W rozdziale 81 Żywotu znajdziemy wiadomość o liście, ja­ki skierowali do Antoniego cesarze Konstantyn oraz jego sy­nowie, Konstancjusz i Konstans. Mieli oni pisać do niego „jak do ojca”, prosząc o odpowiedź. Antoni, po pewnych oporach, zgodził się odpisać, udzielając władcom nauk moralnych, a ce­sarze cieszyli się z otrzymanego pisma. Wiadomość ta musi się odnosić do lat 333–337, gdy obaj synowie byli już mia­nowani cezarami, a przed śmiercią Konstantyna. O wymianie listów między Antonim a cesarzem opowiada nam także hi­storyk Hermiasz Sozomen (II 31). Miała ona wedle niego miej­sce po synodzie w Tyrze, w czasach, gdy Atanazy był na wygnaniu. Warto ten przekaz tu zacytować: „…chociaż oczy­wiście i lud aleksandryjski nieustannie podnosił głos, nawet w uroczystych nabożeństwach błagając o powrót Atanazego, i wielki mnich Antoni niejednokrotnie pisał w jego sprawie, zaklinając władcę, by nie wierzył melicjanom i za oszczer­stwo uważał ich oskarżenia, cesarz nie dał się przekonać. Przeciwnie: do aleksandryjczyków napisał wyrzucając im bez­myślność i brak karności, a jeśli chodzi o duchownych i po­święcone służbie Bożej dziewice, polecił im zachowanie spo­koju; jednocześnie powtarzał z uporem, że nie cofnie swej decyzji i nie odwoła Atanazego z wygnania, jako buntowni­ka, i to skazanego z ramienia sądu Kościoła. Odpowiadając zaś Antoniemu dał do zrozumienia, że on, cesarz, nie może sobie lekceważyć orzeczenia synodu. Bo jeśli nawet ci i owi – pisał do niego – rozsądzając sprawę kierowali się niechęcią czy sympatią, to przecież jest wprost nie do pomyślenia, aby tego rodzaju nastawienie miała olbrzymia rzesza wykształco­nych i pobożnych biskupów. Bo, co dotyczy Atanazego, jest on pyszałkiem i człowiekiem, który nie przebiera w słowach, i to on ponosi winę za niezgodę i niepokój”.

Datowane na te same lata oba przekazy dotyczą chyba tej samej wymiany listów, ale jakże są odmienne! Relacja Sozomena jest konsekwentnie zbudowana i zgodna z tym, co wiemy o polityce Konstantyna, stylu jego listów, stosunku do Atanazego. Za jej autentycznością przemawia także to, iż nie bylibyśmy w stanie powiedzieć, kto mógłby być zainte­resowany w wymyśleniu takiej historii, stawiającej cesarza w nieprzychylnym świetle, a nie służącej chwale Świętego (do tego celu służyły opowiadania o interwencjach uwieńczonych powodzeniem). Sozomen znalazł zapewne listy w jakimś zbiorze dokumentów, jakich wiele wówczas kursowało.

Dlaczego Atanazy w ogóle zamieścił relację o listach? Mógł wszak całą sprawę pominąć milczeniem. Trudno sobie wy­obrazić, aby uczynił to z racji niewiedzy na temat prawdzi­wego sensu listu. Biskup Ale­ksandrii nie mógł nie czytać cesarskiego posłania, które nie miało bynajmniej prywatne­go charakteru i które kolportować musieli jego wrogowie, jakich nie brak było w Aleksandrii. Czyżby istniała inna, wcześniejsza wymiana korespondencji? Uważny badacz Żywotu, K. Heussi (a i ja w ślad za nim) nie waha się odpowiedzieć na tę sugestię negatywnie. Inicjatywa napisania li­stu do ascety w odległym Egipcie ze strony cesarza jest w tej tak wczesnej epoce nieprawdopodobna, nie mówiąc już o tym, że trudno sobie wyobrazić, aby sława Antoniego dotarła już wówczas do Konstantynopola. Nawet gdyby cesarz pełen był czci dla Świętego, to w ówczesnej sytuacji wewnętrznej wschodniej części cesarstwa nie podjąłby takiej inicjatywy. Konstantyn był wrogo nastawiony do Atanazego, które­go uważał, jak widzieliśmy, za pyszałka, a w każdym razie za przeszkodę na drodze zgody w Kościele. O poparciu w środowisku ascetów dla jego osoby Konstantyn nie mógł nie wiedzieć.

