Przez pierwsze trzy wieki, póki Kościół nie uzyskał wolności, mężczyźni i kobiety całkowicie poświęcający się Bogu żyli, jako tzw. asceci i dziewice w obrębie gmin chrześcijańskich. W III wieku zaczyna się, a w IV w całej pełni się rozwija, ruch odchodzenia mnichów i mniszek na pustynię, gdzie żyli zrazu, jako pustelnicy. Niebawem jednak zaczęli oni tworzyć skupiska i klasztory.

Dlaczego się tak działo? Główna przyczyna była prawdopodobnie ta, że z uzyskaniem wolności przeszły na chrześcijaństwo masy ludzi o małej gorliwości religijnej i nastał stan rzeczy dobrze nam teraz znany, że większość ochrzczonych nie bardzo się przejmuje obowiązkami płynącymi z przyjęcia chrztu. Im większą bierność w życiu duchowym wykazywał laikat, tym wyraźniej musiał się wyodrębnić stan zakonny. Nadto już w IV w., a jeszcze więcej w następnych, widzimy wielu biskupów, którzy uważali za konieczne utworzenie klasztoru grupującego kapłanów opierających swój udział w duszpasterstwie na wspólnym życiu według rad ewangelicznych. Najwybitniejszym przedstawicielem tych biskupów był św. Augustyn. Ale i tam, gdzie ruch mniszy nie był kierowany przez biskupów, jak np. w Egipcie, nie można przeciwstawiać mnichów zorganizowanych pod rządami biskupów gminom chrześcijańskim – owszem – właśnie mnisi byli główną podporą św. Atanazego, gdy go prześladowali Arianie. Czy więc klasztory powstawały z inicjatywy Episkopatów, czy nie, zjednoczenie stanu zakonnego z hierarchią kościelną było zupełne w tych pierwszych bohaterskich wiekach formowania się życia zakonnego. Trzeba również podkreślić na wskroś ewangeliczny charakter ówczesnego życia mniszego. Zarówno najważniejsza reguła zakonna IV w., reguła św. Bazylego, jak wiele innych reguł wskazuje jako istotę życia mniszego całkowitą i pełną realizację wskazań Ewangelii.

Św. Benedykt organizatorem mnichów Zachodu

W VI w. następuje fakt nader doniosły dla historii życia zakonnego. Powstaje Reguła św. Benedykta. Warunki, w których powstała, były znamienne. Państwo Rzymskie na Zachodzie i jego porządek prawny, padały pod ciosami napływających ludów germańskich. Europie więc zachodniej groziło zapanowanie prawa pięści. Zarówno zwycięscy zdobywcy, jak i zastraszona ludność miejscowa uwierzyli w przemoc i miecz, jako czynnik decydujący i jedyny regulator stosunków między ludźmi. W tym momencie pisze Regułę św. Benedykt. Pisze ją oczywiście nie jako mąż stanu, nie jako lekarz ran społecznych czy też obrońca kultury. Swoje natchnienie czerpał z tego samego źródła co wszyscy święci zakonodawcy – z miłości Krzyża i z ducha ofiary. Ale dzięki jego Regule powstają wielkie klasztory, potężne instytucje, w których rządzi nie siła, lecz prawo, gdzie wszyscy mają jednakowe prawo do sprawiedliwości, gdzie rządzący jest zobowiązany liczyć się z możliwościami nawet najsłabszych, gdzie posłuszeństwo podwładnych ma się spotkać z ludzkością i umiarem przełożonego, gdzie ład i porządek jest stałym wymaganiem, pokój Chrystusa hasłem, a jako najdoskonalszy środek do osiągnięcia miłości Boga i bliźniego wskazana jest cnota pokory. Stało się według słów Chrystusa: Starajcie się naprzód o Królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6,33). Życie według Reguły wydało owoce nieoczekiwane: z klasztorów wyszli misjonarze wielu ludów, wyszli papieże i biskupi, a ucywilizował się ludy zachodniej i środkowej Europy, których kraje pokrył się setkami klasztorów benedyktyńskich. „Cisi posiedli ziemię” (por. Mt 5,5). Ale – z czasem na swoje własne nieszczęście – posiedli jej za wiele. Zamożność opactw stała się czynnikiem hamującym rozwój duchowy. Mnisi jednak służyli Kościołowi w jego rozstrzygającej walce w XI i XII w. o wolność ducha, zagrożoną przez samowolę monarchów.

