Jedną z kwestii żywo dyskutowanych był więc problem wiarygodności informacji zawartych w Żywocie. Nie wszyst­ko, co Atanazy opowiada w nim, może być sprawdzone; po­trafimy to uczynić w odniesieniu do realiów ówczesnego świata znanych z innych źródeł, możemy zastanowić się tak­że nad prawdopodobieństwem niektórych sytuacji. Wreszcie pouczające jest porównanie Antoniego, jakiego nam kreśli Atanazy, z Antonim znanym z apoftegmatów czy listów. Zatrzymajmy się nad tymi epizodami Żywotu, na któ­rych można dokonać zabiegu sprawdzenia.

Zacznijmy od istotnej sprawy wykształcenia Antoniego. W 1 rozdziale Atanazy mówi o swym bohaterze: grammata mathein ouk enescheto, „nie chciał uczyć się grammata”. Tłuma­czenie słowa grammata, a wobec tego i całego zwrotu, nie jest wcale oczywiste. Można je rozumieć w sensie dosłow­nym: „nie nauczył się liter” (a więc nie umiał czytać i pi­sać), ale także w przenośnym: „nie nauczył się literatury”, a więc nie otrzy­mał wykształcenia, które w tych czasach po­legało przede wszystkim na czytaniu i komentowaniu utwo­rów literackich. Ten drugi sens grammata jest bardzo pospolity w czasach późnego cesarstwa. Trudno powie­dzieć, jak go rozumiał sam autor, a także jaka była rzeczywistość. Jest dość prawdopodobne, że Atanazy miał na myśli po prostu umie­jętność pisania i czytania. Przemawiałby za tym całkowity brak wzmianek o księgach w Żywocie, a także zdanie, jakie zamyka rozdział 3: „A z taką uwagą słuchał, gdy czytano Pismo, żeby nic z niego nie padło na ziemię, że pamięć wystarczała mu za książki”. Dodatkowy argument za niepiśmiennością Antoniego sta­nowi ustęp w Epistula Ammonis, utworze wchodzącym w skład dossier pachomiańskiego. Jest w nim mowa o liście Antoniego do Teodora, przyniesio­nym przez braci, którzy byli gość­mi Świętego. Bracia powie­dzieli Teodorowi, że Antoni „napisał przez nas” (egrapsen soi di’hemon). Zwrot ten zdaje się sugerować, że list został napisany (w materialnym sensie) przez nich.

Jednak wielu badaczy waha się (a i ja dzielę ich opory) przed przyjęciem tezy o niepiśmienności Antoniego. Chęć gruntownego poznania Pisma Świętego musiała stanowić do­statecznie silny motyw dla człowieka o wielkiej wrażliwości religijnej, aby skłonić go do opanowania umiejętności czyta­nia. Będę miała jeszcze okazję zastanawiać się nad zasadnością opinii, że Antoni zupełnie nie znał greki, w każdym razie mógł jednak nauczyć się pisma koptyjskiego, które posługiwało się zestawem liter greckich, uzupełnionych kilkoma znakami służącymi do notowania dźwię­ków specyficznych dla języka Egipcjan. W drugiej po­łowie III w. istniały już koptyjskie przekłady Biblii, rozpo­częto także tłumaczenie dzieł religijnych. Można było, oczywiście, poznać Pismo Święte słuchając, jak inni je czy­tają, był to jednak sposób zdecydowanie mniej zadowala­jący. Nie widzę ponadto powodu, dlaczego Antoni miałby przyjąć postawę wrogą lekturom; ani w Żywocie, ani w in­nych tekstach nie da się znaleźć śladów takich poglądów. Nawet jeśli w dzieciństwie nie chciał nauczyć się pisma, to w toku długich lat ascezy prowadzonej w pobliżu swej wsi mógłby tę umiejętność zdobyć. Środowisko ascetów było na ogół piśmienne, a żyjący w pierwszej połowie IV w. inicjator życia klasztornego w ścisłym tego słowa znaczeniu, Pachomiusz, nakazywał wręcz uczenie mnichów, jeśli wstę­pując do zakonu byli niepiśmienni. Listy Antoniego (będę miała jeszcze okazję wrócić do tej kwestii we wstępie do nich) wskazują na to, iż miał on dość skomplikowaną kultu­rę teologiczną. Jej bogactwo łatwiej wyjaśnimy, przyjmując, że miał dostęp do ksiąg. Motyw serca czy pamięci zastępu­jącej księgi, występujący w Żywocie, jest dość pospolity w literaturze chrześcijańskiej i bywa odnoszony do ludzi z pew­nością piśmiennych (np. Rufin używa go, mówiąc o Orygenesie), nie powinniśmy więc przyjmować go w każdym wypad­ku dosłownie.