Musimy więc założyć, że Atanazy świadomie przed­stawił sprawę inaczej, niż miała się ona w rzeczywistości, i próbo­wać zrozumieć jego motywy.

Stosunek Atanazego do Konstantyna pełen był ostrożności. Nie atakował go, jak to czynić będzie, i to w ostrej formie, w stosunku do Konstancjusza. Prestiż tego, komu religia chrze­ścijańska zawdzięczała tak wiele, był tak niepodważalny, że krytyka jego postępowania, nawet w wiele lat po jego śmierci, nie wydawała się dopuszczalna. Atanazy nie pisał więc o tym, co miało miejsce, ale o tym, co powinno się wy­darzyć. Narzucał czytelnikom obraz wzorowych stosunków między reprezentantami cesarskiego urzędu a ludźmi święty­mi. Antoni stoi ponad władzą, jest wobec człowieka ją dzier­żącego ojcem, pouczającym o tym, jak powinna być spra­wowana. W warunkach ciągle trwających prześladowań zwo­lenników ortodoksji, w ustach biskupa ukrywającego się przed ścigającymi go urzędnikami zdania zawarte w tym pa­ragrafie stanowiły znamienny program: „Odpisał więc, chwaląc ich, że służą Chrystusowi, doradzał im, co jest potrzebne do zbawienia, żeby nie uważali za wielkie tego, co jest teraz, ale żeby pamiętali o przyszłym sądzie i wiedzieli, że jedynie Chrystus jest prawdziwym i wiecznym władcą. Prosił, aby miłowali ludzi i by szanowali sprawiedliwość i ubogich. Oni, gdy otrzymali odpowiedź, ucieszyli się” (rozdz. 81).

Zamieszczenie tak sformułowanego programu było dla nie­go ważne nie tylko z racji jego ewentualnego oddziaływa­nia na bieżącą sytuację. Atanazemu zależało na czymś znacz­nie ważniejszym. Obraz Świętego, kreślony nie dla wiernego odbicia rzeczywistości, ale jako model nowego bohatera chrze­ścijańskich już czasów, nie byłby pełny, gdyby nie znalazła się w nim charakterystyka jego stosunku do cesarza. W ob­liczu tak pojętego przez Atanazego zadania cała sprawa realnego li­stu sprzed lat była epizodem niegodnym uwagi. Po­został fakt napisania listu do Świętego; nie jest zresztą wy­kluczone, że zdania przypisane Antoniemu naprawdę się w je­go liście znalazły.

