Pan chwały. Jakże wiele odkrywa nam krzyż, będący na pozór zaledwie narzędziem haniebnej śmierci złoczyńcy. Lecz jak wyjaśnia święty Paweł,

dlatego czytając [te słowa] możecie się przekonać o moim zrozumieniu tajemnicy Chrystusa. Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię (Ef 3,4–6).

Tak naprawdę w krzyżu ukryty jest cały plan Boga względem świata. Dzięki temu zatem Paweł może głosić, że chrześcijańska nowina stanowi dany nam przez Boga dar

w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim [tj. w Chrystusie] powziął (Ef 1,8–9).

Czym jest ten plan, nie było do końca jasne dla nikogo, kto oglądał Chrystusa, jest on więc tajemnicą. Dla tych jednak, którzy rozumieją tajemnicę, plan ten zawierał z pewnością wszystko na nowo zjednoczone w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi (Ef 1,9–10). Sam Chrystus zostaje nazwany „tajemnicą Boga”, ponieważ w Nim wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte (Kol 2,2–3).

Tak więc zawsze coś jest ukryte, ale również coś odsłonięte. Choć święty Paweł nie ujmuje tego zagadnienia dokładnie w taki sposób, w jaki ja zamierzam to zrobić, sądzę, że moje wywody oddają sprawiedliwość olbrzymiemu światu myśli, kotłującemu się wokół jego użycia słowa „tajemnica”. Moje podsumowanie ułatwia nam do pewnego stopnia zrozumienie tego, dlaczego można użyć tego samego słowa w stosunku do chrztu i Eucharystii. Powiedziałbym, że tajemnica to namacalne, konkretne „coś”, dzięki któremu – jeśli się z tym zderzymy – nawiązujemy kontakt z rzeczywistością Boską. Krzyż jest takim konkretnym „czymś”; jest w nim ukryty Pan chwały. Historia Izraela to konkretne „coś”, zawiera bowiem obietnicę także dla pogan. Wszystko w niebiosach i na ziemi jest konkretnym „czymś”; przeznaczone mu jest ponowne zjednoczenie w Chrystusie. Jeśli zastosujemy ten sam rodzaj logiki do chrztu i Eucharystii, powiemy, że trzykrotne zanurzanie w wodzie i wynurzanie się z niej to konkretne „coś”; kryje się w tym umieranie wierzącego i jego powstawanie z martwych wraz z Chrystusem. Chleb i wino Eucharystii to konkretne „coś”; ukryte są w nich prawdziwe Ciało i prawdziwa Krew Chrystusa. Wszystkie te rzeczy zwane są zatem tajemnicami.

Jeśli użyjemy wyrażenia „tajemnica Eucha­rystii”, nie oznacza ono tego, czego nie da się zrozumieć w Eucharystii. Oznacza natomiast, że Eucharystia jest czymś konkretnym, w czym ukryta została rzeczywistość Boska. Jeśli użyjemy tego słowa w liczbie pojedynczej – „tajemnica Eucharystii” – odnosi się ono do obrzędu jako całości. Jednak Eucharystię nazywało się i nadal nazywa „tajemnicami”, w czym pobrzmiewają wszystkie wymiary rytuału, które się w nim łączą. Gesty, słowa, chleb i wino, członkowie świętego zgromadzenia, pełniący rozmaite role – wszystko to są tajemnice. Dlatego też na samym początku Mszy biskup lub kapłan wzywa wiernych: „Przeprośmy Boga za nasze grzechy, abyśmy mogli godnie przyjąć Słowo Boże i złożyć Najświętszą Ofiarę”. Lub też w momencie, gdy modlitwa eucharystyczna osiąga największe natężenie, woła: „Oto wielka tajemnica wiary!”, a wszyscy wierni głoszą to, co ukryte jest pod postacią konsekrowanego chleba i wina, a mianowicie, że „Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci”.

Mam nadzieję, że uwagi te pomogą przywrócić naszemu uczestnictwu w Mszy celowe i pełne zrozumienia użycie słowa „tajemnica”. Będę go często używał w dalszych częściach moich wywodów, wszyscy bowiem musimy z pełnym przekonaniem obudzić w tym słowie jego szczególne, chrześcijańskie znaczenie i mieć je na uwadze w rozmowach o tych zagadnieniach, o tych tajemnicach. Warto tutaj dodać, że prezentowane przeze mnie rozumienie tego słowa pokrywa się z użyciem go w odniesieniu do tajemnic różańca. Tajemnice te są konkretnymi zdarzeniami z życia Chrystusa, w których ukryte zostały rzeczywistości Boskie. Stosujemy także to słowo, mówiąc o treści centralnej dla wiary chrześcijańskiej: o tajemnicy Trójcy Świętej. I znowu nie oznacza ono tego, czego nie potrafimy pojąć w Trójcy. Oznacza, że w konkretnym życiu Jezusa ukryty jest – a teraz objawiony – jeden Bóg, Ojciec i Syn i Duch Święty. To konkretne życie Jezusa, którego kulminacją jest jego śmierć, nazywa się Tajemnicą Paschalną, dlatego że śmierć ta odsłania Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie, Zesłanie Ducha Świętego, Kościół. We wszystkich zastosowaniach tego słowa – u świętego Pawła, w odniesieniu do Eucharystii, różańca, Tajemnicy Paschalnej, Trójcy – utrzymuje się w nim napięcie między tym, co namacalne i konkretne, a tym, co Boskie. Z pewnością jest tu obecne „coś”, lecz to, czym jest to coś, przekracza już granice konkretności i wylewa się poza nie, nawet jeśli jest obecne jedynie dzięki temu, co konkretne. Ten rodzaj tajemniczości jest wyjątkowy dla myśli chrześcijańskiej. Jak już wcześniej zauważyłem, nie da się rozwikłać tajemnicy. Można jednak wniknąć w nią głębiej i nauczyć się poruszać na jej przestrzeni. To właśnie mam nadzieję tutaj zaoferować.

