Czy warto chwalić milczenie dzisiaj, kiedy wszyscy narzekamy na wzrastającą anonimowość i osamotnienie? Jednak jego wartość zachowuje ponadczasowy walor. Po pierwsze daje nam czas, tak potrzebny do wszystkiego, co dobre; po drugie wyzwala od osądzania Boga i bliźnich; po trzecie uczy, że nie wszystko da się wypowiedzieć i są sprawy, które zachowuje się w milczeniu. Te trzy kierunki są naszą potężną bronią przed anonimowością i osamotnieniem – pomagając zbudować prawdziwą wspólnotę. O to jednak jak dobrze zrozumieć i praktykować warunkujące ów cel milczenie, trzeba zapytać mistrzów.

W rozwoju życia monastycznego na Zachodzie kluczową rolę odegrał św. Benedykt (ok. 480–ok. 543). Ten skromny opat, nieznany za życia, pozostawił nam Regułę, która po jego śmierci zdominowała sposób myślenia o życiu poświęconym Bogu na dobre tysiąc lat. Spróbujmy spojrzeć jak Patriarcha mnichów Zachodu rozumiał tytułowy problem, komentując dwa rozdziały jego Reguły: O cnocie milczenia (rozdz. 6) oraz O milczeniu po komplecie (rozdz. 42).

Rozdział 6, O cnocie milczenia (De taciturnitate)

Postępujmy tak, jak mówi Prorok: Rzekłem: Będę pilnował dróg moich, abym nie zgrzeszył językiem; wędzidło nałożyłem na usta, oniemiałem w pokorze i powstrzymałem się nawet od [słów] dobrych (Ps 38,2—3 Wlg). W ten sposób chce nam Prorok wskazać, że jeśli powinniśmy się niekiedy powstrzymywać od mówienia rzeczy dobrych ze względu na milczenie, tym bardziej musimy unikać mówienia złych rzeczy z obawy przed karą za grzechy. Dlatego też ze względu na ważność milczenia, nawet na rozmowy dobre, święte i budujące należy rzadko pozwalać uczniom dojrzałym, bo jest napisane: Nie unikniesz grzechu w gadulstwie (Prz 10,19) i gdzie indziej: Życie i śmierć jest w mocy języka (Prz 18,21). Wypada bowiem, by nauczyciel mówił i uczył, uczeń zaś powinien milczeć i słuchać. Toteż kiedy mamy prosić o coś przełożonego, należy prosić z szacunkiem pełnym pokory i uległości. Nie dopuszczamy zaś nigdy do niestosownych żartów oraz do gadania pustego i pobudzającego do śmiechu; potępiamy je zawsze i wszędzie. Nie pozwalamy uczniowi otwierać ust do takich rozmów.

W pierwszej chwili fragment z Reguły może wydawać się zniechęcający. Zanim spróbujemy lepiej zrozumieć naukę św. Benedykta, trzeba zaznaczyć, że pisał on dla ludzi, którzy chcieli być uczniami, czyli tymi, którzy słuchanie przedkładają nad mówienie. Klasztor benedyktyński, zgodnie z określeniem pochodzącym z prologu Reguły, jest nazywany szkołą służby Pańskiej. Pierwszym warunkiem zrozumienia myśli św. Benedykta jest postawienie się w sytuacji ucznia: dużo nie wiem, chcę się nauczyć, muszę przemyśleć swoje opinie – czy aby na pewno są słuszne. Wynika z tego, że aby móc słuchać, trzeba chcieć się uczyć; aby było to owocne, należy przyjąć czyjś autorytet i zamilknąć, chcąc w ten sposób usłyszeć i potem pojąć.

Źródła monastyczne, aby zostać właściwie zrozumiane, muszą być czytane według norm przeznaczonych dla tekstów starożytnych. Na samym początku trzeba „wyciągnąć” i przemyśleć biblijne cytaty, które zawsze stanowią centrum tekstu; zazwyczaj taka analiza pomaga nam zrozumieć tytuł; reszta zostaje uzupełniona poprzez lekturę pozostałej części dzieła. W interesującym nas rozdziale, czytamy:

Będę pilnował dróg moich, abym nie zgrzeszył językiem; wędzidło nałożyłem na usta, oniemiałem w pokorze i powstrzymałem się nawet od [słów] dobrych (Ps 38,2—3 Wlg). Nie unikniesz grzechu w gadulstwie (Prz 10,19). Życie i śmierć jest w mocy języka (Prz 18,21).