Badaczom tekstu Atanazego podejrzane wydawały się ustę­py opisujące stosunek Antoniego do hierarchii kościelnej (rozdz. 67) i herezji (68–70, 82). W tych sprawach Atanazy nie mógł być obiektywnym rejestratorem słów Antoniego; był stroną, i to namiętności pełną, a jego stwierdzenia trzeba widzieć w perspektywie walk toczonych w Aleksandrii i w skali całego cesarstwa w obronie ortodoksji i prestiżu Ko­ścioła. Odwołanie się do słów Świętego, otoczonego powszech­ną czcią, mogło jego pozycję wzmocnić. Antoni „czcił porządek Kościoła”, „Nie wstydził się skłaniać głowy przed biskupami i kapłanami”, a pewnego razu, udzielając nauk moralnych pewnemu diakonowi, ustąpił mu miejsca, gdy przy­szło do modlitw. Czy tak było jednak w istocie? Czy między charyzmatykami, jakimi byli Antoni i jego mnisi, a przedstawicielami hierarchii kościelnej, powoływanymi na swe god­ności z innych racji, rzeczywiście nie rodziły się napięcia? Czy ci pierwsi nie czuli swej wyższości nad drugimi? Nie­jeden z historyków współczesnych gotów był na te pytania odpowiedzieć twierdząco. Warto jednak pamiętać, że nie znajdziemy podstaw do takich sądów w źródłach, pojedyn­cze przypadki krytyki duchownych przez mnichów nie są tu wystarczające, aby orzec konflikt między grupami, a znamy tylko jeden casus niechętnego stosunku kilku biskupów do mnichów: miał on miejsce w początkach kariery Pachomiusza. Nawet jeśli stosunek ascetów do hierarchii nie był na­cechowany takim respektem, jak to nam sugeruje Atanazy i inne źródła, których autorami byli dostojnicy kościelni, na­pięcia między tymi środowiskami nigdy nie narastały na ty­le, aby znaleźć wyraz w literaturze. Zasługa w tym wielka samego Atanazego, który dobrze rozumiał wielkość i wagę pustynnych dokonań. Dzielił tu poglądy chrześcijan jemu współczesnych, nie ma więc powodu, aby wątpić w szcze­rość jego słów. Biskup Aleksandrii w swych rozlicznych wal­kach szukał oparcia wśród mnichów. Jego postawa pełna sza­cunku wobec świętych Ojców Pustyni stanie się wzorem dla następnych patriarchów i biskupów. Mnisi, mający aż nadto dowodów przychylności najwyższych dostojników, mogli z czystym sumieniem oceniać surowo prezbiterów czy diakonów, nie stawiało to pod znakiem zapytania ich stosunku do Kościoła.

Charakterystyczne, że Atanazy nie wspomina o pro­pozy­cjach święceń kapłańskich dla Antoniego (takie inicjatywy musiały mieć miejsce, o analogicznych próbach wobec innych ascetów niejednokrotnie się dowiadujemy) ani o motywach jego odmowy. Jeśli czytelnik dowiadywał się, że osoby tak święte jak Antoni nie czuły się godne urzędu kapłańskiego, to nie mógł się nie zastanowić nad wartościami moralnymi – żeby nie powiedzieć: kwalifikacjami – tych prezbiterów i dia­konów, którzy działali w jego gminie.

Trudno jest powiedzieć, czy rzeczywiście Antoni tak zde­cydowanie odsuwał się od melicjan, jak twierdzi Atanazy, a także czy miał taki stosunek w toku całego swojego życia. Schizmatycy – rygoryści, zwłaszcza w początkach, mogli budzić sympatię w kręgach monastycznych (wiemy, że istniały wspólnoty monastyczne melicjańskie). Nie jest jednak wyklu­czone, że Antoni potępiał sprawców rozłamu w Kościele, win­nych widząc w melicjanach.

Natomiast zdecydowane odrzucenie arianizmu jest pewne. Polemikę z tym kierunkiem znajdziemy w Listach Antoniego. Teologia ariańska, naznaczona piętnem antycznego racjona­lizmu, posługująca się pojęciami i technikami filozofii po­gańskiej, umniejszająca boskość Chrystusa i Jego rolę w dziele zbawienia świata, nie znajdowała przychylnego odze­wu wśród egipskich mnichów (w każdym razie nie mamy żadnych świadectw źródłowych). Natomiast sformułowania, które Atana­zy wkłada w usta Antoniego, pochodzą od niego, co nie ozna­cza, abyśmy mieli sądzić, że nie oddawały wiernie postawy Świętego. Zauważmy przy okazji, że w Żywocie manichejczycy są traktowani jako herezja chrześcijańska i że nie ma mowy o orygenistach. Autorytet wielkiego teologa w po­łowie IV w. nie był jeszcze zdecydowanie kwestiono­wany.


Fragment Wstępu Żywot św. Antoniego Wielkiego książki , której autorem jest św. Atanazy Aleksandryjski

Nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie publikowany. Wypełnij pola oznaczone (*).