W historii teologii słowo „sakrament” ściśle wiąże się z „tajemnicą”. Angielskie słowo „tajemnica” – mystery – pochodzi od greckiego mysterion, istnieje również łacińskie słowo mysterium, które stanowi jego literalny odpowiednik. Jednak słowo „sakrament”, w języku angielskim sacrament, pochodzi od łacińskiego sacramentum, nie mającego odpowiednika w grece. Zakorzenieni w tradycji łacińskiej nazywamy pewne obrzędy liturgiczne sakramentami, a jak zauważyliśmy, także tajemnicami. Grecy posiadali tylko jedno słowo na określenie tego, co my nazywamy sakramentami: zawsze określali je jako tajemnice. W tradycji łacińskiej jednak słowo „sakrament” nie obejmuje wszystkich pokładów znaczeń, jakie widzieliśmy w słowie „tajemnica”. Wydaje się o wiele bardziej ograniczone do sensu rytualnego, do chrztu i Eucharystii oraz innych ważnych momentów sprawowania obrzędów. Obecnie nie używa się go zbyt często, z wyjątkiem fachowych dyskusji teologicznych, w odniesieniu do innych zjawisk, które, jak odkryliśmy, kojarzą się ze słowem „tajemnica”, na przykład do tego, co jest ukryte w krzyżu Chrystusa, albo do ukrytego planu Boga.

O ile greckie słowo mysterion zawsze etymologicznie nawiązuje do czegoś ukrytego i tajemnego, łacińskie sacramentum łączy się z uświęcaniem czegoś namacalnego i konkretnego. Naturalnie oba te słowa okazały się pomocne do tego, by chrześcijanie mogli rozumieć i mówić o, między innymi, wieczerzy chleba i wina, którą Jezus nakazał wyprawiać na jego pamiątkę. Jednak na przestrzeni niemal dwudziestu wieków, w czasie których używano tych słów, nastąpiły oczywiście pewne przesunięcia znaczeń i akcentów. Śledząc niektóre z nich, można wiele się nauczyć i uświadomić sobie subtelności w ich stosowaniu.

Jeśliby zapytać, co Kościół pierwszych czterech czy pięciu wieków rozumiał przez chleb i wino eucharystycznego obrzędu, można by odpowiedzieć, że w owym czasie kierowano się niemal instynktownym wyczuciem tego, co stanowi naturę sakramentu. Chleb i wino były sakramentem Ciała i Krwi Pana. (Używano również innych terminów: „postać” [figure] jego Ciała i Krwi, „rodzaj” [type], „obraz” [image], ich „tajemnica” etc.). Chodzi o to, że dzięki chlebowi i winu stykamy się z czymś, co inaczej pozostawałoby nieosiągalne: to znaczy ze zmartwychwstałym i uwielbionym Ciałem Chrystusa, nie ograniczonym już w czasie i przestrzeni. Sakrament pośredniczy zatem pomiędzy nami a transcendentnym ciałem Pana. Mogę dotknąć innej osoby, trzymać ją w ramionach, zetknąć się z nią poprzez dotyk. W przypadku Chrystusa nie dzieje się dokładnie tak samo, choć podobnie. W przypadku Chrystusa dotykam sakramentu jego Ciała, przez co stykam się z Jego Ciałem przez swoje ciało. Doświadczenie sakramentalne jest jednocześnie konkretne i transcendentne, tak jak Chrystus jest fizycznie konkretny i transcendentny.

We wczesnym średniowieczu łaciński Zachód częściowo utracił subtelność i precyzję tego rodzaju rozumowania. W IX wieku toczono zawiłe polemiki na temat obecności Chrystusa w Eucharystii, które wahały się między dwoma biegunami: czy należy rozumieć, że Chrystus jest w niej obecny naprawdę (in veritate) czy tylko symbolicznie (in figura)? We wczesnym Kościele te dwa bieguny nie mogłyby zostać uznane za przeciwieństwa, nie uważano bowiem obecności symbolicznej – obecności dzięki sakramentowi – za mniej realną, lecz za obecność odpowiadającą zarówno transcendentnej, jak i konkretnej rzeczywistości Chrystusa. W późniejszych polemikach obecność symboliczna wydawała się mniej realna, mniej konkretna. Te dwa możliwe stanowiska ustaliły się jako dwie skrajności, z jednej strony opisując obecność Chrystusa przy pomocy dosadnych realistycznych określeń, z drugiej strony jako obecność, która nie należy do świata fizycznego, lecz jest czymś całkowicie symbolicznym i duchowym. Żadna z tych alternatyw nie jest poprawna, choć obie częściowo zawierają prawdę. Minęło kilka stuleci, zanim przyjął się pogląd, że Eucharystia może być czymś realnym, nie będąc dosadnie realistyczną, i czymś symbolicznym, nie będąc nierealną.

Powiedziałem we wprowadzeniu, że paradoksalnie, aby zagłębić się w znaczenie Mszy, musimy też zawsze pozostać na powierzchni, nigdy nie porzucając jej zewnętrznych form. Te formy bowiem – chleb, wino, gesty wiernych – przepełnione są znaczeniem, życiem Bożym. To właśnie jest perspektywa sakramentalna. Formy nie są „zaledwie” czy „lekko” symboliczne. Są jednocześnie konkretne i transcendentne.


Jeremy Driscoll OSB Co się wydarza podczas Mszy Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).