Atanazy, charakteryzując stosunek świętego do kul­tury, nie porusza się bynajmniej w kręgu spraw obojętnych dla pod­stawowego celu, jaki w Żywocie sobie stawiał. Święty był w jego ujęciu theodidaktos: uczony przez Boga, nie przez lu­dzi. Był także idiotes: człowiekiem prostym. Pamiętajmy jed­nak, że jest to słowo budzące biblijne echa. Idioteia jest ce­chą życia apostołów, znakiem niebiańskiego pochodzenia ich świadectwa. Członkowie Sanhedrynu dziwią się mądrości apo­stołów będących idiotai (Dz 4,13), tak jak filozofowie pogań­scy będą dziwili się mądrości Antoniego. W zakończeniu Ży­wotu Atanazy wróci jeszcze raz do tego wątku. „Bo nie był Antoni znany z powodu pism ani pogańskiej mądrości, ani jakiejkolwiek sztuki, ale z powodu bojaźni Bożej. Nikt nie zaprzeczy, że było to darem od Boga” (rozdz. 93). Dla Atanazego ważne było także, iż Antoni sam odsunął się od ludzkiej wiedzy i jej technik. Zbawienia nie uzyskuje się dzięki dziełom, literaturze, kró­lestwo niebieskie jest w nas (rozdz. 17). Sens odrzucenia kul­tury jest sformułowany szczególnie dobitnie w mowie do fi­lozofów poprzez serię przeciwstawień między postawą chrze­ścijan a pogan: rozum (nous) – literatura; czynna wiara – mitologia, wyrocznie; gotowość duszy – dialektyka.

Pamiętając o tym, jaką funkcję odgrywa w całości dzieła motyw odrzucenia grammata, nietrudno nam będzie rozumieć, iż nie można na podstawie twierdzeń Atanazego orzekać, czy Antoni umiał czytać, czy nie.

Jeden z tych fragmentów Żywotu, gdzie badanie wiarygod­ności jest możliwe, znajdziemy w rozdziale 46 poświęconym zachowaniu się Antoniego w czasie prześladowań zarządzo­nych w latach 310–311 przez Maksymina Daję. Antoni opuścił swą pustelnię (żył już wówczas w Pispir) i udał się do Alek­sandrii. Miał w niej wedle Atanazego pomagać współwy­znawcom w metalla (termin oznacza zarówno kopalnię, jak i kamieniołom) i w więzieniach, zachęcać w sądzie do wy­trwania, towarzyszyć skazanym na miejsce kaźni. Prefekt bę­dący namiestnikiem prowincji, której stolicą była Aleksandria, zaniepokojony efektami działań Antoniego, wydał jakoby roz­kaz, aby żaden mnich nie pojawiał się na sali sądowej, ani w ogóle w mieście. W odpowiedzi na to Święty uprał swe szaty (widocznie brudny strój wyróżniał mnichów) i mani­festa­cyj­nie, ku zdumieniu prefekta, pojawił się w trybunale.