Średniowieczna akcja zakonów żebrzących

Dawna myśl św. Augustyna o potrzebie klasztoru, którego członkowie byliby specjalnie zobowiązani do duszpasterstwa, nigdy nie przestała być aktualna. Benedyktyni od duszpasterstwa się nie uchylali, ale z założenia swego nie mogli być zakonem przede wszystkim duszpasterskim. Toteż wiek XII widzi rozwój Premonstratensów, którzy przyjęli regułę św. Augustyna i mieli obowiązek pomagać w duszpasterstwie duchowieństwu diecezjalnemu. Ale chrześcijaństwo miało już nowe potrzeby. Rozwój miast wymagał zakonów żyjących w miastach, głoszących Ewangelię mieszczanom. Dobrobyt społeczeństw europejskich wzrastał, lecz gromadził się nierównomiernie, tak że powstał groźny problem bogactwa. Mamona, której według słów Chrystusa nie można służyć, gdy się służy Bogu, zaczyna wywierać wpływ przemożny i rozkładający. Bogaci się nadmiernie także i Kościół: biskupstwa i wielkie opactwa, a wynikające stąd zgorszenie rzesz wiernych wyraża się w sympatiach dla heretyckich agitatorów. Stąd rodzą się dwie naglące potrzeby: trzeba zająć właściwą, postawę wobec bogactwa i trzeba bronić prawdy Bożej, by zachować nienaruszony depozyt wiary. Dla wypełnienia tych zadań Bóg powołał św. Franciszka i św. Dominika. Dzieje Kościoła w XIII, XIV i XV w. są wypełnione dziełami zakonów żebrzących, ich wewnętrznymi trudnościami w walce o wierność własnym ideałom, wysiłkami, by obronić się przed niszczącym duchem czasu XV wieku, wieku dechrystianizacji i wieku upadku powagi Kościoła i wielkiego zepsucia in capite et in membris, w Stolicy Świętej, w Episkopacie, w diecezjalnym duchowieństwie, w zakonach starszych i nowszych.

W służbie kontrreformacji

Zastarzałe zło wywołało wybuch wielkiej rewolucji religijnej XVI wieku. I znów Kościół potrzebował nowego zakonu. Wielkim problemem była obrona prawowiernej nauki, ale jeszcze ważniejszą sprawą był użytek indywidualnej wolności. Bo sedno sprawy było nie w tym, że reformatorzy protestanccy popełnili teologiczne pomyłki. Istota zła była w tym, że ogłoszono i domagano się zupełnej autonomii myśli pojedynczego człowieka w badaniu i rozstrzyganiu zagadnień religijnych.

Święty Ignacy Loyola powołał więc do życia zakon, który miał się uporać z tymi trudnościami i wywrzeć swoje piętno na trzech wiekach życia Kościoła. A obok jezuitów powstał i powstają do ostatnich czasów zgromadzenia zakonne do specjalnych celów: do misji zamorskich wśród pogan, do misji ludowych wśród chrześcijan, do wychowywania i kształcenia młodzieży, do opieki nad chorymi itp. Ta specjalizacja odzwier­ciedla charakterystyczne cechy nowoczesnych, organizacji. Trzeba stwierdzić jeden fakt uderzający: wprawdzie wypadki dziejowe zmieniły niejedną rodzinę zakonną, ale większość starych zakonów istnieje nadal obok nowych. Tak bogata jest spuścizna po Ofierze Krzyżowej, że żadna instytucja zakonna nie zdoła ani ogarnąć jej w całości, ani też wyczerpać. Dlatego choć niezbędne były coraz to nowe zakony, dawniejsze nie straciły racji bytu. Gdy się porówna reguły i konstytucje najbardziej różnych od siebie zakonów, widzimy, do jakiego stopnia myśl zakonodawców była zgodna w zasadniczych sprawach. Różnice występują w rzeczach wprawdzie wielkiej wagi, ale zawsze wtórnych.

