Duchowość biblijna i monastyczna jest duchowością serca. W naszym Kościele Zachodnim od średniowiecza nastąpiło jednak zapoznanie tej prawdy. Wiązało się to ze zmianą samego pojmowania serca. Serce właściwie zostało zredukowane do centrum uczuć, natomiast rozum i wola zamieszkały w głowie. Nastąpiło w ten sposób rozdarcie wewnętrzne w człowieku: głowa została oddzielona od serca. Ma to fatalne skutki zarówno w myśleniu, jak i samym życiu duchowym ludzi na Zachodzie do dzisiaj. I tak np. ludzie ze Wschodu mówią o ludziach z Zachodu, że mieszkają w głowie. Natomiast w Biblii człowiek mieszkał w sercu, które jest centrum. Człowiek w Biblii jest jednością, a serce jest jego centrum i ogniskiem. Przez oddzielenie rozumu i woli od uczuć nastąpiło rozbicie jego jedności. Katechizm Kościoła Katolickiego wraca do właściwego pojęcia serca, określając je następująco:

Serce jest mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (według wyrażenia semickiego lub biblijnego: gdzie „zstępuję”). Jest naszym ukrytym centrum, nieuchwytnym dla naszego rozumu ani dla innych; jedynie Duch Boży może je zgłębić i poznać. Jest ono miejscem decyzji w głębi naszych wewnętrznych dążeń. Jest miejscem prawdy, w którym wybieramy życie lub śmierć. Jest miejscem spotkania, albowiem nasze życie, ukształtowane na obraz Boży, ma charakter relacyjny: serce jest miejscem przymierza (KKK 2563).

To określenie serca jest niezmiernie głębokie i właściwie wyraża prawdę o nas samych od strony wewnętrznej. Dzisiaj na nowo trzeba nam odkryć prawdę o naszym sercu, byśmy mogli uświadomić sobie, kim jesteśmy. Religijnie naszą najbardziej fundamentalną postawę wyraża modlitwa. W niej stajemy wobec samego misterium, jakim dla siebie jesteśmy i przed jakim stajemy. W odniesieniu do tej postawy czytamy we wcześniejszym akapicie w Katechizmie:

Skąd pochodzi modlitwa człowieka? Niezależnie od tego, jaki byłby język modlitwy (gesty, słowa), zawsze modli się cały człowiek. Aby jednak określić miejsce, z którego wypływa modlitwa, Pismo święte mówi niekiedy o duszy lub o duchu, najczęściej zaś o sercu (ponad tysiąc razy). Modli się serce. Jeśli jest ono daleko od Boga, modlitwa pozostaje pusta (KKK 2562).

W praktyce modlitwa jest nieustannym wysiłkiem schodzenia do serca, aby prawdziwie być w wewnętrznym dialogu z Bogiem. Tak musi być, gdyż z Bogiem, czyli z Misterium, wobec którego stajemy, można się spotkać tylko w sercu. Poza sercem jedynie możemy myśleć o Nim lub spotykać się z naszym wyobrażeniem Boga. Przyjrzyjmy się zatem bliżej samej definicji serca, zwracając uwagę na konsekwencje, jakie ona ma dla właściwego zrozumienia siebie i sensu naszego życia oraz w odniesieniu do naszej modlitwy.

Serce jest mieszkaniem

Serce jest mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (według wyrażenia semickiego lub biblijnego: gdzie „zstępuję”).

Gdzie jesteśmy? Kim jesteśmy? Czy jesteśmy sobą, czy jesteśmy obcy sami dla siebie?! W raju po popełnieniu grzechu, Adam i Ewa ukryli się przed Bogiem, który „przechadzał się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru”. Wtedy Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?» (zob. Rdz 3,8n). To pytanie codziennie dochodzi do nas od Boga, na co wskazał św. Benedykt w Prologu Reguły. Pytanie jest egzystencjalne i odnosi się do naszego prawdziwego „Ja”? „Gdzie” nie odnosi się do miejsca, ale do sytuacji spotkania. Biblia na wskroś patrzy przez pryzmat relacji osobowych. One są w niej najważniejsze. I rzeczywiście w naszym przeżywaniu misterium stajemy nie przed pustką, czy abstrakcją, ale przed Kimś, kto nam dał życie i wszystko. „Gdzie jesteś?” nie tyle wyraża zatroskanie o miejsce pobytu, ale raczej jest wołaniem, apelem do serca wynikającym z zatroskania ze względu na zagubienie się Adama. „Gdzie jesteś Adamie? Gdzie się zagubiłeś? Dlaczego się lękasz? Kto cię zwiódł?”.