Z relacji wynika więc, że wysoki urzędnik, poganin, wie­dział, kim byli mnisi, zdawał sobie sprawę, że stanowili osob­ną kategorię, łatwą do wydzielenia. Wydaje się to u progu IV w. jeszcze niemożliwe. Wprawdzie wokół Antoniego od mniej więcej dziesięciu lat gromadzili się zwolennicy jego formy ascezy, ale nie stanowili oni jeszcze grupy dostatecz­nie licznej, aby wiedza o nich dotarła do prefekta. Zresztą, jeśli tenże chciałby usunąć z sali, w której toczyło się postę­powanie, niewygodnych widzów, dysponował szeregiem sku­teczniejszych środków od edyktu. W źród­łach opowiadających nam o przebiegu prześladowań Maksy­mina Dai nie ma wzmianki o roli mnichów i zakazie ich po­bytu w mieście.

Ponadto chciałabym zwrócić uwagę czytelnika na szczegół tego przekazu, który umknął dotychczas uwadze komentato­rów tekstu. Gdzie mieściły się metalla wspomniane przez Ata­nazego? Z tekstu wynikałoby, że w samej Aleksandrii. Otóż nie jest to możliwe. Wprawdzie w pobliżu miasta, w dzisiej­szym Mex, znajdują się kamieniołomy, z których w owych czasach czerpano kamień do budowli, ale nic nie wskazuje na to, aby tam miano zsyłać skazanych. Nie mówi o tym ża­den z tekstów antycznych i byłoby to wysoce nieprawdopo­dobne, Nie każdy kamieniołom lub kopalnia mogły nadawać się na miejsce kary; wybierano takie, w których można było więźniów izolować i nadzorować bez angażowania nadmiernej liczby strażników. Nikt nie zaryzykowałby umieszczania skazanych w bezpośredniej bliskości Aleksandrii, która miała za­służoną sławę miasta niespokojnego, łatwo się buntującego, a pełnego chrześcijan. Wiemy też z tekstów odnoszących się do Melicjusza, biskupa Lykopolis, że skazańcy egipscy, a i on w ich liczbie, trafili do Palestyny do słynnych kamienioło­mów w Phaino (Epifaniusz, Panarion 68, w PG 42, kol. 208). Euzebiusz wspomina ponadto o zesłaniu do jakiegoś, przez niego nienazwanego miasta w Cylicji (Męczennicy palestyń­scy VIII, 13; XI 5,6). W Egipcie poświadczony jest jako miej­sce zsyłki Mons Porphyrites, masyw górski położony na Pustyni Arabskiej, dostatecznie odcięty od terenów zamieszkanych, aby ułatwić nadzór nad więźniami. Wynika stąd jasno, że Antoni mógł pocieszać więźniów w więzieniach, ale nie w metalla.

Wskazane tu przeze mnie nieprawdopodobne elementy ob­razu nakreślonego w 46 rozdziale Żywotu nie powinny nas skłaniać do odrzucenia całego epizodu jako niehistorycznego. Antoni przybył na pewno do Aleksandrii w czasie prześlado­wań, zgodne to było z religijnością jego środowiska i logiką jego postępowania, a uczniowie Świętego z pewnością takie fakty pamiętali. Natomiast pozostałe wiadomości pochodzą wyłącznie od Atanazego, który komponował obraz wedle te­go, co wydawało mu się prawdopodobne i zgodne z rysami opisywanej postaci. Urodzony ok. 296 r. Atanazy nie pamię­tał dostatecznie dobrze przebiegu prześladowań, aby uchro­nić się przed wprowadzeniem do opisu elementów rzeczywi­stości o dziesiątki lat późniejszej. Mnisi w czasach jego bi­skupiej działalności byli ważną, dobrze widoczną grupą ludno­ści, zakładał więc, że tak było i w 311 r. Kreśląc heroiczną postać ascety równego męczennikom, pragnął uczynić go ucze­stnikiem ich przeżyć, stąd wprowadził Antoniego nie tylko do więzień, ale i do miejsc, gdzie cierpieli wyznawcy.


Fragment Wstępu Żywot św. Antoniego Wielkiego książki , której autorem jest św. Atanazy Aleksandryjski

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).