Trzeba sobie zdawać sprawę z prawdy, że żyjąc na ziemi, jesteśmy w ognisku nieustannej walki duchowej. O tym się nie mówi, bo wydaje się to staroświeckie. Natomiast nieustannie jesteśmy zagrożeni presją pożądań, namiętności, pokus i lęków. Bardzo łatwo to samemu zaobserwować. Przy czym zasadniczo walka toczy się o dwie sprawy, z którymi Zły bezwzględnie walczy, wykorzystując do tego celu nie tylko zło, ale także nasze dobre intencje i działania klasycznie nazywane dobrymi, np. pobożność, czy wierność Prawu, jak pokazuje Ewangelia. To nie ulega zmianie i tak samo dotyczy dzisiejszych czasów w sposób jeszcze poważniejszy, ponieważ my tamten przykład mamy za sobą i powinniśmy być mądrzejsi. Niestety tak nie jest.

Jak już wcześniej pisaliśmy, Bóg stworzył ludzi do życia, obdarzając wolnością, rozumem, zdolnością poznania, zdolnością komunikowania się z innymi, sumieniem, a ponadto położył oko swoje w ich sercu, aby im pokazać wielkość swoich dzieł (Syr 17,8). Zostaliśmy stworzeni w ten sposób, abyśmy mogli uczestniczyć w stwarzaniu nas samych, byśmy mieli wybór tego, kim będziemy. Bóg nie chce doprowadzić nas do pełni bez naszej zgody, bez naszego wyboru, bez naszego udziału w drugim etapie stworzenia, w którym obecnie jesteśmy.

Przykładem koronnym tego procesu poznania i wybierania własnej tożsamości jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Przy drodze leżał człowiek pobity na pół umarły. Obok przechodzili: kapłan, lewita i Samarytanin. Ten ostatni zobaczył pobitego:

wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go (Łk 10,33–34).

Dla Samarytanina sytuacja od razu niosła w sobie wezwanie do pomocy, mimo że poszkodowany nic nie mówił, o pomoc nie prosił, bo był pewnie nieprzytomny. Od razu pojawia się sens, logos, który domaga się z naszej strony odpowiedzi. W zależności od tego, jak na ten logos będący wezwaniem dla nas odpowiemy, stajemy się: czy bliźnim tego pobitego, czy obojętnymi, obcymi dla niego, tak jak to się stało z kapłanem i lewitą. Odpowiedź przez nas dana wynika z wewnętrznego dialogu w nas, dialogu, który streszcza się w zatroskaniu. W przypadku kapłana i lewity można je streścić w pytaniu: Co mogę stracić, gdy podejdę i pomogę? To jest pytanie od strony naszego ego, zatroskanego o siebie. Kiedy wybieramy zgodnie z jego lękiem, wzmacnia się nasz egocentryzm i stajemy się egoistami. Oczywiście dla usprawiedliwienia znajdziemy wiele racji, w których uzasadnieniu może nam pomóc odpowiednia ideologia i nawet religia. W przypadku kapłana i lewity usprawiedliwieniem mogła być myśl, że mogą zaciągnąć nieczystość i w związku z tym nie mogliby służyć w świątyni, do której zdążali. Jednak fakt pozostaje faktem: stali się egoistami i obcymi dla tego człowieka. Natomiast Samarytanin, który był klasycznym wrogiem Żydów, zareagował z wnętrza swojego sumienia. Jego reakcja wynikała z zatroskania o dobro drugiego: Co się tobie stanie, gdy ci nie pomogę?! „Wzruszył się głęboko”, jak pisze Ewangelista, i przez gest miłosierdzia stał się bliźnim pobitego. Zobaczył w tym człowieku drugie „ja” we wspólnym człowieczeństwie. W ten sposób przez szczery bezinteresowny dar z siebie, przez miłość nieobłudną rodzi się prawdziwe Ja. Kiedy jeszcze powiążemy ten gest miłosierdzia z wypowiedzią Pana Jezusa: Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40), dotykamy niesamowitej głębi tego gestu: miłosierdzia wobec samego Chrystusa!

