Kontemplacja ikon wprowadza człowieka w samo centrum żywego nurtu tradycji. Kiedy czytamy ikonę, to nie tylko odkrywamy objawione słowo Boga, nie tylko poznajemy treść, którą Bóg odsłonił przed człowiekiem, nie tylko odkrywamy jego ustalone i ściśle określone znaczenie, ale zanurzamy się w samym słowie, zostajemy zatopieni w żywym tchnieniu Ducha, który prowadzi nas ku Bogu. Dlatego każda ikona jak każde słowo Boga jest czymś żywym, otwartym, co możemy odkrywać nieustannie, czym możemy się delektować, coraz bardziej zatapiając się w nowych strumieniach ożywczego tchnienia Ducha.

W kontemplacji nie chodzi jednak tylko o to, żeby poznać Jego natchnienia. Istotne jest raczej to, by przekroczyć formę, żeby patrząc na widzialne, wychylić się w kierunku niewidzialnego, żeby doświadczyć samego Ducha i od Niego czerpać światło, bo to On jest prawdziwym światłem w ikonie.

Kontemplacja ikony powinna zatem prowadzić do jej przekroczenia. Powinna wieść do rozpoznania Tego, który przez nią przepływa, poznania tego strumienia światła, które przez to przedstawienie wpada do naszego świata.

Bardzo często kanon w ikonopisarstwie jest rozumiany jako skamielina, która zdołała zamknąć w sobie promień Bożej prawdy. Boga jednak nie da się zamknąć. On jest prawdą nieustanie przelewającą się ze źródła, nieustannie opromieniającą wszystko, co istnieje. Dlatego też ikona nie jest zwykłym obrazem, ale oknem. W pewnym sensie można nawet powiedzieć, że nie daje nam gotowego słowa, ale poczyna je w nas. Ono tym bujniej wzrasta i mocniej wybrzmiewa w ludzkim sercu, im głębiej zaglądamy w ikonę, przekraczając jej powierzchnię.

Odczytanie ikony, które jest przeniknięciem pod powłokę formy, wymaga jednak dużego i długotrwałego zaangażowania. Do tego, żeby wejść i wpasować się w strumień Ducha, trzeba wpatrywać się nie tylko w ikonę, ale trzeba wpatrywać się też w siebie i odczytywać tam ślady opromieniającego nas światła. Trzeba w pewnym sensie dostrajać do niego swoje życie i trzeba zapomnieć, że świat ikony i świat naszego życia to dwie różne rzeczywistości. One muszą zacząć zlewać się w jedną całość. Przy takim odczytaniu zaczyna się zmieniać kierunek przenikania: światło z ikony wpada w nasz świat, ale jest ono obrazem nie jakiegoś innego świata, ale naszego, tyle że już spełnionego i doskonałego.

Jest taki typ ikony, który w swoich różnorodnych nazwach wyraża to wszystko o czym właśnie wspomnieliśmy. Mowa o przedstawieniu Nieoczekiwana radość albo inaczej Poczęcie lub Spotkanie w Złotej Bramie. Przedstawia ona scenę spotkania Joachima i Anny – rodziców Najświętszej Maryi Panny. Cała opowieść wyrażona na ikonie, która jest zaledwie pretekstem i obrazem, dzięki któremu zostaje uwolnione o wiele obfitsze światło Bożej prawdy, zaczerpnięta jest z apokryficznej Protoewangelii Jakuba, pochodzącej z II w. Według tego podania Joachim i Anna, chociaż byli sprawiedliwi, to jednak bardzo cierpieli z powodu braku potomstwa. W kulturze semickiej bezdzietność była uważana za brak łaskawości Boga z powodu grzesznego życia, a więc była po prostu postrzegana jako przekleństwo. Dlatego doszło nawet do tego, że kiedy Joachim chciał złożyć w świątyni ofiarę Bogu, to został z niej wyrzucony. Po tym znieważeniu uciekł na pustynię, gdzie modlił się ze łzami. W tym samym czasie Anna modliła się o litość Boga. Po czterdziestu dniach ich modlitwy i płaczu obojgu jednocześnie objawił się anioł, zapowiadając, że Anna pocznie dziecko, które będzie wielką radością dla całego świata. Joachim czym prędzej pobiegł wtedy do miasta, Anna natomiast wybiegła z domu na spotkanie małżonka. Spotkali się w Złotej Bramie i tam wpadli sobie w ramiona. To spotkanie stało się początkiem nowego etapu ich życia, bo wtedy właśnie poczęła się „Nieoczekiwana Radość”.