Święty Benedykt tak dobrał fragmenty biblijne, aby dzięki nim stworzyć opis potocznego doświadczenia. Innymi słowami moglibyśmy wyrazić to następująco: chcąc powstrzymać się od grzechów języka, człowiek musiałby nałożyć sobie w usta wędzidło (czyli po prostu zakneblować się), a tocząc wewnętrzną walkę, i tak dozna goryczy oraz tak wielkich napięć, że będzie powstrzymywać się nawet od mówienia słów, które uzna za dobre. Dlaczego? Bo mówiąc zbyt wiele, wcześniej czy później upadnie, pomyli się, to zaś nie są żarty, gdyż ostateczny los człowieka zależy od tego, co mówi.

Tak wielki nacisk na „higienę” wypowiedzi wynika zapewne z napomnienia samego Chrystusa oraz z Listu św. Jakuba (Mt 12,36n.; Jk 3,1–12). Dziś, gdy dużą uwagę zwracamy na same czyny i intencje, przypomnienie o odpowiedzialności za słowo, to wypowiadane głośno i w sercu, rozmyślnie bądź machinalnie, może być czymś oczyszczającym.

Święty Benedykt podaje dwie motywacje milczenia: od słów dobrych człowiek powstrzymuje się ze względu na nie samo (użyty zostaje rzeczownik taciturnitas), od słów złych ze względu na karę za grzechy. O ile drugi przypadek jest oczywisty, o tyle drugi nieco zagadkowy. Czym jest owo milczenie, określone potem w wierszu 3 jako „ważne” (gravitas), dlaczego jest tak cenne, że dla ustrzeżenia go, warto nawet powstrzymać się od dobra, lub też, mówiąc precyzyjniej, dlaczego jest dobrem większym niż dobre rozmowy, dobre mówienie? Aby to zrozumieć, trzeba zaznaczyć, że łacińskie piśmiennictwo monastyczne zna przynajmniej dwa rodzaje milczenia: silentium i taciturnitas. Pierwsze oznacza „nic-nie-mówienie”, brak słów, ciszę itd. Drugie ma walor moralny, wewnętrzny; nie bez przyczyny tłumaczka oddała tytuł rozdziału (De taciturnitate) jako O cnocie milczenia. Aby lepiej zrozumieć to rozróżnienie, przeczytajmy apoftegmat przypisywany abba Pojmenowi:

Powiedział także, iż bywa człowiek, który niby to milczy, ale jego serce osądza innych: ten mówi nieustannie. Ale bywa i taki, który mówi od rana do wieczora, a zachowuje milczenie: to znaczy nie mówi nic niepożytecznego.

Pojmen zwraca uwagę, że milczenie nie polega na byciu niemym, ale na wewnętrznej wolności od nieustannego wyrokowania o życiu i czynach innych ludzi. Paradoksalnie mądry abba nie wymaga, aby niczego nie mówić, ale raczej, by niczego niewłaściwego nie myśleć. Możemy wskazać na tutaj na dwa poziomy. Pierwszy to wolność od przekonania, że wiem wszystko najlepiej; zakładamy wówczas, że warto wsłuchać się w opinie innych ludzi, pozwolić im przemówić i spojrzeć na świat z ich perspektywy. „Ja” milknie, aby mogło dojść do głosu „ty”. Myśl tę można rozwinąć. Postępując w ten sposób zyskujemy nie tylko przystęp do bliźnich, ale także do Boga. Przestajemy mówić jaki On jest, czego chce, a zaczynamy Go słuchać, aby dowiedzieć się więcej. Dla św. Benedykta to słuchanie ma miejsce przede wszystkim podczas liturgii, lektury Pisma Świętego (lectio divina) oraz dialogu toczonego w braterskiej wspólnocie. Zdystansowanie się od własnych opinii pozwala nam spojrzeć szerzej nie tylko na nasze życie, ale także na sprawy wiary. To milczenie wewnętrzne jest warunkiem prawdziwej modlitwy – słuchania głosu Boga, Jego wymownego milczenia jak i Jego Słowa, które przychodzi do nas w sakramentach, Piśmie Świętym, nauczaniu Kościoła, przez głos drugiego człowieka.