Jak widać, w naszych decyzjach najważniejsze nie jest to, co zrobimy, na ile jest to zgodne z prawem, zasadami itd., a także na ile jest to skuteczne, ale to kim się stajemy przez to, co zrobiliśmy! Fundamentalną sprawą jest nasza odpowiedź na logos, sens, który pojawia się w konkretnej sytuacji. Z odpowiedzi na wezwanie owego logosu rodzimy się jako bliźni lub jako obcy wobec samego Chrystusa, zamknięci w sobie. W tym momencie wybieramy życie, które jest komunią miłości albo śmierć, która jest osamotnieniem i zamknięciem we własnej pustce. Nieustannie toczy się w nas walka. Pytanie, co wybierać, jak wybierać, żeby wybierać życie? Okazuje się, że formalnie przeżywane prawa, nawet asceza, pobożność, modlitwy, ofiarność mogą być martwe. Św. Paweł pisze o tym jednoznacznie w Hymnie o miłości w 13. Rozdziale Listu do Koryntian:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał –
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże (1 Kor 13,1–3).

Św. Paweł wymienia w tych wersetach najwyższe wartości religijne. Nawet one też mogą być wykorzystane przez Szatana i skończyć się jego tryumfem. Są tylko dwie rzeczy, których Szatan nie może wykorzystać i z którymi zawsze walczy: autentyczna więź z Bogiem i jedność w miłości z innymi ludźmi.

Bezwzględnie atakuje autentyczną modlitwę, czyli autentyczne spotkanie z Bogiem, które wyrasta z prawdziwego odkrycia misterium, które nas przerasta, a jednocześnie jest w nas i nie pozwala nam być w pełni zaspokojonymi tym, co osiągamy tu na ziemi. Jednocześnie to misterium jest źródłem naszej tożsamości, a tym samym poczucia własnej godności i odpowiedzialności, która nie pozwala nam postępować niesprawiedliwie. Bez autentycznej relacji z Bogiem ciągle pozostajemy na zewnątrz siebie pozbawieni własnej tożsamości, a przez to mało przytomni w życiu.

Walka w tym wymiarze w sposób szczególny ujawnia się podczas medytacji, gdy chcemy być tylko przed Bogiem i dla Niego. Okazuje się wówczas, że do głowy przychodzi nam tysiąc różnych pomysłów, różnych uczuć, wspomnień, wrażeń itd. Wszystkie one nas odciągają od obecności przed Bogiem. Okazuje się, że nie potrafimy być tak po prostu wobec misterium w pokoju i trwaniu. Doświadczamy wówczas, jak naprawdę jesteśmy w centrum duchowej walki.

Drugi kierunek ataku Złego odnosi się do naszych relacji z innymi. Podobnie bezwzględnie stara się on zniszczyć jedność między ludźmi. Mówiąc w kategoriach podanych wyżej, stara się nie dopuścić do spotkania ja–ty we wspólnocie „my”, czyli do czegoś, co jest dla każdego z nas jedyną szansą, żeby się stać sobą według Bożego zamysłu. Okazuje się, że bez problemu znajdujemy wiele racji i powodów, dla których możemy mieć „słuszne pretensje” do kogoś, bo nie jest taki, jaki powinien być, nie zrobił tego, co powinien lub po prostu zrobił coś niedopuszczalnego itd. W tej materii nie trzeba się bardzo wysilać, zawsze znajdziemy dostatecznie dużo racji, aby odciąć się od innych, czuć do nich niechęć, a nawet nienawiść. Trzeba pamiętać, że Szatan jest oskarżycielem braci (zob. Hi 1–2; Ap 12,10) i to on podsuwa nam wszystkie oskarżenia. Chodzi mu przede wszystkim o to, żeby nas osamotnić, żeby wzmacniać nasze ego i coraz bardziej zamykać w sobie w izolacji od innych. Budowanie jedności wymaga dużego wysiłku, a przede wszystkim wymaga zdecydowania, by mimo rozmaitych powodów trwać w jedności i wzajemnej miłości.

