Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszed­łem od Boga (J 6,27).

Ojciec was kocha, ponieważ ukochaliśmy Chrys­tusa i uwierzyliśmy w Niego jako Syna Bożego.

Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca (J 6,28).

Warunkiem trwania w miłości Ojca jest wiara w Bóstwo Jezusa, że Jezus wyszedł od Ojca. Ojciec nas kocha, ponieważ ukochaliśmy Chrystusa i uwierzyliśmy w Niego, jako Syna Bożego. Ta wiara jest warunkiem naszej jedności z Ojcem i Synem, warunkiem naszego synostwa Bożego. Wyszedłem od Ojca, wyraża wieczne pochodzenie Syna od Ojca, ale jednocześnie wyraża misję Syna w połączeniu ze słowami przyszedłem na świat. Niezależnie od swojej misji na świecie, Syn pozostaje zawsze w Ojcu. Teraz zaś „opuszcza świat” przez Wniebowstąpienie, opuszcza go widzialnie, ale pozostaje w nim niewidzialnie i tajemniczo. To odejście Chrystusa nie powoduje po prostu powrotu sytuacji sprzed Jego Wcielenia. Ona jest zmieniona, świat został wprowadzony w misterium Trójcy i tego się już nie cofnie. Ale skończyła się widzialna obecność Jezusa, aż do Jego chwalebnego powrotu. Cechą obecnego czasu jest Jego obecność rzeczywista, ale niewidzialna, czas intymnego współżycia z Nim w Duchu Świętym.

Rzekli uczniowie Jego: «Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie potrzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś» (J 16,29–30).

Werset 28, który ujmuje całe misterium prosto i syntetycznie, zrobił wrażenie na uczniach. Teraz im się wydaje, że dobrze rozumieją. Chodzi jednak o najgłębsze tajemnice wiary.

Odpowiedział im Jezus: «Teraz wierzycie?» (J 6,31).

Te słowa Jezusa zdają się wyrażać pewną wątpliwość co do ich postawy, gdy oni myślą, że wreszcie wszystko zrozumieli, Jezus mówi dalej:

Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie – każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną (J 16,32).

Nadchodzi ostatnia chwila, a sytuacja uczniów pozostaje beznadziejna. Nie zrozumieli sensu tego, co Jezus odchodzący ma im powierzyć i za parę chwil zdecydują się na paniczną ucieczkę i rozproszenie, pozostawiając Jezusa samego. Po ludzku tak by się wszystko skończyło, taki byłby jedyny rezultat pedagogicznej pracy Jezusa nad formacją Apostołów. Jezus o tej kruchości swojej grupy dobrze wiedział, wiedział, że oni są absolutnie niezdolni do wzięcia odpowiedzialności za Misterium, którego jeszcze nie rozumieją. Dlatego aż do przyjścia Ducha Świętego nie pozwolił im na żadne apostolstwo. Mieli oczekiwać w modlitwie i milczeniu przyjścia „Mocy z wysokości”.

W ostatnich jednak słowach ich umacnia:

To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale odwagi! Jam zwyciężył świat (16,33).

Nie zostawia ich oko w oko z wrogim i groźnym światem bez mocnego słowa otu­chy, jakże potrzebnego tym, którzy wnet mieli zobaczyć swego Mistrza odrzuconego przez świat, zelżonego, wyszydzonego, ubiczowanego i w końcu zabitego. Mogło się wydawać, że świat nie tylko zwyciężył Chrystusa, ale jeszcze Go sponiewierał i zde­ptał, że nie tylko Jego życie skończyło się na Golgocie, ale że Jego klęska była tak druzgocąca, że wszelkie o Nim wspomnienie zatrze się od razu, gdy świat przejdzie nad Nim do porządku dziennego.

Wiara uczniów zachwiała się, ale nie cał­kowicie. Słowa Jezusa głęboko wyryły się w ich sercach i pomimo mocnego wstrzą­su, jakiego doznali, powstało w nich jakieś oczekiwanie obiecanego zwycięstwa nad światem. Duch Święty miał im to wszy­stko wyjaśnić. Powoli, stopniowo te słowa Jezusa miały stać się dla nich, a potem dla wszystkich chrześcijan normą myślenia i po­stępowania w nowym okresie dziejów, który się otwierał: świat został przez Chrystusa zwyciężony, bo krzyż ukoronowany Zmartwychwstaniem nie był klęską, ale prawdziwym zwycięstwem.

Wszystkich owoców tego zwycięstwa te­raz nie odczujecie, a więc nie spodziewaj­cie się, że będziecie tryumfować, że świat lękać się was będzie i upokarzać przed zwycięską waszą siłą. Przeciwnie, świat się będzie mścił na was za swoją klęskę, będzie was prześladował, upokarzał, wy­śmiewał i tępił. A więc w świecie ucisk mieć będziecie, ale to niech was nie przera­ża. Będziecie odważni wobec tego ucisku, bo te wszystkie siły, które walczą prze­ciwko wam, was uciskają i zabijają, już są złamane i z tej klęski się już nie podniosą.

W tym okresie dziejów aż do mojego po­wrotu w chwale Ojca, będzie obowiązywało postępowanie, jakie wam polecam: „Na świecie doznacie ucisku, ale to wam po­wiedziałem, abyście we Mnie pokój mie­li”. A więc chrześcijanin to jest ten, który na świecie ma ucisk, ale w Chrystusie, na przekór temu uciskowi, ma pokój. Nie trzeba szukać pokoju przez pogodzenie się ze światem i poddanie się jego pretensjom, ale szukać wbrew prześladowaniu i cier­pieniu, w Chrystusie. Ten pokój należy zawsze mieć, bo on jest łaską nam daną, którą mamy się cieszyć, pozostając jej wier­ni. Nie wolno tracić tego pokoju, bo on jest naszą rzeczywistością, w której mamy żyć. W świecie ucisk, w Chrystusie pokój, to jest życie chrześcijańskie. Trzeba się więc z pierwszym pogodzić, a drugim cieszyć.


Piotr Rostworowski OSB / EC Wiara, nadzieja i miłość Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC. Więcej znajdziecie w publikacji Komentarz do Ewangelii według św. Jana

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).