Na koniec tego fragmentu – ciekawostka. Może wydać się zastanawiające, że św. Benedykt niechętnie odnosił się do śmiechu. Trzeba pamiętać, że zgodnie ze starym literackim toposem, był on synonimem głupoty. Zwróćmy też uwagę, że potępiony zostaje nie śmiech jako taki, ale ten niestosowny, próżny. Reguła przestrzega w tym miejscu przed łatwo pojawiającym się z upływem lat lekceważącym stosunkiem do życia i ludzi. Taki wypływający z frustracji śmiech, niczego nie wnosi, a już na pewno nie daje odprężenia i dystansu. Wydaje się zresztą, że przeciwieństwem cnoty milczenia jest dla św. Benedykta nie jest mówienie, ale cyniczny, druzgocący każdą słabość ludzką i wszelką świętość, pogardliwy, wszystkowiedzący rechot.

Naszkicowana powyżej wizja milczenia, które charakteryzuje człowieka wewnętrznie zintegrowanego, zasłuchanego w Boga i bliźniego, jest nad wyraz pociągająca. Jak dość do czegoś takiego? Przejdźmy do kolejnego rozdziału, który ujmuje nasz problem od strony „technicznej”.

Rozdział 42, O milczeniu po Komplecie (Ut post Completorium nemo loquatur)

Mnisi powinni przestrzegać pilnie milczenia o każdej porze, zwłaszcza jednak w godzinach nocnych. Dlatego też we wszystkich okresach roku, czy to w czasie postu, czy w czasie dwóch posiłków dziennych, należy postępować w taki oto sposób: Jeśli jest to okres dwóch posiłków, gdy wstaną od kolacji, niechaj usiądą wszyscy razem, a jeden z nich czyta Konferencje, Żywoty Ojców lub cokolwiek innego dla zbudowania słuchaczy, lecz nie Siedmioksiąg ani Księgi Królewskie, gdyż dla słabych umysłów nie jest to właściwa pora do słuchania tych ksiąg Pisma Świętego. Trzeba je wszakże czytać w innym czasie. W dni postne natomiast, zaraz po Nieszporach i krótkiej przerwie, zaczyna się czytanie Konferencji, jak wyżej powiedziano. Należy przeczytać cztery lub pięć kartek lub tyle, na ile czasu wystarczy. Podczas tego czytania powinni się zejść wszyscy, nawet jeśli ktoś byłby jeszcze zajęty wyznaczoną mu pracą. Kiedy więc będą już wszyscy razem, odmówią Kompletę. Po skończonej zaś Komplecie nikomu już nie będzie wolno powiedzieć ani słowa. Jeśli się znajdzie ktoś taki, kto tę regułę milczenia przekroczy, podlega surowej karze, chyba że chodziłoby o konieczną rozmowę z gośćmi albo o wypełnienie polecenia wydanego przez opata. Ale i wówczas niech się wszystko odbywa z wielką powagą i stosowną powściągliwością.

Tradycja monastyczna dużą wagę przywiązywała do milczenia w nocy. Ta pora przeznaczona była na modlitewne czuwanie i odpoczynek. W klasztorze św. Benedykta zachowanie ciszy nocnej było o tyle ważne, że mnisi spali w jednym pomieszczeniu (tzw. dormitorium), zatem jakiekolwiek rozmowy, nawet tylko kilku braci, zakłócałby sen pozostałym. Święty Benedykt radzi, co zrobić, aby uniknąć okazji do rozmowy.