Wydaje się, że każdy z nas odczuwa, że jest jak gdyby na obczyźnie, że nie jest sobą, nie jest u siebie. Nie akceptujemy siebie. Chcielibyśmy być inni niż jesteśmy w życiu. Taką świadomość mamy, gdy nieco się zastanowimy nad sobą i sensem naszego życia. U ludzi, którzy takiej refleksji nie przeprowadzili, ta prawda ujawnia się przez niepokój i brak zaspokojenia w życiu. Ciągle czegoś szukają i nigdy nie są zaspokojeni. Tak czy inaczej okazuje się zatem, że nie jesteśmy prawdziwie sobą i u siebie. Sami dla siebie jesteśmy misterium. Z jednej strony widzimy i czujemy, że jesteśmy, ale jednocześnie czujemy, że nie jesteśmy sobą prawdziwie, bo nie mamy w sobie pokoju. Nasze życie jest nieustannym szukaniem siebie. W istocie nie będąc sobą, mamy dopiero sobą się stać. Nasze życie na ziemi jest nieustannym wybieraniem siebie. Jednak możemy wybierać siebie prawdziwych lub fałszywych, co przytoczony wyżej tekst św. Pawła wyrażał w postaci przeciwstawnych dążeń ducha i ciała (zob. Ga 5,17).

Przy czym dla niego, jak pamiętamy, ciało to nie po prostu nasza fizyczność i zmysłowość, ale raczej nasze ukierunkowanie na świat i upodobanie w nim. Ponieważ światem rządzą namiętności, które według św. Jana sprowadzają się do trzech zasadniczych: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia (1 J 2,16), ciało nastawione na świat, kieruje się tymi namiętnościami. Natomiast duch oznacza w nas tę stronę, która jest ukierunkowana na Boga i Jego wolę. Dlatego pomiędzy duchem i ciałem istnieje rozbieżność. W innym miejscu w kontekście nawrócenia i chrztu św. Paweł te dwa przeciwstawne ukierunkowania wyraża odpowiednio określeniem „dawnego” i „nowego człowieka” (Ef 4,22; Kol 3,9). Jeszcze w innym miejscu mówi o „człowieku wewnętrznym” w przeciwieństwie do „członków” (zob. Rz 7,22n), w których mieszka przewrotność i grzech. Bez względu na sposób ich wyrażenia mamy do czynienia z dwoma odmiennymi dynamizmami. Jeden jest ukierunkowany na Boga, a drugi na świat. Ten ostatni wyraża się, mówiąc językiem współczesnej psychologii, naszym ego. Wewnętrzna walka w nas toczy się między ego, a naszym prawdziwym „Ja”.

Wydaje się, że można także to rozdarcie w nas samych wyrazić przy pomocy pojęcia serca prawdziwego i serca fałszywego. Serce prawdziwe jest tym, które w nas stworzył na swoje podobieństwo Bóg. Ono jest owym mieszkaniem, ukrytym centrum, w którym spotykamy Boga. Nasze prawdziwe serce jest misterium, które się urzeczywistnia przez zamieszkanie w nim Jezusa Chrystusa, a wraz z nim Ojca, co Pan Jezus wyraźnie zapowiedział:

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać (J 14,23).

Zamieszkanie Boga w sercu jest możliwe jedynie w prawdzie i sprawiedliwości. One są dla nas warunkami, bez których nie jest możliwe prawdziwe spotkanie się z Bogiem, a tym samym dojście do swojego serca prawdziwego. Wszelki pozór i udawanie nie prowadzą nas do spotkania z Bogiem, ale są rodzajem ucieczki i próby zamaskowania się. Pan Jezus mówi w Ewangelii: gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mt 6,21). W naszych wyborach idziemy za tym, w czym znajdujemy dla siebie prawdziwą wartość.

Jeżeli tymi wartościami jest to, co panuje na świecie, to razem ze światem, gdzie umieszczamy nasze serce, przeminie i nasza radość, nasza nadzieja i życie. Wówczas miejscem naszego przebywania jest serce fałszywe. Jest to kryjówka naszego ego, które rządzi się namiętnościami, a przede wszystkim lękiem o utratę panowania, gdyż ono chce nad wszystkim panować w naszym życiu i wszystko kontrolować. Ono powoduje, że jesteśmy tak wrażliwi na nieustannie pojawiające się coraz to nowe myśli, uczucia, pragnienia, lęki, wyobrażenia, namiętności. Ten nieustanny strumień, który przewala się przez naszą głowę, odciąga nas od zakorzenienia w Bogu. Mnisi ćwiczyli się zasadniczo w odrzucaniu myśli złych nie tylko moralnie, ale wszystkich, jakie odciągają od Boga, a przyjmowaniu tego, co buduje z Nim więź. Nazywali tę praktykę „strażą serca”. Mówi o tym także Katechizm:

Od strony pozytywnej walka przeciw naszemu zaborczemu i władczemu „ja” polega na czuwaniu, na prostocie serca (KKK 2730).

Ten nieustanny zalew myśli i uczuć uświadamia nam toczącą się w nas walkę, w której zasadniczo chodzi o wybór Boga lub świata. Łatwość, z jaką dajemy się ponieść złym myślom, ukazuje nam, że jesteśmy jeszcze daleko od serca prawdziwego i gubimy się w świecie, który nas porywa.


Włodzimierz Zatorski OSB Jesteśmy ludźmi Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).