 

Ikona ta, podobnie jak opowieść, jest świadectwem pewnej tradycji. W swojej głębszej warstwie opowiada o pięknej i wytrwałej miłości, o ciemności, którą miłość może rozproszyć, o dniu, który zawsze nadchodzi, nawet po najdłuższej nocy, i o tym, że taka właśnie miłość jest płodna w ogromną i nieoczekiwaną radość. Ze względu na historię Joachima i Anny ikona ta bardzo często jest szczególnie czczona przez bezdzietne małżeństwa, które uporczywie i z ogromną nadzieją czekają na potomstwo.

Taka jest historia tej ikony i taka tradycja stoi u podstaw formowania się jej kanonicznego kształtu, ale przecież tradycja jest żywa. Ikona chce powiedzieć nam więcej, niż się spodziewamy, chce nas mimo wszystko zaskoczyć zawsze nieoczekiwaną radością i zawsze nową i olśniewającą prawdą. Dlatego opowiada nie tylko o nocy cierpienia i poranku radości, ale też o tym, skąd się bierze prawdziwe światło rozpraszające tę noc, oraz o tym, kiedy to światło się poczyna. Wszak ikona ta jest przedstawieniem sceny poczęcia Tej, która nosi miano Jutrzenki lepszej przyszłości.

Ikona poczęcia Bożej Rodzicielki jest więc słowem o miłości i jedności człowieczeństwa, którego pełnię stanowi mężczyzna i kobieta. Jedności, która nie jest tylko psychologicznym dopasowaniem, zgodnością charakterów i tym podobne, ale początkiem ostatecznego spełnienia. Ta ikona jest przepełniona złotem, które wylewa się i przenika przez każdą jej szczelinę. Nie tylko stanowi tło, przenika bramę, w której spotykają się Anna i Joachim, ale też wypełnia samo miasto. Jego domy zatem są mieszkaniem Światłości, bo i w samej ikonie wszystko jest zanurzone w Bogu. Wszystko jest Nim wypełnione. Miasto, w którego bramie doszło do spotkania, to oczywiście Jerozolima, a właściwie Święte Jeruzalem zstępujące z nieba od Boga, które w apokaliptycznej wizji jest utożsamiane z Oblubienicą Baranka (zob. Ap 21,9–27). Pierwszą miłością, która tutaj się rodzi, jest zatem ta między Oblubieńcem-Chrystusem i Oblubienicą-Świętym Miastem Jeruzalem. A ono to przecież nic innego jak Kościół święty. Ciałem Oblubienicy są zatem ludzie, a jednocześnie Ciało to jest utkane z miłości Chrystusowej. I dlatego na ikonie to miasto wyraża jedność najpełniej realizującą się w przebóstwionej i uduchowionej miłości mężczyzny i kobiety, która jednak nie jest jednością zacierającą różnicę, ale wyostrzającą indywidualną tożsamość każdego z nich, co w rzeczywistości tylko wyostrza ich piękno i czyni zdolnymi do zjednoczenia. Uduchowiona miłość wyrażona w kształtach miasta również, pomimo swojego przebóstwienia, nie niszczy niczego, co ludzkie. Taka jest bowiem natura zjednoczenia z Bogiem i w Bogu, który jest najwyższą miłością. Ona pragnie zjednoczenia, pragnie również adorować Tego, którego kocha, i dlatego nie dopasowuje umiłowanego do siebie, nie niszczy, ale przenika i rozświetla.