Systemy totalitarne działają dokładnie według zasad szatańskich. W nich widać wyraźnie atak na te dwa wymiary naszego życia: zachwiać poczucie własnej tożsamości zakorzenionej w Bogu i rozbić jedność między ludźmi. Kiedy ludzie są zatomizowani, to łatwo nimi manipulować i zastraszyć ich. Podobnie, gdy nie mamy zakorzenienia wewnątrz siebie, gdy brak nam poczucia własnej godności, łatwo nas zniszczyć. Musimy pamiętać, że duchowa walka dotyczy wpierw i przede wszystkim tych dwóch wymiarów naszego życia i toczy się w każdym z nas.

Dlatego te dwa wymiary są najważniejsze. Streszcza je podwójne przykazanie miłości. Sam Pan Jezus powiedział o nich, że są najważniejsze:

«Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy» (Mt 22,36−40).

Autentyczna więź z Bogiem i autentyczna więź z bliźnimi są ze sobą bardzo mocno powiązane. Pisze o tym Św. Jan:

Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością (1 J 4,7n).

Nieco dalej św. Jan dodaje, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości:

Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawi­dził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

Podwójne przykazanie miłości: miłość Boga i bliźniego, trzeba niewątpliwie rozszerzyć o miłość siebie, gdyż bliźniego mamy kochać „jak siebie samego”. Nie można kochać bliźniego, gdy się nie kocha siebie, a miłość siebie wyrasta z uświadomienia sobie tego, że zostaliśmy obdarowani życiem i wszystkim, że sami dla siebie jesteśmy darem. Wynika zatem z odkrycia misterium naszego zakorzeniania w Bogu i pozytywnej odpowiedzi na to nasze zakorzenienie. Tą pozytywną odpowiedzią jest wdzięczność i miłość.

Nasza miłość w tych trzech wymiarach nie polega na emocjonalnym przeżywaniu, na duchowych uniesieniach, ale realizuje się konkretnych czynach, w praktyce, w życiu, w żywych relacjach. O miłość trzeba walczyć. Rozpoznaje się ją po owocach, a nie po deklaracjach, po mniemaniach, uniesieniach, intencjach. Św. Paweł w dalszej części hymnu o miłości wymienia je: łaskawość, cierpliwość, brak zazdrości, ufność, pokój, opanowanie, przebaczenie, ufna wierność, pokora (zob. 1 Kor 13,4–8). Dopiero takie owoce pokazują, czy idziemy drogą Bożą, czy nie. Bez odkrycia tajemnicy nieprawości nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, o co naprawdę w naszym życiu chodzi, czy przeżywamy je godnie, czy umiemy talenty, którymi zostaliśmy obdarowani, właściwie spożytkować, czy może w swoim zalęknieniu chowamy je (zob. Mt 25,24n), żyjemy jak egoiści i jesteśmy od początku martwi. Albo – albo.

Zarówno relacja do Boga, jak i więź z innymi wymagają z naszej strony nie tylko troski, ale zdecydowania i wysiłku, aby je budować. Miłość nie działa automatycznie, lecz wymaga pielęgnowania. Oczywiście na początku może być zafascynowanie, zakochanie, ale kiedy przychodzi szarość codzienności, to cichnie i pozostają przyziemne problemy, które trzeba przerastać. Budowanie jedności wymaga stałego wysiłku. O miłość trzeba walczyć. I tu się okazuje dopiero, czy rzeczywiście wybieramy miłość i życie, czy ulegamy tej fatalności ciała i jak mówi św. Paweł: robimy nie to, co chcemy, ale to, czego nienawidzimy. Życie jest walką i wymaga rozpoznania, a następnie zdecydowania woli. To musi być mocne zdecydowanie i nieustanny wysiłek, aby nie zostać zniszczonym, zmanipulowanym, zwiedzionym przez Złego. W tej dziedzinie Bóg nas obdarzył sumieniem.


Włodzimierz Zatorski OSB Dar wolności a tajemnica nieprawości Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).