Po opisaniu medalika św. Benedykta i opowiedzeniu o jego początkach pozostaje nam teraz wyjaśnić użytek, jaki powinno się z niego czynić oraz pomoc, jaką można dzięki niemu otrzymać. Nie jest dla nas tajemnicą, że w obecnym wieku, w którym diabeł jest rozumiany przez wielu ludzi jako istota raczej wymyślona niż rzeczywista, może się wydawać dziwne, że wybija się medalik, błogosławi się go i używa jako ochrony przed zasadzkami złego ducha. Tymczasem Pismo Święte daje nam wystarczająco dużo znaków, zdolnych dać nam zarówno pojęcie o działaniu i potędze demonów, jak i o niebezpieczeństwach, na jakie narażone są nieustannie nasza dusza i ciało z powodu ich zasadzek. Nieliczenie się w ogóle z diabłami i śmianie się na wieść o ich działaniu nie wystarczą, by unicestwić ich moc. Powietrze jest pełne, jak uczy św. Paweł, legionów niegodziwych duchów. Gdyby Bóg nas nie chronił, najczęściej tego nieświadomych, przez posługę świętych aniołów, nie bylibyśmy zdolni uniknąć niezliczonych pułapek tych wrogów wszelkiego stworzenia Bożego. Czyż więc trzeba żądać więcej, zwłaszcza w czasach, gdy widzimy powrót nierozważnych i grzesznych praktyk przejętych od dawnych pogan, na które ten złośliwy i oszukańczy duch reaguje i daje oczekiwaną odpowiedź? Gdy obserwujemy powrót wywoływania duchów zmarłych, wróżb i wszelkich sztuczek, za pomocą których szatan trzymał ludzi w niewoli przez tyle wieków?

Moc świętego krzyża przeciwko szatanowi i jego legionom jest więc tak wielka, że możemy uważać go za niezwyciężoną tarczę, która czyni nas odpornymi na ich ciosy. Wąż miedziany wywyższony przez Mojżesza na pustyni, by uleczyć ukąszenia ognistych węży, został dany przez samego Zbawiciela jako figura Jego Krzyża. Znak nakreślony przez Izraelitów krwią baranka paschalnego na drzwiach domów uchronił ich przed straszną wizytą Anioła Zagłady. Prorok Ezechiel opisuje jako wybrańców Boga tych, którzy będą nosić znak Tau na czole. To ten sam znak, który św. Jan nazywa w Apokalipsie znakiem Baranka. Wydaje się, że nawet poganie mieli świadomość mocy, jaką będzie mieć pewnego dnia przeciwko demonom ten święty znak, bo gdy za panowania Teodozjusza zburzono świątynię Serapisa w Aleksandrii, znaleziono wyryty na fundamentach znak Tau, obraz krzyża, czczony przez pogan jako symbol przyszłego życia; słyszano też, sami czciciele Serapisa mówili, że według rozpowszechnionej u nich tradycji bałwochwalstwo ma osiągnąć kres, gdy ten symbol wyjdzie na światło dzienne.

Historia uczy nas, że obrzędy pogańskie niejeden raz zostały pozbawione mocy, ponieważ jakiś niewidoczny w tłumie chrześcijanin uczynił znak krzyża. Według relacji Tertuliana w jego Apologetyku widywano nawet niewiernych, którzy jako świadkowie cudów, których chrześcijanie dokonywali dzięki krzyżowi, sami uciekali się z pomyślnym skutkiem do tego tajemnego znaku przeciwko czarom oraz atakom demonów. Święty Augustyn poświadcza, że podobne rzeczy zdarzały się jeszcze w jego czasach i nie powinniśmy się – jak mówi – temu dziwić. To prawda, że są to obcy, ludzie, którzy nie wstąpili jeszcze do naszej służby, ale moc naszego Najwyższego Króla daje się poznać właśnie w takich przypadkach”.

Po triumfalnym zwycięstwie Kościoła wielki jego Doktor św. Atanazy również wyraził swe przekonania i nadzieje związane z tym doniosłym tematem. „Znak krzyża – mówi on – ma moc pomieszania wszystkich tajemnic magii i udaremnienia jej zgubnych mikstur. Niech każdy tego doświadczy; niech uczyni znak krzyża pośród diabelskich dziwów, fałszywych wyroczni i magicznych sztuczek; niech wezwie imienia Chrystusa, a sam zobaczy, z jaką trwogą demony uciekają przed tym znakiem i tym imieniem, jak wyrocznie przestają działać, a magia i jej eliksiry tracą swą moc”.

Ta moc krzyża jest więc prawdą historyczną, a zarazem dogmatem naszej religii. Jeśli nie przyzywamy jej często, jeśli nie doświadczamy jej pomocy, nie można tego przypisać niczemu innemu, jak tylko słabości naszej wiary. Sidła szatańskie otaczają nas z każdej strony; jesteśmy nieustannie narażeni na niebezpieczeństwa ciała i duszy. Idąc za przykładem dawnych chrześcijan, brońmy się częściej znakiem krzyża. Niechaj krzyż, aby nas chronić, pojawi się znowu w naszych miastach i wioskach, we wnętrzach naszych domów i w miejscach publicznych, na naszych piersiach i w naszych sercach.

Stosując teraz te rozważania do medalika, który jest tematem tego dziełka (Szkic o pochodzeniu, znaczeniu i łaskach medalika albo krzyża św. Benedykta), możemy wywnioskować, że powinno być rzeczą pożyteczną posługiwanie się z wiarą medalikiem św. Benedykta w sytuacjach, w których możemy się obawiać zasadzek nieprzyjaciela. Jego opieka, nie wątpmy w to, okaże się skuteczna we wszystkich rodzajach kuszenia. Liczne i niepodważalne fakty ukazały też jego potężną pomoc w mnóstwie sytuacji, w których wskutek samorzutnego działania szatana czy w wyniku jakichś czarów wierni mogli obawiać się zagrożenia. Możemy go też używać, by przysłużyć się innym, jako sposobu ochrony lub uwolnienia, gdy przewidujemy niebezpieczeństwa, na jakie mogą być narażeni. Często nieprzewidziane wypadki grożą nam na lądzie i morzu; nośmy na sobie z wiarą medalik, a będziemy chronieni. Nawet w całkowicie przyziemnych sytuacjach ludzkiego życia doświadczano dzięki niemu mocy świętego Krzyża i potęgi św. Benedykta. Złe duchy w swej nienawiści do człowieka atakują zwierzęta, które mają mu służyć, pokarmy, które powinny podtrzymywać jego życie; ich złośliwy wpływ przyczynia się często w znacznym stopniu do zaistnienia i uporczywego trwania dolegliwości, które odczuwamy. Doświadczenie dowodzi, że pobożne używanie medalika i towarzysząca mu modlitwa powodowały często ustanie zasadzek szatańskich, wyraźną ulgę w chorobach, a niekiedy nawet zupełne uzdrowienie.


Prosper Guèranger OSB Szkic o pochodzeniu, znaczeniu i łaskach medalika albo krzyża św. Benedykta Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).