Co ciekawe, prawda tej ikony skupia w sobie jednocześnie zaczątek realizacji zamysłu Bożego, obecnego przed wiekami, z prawdą o ostatecznym zjednoczeniu, kiedy to Bóg stanie się wszystkim we wszystkich. I to nie wszystko: w przestrzeni rozciągającej się między początkiem i końcem Boskiego działania zawiera się również prawda o jedności świata, którą Bóg ustalił, stwarzając go. Pierwsze wersety Księgi Rodzaju opisują, w jaki sposób Bóg tworzy świat – oddzielając i porządkując jego elementy. Oddziela światłość od ciemności, morza od lądów, dzień od nocy, aż w końcu stwarza mężczyznę i kobietę i w tym ostatnim akcie stwórczym pozostawia nam również ślad Bożego procesu różnicowania, dzięki któremu dwoje może stanowić jedno w miłości. Ta prawda objawiona w Piśmie Świętym znajduje swoje odzwierciedlenie także na ikonie.

W centrum znajdują się dwie postacie: mężczyzny i kobiety, wtulonych w siebie tak ściśle, że ich zlewające się ze sobą szaty wydają się tworzyć jedną całość. Ich twarze lgną do siebie, a wzrok się spotyka. Ale i tutaj indywidualne cechy nie zostają zatarte, ale właśnie przez akt zjednoczenia stają się jeszcze bardziej uwydatnione. Widać to w każdym szczególe, jak na przykład w sposobie namalowania stóp. Obleczone w sandały na ikonach oznaczają dojrzałość i męstwo, natomiast zakryte są cechą charakterystyczną bądź wieku dziecięcego, bądź kobiecości. Na ikonie Joachim swoją stopą przydeptuje szatę Anny, co oznacza, że to on czuwa nad jak najpełniejszym wyrazem jej kobiecości.

Ikona Spotkania opowiada zatem nie tylko historię poczęcia Najświętszej Maryi Dziewicy. Jest uniwersalnym obrazem spotkania męskości z kobiecością, Oblubieńca z Oblubienicą, Boga z człowiekiem. Spotkania jednoczącego, które nie prowadzi do zniszczenia, ale do wzajemnego dopełnienia, w którym rodzi się pełne piękno własnej tożsamości, która nie może rozbłysnąć w odosobnieniu. Cud jednoczącej miłości polega właśnie na tym, że im bardziej wpatrujemy się w ukochaną osobę, tym bardziej stajemy się sobą. Im bardziej dbamy o drugiego, tym bardziej wzrastamy. Różnica zatem nie jest źródłem ciemności, ale światła. Ona jest przestrzenią spotkania i zjednoczenia, zaś spotkanie w różnorodności jest odkryciem nieoczekiwanej radości, która poczyna się w akcie wzajemnego obdarowywania się i wzajemnej adoracji.

Ogromnym cudem zatem jest również to, że wydarzenie poczęcia Maryi ukazane na tej ikonie jest właściwie pierwszym aktem realizacji planu zbawienia. Po upadku człowieka, odejściu od Boga, rozbiciu świata na kawałki i zranieniu ludzkiej natury egoizmem właśnie w taki sposób dokonuje się wkraczanie Boga w historię. Tutaj wypełnia się pierwszy akt, a właściwie rozgrywa się preludium przyjścia Syna Bożego, który ma wszystko naprawić. To światło, które zaczyna lśnić w tym typie ikony, jest zatem pierwszym akordem uobecnienia się w świecie odwiecznego zamysłu Boga – pierwszym wybłyskiem Słowa wydobywającym się z Błogosławionego Milczenia – a słowem tym jest miłość.

Dokładnie to samo, co ta ikona wyraża, dzieje się podczas jej kontemplacji. Człowiek spogląda przez okno na Boga i Jego idealny świat, zupełnie inny od naszego. I w tym spojrzeniu spotyka spojrzenie Ojca, wpatrującego się w naszą rzeczywistość – zupełnie inną od Jego rzeczywistości. Niebo łączy się z ziemią, w serce wstępuje nieoczekiwana radość, a Boża miłość staje się udziałem ludzi.


Nadia Miazhevich, Jan P. Strumiłowski OCist Ikony Zbawienia Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).