Pierwszym warunkiem jest zgromadzenie się całej wspólnoty najpierw po posiłku bądź po Nieszporach celem wysłuchania głośnej lektury. Święty Benedykt zwraca uwagę na dobór tekstu – nie ma rozbudzać wyobraźni, wspomnień, prowadzić do jakiegoś niepokoju, ale ma wyciszyć przed snem. Rozmowy z Ojcami Jana Kasjana (to bowiem są owe Konferencje wymienione w Regule) zajmują się przede wszystkim zagadnieniem pracy wewnętrznej, modlitwy, pokuty. Aby nie narazić się na pokusę, należy nie tylko unikać okazji do grzechu, ale wręcz szukać możliwości podążenia w kierunku przeciwnym niż sugerować nam może pokusa – stąd taki, a nie inny wybór lektur. Praktykowany zwyczaj dzień po dniu stopniowo przechodzi w nawyk i staje się cnotą. Stąd warto tu zwrócić uwagę na pomoc, jaką daje ceremoniał. Dzisiaj może zbyt lekko podchodzimy do rubryk i przepisów normujących codzienność, widząc w nich krępujący ludzką wolność regulamin. Tymczasem mądrość rytuału polega na uporządkowaniu i uwolnieniu człowieka od zmory nieustannego planowania. Przyjąwszy jasne zasady, znamy nasze obowiązki i wiemy, co i kiedy mamy robić. Żaden przepis oczywiście nie rozwiąże wszystkich problemów, niemniej pomoże nam uzyskać właściwy kierunek tak, że w sytuacjach wymykających się codziennym zwyczajom, będziemy umieli podjąć właściwą decyzję.

Jakie wnioski praktyczne możemy jeszcze stąd wysnuć? Jak stworzyć swój własny ceremoniał milczenia?

Pierwszym i najbardziej oczywistym jest fakt, że milczenie jest zadaniem dla całej wspólnoty – nie ma separować, ale integrować wokół spraw ważnych i świętych. Atmosfera ciszy pomaga skoncentrować się na bliźnich i na Panu Bogu. Milcząc naprawdę, nie jesteśmy samotni i nie pogrążamy się pustkę – jesteśmy razem wokół tego, co jest najważniejsze.

Drugim jest dokonanie przeglądu sytuacji, które generują w nas frustrujący później przymus wydawania opinii o innych. Święty Benedykt radzi, aby unikać sytuacji, które powodują powrót do dawnych ran, a szukać okazji do tego, żeby znaleźć wewnętrzną równowagę poprzez pytanie o sens i cel naszego życia – czyli o miłość Boga i bliźniego.

Trzecim jest zwrócenie uwagi na to, co nas wycisza i skupia, a co rozprasza. Święty Benedykt pisze o stopniowym wyciszaniu się mnicha wieczorem poprzez wspólne słuchanie dobrej lektury i następującą po niej celebrację liturgii godzin. Praktycznie może to oznaczać pytanie o to, jak spędzamy nasz wieczór, czas wolny, o czym myślimy machinalnie.

Czwartym jest refleksja nad tym, ku czemu kierujemy nasze pragnienia i jak budujemy nasze relacje z ludźmi – co nas z nimi łączy? Czy tylko dyskusja o wadach innych, czy mamy im coś więcej do powiedzenia? Aby móc mówić więcej i lepiej, trzeba zawczasu „nasączyć się” tym, co dobre. Stąd tak ważne jest, jak spędzamy czas i czym karmimy naszą wyobraźnię (dlatego św. Benedykt zwraca uwagę na styl rozmów, sposób myślenia i odpowiednią lekturę).

Cnota milczenia (taciturnitas) jest nam zawsze udzielana stopniowo; jej wzrost jest niemal niezauważalny i następuje wówczas, kiedy człowiek stara się być wiernym małym, codziennym praktykom, które wewnętrznie porządkują jego myśli i pragnienia i pozwalają stopniowo uwalniać się od wewnętrznego przymusu bycia sądem najwyższym dla wszystkich i wszystkiego.


Autorem artykułu jest ojciec Szymon Hiżycki OSB, opat tyniecki. Skorzystaj z publikacji:

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).