Światła i cienie realizacji ideału zakonnego

Jak każda rzecz wielka i wzniosła, życie zakonne narażone jest na nadużycia i niebezpieczeństwa. Zawsze pojawiają się prądy odchylające się od linii wielkich świętych założycieli. To ludzka rzecz i nie można się temu dziwić. Mogą być przerosty w pewnym kierunku: czasem to będzie powierzchowne, zewnętrzne, a nie duchowe oddzielenie od świata, czasem kontemplacja uprawiana, jako technika, będąca sama celem dla siebie, czasem nierozsądna i przesadna asceza cielesna, czasem wreszcie poufałe zbratanie zakonników z ukrytym celem duchowej opieszałości i samozadowolenia. Ale przede wszystkim grożą zakonom: zmysłowość, chciwość i pycha ich członków, godzące wprost w rady ewangeliczne. Skoro zakony spotykają się z tylu sprzeciwami, jeżeli moc Chrystusowa dana wszystkim którzy się wyrzekli świata dla Chrystusa, nie może przełamać oporów, jeżeli życie zakonne przez blask świętości nie przyciąga do Chrystusa wszystkich żyjących na świecie, to widocznie wśród zakonników musi być bardzo wiele zdrajców ideału zakonnego. Ilu? – Bogu wiadomo. Jeśli bowiem ubóstwo zakonnika sprowadza się do tego, że ma wszystko, tylko nie jest nominalnym właścicielem, jeżeli jest posłuszny, bo przełożony z obawy przed trudnościami nie wyda rozkazu niemiłego podwładnemu, jeżeli co do ślubu czystości zachowane są tylko pozory, to taki zakonnik jest tylko szkodnikiem w Kościele. Kościół ze swej strony czuwa nad duchem zakonów i jeśli cieszy się ich bujnością i rozmaitością, to jednak w każdym zakonie chce znaleźć nieskażonego ducha Ewangelii. Kościół wie na podstawie doświadczenia dwu tysięcy lat, choć o tym za­pominają niektórzy chrześcijanie, że wszelka propaganda i organizacja w zakresie spraw Kościoła pozostanie bezpłodna, gdy za nią nie stoi żywa siła przeżytej ofiary, ofiary trwającej, jako miłość posłuszna, uboga i czysta, czerpiącej ze źródeł ukrzyżowanej miłości Syna Bożego.

Stąd zarówno w doktrynie swej o zakonach, jak i w prawodawstwie Kościół stale się liczy z nieprzemijającą wartością profetyczną i charyzmatyczną dobrze prowadzonego życia zakonnego. Przykład życia i modlitwa ustawiczna, jako źródło uświęcenia – oto, na co wciąż czeka Kościół, patrząc na zakony.

A my, zakonnicy, jeśli porównamy wielkość zadania, do którego nas Bóg powołał, z tym, co zakonnicy zdołali zrealizować, jeśli porównamy wielkość łask Bożych udzielonych zakonnikom z naszą odpowiedzią na te łaski, to pewnie znajdziemy więcej powodów do upokorzenia niż do chluby.

De facto nie zawsze jesteśmy „solą ziemi”. Możemy jednak być pewni, że z woli Bożej pozostaniemy zawsze istotną częścią Kościoła, bylebyśmy tylko zawsze prawdziwie szukali Boga.

Właściwa legitymacja użyteczności

Na zakończenie powróćmy do punktu wyjścia naszych rozważań jak mamy się wylegitymować, co do naszej użyteczności wobec laikatu, a częściej – prawdę powiedziawszy – wobec laicyzmu. Często w zakonach widzi się tylko stronę organizacyjną i ocenia się je z punktu widzenia łatwego pragmatyzmu. Zadaje się więc często pytania: „Co oni (czy one) robią?” W tym ujęciu użyteczność zakonów może podlegać dyskusji. Gdybyśmy w nich widzieli tylko organizacje kapłanów i laików o pewnych zadaniach szczegółowych – duszpasterskich, pedagogicznych czy charytatywnych – to nie można by udowodnić ani ich niezbędności w Kościele, ani tym bardziej wylegitymować ich pochodzeniem aż ewangelicz­nym. Sytuacja się jednak zmienia, gdy się zapytamy inaczej: „Czym zakony mają być?” Wtedy odpowiedź, jakiej udziela tak Ewangelia, jak historia Kościoła do Soboru Watykańskiego II włącznie, jest jednoznaczna. Laikat ma specyficznie chrześcijańskie zadanie consecratio mundi możliwe do wykonania tylko za cenę wierności ideałowi Ewangelii. Ma on być w świecie zaczynem Chrystusowym realizującym ofiarną miłość biorącą początek, moc i skuteczność z Krzyża. Aby zaś świeccy mieli stały wzór i duchowe podtrzymanie w realizacji ewangelicznych ideałów ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, musi istnieć stan zakonny, którego członkowie nie rozdzieleni między Chrystusa a świat, realizują rady ewangeliczne w całej rozciągłości i dowodzą praktycznie, że Ewangelia jest życiowa a ofiara krzyżowa płodna, jako najwyższy wyraz obowiązującej wszystkich miłości. Dzieje zaś Kościoła stwierdzają, że każdy prawdziwy w nich nawrót do ducha Ewangelii wiązał się z nowymi formami zakonnymi, zawsze umacnianymi przez śluby. Życie zakonne więc będzie do końca świata strażnikiem światła Ewangelii, a Kościół w każdej epoce jest tak po apostolsku wobec obojętnego świata mocny i żywotny, jak mocne i żywotne są w nim zakony kontemplacyjne i czynne, wierne swemu posłannictwu.


Augustyn Jankowski OSB Ciasna brama i wąska droga. Część 1 / Formacja do życia zakonnego / Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).